poniedziałek, 31 października 2016

Podsumwowanie października + stos!


Październik minął bardzo szybko. Miałam miesiąc wdrażania się w nowe techniki na studiach doktoranckich, właściwie ten etap trwa nadal, tylko poszerzam swoje zdolności. Nadal jestem lekko przerażona, ale nie narzekam. Choć stresu i nerwów tak czy siak się nie uniknie, ale z tym to akurat mierzy się każdy ;)
Dzisiaj wypada Halloween, a ja cały dzień się obijam. Ot tak, świętuje leniuchowaniem, ale podsumowanie musi być!

W tym miesiącu udało mi się przeczytać 17 książek!

1. Stalker - Lars Kepler - 608 stron - recenzja
2. Super Zielone - Sally Obermeder - 192 strony - recenzja
3. Uratuj mnie - Anna Bellon - 352 strony - recenzja
4. Praktyczny kurs języka angielskiego - Beata Pawlikowska - 364 strony - recenzja
5. Pisane ogniem - Marcus Sakey - 400 stron - recenzja
6. Tajemnice Amy Snow - Tracy Rees - 504 strony - recenzja
7. Osobliwy dom Pani Peregrine - Ranson Riggs - 400 stron - książka vs film
8. Łowca czterech żywiołów - Agata Adamska - 336 stron - recenzja
9. OOBE. Ścieżka Serca - Robert Noble - 312 stron - recenzja
10. Pasożyty. Prawdziwa przyczyna chorób - Alan E. Baklayan - 292 strony - recenzja wkrótce
11. Szumowiny - Jorn Lier Horst - 416 stron - recenzja
12. Alkaliczny styl życia - Beata Sokołowska - 304 strony
13. Gupi muzg - r Dean Burnett - 376 stron - recenzja wkrótce
14. Hobbit - J. R. R. Tolkien - 276 stron
15. Siła niższa - Marta Kisiel - 376 stron - recenzja
16. Skóra pełna blasku - Karen Fisher - 288 stron - recenzja wkrótce
17. Zaślepienie - Karin Slaughter - 300 stron

Łącznie 6096 stron, co daje jakieś 197 stron dziennie.

Najlepsze książki: Hobbit, Zaślepienie, Łowca czterech żywiołów
Najgorsze książki: Siła niższa,Pasożyty. Prawdziwa przyczyna chorób
Miłe zaskoczenie: Łowca czterech żywiołów

No i to, co najlepsze na koniec każdego miesiąca! Stos. To się powoli robi mało zabawne, niedługo będę musiała wynieść wszystko inne z pokoju, żeby mieć miejsce na książki.


To wygląda tak pięknie! Lecąc od lewej strony od dołu... Szumowiny, Łowca czterech żywiołów oraz Nie chcesz wiedzieć to egzemplarze recenzenckie od księgarni selkar.pl. Gupi muzg otrzymałam do recenzji od wydawnictwa Feeria. Kolejna pozycja, Kobiety w mafii to egzemplarz recenzencki od wydawnictwa MUZA. Następne pięć pozycji, czyli Mafia na wybrzeżu, Planeta grubasów, Atlantydzka zaraza, Rubinowy krąg oraz Dziewczyna z Summit Lake to egzemplarze do recenzji od księgarni taniaksiazka.pl. Grzesznik i Mnich to również egzemplarze recenzenckie - odpowiednio od GW Foksal i wydawnictwa Vesper. Ślepy trop, Dziewczyna w walizce i Pochłaniacz to zakupy biedronkowe :) A Perfekcyjne znalazły się w zamówionym przeze mnie Moondrive Box.

Drugi stos jest równie piękny! Wojna grzechu, Prawdodziejka, Szóstka wron, Zimne ognie, Status moralny zwierząt, Historia diabła i koncepcja zła oraz Okrutny miecz otrzymałam od portalu kawerna.pl w ramach współpracy. Wszystkie pozycje od wydawnictwa Papierowy Księżyc przytargałam z krakowskich Targów Książki. Boska Nefretete oraz Empire of Storms dostałam na katowickich Targach Książki od chłopaka :) Razem przybyło mi 30 książek!

Ogółem ciężko mi określić, jak wypadły Targi Książki w Krakowie, bowiem całą sobotę stałam na stoisku PK, ale widziałam, że ludzi było mnóstwo! Ja cieszyłam się spotkaniem z Aleksandrą Rudą i było mi również bardzo miło, jak podeszło się do mnie przywitać kilka blogerek :)

Jak Wam minął październik?

sobota, 29 października 2016

"Super Zielone" - Sally Obermeder & Maha Koraiem

 
 
 
 
Data wydania: 03.08.2016
Tytuł oryginału: Super Green Smoothies: Healthy Recipes for Healing and Happiness
Tłumacz:  Mateusz Suchecki
ISBN: 978-83-6544-234-5
Wymiary: 165 x 235 mm
Strony: 192
 Cena: 49,90 zł
 
 
 
 
 
 
 
Moda na smoothies trwa! Zwłaszcza na te zielone, które większość sceptycznych osób obrzydzają, ale Ci, którzy spróbowali ich choć raz, w dużej mierze popadli w smakowy obłęd! Tak, zmiksowany szpinak, jarmuż, sałata, kiełki – to może być pyszne! A dodatkowo zdrowe i odżywcze. Smoothies i koktajle mogą spokojnie zastąpić jakiś posiłek, chociażby śniadanie – to idealny zastrzyk energii z samego rana. Przekonały się o tym autorki książki Super Zielone, Sally Obermeder i Maha Koraiem. 

Przede wszystkim musicie wiedzieć, że ta książka to praktycznie same przepisy. Oczywiście mamy tutaj krótki, a właściwie bardzo krótki wstęp, w którym znajdują się krótkie i zwięzłe informacje o tym, czego potrzebujemy do przygotowywania smoothies – a raczej nie jest to nic skomplikowanego, bo wystarczy dobry blender; oraz spis produktów, które możemy do naszych koktajli dodawać – oczywiście nie chodzi tutaj o owoce i warzywa, bo to jest oczywiste, ale są to dodatkowe elementy smakowe, takie słodziki czy kakao, bądź suplementy, przyprawy i oleje, które zwiększają wartości odżywcze, stopień przyswajalności witamin oraz czasami walory smakowe. 

Drugi rozdział to najczęściej zadawane w tym temacie pytania – są przeróżne, a odpowiedzi są krótkie i zwięzłe, ale zawierają w sobie całą potrzebną kwintesencję. Jak już wspomniałam, największą część tej książki, praktycznie całą, zajmują przepisy. Autorki ułożyły je w bardzo fajnej kolejności, bowiem w kolejnych rozdziałach znajdziemy smoothies o różnych właściwościach. Na pierwszy ogień idą te uniwersalne, proste w przygotowaniu, zapewniające poprawę wyglądu skóry, poprawę samopoczucia czy niosące ze sobą wiele innych korzyści. Kolejny rozdział to „Szybkie i świeże”, czego chyba nie muszę wyjaśniać. Piąty rozdział ucieszy wszystkich, którzy dbają o formę – „Zadbajmy o sylwetkę”, tak brzmi jego tytuł. To w dużej mierze przepisy na smoothies przyspieszające przemianę materii i podkręcające metabolizm. Następnie otrzymujemy jeszcze przepisy na smoothies z przewagą warzyw, takie specjalne dla małych smakoszy oraz bardziej deserowe, bo z dodatkiem słodyczy.

Super Zielone to genialnie wydana książka! Przejrzysta, kolorowa, pobudzająca kubki smakowe i zachęcająca do jak najszybszego skorzystania z blendera. Jest tu całe mnóstwo pysznych i różnorodnych przepisów, które z pewnością wypróbuję. Piękna oprawa i piękne zdjęcia to jedno, ale ta książka po prostu inspiruje! Zielone smoothies są stałym elementem mojej diety, ale zawsze szukam nowych rozwiązań, a tutaj ich nie brakuje. Zdecydowanie polecam każdemu, naprawdę każdemu – wprowadzenie takich przepisów do swojego życia to łatwy i szybki sposób na poprawę zdrowia, kondycji oraz samopoczucia. To genialny zastrzyk energii i witamin, którego w okresie jesienno-zimowym z pewnością potrzebujemy!
 
Za egzemplarz serdecznie dziękuję:
 
www.illuminatio.pl
 

czwartek, 27 października 2016

"Praktyczny kurs języka angielskiego" + "Fiszki podróżnicze" - Beata Pawlikowska

http://hitsalonik.pl/produkt/praktyczny-kurs-mowienia-i-rozmawiania-jezyk-angielski
Zawsze chciałeś się nauczyć języka angielskiego, ale nigdy Ci się nie udało? Masz problem z tym, żeby się przełamać i zacząć mówić w tym języku? Czy czujesz, że zamyka to przed Tobą pewne możliwości? Na pewno wśród Was znajdą się tacy, którzy odpowiedzą „tak” i czują, że tak właśnie jest. Sama należę do osób, które bardzo chciałyby zdobyć płynność językową, jeżeli chodzi o angielski, ale wiadomo – jeżeli na co dzień nie mówi się w tym języku, to trochę ciężko tego dokonać. Czytanie, słuchanie czy pisanie to coś zupełnie innego. Choć nie uważam, żebym miała problem z angielskim i czuję się w nim dosyć mocna, coraz częściej też używam go w mowie, to mimo tego chętnie sięgnęłam po książkę Beaty Pawlikowskiej. 

Z pewnością jest to doskonały kurs dla każdego, kto nie miał do czynienia z angielskim przez kilka lat albo w ogóle, ani razu (choć nie wiem, czy tacy ludzie istnieją). Coś tam pamięta się może ze szkoły, ale to by było na tyle. Zapomniało się, jak odpowiednio stworzyć pewne zwroty, zapomniało się podstawowych słówek – w takim przypadku będzie to idealny, nowy „początek”. Dzięki tej pozycji ma się możliwość takiego stopniowego i lekkiego wczucia się w ten język, nawet jeżeli niewiele się z niego pamięta. Ciężko mi nieco określić zakres materiału, bowiem poszczególne lekcje raczej nie są ułożone tematycznie, a raczej wzrasta po prostu poziom ich zaawansowania. Dzięki temu można się nauczyć praktycznego zastosowania gramatyki, podstawowych słówek, tych najbardziej komunikatywnych, najczęściej spotykanych oraz sposobu ich wymawiania. Schemat jest bardzo przystępny – zwrot po polsku, następnie obok zwrot po angielsku i sposób wymawiania – przedstawiony wyjątkowo łopatologicznie, co dla wielu osób będzie ogromną zaletą. Do książki dołączona jest również płyta, co w moim odczuciu jest świetnym elementem każdego kursu – zawsze lepiej coś usłyszeć, niż tylko zobaczyć, jak to się czyta. Na samym końcu tej książki znajduje się również podstawowa gramatyka – bardzo dobrze i przejrzyście wyjaśniona.

Jeszcze jednym elementem związanym z nauką języka angielskiego są fiszki podróżnicze tej samej autorki. Wiecie, nigdy nie byłam przekonana do fiszek, zawsze wydawało mi się to czymś bezsensownym. A okazało się, że to świetna zabawa! To nie tylko możliwość sprawdzenia swojego stanu wiedzy czy słownictwa, ale po prostu nauka poprzez zabawę. Można siąść do nich z przyjacielem, rodzeństwem czy nawet rodzicem i zobaczyć, komu idzie lepiej. Fiszki są już podzielone w sposób tematyczny – zakupy, kawiarnia, hotel, poszczególne kontynenty czy sama podróż, w tym wypowiedzi, które przydadzą się nam np. na lotnisku. Przeglądając kilka z nich poczułam się jednak nieco dziwnie – bowiem żadnego zdania nie ułożyłam dokładnie tak, jak było podane! Okazuje się, że chyba używam zbyt skomplikowanych i złożonych, choć poprawnych gramatycznie i w pełni zrozumiałych zwrotów. To takie nawet pocieszające ;) Z pewnością fiszki sprawdzą się u osób, które potrzebują na szybko nauczyć się najważniejszych zwrotów przed podróżą, oraz podobnie jak „Praktyczny kurs…” tym, którzy chcą sobie język przypomnieć albo zaczynają od podstaw. 

http://hitsalonik.pl/produkt/fiszki-podroznicze-jezyk-angielskiJak łatwo się domyślić, nie będzie to coś odpowiedniego dla osób, które z angielskim dobrze sobie radzą – być może będzie to tylko sprawdzenie się, czy utrwalenie swojego poziomu znajomości angielskiego, ale na pewno te dwie pomoce autorstwa Beaty Pawlikowskiej nie wniosą nic nowego. Jednak wydaje mi się, że osoby, które czują się mocne w tym języku i tak nie rozglądają się za tego typu pozycjami i też nie są tutaj podstawową grupą odbiorczą. Jednak jestem przekonana, że zarówno książka, jak i fiszki, pomogą wielu osobom – nie tylko w poszerzeniu słownictwa i stosowanych sformułowań, ale również w przełamaniu się. Warto je ze sobą zabrać w podróż, bo nie zajmą dużo miejsca, a na pewno będą przydatne!

Za książkę i fiszki serdecznie dziękuję:

edipresse.pl

Książkę i fiszki przekazałam obecnie rodzicom, ponieważ zapisali się na zajęcia z angielskiego i jestem przekonana, że świetnie się te dwie rzeczy u nich sprawdzą! Dodatkowo do książki jest dołączona płyta - więc mają jeszcze dodatkowe, może bardziej interaktywne źródło wiedzy. Może Wasi rodzice albo bliscy też chcą sobie przypomnieć i wyćwiczyć język, który faktycznie przyda im się w życiu? Czy to podczas wakacji czy dłuższego pobytu za granicą... Nigdy nie wiadomo, co los nam przyniesie. Jednak te dwa elementy naprawdę polecam w takich przypadkach :) A może macie rodzeństwo w podstawówce? Sięgnijcie po fiszki i uczcie ich poprzez zabawę! :)

poniedziałek, 24 października 2016

"Ogniem pisana" - Marcus Sakey

 
 
 
 
 
Data wydania: 09.08.2016
Tytuł oryginału: Wrriten in Fire
Tłumacz:  Maciej Szymański
ISBN: 978-83-7818-696-0
Wymiary: 135 x 215 mm
Strony: 400
 Cena: 34,90 zł
Seria: Obdarowani #3 







Trylogia Marcusa Sakeya o agencie Nicku Cooperze zdobyła moje serce i szczere uznanie już na samym początku – pierwszy tom był znakomity, a drugi mu dorównywał na każdym kroku! Z wytęsknieniem czekałam na finał, pełna obaw, ale i ciekawości, jak zakończy się historia Obdarzonych. Na szczęście Dom Wydawniczy Rebis dba o to, aby czytelnicy nie czekali zbyt długo na kolejne części wydawanych przez nich serii, dlatego doskonale pamiętając poprzednie wydarzenia mogłam zagłębić się w lekturze Ogniem pisana. Nie miałam żadnych obaw sięgając po tę pozycję – choć może powinnam była, bo to w końcu zakończenie cyklu… A co gdyby autor miał spadek formy i trzeci tom mógłby zniweczyć tak doskonałą pracę, jaką wykonał w przypadku dwóch poprzednich? Jednak temu autorowi to chyba nie grozi... A przynajmniej taką mam nadzieję. 

Choć władze i społeczeństwo przez trzydzieści lat, od momentu pojawienia się pierwszych Obdarzonych, próbowali zapobiec wojnie domowej, ostatecznie się to nie powiodło. Choć wisiała ona w powietrzu już od lat, w końcu nadarzyła się okazja, aby wszystko wybuchło całkowicie. Ciężko dojść do jakiegokolwiek porozumienia, a co dopiero do takiego, które byłoby pozytywne w skutkach dla wszystkich – zarówno dla władz, zwykłych ludzi, jak i dla Obdarzonych. Nick Cooper ma w tym wszystkim jeden cel – zabić Johna Smitha, genialnego terrorystę, który jest w stanie dla swoich ideałów poświęcić przyszłość rodzaju ludzkiego. Aby tego dokonać będzie musiał podjąć ogromne ryzyko wiążące się z utratą nie tylko swojego życia, ale wszystkiego, co kocha najmocniej na świecie.

Trzeci i zarazem ostatnio tom tej trylogii wypada naprawdę świetnie! To niesamowite, że autorowi udało się utrzymać ten sam poziom, równie dobry, na każdym etapie rozwoju tej historii. To nie zdarza się zbyt często, jednak odczuwam nieodparte wrażenie, że finał tej opowieści nieco różni się od poprzednich dwóch tomów. Choć otrzymujemy tutaj logiczny ciąg wydarzeń, a każda sytuacja ma gdzieś swój początek i nic nie dzieje się z wypadku czy też bez przyczyny, to jednak wydaje mi się, że nieco zmienia się powaga sytuacji. Owszem, problematyka Obdarzonych i ludzkiej zawiści wobec ich umiejętności jest bardzo istotna już w pierwszym tomie i to ona stanowi moc napędową do rozgrywających się tutaj wydarzeń, ale teraz wiemy, że wszystko musi mieć gdzieś swój koniec. Wiemy, że wojna wymaga ofiar, że autor musiał podjąć pewną decyzję, która z pewnością nie należała do najłatwiejszych. Nie chciałabym tutaj za dużo zdradzać, ale naprawdę sporo się tutaj dzieje – wszystkie sprawy muszą się w taki czy inny sposób rozwiązać. Koniec tajemnic, koniec intryg – trzeba stawić czoła prawdzie.

Nie da się również nie zauważyć, a tym samym zlekceważyć, zmian zachodzących w głównym bohaterze. Zdobywane przez niego doświadczenie pięknie go ukształtowało i zdecydowanie wyszło mu to na dobre. Nicka naprawdę da się lubić, to taka postać w stylu Jamesa Bonda, która z pewnością przypadnie do gustu każdemu fanowi agentów specjalnych. Marcus Sakey dobrze sobie radzi z kreacją bohaterów, która jednak nie jest widoczna na pierwszy rzut oka. To bardziej takie czytanie między wierszami, co w moim odczuciu jest doskonałym zabiegiem. Nie można również zarzucić temu autorowi braku pomysłowości – widać, że każdy element tej powieści, a w sumie całej trylogii, został dokładnie przemyślany. Autor w bardzo umiejętny i barwny sposób przelał swoją wizję na papier – do takiego stopnia, że sami stajemy się  częścią tej historii i chwilami jest to prawdziwa jazda bez trzymanki. Ogniem pisana jest naszpikowana akcją, podobnie jak dwa poprzednie tomy. Tutaj nie ma czasu na nudę, nie ma czasu na chwilę wytchnienia – trzeba działać, bo świat stoi na krawędzi zagłady! Jakby tego było mało, do gry wchodzi po raz kolejny inżynieria genetyczna… kocham takie naukowe elementy z mojej dziedziny wplecione w tego typu powieści! Zwłaszcza jeżeli brzmią naprawdę sensownie! Choćby była ich nawet niewielka ilość, taka książka zawsze mocno zyskuje w moich oczach – to chyba zboczenie zawodowe.

Z czystym sumieniem mogę polecić Wam całą trylogię o Nicku Cooperze. Jestem przekonana, że ta seria przypadnie do gustu każdemu, kto uwielbia dobrze napisane powieści pełne akcji, z pełnowymiarowymi bohaterami i ciekawą, nieprzewidywalną, a nawet nieco oryginalną fabułą. To takie połączenie dystopii i sensacji, ale skierowane do starszego czytelnika – dla mnie połączenie idealne. Styl Marcusa Sakeya jest niezwykle przyjemny, ale i dojrzały. Brak tutaj niedopowiedzeń czy nic nie wnoszących do historii banałów. To konkretna opowieść, w którą autor włożył sporo pasji, bo jest widoczne gołym okiem. Cały cykl wypada naprawdę dobrze, nie jest to kolejna prosta historyjka na jeden czy dwa wieczory. To świetny klimat, wciągająca fabuła i genialna, trzymająca w napięciu akcja. Jeżeli należycie do fanów sensacji czy thrillerów, to zdecydowanie nie możecie przejść obojętnie obok twórczości Sakeya! 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

www.rebis.com.pl

Ogólna ocena: 8/10

Recenzja tomu pierwszego: klik
Recenzja tomu drugiego: klik

wtorek, 18 października 2016

"OOBE. Ścieżka Serca" - Robert Noble

„Na samą myśl o tym, że mogę być tylko fizycznym ciałem, robiło mi się niedobrze.”

OOBE. Ścieżka Serca to książka… no właśnie, jaka? Tutaj pojawia się pewien problem, bowiem nie umiem znaleźć jednego słowa, które mogłoby ją określić. Prawdopodobnie nie jest to pozycja, którą można sprecyzować za pomocą pojedynczego wyrazu. Ciekawa? Jasne, jak najbardziej. Interesująca? Również. Pozytywna? W pewnym sensie jak najbardziej. Pouczająca? A jakże. Ale to wciąż mało, to wciąż tylko puste słowa, a już sam tytuł wskazuje na głębię przekazu.

Może lepiej będzie, gdy zacznę od tego, że to już druga książka Roberta Noble’a, jaką miałam okazję czytać. Poprzednia była typowym podręcznikiem czy jak kto woli przewodnikiem na temat OOBE, czyli doświadczeń poza ciałem, inaczej znanych jako projekcje astralne. Do tej pory uważam, że jest to jedna z lepszych publikacji na ten temat i szczerze ją polecam, natomiast OOBE. Ścieżka Serca to już nieco inna bajka. Owszem, autor nadal skupia się na OOBE, ale w trochę innym kontekście. Prezentuje swoją własną ścieżkę, przygodę i doświadczenia, jednak w nienachalny, a iście wciągający sposób. Co ciekawe, zazwyczaj omijam tego typu pozycje szerokim łukiem – średnio przepadam również za wstępami w książkach, w których autorzy opisują swoje życie. Do tej książki też podchodziłam nieco sceptycznie – z całą moją sympatią i szacunkiem do autora, który jest bardzo sympatycznym i miłym człowiekiem. Ale wiecie co? Mogę z czystym sumieniem napisać, że choć nie jest to powieść, to czyta się ją równie dobrze!

Książkę tę przeczytałam naprawdę szybko, choć chwilę do niej dojrzewałam – ale wynika to z tego, co opisałam powyżej. Jednak z łatwością przyszło mi się zagłębić w tę lekturę i zapoznać się z początkami Roberta Noble’a w tematyce OOBE. Myślę, że każdy, kto zaczyna interesować się projekcjami astralnymi przeżywa to na swój własny sposób, ale pewne elementy są niezmienne – chociażby te chwile zwątpienia, kiedy nie wszystko nam wychodzi za pierwszym razem, kiedy nie wszystko jest tak, jakbyśmy chcieli. Trzeba być naprawdę zahartowanym, aby nie zwątpić, nie porzucić swojej wiary w istnienie „niemożliwego” i niezaprzestanie praktyki – bo to ona jest kluczem do sukcesu, co widać również na przykładzie autora. Zaangażowanie! To jest to. Dla mnie samo zgłębianie lektur o tej tematyce było motywujące i zachęcające, stanowiło istotny element dalszej praktyki.

Choć książka ta nie jest poradnikiem, to mimo wszystko można z niej wyłapać mnóstwo cennych wskazówek! Oczywiście początkowe rozdziały wyjaśniają wiele pojęć, ale tak na dobrą sprawę nie taki jest ich cel – przynajmniej w moim odczuciu. To nie jest książka, która nauczy Was wychodzenia z ciała. Ta pozycja ma Wam pokazać pewną drogę, wskazać ścieżkę, abyście zrozumieli, że być może coś podobnego czeka i Was! Każdy, kto choć trochę interesuje się tym tematem zna różnice pomiędzy świadomym śnieniem a projekcją astralną, słyszał o Szamanizmie, o Ayahuasce… Jednak Robert Noble porusza jeszcze więcej tematów, przedstawia OOBE z różnych perspektyw, prezentuje te elementy, o których nie słyszy się już tak często. Było to trochę nowych informacji, za co jestem autorowi naprawdę wdzięczna. Niesamowite są również rozdziały opisujące ceremonię Ayahuasci – gorąco polecam! Poza tym, co podstawowe i oczywiste, otrzymujemy coś o znacznie więcej, wskakujemy na inny poziom OOBE.

Nadal nie jestem w stanie określić tej książki. Czyta się ją naprawdę z ogromną pasją i zaangażowaniem, widać, że jest to istotny element w życiu autora, czemu też nie można się dziwić, skoro Robert Noble zajmuje się tym na co dzień. Na pewno na uwagę zasługuje fakt, że napisał książkę o OOBE inną niż wszystkie – to już jest powód, który przemawia za tym, żeby się z nią zapoznać. Choć sama wizja wyjścia z ciała i przebywania poza nim jest niezwykle kusząca i obiecująca, niosąca ze sobą wiele możliwości, to jednak dzięki tej lekturze łatwo zauważyć, że nie jest to droga usłana różami. Przebudzenie duszy, odkrycie własnego ja – to jest piękne, ale zawsze trzeba być ostrożnym i uważnym. OOBE. Ścieżka Serca to książka motywująca, pouczająca i niesamowicie przystępna w odbiorze. Pochłania i uczy, intryguje i motywuje… To coś, na co na pewno warto zwrócić uwagę. 

Za książkę serdecznie dziękuję autorowi! :)

Jeżeli chcielibyście się dowiedzieć więcej to zajrzyjcie tutaj :) 

I zapraszam jeszcze tutaj - dużo ładnych, niepowtarzalnych rzeczy! :)