wtorek, 28 lutego 2017

Podsumowanie lutego + stos!


Luty za nami! Najkrótszy miesiąc w roku, co wiąże się z tym, że mamy najmniej czasu na czytanie! Ale okazuje się, że nawet to mi nie straszne, bowiem przeczytałam 18 książek! :D A właściwie to 18 i pół, ha! Na ten rok mam już 35 przeczytanych!

1. Cień i kość - Leigh Bardugo -  380 stron
2. Empire of Storms - Sarah J. Maas - 704 strony - recenzja
3. Pryncypium - Melissa Darwood -  382 stron - recenzja
4. Gdy mrok zapada - Jorn Lier Horst - 200 stron - recenzja
5. Najdłuższa noc - Marek Bukowski & Maciej Dancewicz - 384 stron - recenzja
6. Diabelski owoc - Tom Hillenbrand - 348 stron - recenzja
7. Czerwone złoto - Tom Hillenbrand - 348 stron - recenzja
8. Naznaczeni śmiercią - Veronica Roth - 536 stron - recenzja
9. Dziesiąta aleja - Mario Puzo - 320 stron - recenzja
10. Gwiezdny Wojownik - Katarzyna Berenika Miszczuk - 320 stron - recenzja
11. Akuszer Bogów - Aneta Jadowska - 400 stron - recenzja
12. Gniew i Świt - Renee Ahdieh - 464 stron - recenzja
13. Lustrzane odbicie - Tana French - 560 stron - recenzja
14. Cięcie - Veit Etzold - 544 stron
15. Stan wyższej świadomości - Bogdan Bolesław Szykuła - 184 strony - recenzja
16. Mara - Joanna Baran - 260 stron - recenzja
17. Dziewczyna jak ocet - Anne Tyler - 240 stron
18. Wyprawa czarownic - Terry Pratchett - 264 strony

Łącznie 6838 stron, czyli ponad 244 stron dziennie.

Obecnie czytam Księgobójcę i Gluten Free.

Najlepsze książki: Empire of Storms, Akuszer Bogów i Cięcie
Najgorsze książki: Stan wyższej świadomości, Pryncypium
Miłe zaskoczenie: Gniew i Świt, Cięcie, Lustrzane odbicie

No i stos! :D


Lecimy od lewej! Moja siostra... czy ja?, Śmiertelna choroba Hitlera i Urodzona dla śmierci to egzemplarze recenzenckie od wydawnictwa Amber. Mapa kości i Ogniste oczyszczenie z kolei są od Grupy Wydawniczej Foksal. A Łowczyni z Ciernistego Lasu od wydawnictwa Dreams.
Joga czakralna, Mięso nas zabija, Gluten Free i Jedz prawdziwe jedzenie otrzymałam do recenzji od Studia Astropsychologii, a Akuszera Bogów od wydawnictwa SQN. No i jak widzicie, są dwa egzemplarze Gniew i Świt - jeden dla Was, tutaj macie odnośnik do konkursu. Lustrzane odbicie i Dziesiątą Aleję otrzymałam od Albatrosa, w ramach nowo nawiązanej współpracy. Księgobójca z kolei to egzemplarz do recenzji od Czarnej Owcy, a dwie powyższe pozycje, czyli Jeźdźcy dinozaurów i Taniec wdowca są od Galerii Książki. Frankenstein od Vesper, a trzy pozycje obok, czyli Ważka, Oszpicyn i Mara otrzymałam w ramach współpracy z księgarnią selkar.pl.
I jeszcze te dwa cuda obok - Smartfood od MUZA, a The Anatomy of Hatha Yoga to taki tam bezokazyjny prezent :)

A jak Wam minął luty? :)


poniedziałek, 27 lutego 2017

"Lustrzane odbicie" - Tana French






Data wydania: 10.02.2016 
Tytuł oryginału: The Likeness
Tłumacz: Paweł Wieczorek
ISBN: 978-83-7985-397-7
Wymiary: 135 x 205 mm
Strony: 560
 Cena: 32,90 zł








Lustrzane odbicie to książka o zaskakującej treści. Może nawet nie zaskakującej pod względem tego, co się w niej dzieje, ale zdecydowanie nie spodziewałam się, że otrzymam coś w takim stylu. Owszem, liczyłam na połączenie kryminału z powieścią detektywistyczną, co oczywiście otrzymałam, ale okazuje się, że mamy tutaj do czynienia z czymś więcej. Tana French mnie zaintrygowała, co uważam nawet za dosyć niecodzienne… I zaraz Wam wyjaśnię, dlaczego.

Gdy młoda detektyw Cassie Maddox ledwo uszła z życiem po tajnej operacji policyjnej, obiecała sobie, że już nigdy nie podejmie się czegoś podobnego. Trzymała się tego do momentu, w którym zobaczyła swojego sobowtóra. Ktoś zamordował dziewczynę wyglądającą dokładnie tak, jak Cassie. Co więcej – nie dość, że dziewczyna była jej lustrzanym odbiciem, to jeszcze przywłaszczyła sobie dawną tożsamość Cassie. Szef wydziału zabójstw wpadł na iście szatański pomysł, aby młoda detektyw wniknęła w życie zamordowanej. Głównymi podejrzanymi jest czwórka przyjaciół, z którymi ofiara mieszkała. W miarę jak Cassie wnika do ich życia, odkrywa, że każdy z nich ma swoje mroczne tajemnice…

Choć nie jestem w stanie napisać, że jest to nieoczywista lektura, to zdecydowanie muszę uznać ją za fascynującą. W doskonały sposób prezentuje policyjną mistyfikację, w bardzo dokładny sposób, który niektórym czytelnikom może się wydać nużący. Co ciekawe, ja w większości przypadków jestem takim właśnie czytelnikiem – gdy autor coś za bardzo „rozwleka”, to mam ochotę sobie na chwilę przysnąć albo przerzucić kilka kartek powieści w przód. Co więc takiego się stało, że tym razem było inaczej? Czym urzekła mnie Tana French? Być może klimatem, dokładnością i dbałością o szczegóły. Całe prowadzone śledztwo jest niesamowicie zaprezentowane. Ta książka jest bardzo realistyczna, bo mamy obraz tego, jak naprawdę wygląda praca policji. Nie jest to takie „hop siup” i już mamy na celowniku mordercę. To bardzo złożony proces, który wymaga ogromnej ostrożności, uwagi i zaangażowania. Ten proces trwa tygodniami, czasami miesiącami, może i nawet latami. I właśnie to jest doskonale widoczne – Cassie podszywa się pod zamordowaną, a w tym samym czasie wydział zabójstw prowadzi śledztwo ze swojej strony.

W dużej mierze jest to też powieść obyczajowa, bowiem z dnia na dzień Cassie staje się coraz bardziej pewna swojej roli, jednak wiąże się to z tym, że autorka dokładnie opisuje cały proces adaptacji do nowego miejsca. Nie wystarczy być czyimś sobowtórem, jeżeli chodzi o wygląd i pani detektyw doskonale o tym wie. Musi się nauczyć naśladować wszystkie gesty ofiary, poznać jej przeszłość, uważać na jej nawyki. To jest prawdziwa sztuka. A pozostaje jeszcze inna, bardzo istotna kwestia – czy morderca chciał dopaść prawdziwą Cassie i po prostu się pomylił, czy może jednak Lexie Madison zginęła przypadkowo bądź też komuś się naraziła? Czy ta zbieżność pomiędzy nimi jest naprawdę istotna, czy może jest tylko zbiegiem okoliczności? Właśnie to pytanie nurtowało mnie najbardziej od samego początku, bowiem okazuje się, że sprawcę morderstwa bardzo szybko wytypowałam i co więcej – miałam rację, choć chwilami Tana French potrafiła mi namącić w głowie i moja pewność była zachwiana.

Lustrzane odbicie to obszerna, złożona i ambitna powieść. Styl autorki jest niezwykle dojrzały i głęboki, co działa oczywiście na jeszcze większą korzyść książki. Uwielbiam autorów, którzy są tak bardzo dokładni i staranni w przelewaniu na papier swoich historii. Choć może po części sama fabuła jest przewidywalna i zakończenie nie było dla mnie czymś zaskakującym, to muszę przyznać, że sama forma i konstrukcja tej książki jest genialna. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że zazwyczaj coś w podobnym stylu mnie nieco nuży. Jak widać jednak, Tana French w jakiś sposób zyskała moją uwagę i spore zaangażowanie. Mogłabym nawet napisać, że delektowałam się tą lekturą, czytałam ją spokojnie i powoli (o ile w moim przypadku to w ogóle możliwe), rozkoszowałam się tym sprawnym dopracowaniem całości. Nie brakuje tutaj dobrej atmosfery, w głowie czytelnika pojawia się wiele pytań i wątpliwości, a fabuła mimo wszystko jest wciągająca. Być może było to moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki (oczywiście bardzo udane), ale na pewno nie ostatnie! Chętnie sięgnę po jej inne powieści, a tę pozycję szczerze polecam, choć wiem, że nie wszystkim przypadnie do gustu.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:





sobota, 25 lutego 2017

"Gwiezdny Wojownik. Działko, szlafrok i księżniczka" - Katarzyna Berenika Miszczuk






Data wydania: 15.02.2017
ISBN: 978-83-280-3775-5 
Wymiary: 135 x 202 mm
Strony: 320
 Cena: 34,99 zł










Gwiezdny Wojownik. Działko, szlafrok i księżniczka to moje pierwsze spotkanie z Katarzyną Bereniką Miszczuk. Wiele wskazywało na to, że swoją przygodę z twórczością tej autorki rozpocznę od trylogii o Wiktorii Biankowskiej, ale jakoś wyszło inaczej. W moje ręce wpadła zabawna powieść osadzona w klimatach science fiction, która już na pierwszy rzut oka przywodzi na myśli uwielbiane przez miliony ludzi Gwiezdne Wojny. Ogółem nie przepadam za zbyt mocnymi naleciałościami, ale na szczęście tutaj z takowymi nie mamy do czynienia. Katarzyna Miszczuk stworzyła raczej komedię, której akcja rozgrywa się w przestrzeni kosmicznej.

Mamy rok 2463. Ziemia prawie nie nadaje się do życia, znaczna jej część uległa zniszczeniu. Nadzieją na jej ratunek jest misja Gwiezdnego Wojownika, rozlatującego się statku kosmicznego, wręcz rozklekotanego złogu, z niezbyt pewną załogą. Losy Ziemi spoczywają w rękach garstki ludzi, których nastawienie jest jednoznaczne – wszyscy zginiemy. Mimo wszystko wyruszają w na pozór niewykonalną misję, mającą na celu uratowanie naszej planety przed nadlatującą asteroidą. W tym samym czasie na księżycach Saturna rywalizują ze sobą dwa królestwa, Macrosfot i Epple. Ich spór ma zostać zażegnany przez małżeństwo księżniczki Macrosoftu i księcia Epple. Dlaczego jednak owa księżniczka znajduje się na pokładzie Gwiezdnego Wojownika?

Powieść Katarzyny Miszczuk jest przede wszystkim książką rozrywkową. Nie mamy tutaj do czynienia z wielką intrygą czy spiskiem, ze skomplikowaną fabułą czy złożoną wielowątkowością. Już od pierwszych stron czuje się, że ma to być dobra zabawa, pozwalająca nam oderwać się od szarości dnia codziennego. Może to być pozycja przeznaczona na poprawę humoru, bowiem chwilami bywa zabawna, ale zdecydowanie nie trzeba przy niej zbytnio wysilać umysłu. To taka luźna i lekka historyjka, z sympatycznymi bohaterami, osadzona w kosmicznym świecie. Skąd autorka czerpała inspirację? Tego nie wiem. Wiem natomiast, że fryzura księżniczki Lei jest w tym świecie obecnie panującym trendem, a Macrosoft i Epple to dziwnie znajome nazwy, prawda?

Książce z pewnością nie brakuje rozmachu i dynamiki. Sporo się tutaj dzieje, z łatwością przeskakujemy z jednej sceny do drugiej. Całość jest bardzo płynna i plastyczna, choć chwilami wszystko dzieje się zbyt szybko, tak zbyt nagle. Jednak spokojnie można na to przymknąć oko, zwłaszcza wtedy, gdy pamięta się, jaki wydźwięk ma cała zaprezentowana tutaj historia. Choć nie jestem przekonana, czy możemy tutaj mówić o rozbudowanym uniwersum, to mimo wszystko autorka w dosyć wyraźny sposób nakreśliła realia stworzonego przez siebie świata. Wyjaśnia genezę misji Gwiezdnego Wojownika, dowiadujemy się co nieco o życiu księżniczki oraz otrzymujemy wyjaśnienie, o co chodzi z tym tajemniczym działkiem i szlafrokiem, które znajdują się w podtytule.

Choć nie jest to historia, która zostaje na dłużej w pamięci, to zdecydowanie sprawdza się w roli dobrej, zabawnej rozrywki. Czyta się ją lekko, szybko i przyjemnie, nie patrząc na upływ czasu. Można na chwilę wyłączyć mózg, zwłaszcza tę jego analityczną część, i pozwolić mu na odpoczynek. Raczej nie mam zarzutów do stylu autorki, a wydaje mi się, że posiada ona niezwykle rozbudowaną i barwną wyobraźnię, skoro potrafi tworzyć tak zakręcone historie. Jeżeli szukacie niezobowiązującej lektury na jeden czy dwa wieczory to trafiliście idealnie. To taka żartobliwa opowiastka rozgrywająca się w kosmosie, z bardzo towarzyskimi bohaterami i lekko płynącą fabułą. Dobra na zrelaksowanie się i oderwanie od problemów dnia codziennego! 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:


poniedziałek, 20 lutego 2017

"Akuszer Bogów" - Aneta Jadowska







Data wydania: 15.02.2017
ISBN: 978-83-7924-754-7
Wymiary: 135 x 210 mm
Strony: 400
 Cena: 36,90 zł









Dziewczyna z Dzielnicy Cudów była naprawdę wspaniałą książką. Aneta Jadowska to jedna z najbardziej cenionych przeze mnie polskich autorek. No to właśnie dzięki niej mam okazję czytać dobre urban fantasy, uwielbiany przeze mnie gatunek literatury. Czy wyczekiwałam drugiego tomu przygód Nikity? Oczywiście, że tak! Jak mogłoby w ogóle być inaczej… Co ciekawe, tajemniczy tytuł Akuszer Bogów nie zdradzał za wiele. I bardzo dobrze! Dzięki temu ponownie mogłam przeżyć niesamowitą, pełną zaskakujących zwrotów akcji przygodę u boku genialnej bohaterki!

Tym razem Nikita postanawia na chwilę odpocząć od zleceń dawanych jej przez Zakon i pragnie odkryć prawdę o sobie samej. Ma dosyć ciągłego życia w kłamstwie, dosyć sekretów, tajemnic i niedopowiedzeń. Choć przez lata usilnie próbowała ukryć swoją prawdziwą tożsamość, to teraz pragnie do niej powrócić. Do swoich korzeni. Do samego sedna. Swoim najbliższym nie może ufać, ścigają ją płatni mordercy, nękają ją duchy… Życie Nikity nie należy do najłatwiejszych. Z całym tym orszakiem wyrusza do magicznej Norwegii, do miejsca, w którym wszystko się zaczęło. Tam do prześladującego ją orszaku dołączą boskie pszczoły, krwiożercze trolle, kruki Odyna i tajemniczy Akuszer Bogów.

Przede wszystkim muszę zaznaczyć już na samym wstępie, jak ogromnie kocham autorkę za to, że wprowadziła tutaj mitologię nordycką! Pomijam fakt, że jest idealnie wpasowana w życie Nikity, że po prostu cudownie tutaj wygląda, że jest idealnie dograna. Ale ludzie, w jakim stylu Aneta Jadowska to zrobiła! Po prostu klasa sama w sobie. Takiego Asgardu to wy jeszcze nie widzieliście! Choć nie spędzamy w nim zbyt wiele czasu, to zdecydowanie są to jedne z lepszych scen w całej książce. Nikita pyskująca samemu Odynowi… Musicie to zobaczyć! Tak, zobaczyć. Ja wiem, że to książka, a książki się czyta, jednak zdolności pisarskie autorki sprawiają, że całkowicie przenosimy się do stworzonego przez niej świata, widzimy wszystko na własne oczy, odczuwamy własnym ciałem.

Liczyłam na romans, nie liczyłam na romans? W sumie to już sama nie wiem. Może i jednak nie chcę tego całego romansu, bo po co? Mamy tutaj piękny związek partnerski, rozwijającą się przyjaźń na dobre i złe. Dobra relacja, ładnie odczuwalna, idealnie wyważona. Oczywiście mówię tutaj o Nikicie i Robinie. Dwie skrajności, a jak ładnie się uzupełniające. Robin intryguje mnie coraz bardziej, zwłaszcza jego pochodzenie, o którym nawet on sam nie pamięta. Teraz skupiliśmy się na przeszłości głównej bohaterki, ale kto wie, co będzie dalej? Aneta Jadowska potrafi zaskakiwać, potrafi tak umiejętnie snuć swoją opowieść, że z trudem przychodzi się odrywanie od niej. Czyta się ją jednym tchem, nie chce się opuszczać tego świata, chociaż nie brakuje w nim niebezpieczeństw i ryzyka. I w sumie co z tego! Nikita to ostra babka, a ja lubię ryzyko!

W tej historii nie brakuje dynamiki i zaskakujących zwrotów akcji. Sama postać Nikity jest niezwykle oryginalna i interesująca, a możliwość zapoznania się z jej przeszłością i pochodzeniem jest czymś, czego nie można przegapić. Szczerze kibicuję tej dziewczynie na każdym kroku. Jest zaradna, odważna i pewna siebie, choć myślę, że pod tą hardą maską skrywa drugie oblicze. Nie tylko Pana B., czyli drzemiącego w niej Berserka, ale takiej bardziej wrażliwe oblicze, które rzadko ma okazję ujrzeć światło dzienne. Mimo wszystko uważny obserwator na pewno zauważy, że w pewnych momentach, w pewnych jej wypowiedziach, przebija się głos rozdartej istoty. Genialnym zabiegiem jest oczywiście narracja pierwszoosobowa, która umożliwia nam jeszcze lepsze zrozumienie bohaterki, choć nadal pozostaje ona owiana nutką tajemnicy.

Akuszer Bogów to bardzo, ale to bardzo dobra kontynuacja Dziewczyny. Wielowymiarowa, wielowątkowa, nawiązująca do mitologii nordyckiej w niesamowitym stylu. W Anetę Jadowską nie należy wątpić, bo potrafi zaoferować czytelnikom coś naprawdę oryginalnego, z dobrym wyczuciem smaku, coś zaskakującego, wciągającego i rozbudzającego ciekawość. Ponownie spotykamy się z zakończeniem, które zachęca do jak najszybszego zapoznania się z kolejnym tomem – osobiście nie mogę się doczekać chwili, kiedy kolejna książka z tej serii wpadnie w moje ręce. Moja przyjaźń z Nikitą stopniowo się rozwija i zmierza w bardzo dobrym kierunku, co mnie bardzo cieszy. Gorąco polecam obydwie części i jestem przekonana, że gdy się z nimi zapoznacie, to też je pokochacie i podobnie jak ja, z utęsknieniem będziecie wyczekiwać kolejnych tomów.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:


czwartek, 16 lutego 2017

"Dziesiąta Aleja" - Mario Puzo

 
 
 
Data wydania: 10.02.2016 (IV wydanie)
Tytuł oryginału: The Fortunate Pilgrim
Tłumacz: Jacek Manicki
ISBN: 978-83-7985-942-9
Wymiary: 125 x 195 mm
Strony: 320
 Cena: 31,90 zł
 
 
 
 
 
 
Twórczość Maria Puzo pokochałam dzięki dwóm książkom. Pierwszą z nich był oczywiście Ojciec chrzestny, co zapewne nikogo nie dziwi, natomiast drugą była Rodzina Borgiów. Myślę, że obydwie te pozycje mogłyby się znaleźć na liście najbardziej cenionych przeze mnie lektur. Sięgnęłam też po inne książki tego autora, prezentujące przede wszystkim realia włoskiej mafii, można tutaj wyróżnić Omertę czy Sycylijczka, ale teraz przyszła pora na coś innego. Na życie włoskiej emigrantki w Nowym Jorku. Zapraszam na Dziesiątą Aleję, do małego mieszkanka Lucii Santy i szóstki jej dzieci.

Akcja rozgrywa się w latach dwudziestych ubiegłego wieku. Lucia Santa poszukując lepszego życia porzuciła Italię i wraz ze sporą ilością innych imigrantów wybrała Nowy Jork. Wyszła dwukrotnie za mąż, urodziła łącznie szóstkę dzieci i stara się je odpowiednio wychować. Być dobrą matką, żoną, panią domu. Jednak życie w Nowym Jorku to nie sielanka, choć mogłoby się tak wydawać. Rodzina ledwo łączy koniec z końcem, co rusz pojawiają się nowe problemy, ale mimo wszystko wszyscy razem starają się przeżyć w tej miejskiej dżungli. To właśnie Lucia jest taką siłą spawającą, która utrzymuje ich wszystkich w ryzach.

Ogromną zaletą tej pozycji jest główna bohaterka. Lucia Santa to bardzo temperamentna kobieta, rodem z Włoch, co widać już na pierwszy rzut oka. Chociaż w tym przypadku Mario Puzo przenosi nas do Nowego Jorku, a nie do Italii, to wykreowana przez niego bohaterka jest typową Włoszką. Tego się nie da wyrzec, tego się nie da ukryć. Silna i odważna kobieta, która nie pozwoli sobą pomiatać, trzyma się wyznawanych wartości i potrafi osiągnąć postawione sobie cele. Wie, kiedy trzeba pozwolić dziecku się wyszaleć, ale wie też, kiedy trzeba sprowadzić je na ziemię. Jest dobrą matką, ale pragnie też, aby jej dzieci same uczyły się życia, chociażby na swoich błędach. Jej matczyna miłość jest widoczna w małych gestach.

Nie jest to historia zbyt wesoła czy wyidealizowana, ale bardzo życiowa i realistyczna. W doskonały sposób zostały odwzorowane realia tamtejszych czasów, co jest doskonale widoczne już w samym życiu rodzinnym Lucii, jej męża i dzieci. To właśnie to stanowi motyw przewodni tej powieści, ale zapewne zdajecie sobie sprawę z tego, że tak naprawdę życie każdej rodziny bywa bardzo wielowątkowe i zmienne. Dzieci Lucii są w różnym wieku, więc borykamy się tutaj z okresem buntu, z niespełnionymi marzeniami, z bójkami, pierwszymi miłościami… A kto inny ma być przy dzieciach w tak trudnych chwilach, jak nie matka? Oczywiście we włoskiej tradycji to mężczyzna jest głową rodziny, ale kobieta jest karkiem, który tę głowę utrzymuje i nią kręci. To kobiety dbają o tradycję, dom i wychowanie dzieci. Lucia Santa jest idealnym tego przykładem.

Ta historia to wzloty i upadki, chwile dobre i złe. Podobnie jak ludzkie życie, pełne niedopowiedzeń i zaskoczeń. Choć wydawałoby się, że fabuła tej książki jest bardzo zwyczajna, to wierzcie mi, że Mario Puzo jest mistrzem w swoim fachu i w bardzo umiejętny, plastyczny, wręcz niesamowicie dosadny sposób nakreśla nam historię tej rodziny i realia lat dwudziestych Nowego Jorku. Dodatkowo zawarł w tej książce elementy autobiograficzne, więc jest to opowieść bliska jemu sercu. Widać w niej ogromne zaangażowanie, w pewien sposób pasję i oddanie, ale to samo mogłabym napisać o każdej jego innej powieści. Ten facet po prostu doskonale wiedział, co robi! Być może nie jest to pełna intryg historia, tak jak to miało miejsce w Ojcu chrzestnym, ale zdecydowanie godna uwagi i poświęconego jej czasu. 

Dziesiąta aleja to czysty realizm, rodzinne dramaty i chwile radości. To opowieść o przeciwnościach losu, dorastaniu, odwadze, problemach wychowawczych… Samo życie, nie zawsze usłane różami, wręcz przeciwnie. Trzeba być twardą sztuką, żeby przetrwać w tym świecie. A Lucia Santa może być wzorem do naśladowania – zaradna i stanowcza, zawsze wie, jak sobie poradzić nawet z najgorszych sytuacjach. Z czystym sumieniem polecam Wam tę pozycję, podobnie jak i inne, które wyszły spod pióra Maria Puzo!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

http://www.wydawnictwoalbatros.com
 

wtorek, 14 lutego 2017

"Kod gorączki" - James Dashner





Data wydania: 09.11.2016
Tytuł oryginału: The Fever Code
Tłumacz: Agnieszka Hałas
ISBN: 978-83-65568-20-5
Wymiary: 140 x 205 mm
Strony: 450
 Cena: 39,90 zł
Seria: Więzień labiryntu #0.6 








„W jakim przerażającym świecie żył Thomas. Choroba, śmierć, zdrada. Przyjaciele poddawani okrutnym próbom, z których być może nic nie wyniknie. Spalony świat leżący w ruinie. Miesiąc wcześniej chłopak pomógł wymordować więcej niż tuzin ludzi w ciągu paru godzin. Od tamtej pory codziennie egzystował w otchłani wyrzutów sumienia oraz nienawiści do samego siebie (…)”

Wiecie, naprawdę lubię Jamesa Dashnera i jego książki. Mam mu tylko jedną rzecz do zarzucenia… Czemu Kod gorączki powstał dopiero po całej serii? O ile Rozkaz zagłady nie był tak mocno powiązany z trzema głównymi tomami serii, tak Kod gorączki stanowi jego całkowite uzupełnienie. Wyjaśnia, jak powstał Labirynt, jak poszczególni Streferzy do niego trafiali, jaką rolę do odegrania miał Thomas i Teresa. Choć książka ta została wydana teoretycznie jako piąty tom serii, to opowiada on wydarzenia sprzed oryginalnej trylogii. To taki prequel, który stanowi naprawdę dobre i mocne wprowadzenie.

Jeżeli skupimy się chwilowo na Kodzie i na Więźniu labiryntu to pojawi się pewna sporna kwestia. Z jednej strony czytając Kod doskonale wiemy, jak to się zakończy, bo wiemy, co działo się w Więźniu. Choć zyskujemy odpowiedzi na wiele nurtujących nas pytań, które wyjaśniają wszelkie niedopowiedzenia z trzech tomów cyklu, to jednak brakuje tutaj chwilami takiego elementu zaskoczenia. Wiemy, co będzie dalej. Nie ma tego uczucia niepewności i wewnętrznej rozterki. Z kolei czytając najpierw Więźnia czujemy się lekko zdezorientowani, bowiem nie wiemy dokładnie skąd Labirynt się wziął i jaki był cel jego powstania. Ma to taki plus, że czytelnik wierzy w to, że pojawi się pewien element zaskoczenia. Jednakże nie da się ukryć, że najbardziej chronologiczna kolejność to Rozkaz zagłady, Kod gorączki, Więzień labiryntu, Próby Ognia i Lek na śmierć. I każdemu, kto jeszcze nie zna tej serii, polecałabym czytać ją właśnie w ten sposób. Może i lektura Więźnia po wcześniejszym przeczytaniu Kodu byłaby zbyt oczywista, ale towarzyszy mi takie dziwne wrażenie, że chyba w takiej kolejności wolałabym się z nimi zapoznawać. A może i nie? Może lepiej, że Kod pojawił się dopiero w 2016 roku i to w nim znaleźliśmy odpowiedzi na nurtujące nas pytania?

Wiem, że wiele osób liczyło na to, że to Rozkaz zagłady wyjaśni tajemnicę Labiryntu i z tego powodu książka im się nie podobała, bowiem to historia Pożogi, a nie Thomasa. Właściwie opis jasno wskazywał na to, czego się można spodziewać, więc nie do końca rozumiem czarę goryczy. Jednakże jeżeli faktycznie chcecie zrozumieć, po co DRESZCZ stworzył Labirynt i jaką rolę w jego tworzeniu odegrali Streferzy to koniecznie powinniście się zapoznać z tą pozycją! Najlepsze jest to, że mimo tego, że wiedziałam, w jakim kierunku zmierza ta historia, to i tak czytałam ją z zapartym tchem. Bardzo mi się podobało, choć uważam, że James Dashner nie miał łatwego zadania. Trochę nie do końca udało mu się zaprezentować umysł Thomasa i Streferów jako małych dzieci, ale taki stan rzeczy miał miejsce tylko w początkowych rozdziałach. W końcu cały plan DRESZCZu to proces długotrwały.

W pewnym sensie ta książka jest dosyć brutalna i dająca do myślenia. W końcu prezentuje historię dzieci wyrwanych z rąk rodziców, bądź tych, którzy rodzinę stracili przez Pożogę. Dzieci, które są traktowane jako obiekty doświadczalne, niezależnie od tego, jak ważną rolę mają odegrać we wdrażanym programie. To wciąż tylko króliki doświadczalne, którym robi się pranie mózgu i na siłę stara się udowodnić, że wszystkie testy i próby są koniecznie. To wizja zniszczonego świata, w którym szanse na ratunek są nikłe – cała seria utrzymana jest w takim klimacie i wypada naprawdę dobrze. Kod gorączki to idealne uzupełnienie serii, które rozwiało wszelkie moje wątpliwości. Całą serię będę wspominać jako konkretną i dobrze skonstruowaną historię, z odpowiednio wykreowanymi bohaterami, z wciągającą fabułą i zaskakującą na każdym kroku. Serdecznie polecam twórczość Jamesa Dashnera!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:







niedziela, 12 lutego 2017

"Najdłuższa noc" - Marek Bukowski & Maciej Dancewicz

 
 
 
 
 
Data wydania: 01.02.2017
ISBN: 978-83-287-0530-2
Wymiary: 130 x 205 mm
Strony: 384
 Cena: 39,90 zł
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Już w przyszłym tygodniu stacja TVN rozpoczyna emisję nowego serialu o nazwie  Belle Epoque. Najdłuższa noc to z kolei książka, która powstała dzięki współtwórcom scenariusza, Marka Bukowskiego i Macieja Dancewicza. Inspirowali się oni wydarzeniami, jakie będziemy mogli oglądać w serialu, a jak sami stwierdzili, powieść ta powstała z czystej pasji, podobnie jak i samo Belle Epoque. Ponieważ jak najbardziej mam zamiar zapoznać się z serialem, nie mogłam tego zrobić nie czytając wcześniej książki! Nie wiem, czy będzie to dokładne odwzorowanie całej historii, czy może pojawią się pewne rozbieżności, ale jedno jest pewne – bardzo chętnie cofnę się w czasie i odwiedzę Kraków z roku 1904!

Jan Edigey-Korycki, wchodzący powoli w dorosłe życie młodzieniec, płynąc na statku „Legion” do portu w Madagaskarze dowiaduje się o śmierci swojej matki. Bardzo szybko rzuca swoje plany i wraca do rodzinnego Krakowa, w którym dochodzi do serii makabrycznych zabójstw. Ktoś brutalnie zabija kobiety – odcina im głowy, podpala, wydłubuje oczy. Policja jest bezradna, ale Jan chcąc nie chcąc trafia w sam środek tych okropnych wydarzeń i wraz z dawnymi przyjaciółmi podąża śladem zbrodniarza. Analiza modus operandi mordercy ukazuje pewną tajemniczą symbolikę religijną, jednak mimo całego sprytu, jakim Jan dysponuje, coś mu stale umyka. Czy będzie w stanie  schwytać zabójcę zanim policja znajdzie kolejne okaleczone ciało?

Najważniejszą rzeczą w przypadku powieści, których akcja rozgrywa się w dawnych czasach, jest odpowiednie odwzorowanie tamtejszych realiów. W przypadku Najdłuższej nocy wyszło to całkiem nieźle! Autorzy dobrze zaprezentowali Kraków z roku 1904 i zadbali o odpowiedni, lekko ponury, deszczowy i mroczny klimat, który idealnie pasuje do rozgrywających się tutaj wydarzeń. Kraków w moim odczuciu jest jednym z najpiękniejszych, najbardziej magicznych i tajemniczych miast Polski, dlatego cieszy mnie fakt, że akcja dzieje się właśnie tam. Dzięki tej pozycji mamy okazję przenieść się do Krakowa, jakiego nie znamy. 

Belle epoque to okres rozkwitu i spokoju, ale jak widzimy, w tym przypadku niezwykle krwawego. Choć morderstwa stanowią siłę napędową fabuły, to mamy również okazję zagłębić się w realia tamtych czasów. Dorożki, powozy, widoczny podział społeczeństwa, stopniowy rozwój kultury i nauki. Sporym wyzwaniem było przedstawienie samej pracy policji i analiz laboratoryjnych, które w tamtych czasach nie obiecywały zbyt wiele, przynajmniej w odniesieniu do tego, co nauka oferuje nam dzisiaj. Myślę, że zostało to odpowiednio zaprezentowane w tej powieści, choć przyznaję, że początkowo nieco trudno było mi się przestawić i przenieść do roku 1904. Jednak biorąc pod uwagę język i styl autorów, z czasem stało się to bardzo łatwe. Akcja toczy się z niesamowitą płynnością, a my coraz bardziej zagłębiamy się w świat przestępczego Krakowa.

Istotnym elementem jest również nieprzewidywalność fabuły. Do samego końca jesteśmy trzymani w napięciu, a powieść napisana jest naprawdę z rozmachem i potrafi nas całkowicie zaangażować. Choć Jan jest młodym i sprytnym mężczyzną, który koniecznie chce odnaleźć sprawcę morderstw, to nie jest to takie łatwe zadanie. Całkowite zrozumienie tego, co kierowało mordercą i kto okazał się nim być jest poważną i trudną zagwozdką. Dodatkowo dochodzi do tego fakt, iż Jan wcale nie miał łatwego życia. Stracił matkę, jest w konflikcie z ojcem, ma za sobą nieszczęśliwą miłość. Może to śledztwo miało mu choć na chwilę pomóc w oderwaniu się od osobistych problemów? Sam chyba jednak nie zdawał sobie sprawy z tego, że i tak będzie musiał stawić czoła demonom przeszłości. 

Najdłuższa noc to dobrze skonstruowany kryminał, z doskonałą atmosferą i barwnymi bohaterami, choć nie ukrywam, że ich kreacja mogłaby być nieco bardziej wyrazista. Mimo wszystko trzeba przyznać, że faktycznie książka ta została napisana z pasją. To logiczny ciąg wydarzeń, brutalna intryga, dobre realia tamtych czasów. Każdy fan kryminałów powinien być zadowolony z sięgnięcia po tę powieść, choć nie jestem pewna, czy historia ta na długo pozostanie w mojej pamięci. Miło spędziłam czas z tą pozycją, ale zdecydowanie nie zżyłam się z nią w jakiś wyjątkowy sposób. Jest dobrze napisana, odpowiednio przemyślana i potrafi zaciekawić, ale nie wzbudziła we mnie większych emocji. Jednak serial na pewno będę oglądać i mam nadzieję, że okaże się być równie dobry.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:
muza.com.pl
oraz firmie Business & Culture