Data wydania: 15.02.2017
ISBN: 978-83-280-3775-5
Wymiary: 135 x 202 mm
Strony: 320
Cena: 34,99 zł
Gwiezdny Wojownik.
Działko, szlafrok i księżniczka to moje pierwsze spotkanie z Katarzyną
Bereniką Miszczuk. Wiele wskazywało na to, że swoją przygodę z twórczością tej
autorki rozpocznę od trylogii o Wiktorii Biankowskiej, ale jakoś wyszło
inaczej. W moje ręce wpadła zabawna powieść osadzona w klimatach science
fiction, która już na pierwszy rzut oka przywodzi na myśli uwielbiane przez
miliony ludzi Gwiezdne Wojny. Ogółem
nie przepadam za zbyt mocnymi naleciałościami, ale na szczęście tutaj z
takowymi nie mamy do czynienia. Katarzyna Miszczuk stworzyła raczej komedię,
której akcja rozgrywa się w przestrzeni kosmicznej.
Mamy rok 2463. Ziemia prawie nie nadaje się do życia,
znaczna jej część uległa zniszczeniu. Nadzieją na jej ratunek jest misja
Gwiezdnego Wojownika, rozlatującego się statku kosmicznego, wręcz
rozklekotanego złogu, z niezbyt pewną załogą. Losy Ziemi spoczywają w rękach
garstki ludzi, których nastawienie jest jednoznaczne – wszyscy zginiemy. Mimo
wszystko wyruszają w na pozór niewykonalną misję, mającą na celu uratowanie
naszej planety przed nadlatującą asteroidą. W tym samym czasie na księżycach
Saturna rywalizują ze sobą dwa królestwa, Macrosfot i Epple. Ich spór ma zostać
zażegnany przez małżeństwo księżniczki Macrosoftu i księcia Epple. Dlaczego
jednak owa księżniczka znajduje się na pokładzie Gwiezdnego Wojownika?
Powieść Katarzyny Miszczuk jest przede wszystkim książką
rozrywkową. Nie mamy tutaj do czynienia z wielką intrygą czy spiskiem, ze
skomplikowaną fabułą czy złożoną wielowątkowością. Już od pierwszych stron
czuje się, że ma to być dobra zabawa, pozwalająca nam oderwać się od szarości
dnia codziennego. Może to być pozycja przeznaczona na poprawę humoru, bowiem
chwilami bywa zabawna, ale zdecydowanie nie trzeba przy niej zbytnio wysilać
umysłu. To taka luźna i lekka historyjka, z sympatycznymi bohaterami, osadzona
w kosmicznym świecie. Skąd autorka czerpała inspirację? Tego nie wiem. Wiem
natomiast, że fryzura księżniczki Lei jest w tym świecie obecnie panującym
trendem, a Macrosoft i Epple to dziwnie znajome nazwy, prawda?
Książce z pewnością nie brakuje rozmachu i dynamiki. Sporo
się tutaj dzieje, z łatwością przeskakujemy z jednej sceny do drugiej. Całość
jest bardzo płynna i plastyczna, choć chwilami wszystko dzieje się zbyt szybko,
tak zbyt nagle. Jednak spokojnie można na to przymknąć oko, zwłaszcza wtedy,
gdy pamięta się, jaki wydźwięk ma cała zaprezentowana tutaj historia. Choć nie
jestem przekonana, czy możemy tutaj mówić o rozbudowanym uniwersum, to mimo
wszystko autorka w dosyć wyraźny sposób nakreśliła realia stworzonego przez
siebie świata. Wyjaśnia genezę misji Gwiezdnego Wojownika, dowiadujemy się co
nieco o życiu księżniczki oraz otrzymujemy wyjaśnienie, o co chodzi z tym
tajemniczym działkiem i szlafrokiem, które znajdują się w podtytule.
Choć nie jest to historia, która zostaje na dłużej w
pamięci, to zdecydowanie sprawdza się w roli dobrej, zabawnej rozrywki. Czyta
się ją lekko, szybko i przyjemnie, nie patrząc na upływ czasu. Można na chwilę
wyłączyć mózg, zwłaszcza tę jego analityczną część, i pozwolić mu na
odpoczynek. Raczej nie mam zarzutów do stylu autorki, a wydaje mi się, że
posiada ona niezwykle rozbudowaną i barwną wyobraźnię, skoro potrafi tworzyć
tak zakręcone historie. Jeżeli szukacie niezobowiązującej lektury na jeden czy
dwa wieczory to trafiliście idealnie. To taka żartobliwa opowiastka
rozgrywająca się w kosmosie, z bardzo towarzyskimi bohaterami i lekko płynącą
fabułą. Dobra na zrelaksowanie się i oderwanie od problemów dnia codziennego!
Za egzemplarz serdecznie dziękuję: