wtorek, 28 marca 2017

"Śmiertelna choroba Hitlera" - dr John K. Lattimer







Data wydania: 06.09.2016
Tytuł oryginału: Hitler's Fatal Sickness and Other Secrets of the Nazi Leaders
Tłumacz: Maciej Antosiewicz
ISBN: 978-83-241-5974-1
Wymiary: 130 x 205 mm
Strony: 416
 Cena: 49,80 zł







„Martwi i żywi więźniowie wyglądali tak samo, tyle tylko, że żywi się poruszali.”

Doktor John K. Lattimer był wybitnym chirurgiem i urologiem, który w roku 1945 służył jako oficer służby medycznej armii Stanów Zjednoczonej. Sprawował opiekę nad nazistowskimi przywódcami sądzonymi w Norymberdze przez Międzynarodowy Trybunał Wojskowy. Z zamiłowania był również historykiem, który uwielbiał kolekcjonować informacje i eksponaty z okresu II wojny światowej. Nie stronił od wiedzy i niecodziennych wieści, a dzięki dostępowi do ekspertyz medycznych był w stanie sporo dowiedzieć się o stanie zdrowia wodzów Trzeciej Rzeszy. W tym również o sekretach, które Adolf Hitler skrzętnie ukrywał przed światem.

Nie ukrywam, że to właśnie z powodu postaci Adolfa Hitlera sięgnęłam po tę pozycję. Choć nie jestem z zamiłowania historykiem, tak jego osoba naprawdę bardzo mnie interesuje i chętnie zapoznaję się z każdą publikacją na jego temat. Lubię historię II WŚ, choć być może od nieco innej strony. Lubię poznawać fakty, o których nie mówi się głośno. Lubię kontrowersyjne informacje, z którymi wcześniej się nie spotkałam. A wydaje mi się, że w przypadku tej książki właśnie z czymś takim mamy do czynienia. Jednak już na wstępie zaznaczę, że nie jest to książka w całości poświęcona fϋhrerowi. Jemu jest poświęcony tylko pierwszy rozdział, jeden z najobszerniejszych w tej książce, ale to zaledwie początek góry lodowej. Oczywiście jego nazwisko przewija się też w kolejnych rozdziałach, bo to on był głównodowodzącym. Wiadomo, że to właśnie Adolf Hitler był największym wodzem III Rzeszy, ale przecież otaczało go również wielu innych dowódców, z których każdy odpowiadał za konkretną dziedzinę.

Nie mogło tutaj zabraknąć postaci Gӧringa czy Rudolfa Hessa. To są nazwiska prawdopodobnie całkiem jeszcze znane, ale obstawiam, że o większości z tych, które zostały zaprezentowane przez doktora Lattimera, zapewne nie słyszeliście. Chyba że jesteście wielkimi pasjonatami historii. Ja takie książki czytam dla zwykłej przyjemności, dla zaspokojenia ciekawości. Lubię tę tematykę, więc ją zgłębiam, ale nigdy nie czułam potrzeby podążania w kierunku nauk humanistycznych. Muszę jednak przyznać, że podziwiam autora tej publikacji za tak dokładne zaprezentowanie faktów i materiałów źródłowych. Mamy tutaj sporo zdjęć, z których większość podobno nie była wcześniej publikowana. Część z nich może się wydać niektórym dosyć drastyczna, bo w sumie nie każdy jest gotowy na to, aby przyglądać się rzędom martwych, ludzkich ciał. Mimo wszystko trzeba przyznać, że jest to bardzo rzetelna publikacja, zarówno pod względem głównego tekstu jak i podpisów pod każdym zdjęciem.

Tytuł książki, jak i właśnie sam jej twórca, wskazują na to, że najwięcej informacji tutaj będzie dotyczyć stanu zdrowia nazistowskich dowódców. I rzeczywiście, sporo tego tutaj znajdziemy, ale pojawia się też wiele innych tematów i motywów. Trochę o obozach koncentracyjnych, trochę o rodzinie, trochę o samej wojnie i toczonych bitwach… Jest to jednak niezwykle umiejętnie połączone w spójną i konkretną całość. Daje nam to dobry obraz tamtejszej rzeczywistości, pokazuje, jak niedoskonali byli Ci, których celem było stworzenie doskonałej rasy. Byli wśród nich szaleńcy i wizjonerzy, a większość z nich to chyba połączenie obu tych osobowości. Jedni zawsze widzieli okazję, w której mogliby się przypodobać Hitlerowi, inni po prostu wykonywali swoje działania. Jednak wszyscy byli zwykłymi ludźmi, którzy borykali się z problemami zdrowotnymi, mieli zwyczajne rodziny i próbowali dożyć godziwej starości.

Myślę, że Śmiertelna choroba Hitlera to pozycja obowiązkowa dla każdego fanatyka historii oraz osób zakochanych w okresie II wojny światowej. Z pewnością dzięki tej pozycji uzupełnicie swoją wiedzę i stanie się ona jedną z ciekawszych publikacji w waszych zbiorach. To naprawdę rzetelne podejście do tematu, książka jest wysycona faktami i konkretnymi informacjami, a przy tym wszystkim nie jest napisana zbyt trudnym i męczącym językiem, jak to czasami w przypadku takich książek bywa. Jestem bardzo zadowolona z tej lektury i szczerze polecam!
 
Za egzemplarz serdecznie dziękuję:
www.wydawnictwoamber.pl

niedziela, 26 marca 2017

"Taniec wdowca" - Rick Riordan






Data wydania: 01.02.2017
Tytuł oryginału: The Widower's Two-Step
Tłumacz: Jacek Konieczny
ISBN: 978-83-65534-38-5
Wymiary: 125 x 195 mm
Strony: 464
 Cena: 36,90 zł
Seria: Tres Navarre #2







Wydawało mi się, że jeśli już zdecyduję się zapoznać z twórczością Ricka Riordana to wybór padnie na jedną z jego młodzieżowych serii. Być może Kroniki Rodu Kane? Olimpijscy Herosi? Taki był początkowy plan… Jednak długo nie udawało mi się go zrealizować. Na tyle długo, że Galeria Książki zaczęła wprowadzać na nasz rynek zupełnie nowy cykl – choć w oryginalne wcale nie taki nowy – skierowany tym razem nie do młodego czytelnika, a dla dorosłych. I właściwie chyba sama się sobie nie dziwię, że to od niego zaczęłam. O ile tematyka innych serii Riordana wydaje mi się być interesująca, tak jednak mogłabym się już nie zgrać z tamtymi bohaterami. A Tres Navarre to naprawdę równy gość!

Tym razem mistrz tai-chi i amator tequili trafia do świata branży muzycznej. Aby uzyskać oficjalną licencję prywatnego detektywa musi odbyć tylko kilka godzin praktyki. Otrzymuje dosyć proste zadanie – ma obserwować młodą kobietę oskarżoną kradzież kasety demo. Nic trudnego, sprawa wręcz banalna, prosta i nieskomplikowana. Dopóki kobieta nie pada martwa na ziemię u jego stóp. Ktoś zastrzelił Julie Kearnes, tylko z jakiego powodu? Czyżby wplątała się większe bagno niż Navarre mógł sądzić? Sprawa powinna zostać przekazana policji, a początkujący detektyw powinien się wycofać. Tylko że wycofywanie się jakoś nigdy mu zbyt dobrze nie wychodziło. Nie inaczej jest tym razem – za punkt honoru bierze sobie rozwiązanie tej zagadki! I tak trafia w sam środek burzy w branży muzycznej…

Choć nie jestem wyjątkowo dobrze zaznajomiona z twórczością Ricka Riordana, to mam dziwne przeczucie, że ten człowiek poradzi sobie z każdym literackim wyzwaniem, jakie sobie postawi. Weźmy na przykład tę branżę muzyczną… On w naprawdę genialny i bardzo obrazowy sposób zaprezentował te realia. Praca w studio, walka o pozycję i bycie na listach top, powiązania pomiędzy menadżerami, producentami i wokalistami, pieniądze, reklama, media… Tego tutaj nie brakuje. Każdy element układanki jest idealnie zrównoważony, a my wraz z głównym bohaterem wkraczamy do tego gniazda chciwości i zdrady, gdzie nikomu nie wolno wierzyć, nikomu nie wolno ufać. Każdy dba o własny tyłek i broni swoich interesów. Nawet jeżeli wiąże się to z tym, że trzeba komuś strzelić kulkę w łeb. Widocznie Julie Kearnes była przeszkodą…

Tres to facet, którego naprawdę da się lubić. Dobrze sprawdza się w roli detektywa, ale to taki typowy, równy gość, z którym można pić tequilę do białego rana! Z jednej strony stara się być spokojny i zrównoważony, w czym pomaga mu trening tai-chi, a po chwili widzimy go w sytuacji, gdzie wali obcym kolesiem o ścianę. Co zrobić… siła perswazji. Podobno się całkiem nieźle sprawdza. No i jest kociarzem, a to też robi swoje. Rick Riordan wykreował świetną postać, której losy śledzi się z przyjemnością i zaangażowaniem. Tres to człowiek, z którym można się bardzo łatwo zaprzyjaźnić. Riordan ogółem bardzo dobrze radzi sobie z kreacją bohaterów, co jest dosyć istotne w przypadku tej pozycji, bowiem każdy odgrywa tutaj dosyć istotną rolę. Sieć relacji pomiędzy poszczególnymi członkami branży muzycznej jest w tym przypadku bardzo ważna i nie polecam myślenia o niebieskich migdałach, jeżeli chcecie naprawdę zrozumieć, kto tak naprawdę zawinił i jest odpowiedzialny za śmierć młodej Julie.

Nie zawsze zdarza się, żeby drugi tom cyklu utrzymywał poziom pierwszego. Czasami bywa lepszy, czasami gorszy, ale osobiście podziwiam autorów, którzy potrafią wszystko tak dopracować, aby cały cykl był utrzymywany na jednym, równie mocnym poziomie. W tym przypadku istnieją spore szanse, że tak właśnie będzie. Taniec wdowca jest równie dobry co Big Red Tequila. Pod każdym względem, poczynając od wciągającej fabuły, na stylu autora kończąc. Rick Riordan ma niezwykle lekkie pióro, a historia Tresa jest logiczna, chronologiczna i w pełni dopracowana. Tutaj nie ma miejsca na nieścisłości czy niedopowiedzenia. Tutaj mamy do czynienia z konkretną, dojrzałą i pasjonującą opowieścią, której nie chce się odkładać na półkę. No i ten klimat Teksasu! To jest naprawdę coś.

Jestem niezwykle usatysfakcjonowana kontynuacją Big Red Tequila. Ten cykl pozwala mi się przenieść do niezwykle klimatycznego Teksasu nie tylko ze względu na niesamowitą atmosferę, którą Riordan potrafi wypracować, ale też dzięki obecności pełnokrwistych bohaterów, kota uwielbiającego enchiladę (mój na przykład podkrada cannelloni…) i wciągającej fabule, od której naprawdę trudno się oderwać. Jestem niezmiernie ciekawa, co też czeka Tresa Navarre w kolejnym tomie, dlatego na pewno po niego sięgnę, licząc na to, że autor ponownie nie zawiedzie mnie na żadnym polu!


 Za egzemplarz serdecznie dziękuję:


Recenzja Big Red Tequila

wtorek, 21 marca 2017

"Zielenina bez glutenu" - Magdalena Cielenga-Wiaterek







Data wydania: 14.10.2016
ISBN: 978-83-64190-17-9
Wymiary: 200 x 260 mm
Strony: 255
 Cena: 49,90 zł4









Coraz więcej blogerów kulinarnych zyskuje szansę na wydanie własnej książki. Jedną z nich jest autorka bloga Zielenina, Magdalena Cielenga-Wiaterek. Zielenina bez glutenu to książka przeznaczona dla wegetarian i wegan, ale nie tylko. Każdy, kto choć trochę lubi gotować i szuka innowacyjnych potraw powinien się tutaj odnaleźć. Coraz więcej osób ogranicza pszenicę i inne glutenowe zboża w swojej diecie – niezależnie od tego, czy cierpią na nietolerancję czy celiakię. Autorka wychodzi im naprzeciw i prezentuje sporo interesujących przepisów, w których glutenu nie znajdziemy!

Książka ta została podzielona na cztery podstawowe części, związane z panującymi w naszej strefie klimatycznej porami roku. Autorka stawia przede wszystkim na sezonowość i jedzenie tego, co możemy dostać lokalnie. Unika wymyślnych produktów, które ciężko spotkać w naszym kraju i trzeba by je specjalnie sprowadzać zza granicy. Bardzo cenię sobie takie podejście do sprawy, bowiem nie każdy ma czas i pieniądze, aby takie produkty kupować i wyszukiwać w wymyślnych sklepach. Co więcej, okazuje się, że nawet z lokalnych składników można wyczarować istne cudna! Potrawy zostały też podzielone na odpowiednie posiłki – czyli śniadania, obiady, kolacje i desery, ale w moim odczuciu są to tylko propozycje i można się bawić ich kolejnością.

W tej książce jest naprawdę zielono… Praktycznie w każdym przepisie znajdziemy zielony owoc lub warzywo. To świetny sposób na to, aby przemycić w konkretnym daniu coś zielonego i oszukać tych, którzy mają awersję do zieleniny – a wierzcie mi, znam takich delikwentów osobiście! Proponowane tutaj potrawy wyglądają naprawdę smakowicie, odżywczo i zdrowo. A dodatkowo bardzo naturalnie. Bardzo cieszy mnie fakt, że z potraw został wykluczony gluten. Bardzo często staram się pogodzić weganizm z dietą bezglutenową, ale okazuje się, że nie jest to takie proste. To jedna z nielicznych książek, w której możemy spotkać taką kombinację, choć autorka stosuje też jajka – jednak te z wolnego wybiegu, ekologiczne – oraz sery, ale pozbawione podpuszczki zwierzęcej.

Książka jest wydana w przepiękny sposób – świetny papier, piękne zdjęcia, idealnie zgrana szata graficzna. Nic tutaj nie razi w oczy, wręcz przeciwnie! Aż ma się ochotę rzucić wszystko, wejść do kuchni i próbować każdy przepis po kolei! Tym bardziej, że nie są one wyjątkowo skomplikowane. I to jest właśnie niesamowite – tak proste do wykonanie, a tak imponujące i niepowtarzalne po przygotowaniu! Już mi ślinka cieknie na samą myśl o musie czekoladowym z kaszy jaglanej z truskawkami… Nie ukrywam, że niektóre przepisy wydały mi się dosyć dziwne, jeżeli chodzi o połączenie smaków, ale kto wie – może to dopiero będzie kulinarna przygoda?

To książka dla każdego, kto lubi zdrowe, kolorowe i odżywcze dania! Nie tylko dla wegan i wegetarian, ale dla wszystkich smakoszy. Lokalne produkty, proste wykonanie i zaskakujące efekty końcowe. Z pewnością książka ta nie raz mi się przysłuży i dołącza do zacnego grona pozycji kulinarnych, które stale towarzyszą mi w kuchni.




niedziela, 19 marca 2017

"Grób mojej siostry" - Robert Dugoni





Data wydania: 08.03.2017
Tytuł oryginału: My Sister's Grave
Tłumacz: Lech Z. Żołędziewski 
ISBN: 978-83-7985-947-4
Wymiary: 135 x 205 mm
Strony: 400
 Cena: 34,00 zł
Seria: Tracy Crosswhite #1








Grób mojej siostry to pierwszy tom cyklu z detektyw Tracy Crosswhite. Kobieta ta porzuciła niegdyś zawód nauczycielki i wstąpiła do szkoły policyjnej, aby odnaleźć mordercę swojej siostry. Od lat na własną rękę prowadzi śledztwo, choć teoretycznego sprawcę mordu już dawno skazano. Tracy jednak nie wierzy w jego winę. Wydaje jej się, że Edmund House został wrobiony. Tylko przez kogo? Kto tak naprawdę zabił Sarę? I dlaczego? Przełomem okazuje się chwila, w której zostaje znaleziony bezimienny grób, a w nim ludzkie szczątki. Dzięki badaniom okazuje się, że należą do Sary. Czy teraz Tracy będzie w stanie odnaleźć prawdziwego zabójcę?

Nie da się nie zauważyć tego, że siłą napędową, która kieruje główną bohaterką jest sprawa niezwykle osobista. Tracy w pewien sposób obwinia się za śmierć siostry, gdyż tego feralnego wieczora jakieś 20 lat temu zostawiła ją samą, bez opieki. Choć zawsze, jako starsza siostra, opiekowała się Sarą i broniła ją przed złem tego świata, to nie udało jej się zapobiec temu tragicznemu obrotowi wydarzeń. Choć nie wiemy, czy Tracy w ciągu swojej kariery policyjnej prowadziła inne dochodzenia – ale zapewne tak – to to jest pierwszym które dokładnie poznajemy, jest bardzo osobiste. Mimo wszystko dobrze sobie radzi jako detektyw, nawet w tak trudnej dla niej sytuacji. Wiadomo, minęło już sporo czasu od śmierci Sary, ale jest to wydarzenie, które ciągnie się za Tracy i nie daje jej spokoju. Ta kobieta nie spocznie, póki nie pozna prawdy. Zawzięta dusza!

Robert Dugoni w bardzo ciekawy sposób zaprezentował całe dochodzenie. Z jednej strony wiele wskazuje na to, że Edmund House rzeczywiście jest winien zbrodni, za którą otrzymał słuszny wyrok. Ale jednak sama Tracy widzi, że część dowodów została spreparowana. Śledztwo, które zostaje na nogo rozgrzebane po 20 latach nigdy nie jest czymś łatwym, bowiem ciężko o nowe wskazówki, ciężko o nowych świadków, ciężko też dokładnie pamiętać – szczegół w szczegół – co się wtedy wydarzyło. Choć jak spojrzę na to z dalszej perspektywy, znając już zakończenie tej powieści, wydaje mi się, że motyw ten jest dosyć dziwny. Jakby zrobiony na siłę. To tak jakby iść krętą drogą tylko po to, żeby coś na siłę sobie utrudnić. Nie wiem, czy Robert Dugoni miał to zaplanowane od początku, czy może gdzieś zbłądził, ale chyba miałam chętkę na lepsze rozwiązanie tej sprawy.

Mimo wszystko książka potrafi naprawdę wciągnąć. Choć nie ukrywam, że spodziewałam się czegoś więcej po punkcie kulminacyjnym, to historia Tracy przypadła mi do gustu. Jest napisana porządnym i konkretnym językiem, a autor dobrze sobie radzi z opisywaniem miejsc, w których rozwija się akcja. Jego opisy są bardzo barwne i plastyczne, co pomaga w wytworzeniu dobrego klimatu i atmosfery. Nie jestem pewna, czy mogę tutaj mówić o trzymającej w napięciu akcji, bowiem chyba tylko niektóre końcowe sceny charakteryzują się czymś takim, jednakże samo dochodzenie śledzi się z zaangażowaniem. Problematyczne są jednak retrospekcje z przeszłości, bowiem chwilami nie mamy pewności, w którym punkcie czasowym się znajdujemy. Czy przed porwaniem? Czy po porwaniu Sary? Czy kilka miesięcy po jej śmierci, czy może jednak wracamy do innego momentu? Zdecydowanie pomocne mogłyby się tutaj okazać daty na początku każdego rozdziału, a przynajmniej tych, w których mamy do czynienia z przeszłością.

Nie brakuje tutaj dobrego zaprezentowania całej problematyki, która zawsze towarzyszy policyjnym dochodzeniom. Autor często przenosi nas do sądu, ukazuje przesłuchania świadków, daje czysty obraz tego, jak złożoną procedurą jest śledztwo w sprawie śmierci. Pięknie zobrazowano również siostrzaną więź – zarówno w retrospekcjach, w których Sara jeszcze żyje, jak i w tym dozgonnym oddaniu Tracy i chęci uzyskania sprawiedliwości. Nawet w punkcie kulminacyjnym pojawia się ten motyw, a i w całej powieści przewija się życie osobiste głównej bohaterki. W wielu aspektach trzymanie za nią kciuków wydaje się być rzeczą całkowicie naturalną. To kobieta, która z łatwością zyskuje sympatię czytelnika.

Grób mojej siostry to dobry thriller, który czyta się z ogromną przyjemnością. Mimo kilku drobnych minusów ciężko jest oderwać się od lektury. Uważajcie zwłaszcza wtedy, gdy należycie do osób czytających w autobusach! Dwa razy prawie przegapiłam swój przystanek! Myślę, że przyjemnością sięgnę po kolejne tomy przygód Tracy, ciekawi mnie, co też w następnej kolejności zafunduje jej Robert Dugoni. Tym razem mieliśmy do czynienia ze sprawą bardzo osobistą, która była nie lada wyzwaniem. A co będzie dalej? Kto wie! Mam nadzieję, że autor ma w głowie wiele dobrze skonstruowanych pomysłów, które w umiejętny sposób przeleje na papier, abym mogła cieszyć się jego twórczością po raz kolejny! 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:


środa, 15 marca 2017

Recenzja premierowa: "Syreny" - Joseph Knox






Data wydania: 15.03.2017
Tytuł oryginału: Sirens
Tłumacz: Anna Gralak
ISBN: 978-83-751-5365-1
Wymiary: 136 x 205 mm
Strony: 352
 Cena: 39,90 zł
 
 
 
 
 
 
 
Joseph Knox od dawna marzył o tym, aby wydać własną książkę. Z branżą księgarską jest związany już od jakiegoś czasu, ale dopiero niedawno udało mu się zrealizować marzenie o wydaniu swojej powieści. W ten sposób na rynku wydawniczym pojawiły się Syreny, kryminał ze zniesławionym detektywem w roli głównej. Tytułowe Syreny to kobiety sprzedające bilety do piekła – heroinę i ecstasy. Świat Aidena Waitsa, skompromitowanego policjanta, jest pełen narkotyków i mafijnych porachunków. Co więcej, aby w miarę zrehabilitować się w oczach kolegów po fachu, musi wkraść się w łaski Syren, musi wniknąć do narkotykowego świata i rozwiązać pewną zagadkę. To właśnie w tym bezwzględnym świecie odkrywa prawdę, której poznać prawdopodobnie nie chciał.

Coraz częściej w literaturze pojawia się motyw policjantów, którym daleko do ideału. Nie stronią od używek, są porywczy, gwałtowni i nie raz łamią prawo, kłamią i kombinują. Do ich grona dołączył Aiden Waits. Ma za sobą mroczną przeszłość, będzie miał sprawę karną, stracił zaufanie wśród współpracowników. Mimo wszystko otrzymuje szansę na to, aby oczyścić swoje dobre imię, choć może to być jego gwóźdź do trumny. Aiden musi stać się szpiegiem w świecie mafii, dilerów i brutalnych porachunków. Musi zdobyć zaufanie złych ludzi, aby dojść do sedna prowadzonej przez niego sprawy. Zadanie ułatwia mu zakaz podawania się za policjanta, co poza narkotykowym światem bywa niezmiernie przydatne. Z jednej strony musi ukrywać swoją profesję, a z drugiej wpada przez to w jeszcze większe tarapaty. Jak żyć?

Joseph Knox doskonale wie, jak wytworzyć specyficzną atmosferę i przedstawić Manchester od tej brudnej, zniesławionej strony. Niegdyś pracował w barach i pubach, więc doskonale wie, jak nocne życie na ulicach może wyglądać. Już od pierwszych stron zostajemy wrzuceni w wir wydarzeń, a charakterystyczny, mroczny i ponury klimat towarzyszy nam do ostatniej strony. To zdecydowanie jedna z największych zalet tej powieści. Nie brakuje tutaj brutalności, mordobicia, prostytutek, narkotyków, jest nawet trochę polityki. To czysty obraz skorumpowanego świata, w którym ludzie za wszelką cenę próbują bronić swoich interesów, zastraszając innych, a czasami porywając się nawet do niewybaczalnego czynu, czyli odebrania komuś życia. I to nie w byle jaki sposób… Ofiara ma wiedzieć, że coś zrobiła źle. W ostatnich chwilach swojego życia ma sobie uświadomić swój błąd.

Niespokojny klimat mafijnego podziemia i dynamiczna akcja sprawiają, że książkę czyta się z ciekawością. Autor doskonale poradził sobie z zaprezentowaniem tego podrzędnego świata i co najgorsze – wszystko, co tutaj zaprezentował, wydaje się być bardzo realistyczne. Chciałoby się napisać, że jest przerysowane, ale Knox po prostu w bardzo dosadny sposób ukazał nam częściowe zło tego świata, które jest jednym z elementów prowadzących do zagłady gatunku ludzkiego. Człowiek człowiekowi wilkiem… Główny bohater prowadzi bardzo niebezpieczną grę – w każdej chwili może zostać nakryty, a wtedy może się to skończyć dla niego tragicznie. Każdy, kto wnika do takiego społeczeństwa, musi zdawać sobie sprawę z tego, że zagrożenie czyha na każdym kroku. Aiden mimo wszystko w bardzo płynny, choć nie raz ryzykowny sposób, wnika do tego świata i nawet nieźle sobie w nim radzi. Może i jest zniesławionym gliniarzem, ale to sprawia, że idealnie nadaje się do powierzonego mu zadania.

Syreny to konkretna pozycja, osadzona w brutalnej rzeczywistości, przenikającej czytelnika aż do szpiku kości. Wraz z głównym bohaterem wnikamy do mafijnego podziemia, wkradamy się w łaski Syren, rozpoczynamy nocne życie w Manchesterze. Na pewno nie można tutaj narzekać na nudę, powiem Knox odpowiednio pokierował biegiem akcji, zadbał o jej dobre tempo i w taki sposób wykreował głównego bohatera, że czytelnik z chęcią mu towarzyszy na każdym kroku. Całości dopełnia niesamowita, przygnębiająca i ponura atmosfera, idealnie dopasowana do poruszanej tutaj tematyki. Choć nie mamy tutaj zbyt rozległej wielowątkowości, to mimo wszystko historia Aidena jest dosyć złożona i skłaniająca do pozostania w skupieniu od początku do końca. Knox w bardzo obrazowy sposób przedstawił nam swoją wizję i myślę, że już sama okładka jest tutaj idealnym odwzorowaniem tego, czego możemy się spodziewać po tej pozycji. Jeżeli szukacie klimatycznego kryminału to właśnie go znaleźliście.

Za możliwość zapoznania się z powieścią dziękuję:

www.otwarte.eu