sobota, 29 listopada 2014

"Astrologia dla początkujących" - Joann Hampar

http://www.illuminatio.pl/astrologia-dla-poczatkujacych-zapowiedz-wydawnicza/ 
 
 
Data wydania: 14.01.2014
Tytuł oryginału: Astrology for Begginers
Tłumacz: Magdalena Sośnicka
ISBN: 978-83-62476-94-7
Wymiary:
130x205
Strony: 256
Cena:
32,30
Seria: Dla początkujących





Ułożenie planet, jakie występowało na niebie w chwili naszego przyjścia na świat, odgrywa podobno ogromną rolę. To właśnie planety mają wpływ na to, jacy jesteśmy, do czego mamy smykałkę, jakie problemy mogą pojawić się na naszej drodze życiowej… Tworzy się tak zwany horoskop urodzeniowy, którego analiza umożliwia nam lepsze zrozumienie tego, co dzieje się w naszym życiu. Dzięki niemu możemy nim pokierować w umiejętny sposób i żyć odpowiednio.

Astrologia nie jest dziedziną, którą znam na wylot. Właściwie to jestem w tym kiepska i wszelkie aspekty związane z tą nauką są dla mnie jeszcze niezrozumiałe. Dlatego postanowiłam zacząć swoją przygodę od pozycji „Astrologia dla początkujących”, bowiem seria tych książek jest naprawdę znakomita. Czy było warto? Zdecydowanie tak! Oczywiście za pierwszym razem nie da się przyswoić takiego ogromu wiedzy, ale książka ta może stanowić swoisty podręcznik, po który można sięgnąć podczas analizy każdego kosmogramu. 

Joann Hampar wyjaśnia, czym są aspekty, domy, znaki kardynalne czy też ascendenty, opisuje również znaki zodiaku i ich przynależność do czterech żywiołów. Każdy rozdział skupia się na analizie wykresu urodzeniowego pod różnymi względami. Opisy nie są wyjątkowo rozległe, ale na sam początek wystarczające – dla osoby zielonej w tym temacie to i tak całe mnóstwo informacji, których zapamiętać się nie da. Właściwie najczęściej człowiek skupia się na tych elementach, które pasują do niego, ale jeżeli ktoś faktycznie chciałby się zająć analizą astrologiczną, to ta książka będzie stanowić doskonały początek. 

Tylko teraz zastanówmy się… czy taka analiza horoskopu urodzeniowego naprawdę nam coś daje? Sceptycy powiedzą, że nie, ale jednak kryje się w tym sporo użytecznych faktów. Konkretna i dobrze wykonana analiza wymaga czasu i skupienia, ale daje nam jasny obraz tego, ku czemu powinniśmy dążyć, ku czemu mamy predyspozycje, w jaki sposób powinniśmy sobie radzić z trudnymi sytuacjami życiowymi oraz wiele innych informacji, które wpłyną na zrozumienie naszej ścieżki. Być może dzięki temu łatwiej nam będzie osiągnąć postawione sobie cele, porozumieć się z innymi ludźmi, a także odbyć podróż do naszego wnętrza.

„Astrologia dla początkujących” to kolejna doskonała pozycja z tej serii, która nada się nie tylko dla tych, którzy dopiero zapoznają się z astrologią. Myślę, że może się ona również przydać osobom zaznajomionym już w bardzo dobrym stopniu z tym tematem, dla których będzie stanowić zbiór podstawowej wiedzy ku analizom. Uważam, że autorka przedstawiła to, co najważniejsze i nie owijała w bawełnę – postawiła na konkrety, a to ogromna zaleta. Dodatkowo w książce tej można znaleźć wykresy urodzeniowe sławnych osób, takich jak Oprah Winfrey, Robert Downey Jr czy Bill Gates – ciekawi jesteście, w jaki sposób osiągnęli taki sukces? Teraz wszystko staje się jasne. 

Astrologia nie jest sprawą łatwą i wymaga pełnego skupienia, ciszy i spokoju, ale niesie ze sobą ogromny potencjał. Pozycja napisana przez Joann Hampar będzie tą, która zachęciła mnie do analizowania wykresów urodzeniowych i w pierwszej wolnej chwili wraz z nią będę analizować i odczytywać swój kosmogram. A jeżeli i Wy macie ochotę lepiej zrozumieć swoją życiową ścieżkę, to oczywiście gorąco do tego zachęcam, a „Astrologia dla początkujących” może być jednym z pierwszych elementów, które Wam w tym pomogą. 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

illuminatio.pl


Swój kosmogram wykonałam za pomocą programu Astrolog -> Klik

środa, 26 listopada 2014

"Zabawka diabła" - Matt Richtel





Data wydania: 18.06.2014
Tytuł oryginału: Devil's Plaything
Tłumacz: Andrzej Leszczyński
ISBN: 978-83-7758-717-1
Wymiary:
130x205
Strony: 528
Cena:
39,99
Seria: Nate Idle
 
 
 
 
 
 
Ludzka pamięć jest rzeczą, która od zawsze fascynowała naukowców. Badali zarówno pamięć krótkotrwałą jak i długotrwałą, przeprowadzali różnorodne doświadczenia dotyczące zapamiętywania faktów bądź też rzeczy mniej istotnych, badali nawet pamięć elektryczną. Czy bez tej zdolności moglibyśmy normalnie funkcjonować? Oczywiście, że nie. Wystarczy spojrzeć na ludzi, których dotknęły choroby takie jak amnezja, Alzheimer czy demencja… To już nie jest to samo życie, co wcześniej.

Lane Idle to 85-letnia staruszka, która cierpi na starczą demencję. Jednakże w jej umyśle skrywana jest tajemnica, która może zmienić losy całego świata. Jednak jak ją odkryć, skoro kobieta jej nie pamięta? Jej mózg płata jej figle i nie jest w stanie sobie przypomnieć tego, co powinna. Jej wnuk – Nat Idle – jest dziennikarzem medycznym. Bardzo kocha swoją babcię i opiekuje się nią w każdej wolnej chwili. Któregoś dnia podczas spaceru padają ofiarom ataku – ktoś strzela prosto do nich, ale nie mają pojęcia dlaczego. Nie pozostaje nic innego, jak uciekać, ale to był zaledwie początek tego, co jeszcze ich czeka. Nat trafia bowiem na ślad wielkiego spisku i intrygi, które gdy tylko ujrzą światło dzienne, staną się gigantyczną aferą.

Cóż takiego zafundował nam Matt Richtel? Cóż, jest dopiero początkującym autorem, ale już widać, że ma pomysł na siebie. „Zabawka diabła” to połączenie kryminału i sensacji, w którym akcja pędzi jak szalona. Gwarantuję Wam, że nie zaśniecie nad tą książką, a co więcej, jest spore prawdopodobieństwo, że dacie się jej porwać. Być może uda się Wam wcielić w rolę głównego bohatera i zacząć prowadzić dochodzenie na skalę światowej afery. Czy jest to możliwe? Myślę, że w dużej mierze tak, bowiem pierwszoosobowa narracja zawsze w tym pomaga. Dzięki niej dokładnie poznajemy każdą, najbardziej szczegółową myśl, pojawiającą się w umyśle Nata. Jego rozterki momentami mogą się wydać męczące, ale to już osobista kwestia każdego czytelnika. Momentami może miałam ochotę nim potrząsnąć, ale i tak go polubiłam. Ma  w sobie coś przyciągającego uwagę i liczę na to, że w kolejnych częściach, jego potencjał się rozwinie.

Nie da się ukryć, że fabuła jest doskonale przemyślania. Stopniowo poznajemy historię Lane i Nata, krok po kroku zostajemy wprowadzeni w świat pościgów, strzelanek oraz intryg. Do końca nie mamy pewności, komu główny bohater może zaufać, a komu nie. Akcja i rozwój wydarzeń są nie tylko ułożone w sposób chronologiczny, ale potrafią również zaskoczyć. Jednak zabrakło mi tutaj takiego porządnego punktu kulminacyjnego, który zwaliłby mnie z nóg. Naprawdę byłam mile zaskoczona tą powieścią oraz tym, jak bardzo mnie wciągnęła, ale potem poczułam lekkie rozczarowanie… chciałam takiej wielkiej bomby, takiego wielkiego WOW!, ale niestety nie byłam w stanie tak odczuć zakończenia. Może wiąże się to z tym, że w sumie autor ma jeszcze lekki problem z odpowiednim utrzymywaniem napięcia, które jest nieodłącznym elementem tego typu książek. Ale wierzę, że się to zmieni już w kolejnym tomie przygód tego blogera.

Bardzo spodobała mi się natomiast kreacja bohaterów. Nie ma tutaj idealizacji. Nat jest normalnym człowiekiem, żadnym agentem specjalnym, który potrafi wyjść cało z każdej opresji. Facet ma po prostu dużo szczęścia i potrafi myśleć, ale jest całkiem zwyczajnym gościem, na którego nikt nie zwróciłby uwagi na ulicy, choć jak widać przyciągnął uwagę niewłaściwych ludzi. On i Lane są bardzo realistyczni i prawdziwi – nawet zaszczepienie w Lane objawów starczej demencji udało się autorowi całkiem nieźle. No i nie da się ukryć, że autor zdobył moje serce tym, że wprowadził motyw biotechnologii oraz nauki, nic nie poradzę na to, że kocham te dwie rzeczy, a choćby najmniejsza wzmianka o nich w literaturze całkowicie mnie pobudza i rozpala iskierki w oczach. 

„Zabawka diabła” to dobrze skonstruowana powieść, godna uwagi i przeczytania. Mimo drobnych mankamentów całość wypada świetnie i czyta się ją z ogromną przyjemnością. Tak, rozczarowałam się lekko na sam koniec, ale nadal nie żałuję, że mogłam spędzić trochę czasu wraz z Natem i jego niesamowitą babcią. Z pewnością zrobiłabym to jeszcze raz. Autor zmierza w odpowiednim kierunku i intuicja podpowiada mi, że z każdym kolejnym tomem będzie lepiej. Książka daje nawet do myślenia, bo porusza istotne zagadnienia ze świata dzisiejszej techniki oraz zwraca uwagę na możliwości ludzkiego umysłu. Może nie jest to książka z typu tych mrocznych i ciężkich, ale Richtel zbudował odpowiednią atmosferę, która dodatkowo ułatwia wczucie się w całą historię. Jestem skłonna polecić ją każdemu, kto ma ochotę na pędzącą akcję, odrobinę innowacji i znakomitych bohaterów!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

muza.com.pl

oraz firmie Business & Culture

Książkę można kupić w WYJĄTKOWO promocyjnej cenie na stronie wydawnictwa:

http://muza.com.pl/thriller/1756-zabawka-diabla-9788377587171.html

niedziela, 23 listopada 2014

"Hatha joga. Bezpieczne ćwiczenia dla ciała i umysłu" - M. Kirk, B. Boon & D. DiTuro

http://talizman.pl/183-joga-i-cwiczenia-fizyczne
Data wydania:
29.08.2014
Tytuł oryginału: Hatha Yoga Illustrated
Tłumacz: Elżbieta Piłasiewicz
ISBN: 978-83-64278-45-7
Wymiary:
165x240
Strony: 256
Cena:
49,90



Joga zawsze była dla mnie pełna magii i uroku. Zawsze próbowałam się zmotywować, aby praktykować ją w domu, ale zawsze znalazło się jakieś „ale”. Jednak od stycznia 2014 roku wszystko się zmieniło i zaczęłam chodzić na zajęcia z jogi trzy razy w tygodniu, a dodatkowo ćwiczyć w domowym zaciszu. Joga okazała się być złotym środkiem na wszystkie problemy i dolegliwości, nie tylko natury fizycznej. Okazała się być moją ucieczką, której wywierany na mnie wpływ jest nie do opisania.

„Hatha joga. Bezpieczne ćwiczenia dla ciała i umysłu” to książka stworzona przez trzech autorów: Martina Kirka, Brooke Boon i Daniela DiTuro. Ich krótkie biografie możemy znaleźć na końcu tej książki, ale każda z tych osób ma do czynienia z hatha jogą od jakiegoś czasu i jej praktykowanie przyniosło im wiele korzyści. Rozdział pierwszy skupia się na krótkim wprowadzeniu czytelnika w świat jogi – definicje różnych jej rodzajów, pochodzenie i korzenie, osiem członów jogi klasycznej, które powinien znać każdy jogin oraz co nieco o pranayamie i medytacji. Są to informacje krótkie i zwięzłe, bez zbędnego owijania w bawełnę – otrzymujemy same konkrety, które po prostu mają być przydatne.

Kolejne rozdziały zostały podzielone według ćwiczeń. Przechodzimy kolejno od pozycji stojących, balansujących i odwróconych poprzez wygięcia, skręty i skłony aż do pozycji siedzących i leżących. Ostatni rozdział natomiast zawiera kilka zestawów ćwiczeń, takie jak powitanie słońca czy powitanie księżyca. Natomiast co jest najważniejsze – sposób, w jaki dana asana została opisana. Przede wszystkim nie mamy tutaj jednego zdjęcia w asanie idealnej, ale zdjęcia krok po kroku jak wejść i wyjść z danej pozycji. Dodatkowo jest to podparte opisami, które zwracają uwagę nawet na najmniejsze szczegóły. Czasami okazuje się, że asana jest dla nas niewygodna, a my po prostu zapomnieliśmy o drobnym, ale jakże istotnym fakcie. 

Jednak to jeszcze nie wszystko. Przy każdym takim opisie możemy znaleźć jeszcze informacji dotyczące kontrpozy, czyli pozycji, którą powinno się wykonywać zaraz po danej asanie; o drishti – czyli prościej mówiąc kierunku kierowania wzroku podczas bycia w pozycji oraz o przeciwwskazaniach, przy których dane ćwiczenie może być kłopotliwe i szkodliwe. Wypisane zostały również korzyści fizyczne, ale i również umysłowe – jak widać joga jest pokarmem nie tylko dla ciała, ale również dla ducha i umysłu. No i jeszcze ostatnia rzecz, o której autorzy nie zapomnieli – pokazują łagodniejsze warianty danych asan lub pokrewne do nich, bądź też warianty nieco trudniejsze, dla osób chcących pójść o krok dalej.

„Hatha joga” jest bardzo dobrym podręcznikiem, zarówno dla osób początkujących, jak i zaawansowanych. Doskonale dopracowana i świetnie wydana książka, w której nie znajdziemy wszystkich pozycji, bardziej te podstawowe, ale bardzo szczegółowo przedstawione. Chwilami tylko polskie nazwy wydawały mi się nieco dziwne, ale nazewnictwo bywa różne, a mnie i tak najbardziej podchodzi to w sanskrycie. Jestem bardzo zadowolona z tej pozycji i wiem, że nie raz będę do niej zaglądać, nie tylko po to, aby z jak największą dokładnością wejść do danej asany, ale także żeby zdać sobie sprawę z tego, jaki wpływ ona na mnie wywiera. Serdecznie polecam tę pozycję każdemu, kto praktykuje lub dopiero ma zamiar zacząć, jest naprawdę bardzo dobra!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

studioastro.pl

piątek, 21 listopada 2014

"Departament 19. W ogniu walki" - Will Hill




Data wydania: 24.09.2014
Tytuł oryginału: Battle Lines
Tłumacz: Edyta Skrobiszewska
ISBN: 978-83-10-12529-3
Wymiary:
135x204
Strony: 624
Seria:
Departament 19
Cena:
44,90






„Departament 19. W ogniu walki” to trzeci tom serii tworzonej przez Willa Hilla. Cykl ten jest debiutem autora, jednak od razu widać, że wkłada on całe swoje serce w tworzenie go. W języku angielskim pojawiło się wiele dodatkowych książek z cyklu Departament 19, natomiast części głównych ma być prawdopodobnie pięć. Myślę, że dla Willa Hilla seria ta jest niczym dziecko, któremu poświęca się wiele czasu, uwagi i miłości. I właściwie… nie ma się co dziwić, że zyskał on rzesze fanów.

Wydawałoby się, że to Jamie Carpenter gra tutaj główną rolę, bowiem od pierwszej części to na jego losach czytelnik skupiał się najbardziej. Teraz coś się zmieniło. „W ogniu walki” to część, która uświadomiła mi bardzo istotną rzecz – Departament 19 to nie tylko Jamie Carpenter, ale to także pozostali bohaterowie, bez których ta seria by po prostu nie istniała. Tutaj każdy bohater spełnia określoną, dobrze przemyślaną funkcję i bez któregokolwiek z nich, doszłoby do całkowitego zachwiania i dezorganizacji. Autor w niezwykle umiejętny sposób wprowadza coraz to nowych bohaterów, nie zapominając jednak o tych dobrze nam już znanych, z którymi przyszło nam się zżyć. Wampiry są postaciami niezwykle intrygującymi, natomiast członkowie Departamentu to osoby niezwykle odważne, silne i oddane swojej misji.

Bardzo podoba mi się sposób, w jaki autor potrafi logicznie połączyć ze sobą poszczególne wątki. W tworzonym przez niego świecie nic nie dzieje się bez przyczyny – każdy postępek pociąga za sobą następny, każda podjęta decyzja może wpłynąć na dalszy obrót spraw, co sprawia, że powieść staje się zadziwiająco logiczna, realistyczna i nieprzewidywalna. Wiele osób uznaje za minus akcję, która skacze pomiędzy różnymi punktami i bohaterami, co ma miejsce również w tym przypadku, ale ja widzę w tym sporo zalet. Dzięki temu możemy poznać różne wydarzenia i bohaterów, znaleźć się wraz z nimi w bardzo różnorodnych sytuacjach czy też  spojrzeć na tę historię z odmiennych punktów widzenia. 

Ponownie widać tutaj inspirację słynną powieścią Brama Stokera o niejakim Drakuli. W sumie nie mnie to stwierdzać, ale sądzę, że gdyby Bram Stoker zajął się lekturą Departamentu 19, byłby zadowolony z kierunku, zgodnie z którym podąża jego dziedzictwo. Mimo że wiele osób ma już po prostu dosyć wampirów, to nie powinniście się z tego powodu zniechęcać do tej serii! Poza tym nadal uważam, że na szczególne uznanie zasługuje cały świat stworzony przez autora. Struktura i organizacja Departamentu 19 są bardzo dokładnie i szczegółowo przedstawione, relacje między jego członkami również. Mimo że na pierwszy rzut oka łączy ich tylko misja i osiągnięcie najważniejszego celu, to jest w tym coś jeszcze – oni wszyscy są dla siebie jak rodzina, która wspiera się nawzajem i nie pozwala, aby ktokolwiek został sam.

Styl autora nie pozostawia nic do życzenia. Jest płynny, przejrzysty i klarowny. Książkę czyta się niezwykle przyjemnie, chociaż momentami robi się wybitnie niebezpiecznie. Autor nie boi się wprowadzać elementów krytycznych, niczego nie ułatwia swoim bohaterom, a chwilami stawia ich w sytuacji tak beznadziejnej, że aż robi się mi ich żal. Akcja toczy się tempem umiarkowanym, ale nie brakuje jej wzlotów na wyższe poziomy, gdy emocje biorą górę, napięcie rośnie, a serce podchodzi do gardła. A żebyście wiedzieli, co też się wyprawia w punkcie kulminacyjnym! A może nawet w punktach, bo wątków jest kilka, choć są one ze sobą w dużym stopniu powiązane. 

„Departament 19. W ogniu walki” to znakomita kontynuacja świetnej serii, którą naprawdę polecam. Skierowana jest ona raczej dla młodzieży, ale i ja dobrze się bawiłam podczas czytania. Świetnie dopracowana, ze znakomicie przedstawionymi bohaterami oraz z interesującą i wciągającą fabułą. Licząca sobie ponad 600 stron lektura, to bardzo dobrze przemyślana historia, od której chwilami ciężko się oderwać. Myślę, że i tak nie udało mi się napisać wszystkich dobrych rzeczy, które dostrzegłam w tej pozycji, ale mam nadzieję, że każdy postanowi spróbować i zapozna się z serią Willa Hilla, bo jest ona tego warta.
 
Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

nk.com.pl

środa, 19 listopada 2014

"Mara Dyer. Tajemnica" - Michelle Hodkin




 Data wydania: 10.09.2014
Tytuł oryginału: The Unbecomig of Mara Dyer
Tłumacz: Małgorzata Fabianowska
ISBN: 978-83-28-00974-5
Wymiary:
137x206
Strony: 412
Seria:
Mara Dyer
Cena:
39,99







Mara Dyer nie pamięta, co stało się tamtego feralnego dnia. Dnia, który okazał się być ostatnim dniem życia jej przyjaciół. Dlaczego tylko ona wyszła z tego cało? Dlaczego ocalała? I czy to, co się z nią dzieje to na pewno tylko zespół szoku pourazowego? 

„Mara Dyer. Tajemnica” to książka, która zrobiła furorę w naszym kraju na długo przed swoją polską premierą. Skradła serca wielu czytelnikom, a cała seria trafiła do grona ich ulubionych historii. Jest to debiut literacki Michelle Hodkin i w sumie muszę przyznać, że całkiem dobry debiut. Bądź co bądź, podobnych historii już trochę się pojawiło, ale jednak „Mara Dyer. Tajemnica” ma w sobie coś urzekającego. A cóż to takiego? Bardzo dobre pytanie! Pytanie, na które każdy czytelnik chyba powinien sobie sam odpowiedzieć – w końcu różne są gusta i guściki.

Jakby pokusić się o krótką analizę to w sumie nie byłaby ona taka trudna. Spójrzmy: mamy skrytą w sobie dziewczynę z mroczną przeszłością, która stara się dowiedzieć, dlaczego ocalała i co się z nią dzieje. Idąc dalej tym tropem, na horyzoncie pojawia się irytujący, arogancki i bezczelny przystojniak, któremu nad wyraz ciężko się oprzeć. Oczywiście jest on bożyszczem i każda dziewczyna pada mu do stóp, ale nie nasza główna bohaterka. Romans wisi w powietrzu, to się czuje! Dobra, nie ukrywajmy, brzmi trochę stereotypowo… ale nawet stereotypy można czasem przekazać w ciekawy i wciągający sposób. I to właśnie zrobiła pani Hodkin – nawet nie jestem w stanie do końca określić co, ale udało jej się mnie zaintrygować.

Ogromną zaletą jest kreacja głównej bohaterki, w której po części odnalazłam siebie – tak, od pierwszych stron nawiązała się między nami więź. Nie tylko za sprawą pierwszoosobowej narracji, ale po prostu mamy pewne wspólne cechy charakteru, a to zawsze ułatwia sprawę. Jednak nie da się ukryć, że ten rodzaj narracji umożliwia czytelnikowi dogłębne poznanie myśli głównego bohatera, a tutaj jest to konieczne – dlatego bardzo dobrze, że autorka zdecydowała się na ten zabieg. Marę da się lubić, podobnie jak Noaha – razem stanowią mieszankę wybuchową, która staje się dla nas nieprzewidywalna. 

Czy fabuła jest zaskakująca? Po części na pewno. Pewne rzeczy same składają się w logiczną całość i autorka umożliwia swoim czytelnikom odkrycie prawdy, ale nie całej. To, co najlepsze, pozostawia sobie na koniec, aby nas trochę zbić z pantałyku. Zakończenie budzi w nas chęć sięgnięcia po kolejny tom przygód Mary i z pewnością nie jednej osobie zamiesza w głowie. We mnie na pewno wzbudziło ciekawość, a ja zawsze muszę ją zaspokoić. Jednak skupiając się dalej na pierwszym tomie… książka jest dobra, może nawet bardzo dobra i nawet styl autorki – mimo że to debiut – nie jest najgorszy. Wręcz przeciwnie, „Mara Dyer. Tajemnica” jest powieścią, którą czyta się wyjątkowo przyjemnie. 

Rozwój wydarzeń to logiczny i chronologiczny ciąg, w którym chwilami pojawiają się retrospekcje, ale nie jest ich dużo. Ta pozycja łączy w sobie elementy romansu, grozy, czarnego humoru i motywu zdolności parapsychicznych. Jednak w wielu momentach można dostrzec to, że jest to historia typowo skierowana do młodzieży – problemy w szkole, trudności w nawiązywaniu nowych znajomości tuż po przeprowadzce, czarujący przystojniak, w którym tak łatwo się zakochać… Wychodzi z tego mieszanka tego, co już było, z odrobiną czegoś nowego, świeżego, co nadaje tej książce nowy wymiar i pewną indywidualność. 

Choć z jednej strony czuję niedosyt i wciąż mi mało, to z drugiej podobało mi się i czuję, że autorka mnie jeszcze nie raz zaskoczy w kolejnych tomach trylogii. Choć szał na książki tego typu już minął, to jednak zawsze chętnie do nich wracam, a „Mara Dyer. Tajemnica” to idealna pozycja, dzięki której przypomniałam sobie uroki takiej literatury. Przymknęłam oko na pewne drobne wady, które w sumie zostały zatuszowane przez zalety tej historii. W sumie największym zarzutem mogłoby być powielanie schematów, ale autorka i tak wychodzi obronną ręką, bo w moich oczach jej wizja miała w sobie coś, co mnie omamiło. Być może specyficzny klimat, a może to, że bohaterka stała mi się bliska – a może nawet obie te rzeczy. 

Czy polecam? To zależy komu. Wiem, że są czytelnicy, którzy mają dość tego typu powieści i nic ich nie przekona do przełamania się. Jednak wiem też, że wiele osób z chęcią sięgnie po tę pozycję i będzie to dobry wybór, bo historia Mary nie należy do tych banalnych i ckliwych romansów, które przyprawiają chwilami o mdłości. W tym tkwi coś więcej i mam nadzieję, że autorka rozwinie potencjał tej opowieści w kolejnych częściach. 

  Za egzemplarz serdecznie dziękuję: