Data wydania: 08.10.2014
ISBN: 978-83-10-12539-2
Wymiary: 135x204
Strony: 368
Seria: Saga o Kotokałku
Cena: 34,90
ISBN: 978-83-10-12539-2
Wymiary: 135x204
Strony: 368
Seria: Saga o Kotokałku
Cena: 34,90
Saga o Kotołaku Konrada Lewandowskiego nie jest nowością na
rynku wydawniczym. Ta historia ma już swoje lata, ale teraz została nieco
odświeżona przez samego autora i wydawnictwo Nasza Księgarnia. Przyznaję, że
wcześniej nie miałam pojęcia o jej istnieniu, ale już po pierwszych stronach
zaczęłam tego żałować. Jak mogłam nie wiedzieć, że nasz rodak napisał tak dobrą
sagę fantasy? No, może moje zachwyty są przedwczesne, bowiem „Ksin. Początek”
jest w sumie dopiero przedsmakiem tego, co ma nastąpić naprawdę, ale swoją rolę
spełnia znakomicie – pobudza, zachwyca i zachęca do poznawania dalszych losów
Kotołaka Ksina.
Ksin jest zmiennokształtnym, ale gwarantuję Wam, że
zmiennokształtnych w takim wydaniu jeszcze nie spotkaliśmy. Osobiście jestem
przyzwyczajona do nieco innego ich przedstawienia, a tutaj jest jednak coś nieokreślonego,
wyjątkowego i innego – oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Kotołaki
są uznawane za istoty przeklęte, demony Onego, które należy tępić. Jednak Ksin
nie jest potworem – tylko ludzie tak o nim myślą. Na szczęście, na swojej
drodze napotyka on również przyjaznych przedstawicieli rasy ludzkiej, którzy
potrafią dostrzec w nim więcej niż tylko pionowe źrenice i przerażające pazury.
Dzięki ich poświęceniu i oddaniu zmienia się w obrońcę tych, którym grozi
niebezpieczeństwo. Jest bestią, która pragnie osiągnąć człowieczeństwo.
Wiem, że nie powinnam być sceptycznie nastawiona do polskich
autorów, ale tak już mam – walczę z tym, jak tylko mogę, ale średnio mi
wychodzi. Ale właśnie dzięki takim osobistościom jak pan Lewandowski i jego
twórczość, moje podejście ulega poprawie. „Ksin. Początek” to książka, która
naprawdę mi się spodobała. Czytałam ją z zapałem i ogromną przyjemnością. Nie
mogłam się oderwać od lektury, która towarzyszyła mi na każdym możliwym kroku –
w drodze na uczelnię, w oczekiwaniu na autobus, podczas robienia obiadu.
Uzależniająca! I może nawet powinnam dostrzec w niej jakieś niedogodności, żeby
sobie chociaż ego podbudować, że mam rację, że nie chcę sięgać po polską
literaturę… ale nie, po prostu nie.
Ksin jest dla mnie zagadką. To postać owiana tajemnicą,
niezwykle intrygująca i zyskująca sympatię. Ciężko go odczytać, a co dopiero
przewidzieć jego zachowanie. W końcu ma w sobie kocie geny, a powszechnie
wiadomo, że koty to spryciarze, które knują w swoich kochanych główkach niecne
plany i zamiary. Ksin jednak wykorzystuje swoje zdolności w bardzo pozytywny
sposób – pomaga ludziom. Aż dziw bierze! Ale wszystko nabiera sensu, gdy w
naszym mózgu zapali się zielona lampka zwiastująca zrozumienie zabiegu, który
zafundował nam autor. Przyznaję, udało mu się mnie nie lada zaskoczyć. W ogóle
nie spodziewałam się tego, co nastąpiło pod koniec książki. I tylko ta myśl
krążąca mi po głowie „Ty Łosiu… ale dałaś się podejść!”. W końcu komuś udało
się przechytrzyć mój analityczny umysł – a może to po prostu kwestia tego, że
naprawdę świetnie bawiłam się podczas czytania tej książki i nawet nie chciałam
zagłębiać się w tak mocne analizy?
Akcja toczy się dwutorowo. Z jednej strony poznajemy Ksina i
wraz z nim rozpoczynamy podróż pełną przygód, gdzie nie mamy pewności, dokąd
nas ona doprowadzi na sam koniec. Z drugiej strony pojawia się historia młodej
Aspai, córki kupca, która postanawia się nade wszystko zbuntować i spełnić
swoje marzenia. Powiem Wam, że ta dziewczyna to dopiero ma charakter!
Przebiegła, podstępna, pozbawiona skrupułów… a jednak w końcu sama pada ofiarą
swoich gierek. I zapewne zastanawiacie się, po co autor wprowadził tutaj drugi
wątek? Skoro powieść ma się skupia na Ksinie, to o co chodzi z Aspają? A
widzicie, też nad tym myślałam… myślałam i myślałam i nic nie wymyśliłam! Ale
zaufajcie mi, że na sam koniec dostrzeżecie prawdę i logiczne połączenie obu
wątków.
Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko sięgnąć po kolejne,
odświeżone tomy opisujące losy Ksina i jego towarzyszki życia, o której chyba
nawet nie wspomniałam… kochana, choć pełna niespodzianek Hanti otworzyła swoje
serce na bestię. Pan Lewandowski przedstawił swoją wizję w znakomity sposób,
dopracował najważniejsze szczegóły, bardzo przyjemnym językiem opisał świat
fantasy pełen magicznych stworzeń i skomponował niezwykle wciągającą fabułę z
porywającą akcją. Bardzo spodobał mi się dołączony do powieści bestiariusz, w
którym w bardzo dokładny sposób zostały opisane poszczególne zmory i potwory
tego świata. Gorąco zachęcam Was do sięgnięcia po sagę o Kotołaku! Nie
zwlekajcie z tym :)
Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu:
Jeszcze tylko dzisiaj i długi weekend. Przysięgam, że nic mnie nie wyciągnie z łóżka, gdzie będę leżeć pod kocem, przytulać kota, pić herbatę, gorącą czekoladę i czytać, czytać, czytać! Dobry plan? Bardzo dobry! No, może czasami wstanę, żeby jogę poćwiczyć :)