Data wydania: 19.02.2014
Tytuł oryginału: Winter's Tale
Tłumacz: Maciej Płaza (części I–III), Joanna Dziubińska (część IV)
ISBN: 978-83-7515-284-5
Wymiary: 136x205
Strony: 696
Cena: 49,90
Tytuł oryginału: Winter's Tale
Tłumacz: Maciej Płaza (części I–III), Joanna Dziubińska (część IV)
ISBN: 978-83-7515-284-5
Wymiary: 136x205
Strony: 696
Cena: 49,90
Są takie książki, o których nic nie trzeba mówić, bo one
mówią same za siebie. Chociażby „Zimowa opowieść” Marka Helpina. Może i wstyd
przyznać, ale autor do tej pory mi nieznany, choć za swoją twórczość został
uhonorowany wieloma nagrodami. W moim odczuciu „Zimowa opowieść” jest niczym
klasyka literatury amerykańskiej, z którą po prostu nie wypada się nie
zapoznać.
Młody Peter Lake żyje ze swojego złodziejskiego fachu. Ale
nie jest on osobą pozbawioną skrupułów czy moralności. Akurat w danym momencie
życie popchnęło go do takich działań, a on się temu poddał. Którejś nocy
próbuje okraść rezydencję jednej z bogatszych rodzin na Manhattanie. Czeka go
tam jednak nie lada niespodzianka – córka właścicieli zamiast wyjechać z całą
rodziną, pozostała w domu. Umierająca Beverly Penn jest eteryczną i niewinną
istotą, która natychmiast trafia do serca Petera Lake’a. I tak właśnie, przez
tą niecną chęć występku rozpoczyna się nowy okres w jego życiu. Zaczyna się
miłość, która odmieni jego los.
Długo zwlekałam z zabraniem się za czytanie tej powieści.
Dlaczego? Nie mam nawet pojęcia. Czy przerażała mnie jej objętość, na którą
składa się niemal 700 stron? Nie. Przecież każdy książkoholik uwielbia takie
grube tomiszcza. Więc w czym tkwił problem? Nie odpowiem Wam na to pytanie.
Mogę jedynie napisać to, co uważam za najbardziej słuszne w tej chwili –
„Zimowa opowieść” jest historią, do której trzeba dojrzeć. Jest książką jedyną
w swoim rodzaju, która wymaga od nas pełnej uwagi i głębokiego zaangażowania.
Czytając ją nie mamy do czynienia z kolejnym nic nie wnoszącym do naszego życia
romansem. Tę książkę odkłada się tylko wtedy, kiedy czujemy, że po prostu nie
umiemy się jej oddać w całości, co byłoby jej zhańbieniem. To lektura, którą
trzeba się delektować i pozwolić robić swoje – niech Was porwie całkowicie,
niech obejmie Was swoimi ramionami, a Wy dajcie się otulić.
Mark Helprin w piękny, bogaty w epitety oraz metafory sposób
przenosi nas do magicznego, wręcz baśniowego świata. Swoim niepowtarzalnym
stylem przedstawia nam wizję dwudziestowiecznego Nowego Jorku, w sposób tak
dokładny, tak namacalny, że po prostu cofamy się w czasie i stajemy pośrodku
ulicy wpatrując się w każdy budynek, bacznie obserwując każdego przechodnia i
podążając krok za krokiem za Peterem Lake’m. Realizm jego wizji jest po prostu
niewyobrażalny. Dokładność i dbałość o szczegóły to jedno, ale sposób, w jaki
autor opisuje każdą najdrobniejszą rzecz jest po prostu niesamowity. Ta lekkość
pióra i polot to coś, czego nie jeden autor mógłby panu Helprinowi
pozazdrościć. Mimo całej baśniowej otoczki, spodobało mi się ukazanie życia
takiego, jakim jest – że nie można uciec przed rzeczywistością, że pewne rzeczy
są nieuniknione, a my musimy się z tym liczyć.
A co z samymi bohaterami? Sprawa wygląda bardzo podobnie.
Każdy z nich jest unikatowy i stanowi wyjątkową indywidualność. Idealnie
dopasowują się do świata, w którym żyją – aż dziw, że autor tak zręcznie
wszystko dograł. Na dodatek potrafił stworzyć magiczną otoczkę oraz
niepowtarzalny klimat, które wraz z całą resztą sprawiają, że ta książka jest
po prostu rozkoszą dla czytelnika. Pełna skrajnych emocji, dająca do myślenia,
zmuszająca do refleksji – taka właśnie jest „Zimowa opowieść”. Ciężko ją nawet
zakwalifikować do konkretnego gatunku, jest po prostu cudownym pomieszaniem
baśni, fantasy, romansu i powieści obyczajowej. Bohaterami nie są jedynie Peter
i Beverly, tak naprawdę pojawia się ich tutaj znacznie więcej. Przeplata się
całe mnóstwo różnych osobistości, a każda z nich jest żywcem wyjęta z XX wieku.
Nie jest to książka dla osób, które szukają lekkiej
rozrywki. To powieść dla tych, którzy są gotowi odłożyć wszystko inne i
zanurzyć się tylko w niej. „Zimowej opowieści” nie należy lekceważyć, bo jest
ona piękną historią, chwytającą za serce i pełną życiowych mądrości. Ja
niestety nie mam takich zdolności jak Mark Helprin, aby w umiejętny sposób
przekazać Wam wszystko to, co bym chciała na jej temat. Myślę, że każdy
powinien się z nią zapoznać, spróbować, a jeżeli mu nie podejdzie to odczekać –
może nawet kilka miesięcy, ale nie zapominać o niej całkowicie. Jest nieco
specyficzna i początek wydaje się być nużący, czyta się go z lekką trudnością,
ale potem docenia się każdy drobiazg. Idealnie sprawdzi się na długie,
jesienno-zimowe wieczory.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję:
I teraz tak sama myślę… starałam się być bardzo obiektywna.
Czy mi wyszło? Nie mam pojęcia. To nie jest lektura, która trafia do mnie
całkowicie, a jednak nie mogę o niej powiedzieć nic złego. Może to jeszcze nie
był ten moment, w którym powinnyśmy się spotkać? Może w innych okolicznościach
odebrałabym ją inaczej? Tak, jestem o tym przekonana. Nie moja bajka, a jednak
jaka piękna bajka… Historia, która z pewnością oczaruje całe mnóstwo
czytelników.