czwartek, 30 maja 2013

"Zwierzaki świata" - Martyna Wojciechowska


Od małego kochałam zwierzaki i uwielbiałam czytać o nich wszelkie książki. Mama zawsze musiała mi kupować każdą encyklopedię, którą tylko zobaczyłam. Miałam po prostu jakąś manię, ale nie uważam tego za nic złego – wręcz przeciwnie. W końcu zwierzęta to nasi przyjaciele i powinniśmy z nimi żyć w zgodzie. Z tej niesamowitej miłości, czy też sentymentu, sięgnęłam po książkę Martyny Wojciechowskiej – „Zwierzaki świata”.

Owszem, nie jest to encyklopedia typu encyklopedia i z pewnością nie nadaje się ona już dla takich staruchów jak ja. Jest to typowo dziecięca książka, którą można podarować w prezencie swojemu dziecku, młodszemu rodzeństwu itd. Mogłabym powiedzieć, że jest zła i okropna, bo nic nowego się nie dowiedziałam, ale zauważmy, że nie jest to książka naukowa, tylko faktycznie skierowana do małych dzieciaczków, w których być może zaszczepi miłość do zwierząt i biologii. Dlatego właśnie ocenię ją przez taki pryzmat, ponieważ nawet nie wypada robić inaczej!

Ogólnie mówiąc – jest rewelacyjna! Na początku poznajemy historię Carlita, który jest małym mrówkojadem. Zdziwiłam Was? Może tak, może nie. Już tłumaczę dalej. Martyna Wojciechowska zawarła w tej książce kilka takich historii opowiadanych przez zwierzęta z różnych stron świata, które zwiedziła. Zwierzaki opowiadają nam o swojej ojczyźnie, obyczajach, relacjach rodzinnych i spotkaniu z samą autorką książki. Uważam, że jest to znakomity pomysł idealni trafiający w dziecięce gusta. Ale uwaga! W tych historiach jest dużo więcej, niż już Wam napisałam. One zawierają takie proste nauki i przekazy, dzięki którym dziecko zrozumie wiele życiowych spraw, nauczy się trudniejszych słów, które ciężko jest mu na co dzień wyjaśnić, przyswoi pewne etyczne zachowania i zakoduje w pamięci, jak sobie radzić w różnych sytuacjach.

Oczywiście te historyjki to nie wszystko. Jest tutaj sporo różnych ciekawostek, z którymi zapewne chętnie zapoznają się nie tylko dzieci, ale również dorośli. W ogóle nie wiem, czy mogę tej książce cokolwiek zarzucić. Jest napisana prostym językiem, który trafi do każdego dziecka bez najmniejszego problemu. Historie są ciekawe i wzbudzają zainteresowanie. Ale co najważniejsze! Przepiękna oprawa graficzna. Mięciutka okładka, przepiękne i kolorowe zdjęcia, rysunki, obrazki… Czego chcieć więcej? Przecież dzieciaki kochają wszystko to, co kolorowe i radosne.

Ah, w takich chwilach żałuję, że nie mam młodszego rodzeństwa! Od razu bym je zachęciła do czytania, bo wiem, że ta książka wiele by im dała. Rozwinęłaby wyobraźnię, empatię, miłość do zwierząt... po prostu wzbogaciłaby ich wnętrze. To idealny przykład nauki poprzez zabawę, dzięki której podobno osiąga się znakomite efekty. Serdecznie polecam ją wszystkim rodzicom, a także tym, którzy mają do czynienia z małymi dziećmi – czy to w wieku przedszkolnym, czy też z tymi uczęszczającymi do szkoły podstawowej, a nawet z jeszcze młodszymi – zawsze można im czytać i pokazywać obrazki, to już coś! Naprawdę wartościowa, znakomicie wykonana i przepięknie wydana książka.


Za egzemplarz serdecznie dziękuję:


Założyłam to całe Google+ czy coś i już mam nerwy, bo zupełnie nie ogarniam -_-
W każdym bądź razie to link do mojego profilu, dodawajcie mnie, ja pododaję Was, jak to jakoś poogarniam...
Google+

niedziela, 26 maja 2013

"Krąg" - Bernard Minier


Nie tak dawno temu, bo jeszcze w tym miesiącu, oczarowała mnie debiutancka powieść Bernard’a Minier’a nosząca tytuł „Bielszy odcień śmierci”. Tak się cudownie zdarzyło, że na półce czekała na mnie od razu kolejna jego książka – „Krąg”. Nie ukrywam, że nie mogłam się doczekać ponownego zanurzenia się w świecie wykreowanym przez tego pana. Jednak czy „Krąg” urzekł mnie równie mocno jak jego pierwsza powieść?

Tym razem akcja powieści ma miejsce w mieście Marsac, gdzie zostaje brutalnie zamordowana jedna z nauczycielek w tamtejszej placówce naukowej. Martin Servaz ponownie musi rozpocząć śledztwo, ale już
od przybycia na miejsce zbrodni widzi, że nie będzie to takie proste, chociaż wszystko wskazuje na winę syna jego dawnej przyjaciółki. Jednak byłoby to za proste rozwiązanie i Martin o tym wie. Dlatego podejmuje śledztwo. Kilka dni później ginie hodowca psów. Co więcej – to jego własne psy go zagryzły… no z drobną zachętą poczynioną przez kogoś innego. Czyli kolejna zagadka do rozwiązania. Czy komendant Servaz da radę znaleźć człowieka odpowiedzialnego za te czyny? A jeśli to dzieło psychopatycznego mordercy, który 2 lata temu zdołał uciec z Instytutu?

W sumie sama nie wiem od czego zacząć… tak się składa, że „Krąg” jest kolejną bardzo udaną pozycją, która wyszła spod ręki pana Minier’a, ale nie oczarowała mnie aż tak jak „Bielszy odcień śmierci”. Myślę jednak, że to nie jest kwestia tego, że jest gorsza. Nie, nie i jeszcze raz nie. Jest naprawdę znakomita, utrzymana w mrocznym i tajemniczym klimacie, pełna rosnącego napięcia, zaskoczenia, zwrotów akcji… Tak, to wszystko nadal jest obecne, bo przecież styl autora nie uległ zmianie. Nadal uważam, że jest znakomity w tym, co robi i powinien to robić dalej. Z ogromną przyjemnością będę czytać każdą jego kolejną książkę. Dlaczego więc czuję się mniej urzeczona? Chyba dlatego, że po prostu już wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Wiedziałam, że będzie znakomicie, więc już nie było tej fascynacji i tego „Wow!”. Znaczy… było, ale w mniejszym stopniu. Mam nadzieję, że rozumiecie, o co mi chodzi.

Bardzo cieszy mnie jedna rzecz, a mianowicie pojawienie się kilku innych wątków, które idealnie współgrają z wątkiem głównym. Jeszcze lepiej poznajemy życie osobiste Martina Servaza, jego przeszłość, lęki i strachy. Coraz więcej dowiadujemy się także o jego córce – Margot. To mnie ucieszyło chyba najbardziej, ponieważ bardzo tę dziewczynę polubiłam, a w pierwszej części było jej znacznie mniej. Teraz autor to nadrobił, za co jestem mu bardzo wdzięczna. Zdecydowanie te dodatkowe wątki stanowią urozmaicenie dla całej historii, a i wprowadzają trochę więcej pozytywnego zamieszania. O tak, w gestii nieprzewidywalności i mącenia czytelnikowi w głowie również się nic nie zmieniło. Poza tym motyw z Julianem Hirtmannem, którego pamiętam z „Bielszego odcienia śmierci” jako niezmiernie intrygującą postać… no po prostu coś cudownego! W ogóle zakończenie „Kręgu” wbiło mnie w fotel całkowicie.

Ta książka posiada wszystko to, co dobry kryminał powinien posiadać. Ciekawą i intrygującą fabułę, bezbłędnych i niepowtarzalnych bohaterów, tajemnicę, mroczną atmosferę, nieprzewidywalność, dokładność i dopracowanie. Mnóstwo szczegółów i piękne opisy, które umożliwiają nam całkowite zatracenie się w świecie książki. Nic dodać, nic ująć. Jestem bardzo szczęśliwa, że autor potrafił utrzymać poziom pierwszej części. Znakomita lektura, z którą spędziłam cudowne chwile, a pana Miniera zacznę wielbić. Z niecierpliwością czekam na kolejną jego powieść, którą pewnie też będę czytać z zapartym tchem. A co się tyczy „Kręgu”… czytajcie i to natychmiast!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

czwartek, 23 maja 2013

KONKURS! :)

Jak obiecałam, tak robię :)

Zasady:
1.       Organizatorem konkursu jestem tylko i wyłącznie ja, a nagrody pochodzą z mojego własnego zbioru.
2.       Aby wziąć udział w konkursie należy zgłosić się pod tym postem w następujący sposób:


3.      Miło by mi było, gdybyście polubili moją stronę na FB : ) 
4.       Warunkiem uczestnictwa jest również umieszczenie na swoim blogu banner’a widocznego poniżej, podlinkowanego do tego posta. 


5.       Konkurs trwa od 23 maja 2013 r. do 6 czerwca 2013 r., a zwycięzca zostanie wybrany w przeciągu 3 dni od zakończenia konkursu. 
6.       Ze zwycięzcom skontaktuję się e-mailowo w celu podania adresu do wysyłki, jeżeli w przeciągu 3 dni go nie otrzymam, wytypuję nowego zwycięzcę. 
7.       Nagrody są trzy: „Szmaragdowa tablica” (teoretycznie egzemplarz recenzencki, ale jak widać na zdjęciu, niczym jej to nie uwłaszcza) oraz „Cienie nocy” oraz „Cierpienia młodego wampira”, toteż zwycięzców też będzie trzech – w zgłoszeniu podajecie tytuł książki, o którą walczycie.






No i czas na zadanie konkursowe, prawda? :)
Oto ono:

Ponieważ jestem ogromną kociarą i zamiast instynktu macierzyńskiego mam instynkt kocierzyński, to zadanie będzie związane z kotami! I właściwie będzie ono bardzo proste… musicie napisać jedno słowo, z którym kojarzy Wam się kot : )

środa, 22 maja 2013

"Pentagram" - Jo Nesbø

 
No proszę, w moje łapki trafił kolejny kryminał. Tym razem postanowiłam zapoznać się z autorem znanym jako Jo Nesbø. Trochę już słyszałam o jego książkach, a swoją przygodę rozpoczęłam z powieścią o intrygującym mnie tytule „Pentagram”. Nie ukrywam, że od razu skojarzyło mi się to z okultyzmem, podobnie jak okładka. Zapewne właśnie to podkusiło mnie, żeby sięgnąć po tę pozycję, szkoda tylko, że jakoś nie wyczułam tutaj nutki okultystycznej.

Na ulicach Oslo grasuje seryjny morderca nazywany Kurierem Śmierci. Sprawa jest dosyć skomplikowana, ponieważ ciała, które pozostawia po morderstwie, są okaleczone w charakterystyczny sposób. Z jednej strony stanowi to ułatwienie dla policji, ale z drugiej wcale nie daje jasnych wskazówek. Dopiero po głębszej analizie i większej ilości śladów można snuć pewne podejrzenia. Śledztwo prowadzą dwaj odwieczni wrogowie – Harry Hole i Tom Waaler. Jednakże jeden z nich, a dokładniej Harry, nie jest w najlepszym stanie do pracy. Jego życie osobiste powoli traci znaczenie, nie potrafi się pozbierać po śmierci swojej byłej partnerki. To śledztwo ma być ostatnim w jego karierze, jak myślicie, poradzi sobie?

Zacznę od plusów. Z pewnością ciekawy pomysł z okaleczaniem zwłok. Zawsze to coś więcej niż zwykłe morderstwo i podsyca trochę atmosferę, że mamy być może do czynienia z psychopatą. Szybki rozwój akcji i ogólnie tempo całej powieści wraz z prostym i nieskomplikowanym językiem sprawiają, że bardzo szybko można tę książkę przeczytać. Wystarczająco dobra kreacja bohaterów, która umożliwia nam bliższe poznanie ich charakteru i myśli. Ja osobiście jakoś wybitnie się nie zżyłam z żadnym z nich, ale może komuś się to uda. Świat powieści w miarę dobrze opisany, chociaż czegoś mi zabrakło, czuję jakiś niedosyt. No i myślę, że dla niektórych czytelników plusem będzie to, że występują wątki poboczne, które w pewnym stopniu urozmaicają całą historię.

Jednakże, książka ma również swoje minusy. Zdecydowanie zabrakło mi rosnącego napięcia, a podczas czytania w ogóle nie wzrastała moja ciekawość. Powiem szczerze – początek był dla mnie bardzo trudny, ciężko było mi się zagłębić w tę powieść i już byłam gotowa odłożyć ją na półkę. Sama do końca nie wiem dlaczego. Jakoś jednak dobrnęłam do końca, ale przyznam się, że niektóre strony przelatywałam tylko oczami. Nie poczułam wybitnej potrzeby dokładniejszego wchodzenia w ten książkowy świat i może to był mój błąd. Może właśnie dlatego nie dostrzegłam pewnych rzeczy i odczułam ich brak, a może po prostu ich tutaj nie było i dlatego nie byłam w stanie staranniej się przyłożyć do lektury.

Mimo wszystko, ta książka ma spory potencjał i wydaje mi się być dobrą pozycją. Po prostu nieco mniej spodobało mi się wykonanie i czegoś mi zabrakło. Czułam pewien niedosyt, a trudny początek zapewne sprawił, że rozwinęła się we mnie pewna niechęć podczas dalszego czytania. Nie neguję jej całkowicie, ponieważ jak widzicie, wymieniłam sporo plusów, które podnoszą moją opinię o niej. Były wzloty i upadki, jedne momenty były bardziej wciągające, inne nieco mniej. Podobnie z nieprzewidywalnością i zaskakiwaniem czytelnika – raz lepiej, raz gorzej. Było to moje pierwsze spotkanie z tym autorem, więc nie chcę sobie od razu wyrabiać opinii na jego temat przez pryzmat jednej książki, dlatego sięgnę pewnie też po jakieś inne z nadzieją na to, że będzie to książka, która wciągnie mnie już od samego początku. Decyzję o przeczytaniu jej pozostawiam Wam i wystawiam ocenę 5,5/10.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:



P.S. Szykujcie się na konkurs, już jutro :)