Chciałabym Wam
dzisiaj kogoś przedstawić. Znakomitego aktora, błyskotliwego oszusta i
włamywacza o genialnym, analitycznym umyśle. Oto przed Wami Gideon Crew!
Wiecie co… mam ciągle
mieszane uczucia, co do tej książki. Bo początkowo było mi niesamowicie ciężko
się wczuć w czytanie jej. Nie chciało mi wierzyć w to, że nie wciągnęłam się od
razu, w końcu to panowie Preston i Child napisali tę historię, a ja nie mogę!
No ale dobra, udało mi się w końcu zagłębić i przeczytałam całą. Tak na dobrą
sprawę, wcale nie było tak źle, jak na początku. Owszem, moim zdaniem jest to
gorsza seria niż ta, w której występował agent Pendergast, ale mimo wszystko
przypadła mi do gustu. Przyzwyczaiłam się do stylu autorów, więc wiedziałam,
czego się spodziewać, bowiem wiadomo, że styl pozostaje raczej niezmienny. W
tym przypadku jest bardzo przyjazny i pozytywny w odbiorze, chociaż wiele osób
pewnie określi go jako zbyt prosty i banalny. Może faktycznie coś w tym jest,
ale jakoś idealnie pasuje mi do całości.
Podoba mi się fakt,
że widać w tej książce rzeczy, które wpłynęły na ukształtowanie się charakteru
i osobowości głównego bohatera. Dwa najważniejsze wydarzenia w jego życiu
zostały opisane na początku i chwała autorom za to. Poza tym musze przyznać, że
w wielu sytuacjach Gideon sprawił, że zaczęłam podziwiać jego talent aktorski i
zdolności. Momentami wywoływał uśmiech na mojej twarzy, ale jednak nadal
pozostaję wierną fanką agenta Pendergasta. Gideon jest zaraz za nim, jako
kolejna dobrze wykreowana przez tych autorów postać. Poza tym plusem jest to,
że wszystko składa się w logiczną całość, wydarzenia są chronologiczne, a droga
bohatera jest pełna niespodzianek, zaskakujących zwrotów akcji i rosnącego
napięcia.
To taka pół lekka,
pół cięższa lektura, której jednak warto poświęcić trochę uwagi. Teoretycznie
nie trzeba się wybitnie skupiać, żeby wszystko zrozumieć i nie pogubić się w
fabule, ale polecam jednak dokładne czytanie, bo po prostu efekt jest lepszy.
Jeśli macie zamiar ją tylko przekartkować spoglądając jednym okiem, to mija się
to trochę w celem, bo to nie ten typ książki. No i uważam również, że sam
główny bohater jest interesującą postacią i choćby dla niego samego należałoby
się z tą pozycją zapoznać. Nie ukrywam również, że powód całej tajnej operacji
i jej przebieg wydały mi się ciekawe i wciągające.
A teraz trochę prywaty, a co! :)
Właśnie wydałam jakieś 600 zł na książki. Jak nie będę się odzywać dłuższy czas, oznacza to, że mama wysłała mnie na odwyk... że przyjechali mili panowie i siłą mnie zabrali, żeby trzymać z dala od książek. A w ogóle to założyłam stronę na Facebook'u mojego bloga - coś mnie tak wzięło.
Oto link: TU
Byłoby mi bardzo miło, gdybyście lajkowali :) A już wkrótce pokaże się tam pewnie stos książek, które zamówiłam. I które przyniesie listonosz... I może wrzucę zdjęcia całej mojej biblioteczki :)
A teraz wracam do czytania "Bielszego odcienia śmierci", bo już jestem przy końcu i nie mogę się oderwać :)