Pamiętacie jak w
szkole kazali Wam czytać mitologię? Pewnie tak, bo w sumie poznawało się ją w
szkole podstawowej, potem na nowo w gimnazjum, a jakby tego było mało, to
jeszcze przypominaliśmy ją sobie w liceum. Był tam taki mit o władcy Podziemi –
Hadesie. Upatrzył on sobie wśród wielu pięknych kobiet Persefonę, córkę Zeusa i
Demeter. Podczas jej zabawy na łące, uprowadził ją do swojego królestwa i
uczynił królową świata umarłych. Niemal to samo spotkało bohaterkę książki „Odwieczność”,
która wyszła z pod pióra Broi Aston.
Nikki Beckett chciała
pozbyć się towarzyszącego jej bólu i udało jej się to. Jednak przez podjęcie
takiej decyzji, zniknęła w świecie podziemi, które nazywane jest Odwiecznością.
Spędziła tam 100 lat u boku Cola, ale czas na Powierzchni biegnie inaczej.
Minęło tylko 6 miesięcy, a Nikki powróciła. Pragnie należycie pożegnać się z
rodziną i przyjaciółmi, chce spędzić te 6 miesięcy będąc idealną córką,
siostrą, uczennicą i koleżanką. Sprawy jednak komplikują się dużo bardziej niż
dziewczyna mogła przypuszczać, gdy na nowo zaczyna zbliżać się do swojego
chłopaka, który nigdy o niej nie zapomniał. Ale to nie wszystko, bo zawzięty
Cole śledzi swoją Dawczynię i jest gotowy zrobić wszystko, aby Nikki powróciła
z nim do Podwieczności…
Mitologia od zawsze
była w pewnym stopniu bliska memu sercu, nigdy nie czułam niechęci do jej
czytania i poznawania tych cudownych opowieści. Bardzo lubię nawiązania do niej
we współczesnej literaturze, dlatego z ogromną przyjemnością sięgnęłam po
debiutancką powieść pani Aston. Mogłabym Wam powiedzieć, że to kolejny, typowy
romans paranormalny, ale mam wrażenie, że wcale tak nie jest. Owszem,
nawiązanie do świata podziemnego i mitów nie jest niczym nowym, ale na pewno
czymś rzadziej spotykanym niż wampiry czy wilkołaki. Poza tym uwaga, w tym
przypadku mamy do czynienia z nadnaturalną bohaterką zakochaną w człowieku, a
nie na odwrót! Na dodatek nasza Nikki wcale nie ma problemów z dokonywaniem
wyborów, kto jest dla niej najważniejszy. Mimo wielu przeciwności trzyma się Jacka
jak tylko może, chociaż Cole nie daje za wygraną.

bo nie do końca jestem w stanie sobie wyobrazić Jacka czy Cola. Innych
bohaterów pomijam, bo nie odgrywają tutaj ważniejszych ról, jednak lubię, gdy
nawet te postacie drugoplanowe są w pewnym stopniu wyraźne, a tutaj tego
zabrakło. Mam jednak nadzieję, że autorka trochę to nadrobi w kolejnej części.
Jednakże tak się potem zaczęłam zastanawiać… w końcu Nikki została pozbawiona
wszelkich emocji i w pewnym stopniu osobowości, więc dlaczego miałyby być
widoczne wyraźnie jej cechy, skoro tak naprawdę zniknęły? Może Was to zdziwi,
ale autorka znakomicie wykreowała brak osobowości, jeżeli się nad tym dłużej
zastanowić. Poza tym tak na dobrą sprawę, pierwszoosobowa narracja sprawia, że
w jakimś stopniu dokładnie wiemy, o czym myśli Nikki i czego pragnie, bo powoli
zaczyna odzyskiwać swoje cechy charakteru.
Pomysł zdecydowanie
na plus, bo pani Ashton nie trzymała się schematów, tylko dodawała swoje przysłowiowe
„pięć groszy”, co urozmaiciło całą powieść. Książka ma naprawdę spory
potencjał. Nieskomplikowany i prosty język sprawia, że bardzo szybko się ją
czyta, chociaż momentami brakowało mi w nim głębi. Jednakże cieszę się, że
akcja się nie ciągnęła bez końca, tylko była bardzo płynna, a następujące po
sobie zdarzenia układały się w logiczną całość. Ja nie znoszę nudy podczas
czytania, więc ogromną zaletą tej pozycji jest to, że nie pozwoliła mi się
znużyć. Bałam się w sumie tych przeskoków w czasie, ale nie było to nic
strasznego. Nie ma możliwości zagubienia się w fabule, która rozwija się
stopniowo, a pod koniec staje się niesamowicie wciągająca, a napięcie stale
rośnie, bowiem ostatnie godziny dzielą Nikki od powrotu do Podwieczności.
Uważny i doświadczony czytelnik pewnie w jakimś stopniu będzie w stanie
przewidzieć zakończenie, ale mimo wszystko sprawia ono, że mamy ochotę od razu
sięgnąć po kolejną część i w ogóle nie zwracamy uwagi na to, że myśleliśmy o
takim finale tej historii.
Przyznam Wam się, że „Podwieczność”
mnie pochłonęła i w pewnym stopniu oczarowała. Czytałam ją niemal jednym tchem
i bardzo miło spędziłam z nią czas. Drobne niedociągnięcia są akceptowalne, bo
pamiętajmy, że to debiut, więc są to naturalne drobnostki, które raczej nie
wpływają na całkowity odbiór tej książki. Powiem więcej, osobiście czuję pewien
niedosyt, ale taki pozytywny. Jestem po prostu niezmiernie ciekawa, co autorka
zafunduje nam w kolejnej części tej serii, jak dalej potoczą się losy Nikki,
czego nowego dowiemy się o świecie podziemi no i czy na pewno będzie happy end
całej historii? Tak, właśnie tyle pytań nasuwa mi się na myśl po skończonej
lekturze. Szkoda tylko trochę, że autorka nie poświęciła więcej uwagi na
opisanie dokładniej Podwieczności i reguł nią rządzących.
Zdecydowanie polecam,
ponieważ książka na swój sposób jest oryginalna i ciekawa. Posiada wciągającą
fabułę, która wielu osobom na pewno przypadnie do gustu. Nawet nie wiem kiedy
zdołałam tak szybko przebrnąć przez tyle rozdziałów. Bardzo żałowałam, że to
już koniec. Ledwo zaczęłam czytać i już za chwilę bez mała skończyłam. Jak to
tak może być… Jak widać może, bo „Podwieczność” jest naprawdę dobrą lekturą,
przy której nie liczy się upływu czasu. A ocena? Z czystym sumieniem mogę wystawić
7, 5/10 i czekam na drugą część – „Everbound”.
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu: