wtorek, 21 marca 2017

"Zielenina bez glutenu" - Magdalena Cielenga-Wiaterek







Data wydania: 14.10.2016
ISBN: 978-83-64190-17-9
Wymiary: 200 x 260 mm
Strony: 255
 Cena: 49,90 zł4









Coraz więcej blogerów kulinarnych zyskuje szansę na wydanie własnej książki. Jedną z nich jest autorka bloga Zielenina, Magdalena Cielenga-Wiaterek. Zielenina bez glutenu to książka przeznaczona dla wegetarian i wegan, ale nie tylko. Każdy, kto choć trochę lubi gotować i szuka innowacyjnych potraw powinien się tutaj odnaleźć. Coraz więcej osób ogranicza pszenicę i inne glutenowe zboża w swojej diecie – niezależnie od tego, czy cierpią na nietolerancję czy celiakię. Autorka wychodzi im naprzeciw i prezentuje sporo interesujących przepisów, w których glutenu nie znajdziemy!

Książka ta została podzielona na cztery podstawowe części, związane z panującymi w naszej strefie klimatycznej porami roku. Autorka stawia przede wszystkim na sezonowość i jedzenie tego, co możemy dostać lokalnie. Unika wymyślnych produktów, które ciężko spotkać w naszym kraju i trzeba by je specjalnie sprowadzać zza granicy. Bardzo cenię sobie takie podejście do sprawy, bowiem nie każdy ma czas i pieniądze, aby takie produkty kupować i wyszukiwać w wymyślnych sklepach. Co więcej, okazuje się, że nawet z lokalnych składników można wyczarować istne cudna! Potrawy zostały też podzielone na odpowiednie posiłki – czyli śniadania, obiady, kolacje i desery, ale w moim odczuciu są to tylko propozycje i można się bawić ich kolejnością.

W tej książce jest naprawdę zielono… Praktycznie w każdym przepisie znajdziemy zielony owoc lub warzywo. To świetny sposób na to, aby przemycić w konkretnym daniu coś zielonego i oszukać tych, którzy mają awersję do zieleniny – a wierzcie mi, znam takich delikwentów osobiście! Proponowane tutaj potrawy wyglądają naprawdę smakowicie, odżywczo i zdrowo. A dodatkowo bardzo naturalnie. Bardzo cieszy mnie fakt, że z potraw został wykluczony gluten. Bardzo często staram się pogodzić weganizm z dietą bezglutenową, ale okazuje się, że nie jest to takie proste. To jedna z nielicznych książek, w której możemy spotkać taką kombinację, choć autorka stosuje też jajka – jednak te z wolnego wybiegu, ekologiczne – oraz sery, ale pozbawione podpuszczki zwierzęcej.

Książka jest wydana w przepiękny sposób – świetny papier, piękne zdjęcia, idealnie zgrana szata graficzna. Nic tutaj nie razi w oczy, wręcz przeciwnie! Aż ma się ochotę rzucić wszystko, wejść do kuchni i próbować każdy przepis po kolei! Tym bardziej, że nie są one wyjątkowo skomplikowane. I to jest właśnie niesamowite – tak proste do wykonanie, a tak imponujące i niepowtarzalne po przygotowaniu! Już mi ślinka cieknie na samą myśl o musie czekoladowym z kaszy jaglanej z truskawkami… Nie ukrywam, że niektóre przepisy wydały mi się dosyć dziwne, jeżeli chodzi o połączenie smaków, ale kto wie – może to dopiero będzie kulinarna przygoda?

To książka dla każdego, kto lubi zdrowe, kolorowe i odżywcze dania! Nie tylko dla wegan i wegetarian, ale dla wszystkich smakoszy. Lokalne produkty, proste wykonanie i zaskakujące efekty końcowe. Z pewnością książka ta nie raz mi się przysłuży i dołącza do zacnego grona pozycji kulinarnych, które stale towarzyszą mi w kuchni.




niedziela, 19 marca 2017

"Grób mojej siostry" - Robert Dugoni





Data wydania: 08.03.2017
Tytuł oryginału: My Sister's Grave
Tłumacz: Lech Z. Żołędziewski 
ISBN: 978-83-7985-947-4
Wymiary: 135 x 205 mm
Strony: 400
 Cena: 34,00 zł
Seria: Tracy Crosswhite #1








Grób mojej siostry to pierwszy tom cyklu z detektyw Tracy Crosswhite. Kobieta ta porzuciła niegdyś zawód nauczycielki i wstąpiła do szkoły policyjnej, aby odnaleźć mordercę swojej siostry. Od lat na własną rękę prowadzi śledztwo, choć teoretycznego sprawcę mordu już dawno skazano. Tracy jednak nie wierzy w jego winę. Wydaje jej się, że Edmund House został wrobiony. Tylko przez kogo? Kto tak naprawdę zabił Sarę? I dlaczego? Przełomem okazuje się chwila, w której zostaje znaleziony bezimienny grób, a w nim ludzkie szczątki. Dzięki badaniom okazuje się, że należą do Sary. Czy teraz Tracy będzie w stanie odnaleźć prawdziwego zabójcę?

Nie da się nie zauważyć tego, że siłą napędową, która kieruje główną bohaterką jest sprawa niezwykle osobista. Tracy w pewien sposób obwinia się za śmierć siostry, gdyż tego feralnego wieczora jakieś 20 lat temu zostawiła ją samą, bez opieki. Choć zawsze, jako starsza siostra, opiekowała się Sarą i broniła ją przed złem tego świata, to nie udało jej się zapobiec temu tragicznemu obrotowi wydarzeń. Choć nie wiemy, czy Tracy w ciągu swojej kariery policyjnej prowadziła inne dochodzenia – ale zapewne tak – to to jest pierwszym które dokładnie poznajemy, jest bardzo osobiste. Mimo wszystko dobrze sobie radzi jako detektyw, nawet w tak trudnej dla niej sytuacji. Wiadomo, minęło już sporo czasu od śmierci Sary, ale jest to wydarzenie, które ciągnie się za Tracy i nie daje jej spokoju. Ta kobieta nie spocznie, póki nie pozna prawdy. Zawzięta dusza!

Robert Dugoni w bardzo ciekawy sposób zaprezentował całe dochodzenie. Z jednej strony wiele wskazuje na to, że Edmund House rzeczywiście jest winien zbrodni, za którą otrzymał słuszny wyrok. Ale jednak sama Tracy widzi, że część dowodów została spreparowana. Śledztwo, które zostaje na nogo rozgrzebane po 20 latach nigdy nie jest czymś łatwym, bowiem ciężko o nowe wskazówki, ciężko o nowych świadków, ciężko też dokładnie pamiętać – szczegół w szczegół – co się wtedy wydarzyło. Choć jak spojrzę na to z dalszej perspektywy, znając już zakończenie tej powieści, wydaje mi się, że motyw ten jest dosyć dziwny. Jakby zrobiony na siłę. To tak jakby iść krętą drogą tylko po to, żeby coś na siłę sobie utrudnić. Nie wiem, czy Robert Dugoni miał to zaplanowane od początku, czy może gdzieś zbłądził, ale chyba miałam chętkę na lepsze rozwiązanie tej sprawy.

Mimo wszystko książka potrafi naprawdę wciągnąć. Choć nie ukrywam, że spodziewałam się czegoś więcej po punkcie kulminacyjnym, to historia Tracy przypadła mi do gustu. Jest napisana porządnym i konkretnym językiem, a autor dobrze sobie radzi z opisywaniem miejsc, w których rozwija się akcja. Jego opisy są bardzo barwne i plastyczne, co pomaga w wytworzeniu dobrego klimatu i atmosfery. Nie jestem pewna, czy mogę tutaj mówić o trzymającej w napięciu akcji, bowiem chyba tylko niektóre końcowe sceny charakteryzują się czymś takim, jednakże samo dochodzenie śledzi się z zaangażowaniem. Problematyczne są jednak retrospekcje z przeszłości, bowiem chwilami nie mamy pewności, w którym punkcie czasowym się znajdujemy. Czy przed porwaniem? Czy po porwaniu Sary? Czy kilka miesięcy po jej śmierci, czy może jednak wracamy do innego momentu? Zdecydowanie pomocne mogłyby się tutaj okazać daty na początku każdego rozdziału, a przynajmniej tych, w których mamy do czynienia z przeszłością.

Nie brakuje tutaj dobrego zaprezentowania całej problematyki, która zawsze towarzyszy policyjnym dochodzeniom. Autor często przenosi nas do sądu, ukazuje przesłuchania świadków, daje czysty obraz tego, jak złożoną procedurą jest śledztwo w sprawie śmierci. Pięknie zobrazowano również siostrzaną więź – zarówno w retrospekcjach, w których Sara jeszcze żyje, jak i w tym dozgonnym oddaniu Tracy i chęci uzyskania sprawiedliwości. Nawet w punkcie kulminacyjnym pojawia się ten motyw, a i w całej powieści przewija się życie osobiste głównej bohaterki. W wielu aspektach trzymanie za nią kciuków wydaje się być rzeczą całkowicie naturalną. To kobieta, która z łatwością zyskuje sympatię czytelnika.

Grób mojej siostry to dobry thriller, który czyta się z ogromną przyjemnością. Mimo kilku drobnych minusów ciężko jest oderwać się od lektury. Uważajcie zwłaszcza wtedy, gdy należycie do osób czytających w autobusach! Dwa razy prawie przegapiłam swój przystanek! Myślę, że przyjemnością sięgnę po kolejne tomy przygód Tracy, ciekawi mnie, co też w następnej kolejności zafunduje jej Robert Dugoni. Tym razem mieliśmy do czynienia ze sprawą bardzo osobistą, która była nie lada wyzwaniem. A co będzie dalej? Kto wie! Mam nadzieję, że autor ma w głowie wiele dobrze skonstruowanych pomysłów, które w umiejętny sposób przeleje na papier, abym mogła cieszyć się jego twórczością po raz kolejny! 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:


środa, 15 marca 2017

Recenzja premierowa: "Syreny" - Joseph Knox






Data wydania: 15.03.2017
Tytuł oryginału: Sirens
Tłumacz: Anna Gralak
ISBN: 978-83-751-5365-1
Wymiary: 136 x 205 mm
Strony: 352
 Cena: 39,90 zł
 
 
 
 
 
 
 
Joseph Knox od dawna marzył o tym, aby wydać własną książkę. Z branżą księgarską jest związany już od jakiegoś czasu, ale dopiero niedawno udało mu się zrealizować marzenie o wydaniu swojej powieści. W ten sposób na rynku wydawniczym pojawiły się Syreny, kryminał ze zniesławionym detektywem w roli głównej. Tytułowe Syreny to kobiety sprzedające bilety do piekła – heroinę i ecstasy. Świat Aidena Waitsa, skompromitowanego policjanta, jest pełen narkotyków i mafijnych porachunków. Co więcej, aby w miarę zrehabilitować się w oczach kolegów po fachu, musi wkraść się w łaski Syren, musi wniknąć do narkotykowego świata i rozwiązać pewną zagadkę. To właśnie w tym bezwzględnym świecie odkrywa prawdę, której poznać prawdopodobnie nie chciał.

Coraz częściej w literaturze pojawia się motyw policjantów, którym daleko do ideału. Nie stronią od używek, są porywczy, gwałtowni i nie raz łamią prawo, kłamią i kombinują. Do ich grona dołączył Aiden Waits. Ma za sobą mroczną przeszłość, będzie miał sprawę karną, stracił zaufanie wśród współpracowników. Mimo wszystko otrzymuje szansę na to, aby oczyścić swoje dobre imię, choć może to być jego gwóźdź do trumny. Aiden musi stać się szpiegiem w świecie mafii, dilerów i brutalnych porachunków. Musi zdobyć zaufanie złych ludzi, aby dojść do sedna prowadzonej przez niego sprawy. Zadanie ułatwia mu zakaz podawania się za policjanta, co poza narkotykowym światem bywa niezmiernie przydatne. Z jednej strony musi ukrywać swoją profesję, a z drugiej wpada przez to w jeszcze większe tarapaty. Jak żyć?

Joseph Knox doskonale wie, jak wytworzyć specyficzną atmosferę i przedstawić Manchester od tej brudnej, zniesławionej strony. Niegdyś pracował w barach i pubach, więc doskonale wie, jak nocne życie na ulicach może wyglądać. Już od pierwszych stron zostajemy wrzuceni w wir wydarzeń, a charakterystyczny, mroczny i ponury klimat towarzyszy nam do ostatniej strony. To zdecydowanie jedna z największych zalet tej powieści. Nie brakuje tutaj brutalności, mordobicia, prostytutek, narkotyków, jest nawet trochę polityki. To czysty obraz skorumpowanego świata, w którym ludzie za wszelką cenę próbują bronić swoich interesów, zastraszając innych, a czasami porywając się nawet do niewybaczalnego czynu, czyli odebrania komuś życia. I to nie w byle jaki sposób… Ofiara ma wiedzieć, że coś zrobiła źle. W ostatnich chwilach swojego życia ma sobie uświadomić swój błąd.

Niespokojny klimat mafijnego podziemia i dynamiczna akcja sprawiają, że książkę czyta się z ciekawością. Autor doskonale poradził sobie z zaprezentowaniem tego podrzędnego świata i co najgorsze – wszystko, co tutaj zaprezentował, wydaje się być bardzo realistyczne. Chciałoby się napisać, że jest przerysowane, ale Knox po prostu w bardzo dosadny sposób ukazał nam częściowe zło tego świata, które jest jednym z elementów prowadzących do zagłady gatunku ludzkiego. Człowiek człowiekowi wilkiem… Główny bohater prowadzi bardzo niebezpieczną grę – w każdej chwili może zostać nakryty, a wtedy może się to skończyć dla niego tragicznie. Każdy, kto wnika do takiego społeczeństwa, musi zdawać sobie sprawę z tego, że zagrożenie czyha na każdym kroku. Aiden mimo wszystko w bardzo płynny, choć nie raz ryzykowny sposób, wnika do tego świata i nawet nieźle sobie w nim radzi. Może i jest zniesławionym gliniarzem, ale to sprawia, że idealnie nadaje się do powierzonego mu zadania.

Syreny to konkretna pozycja, osadzona w brutalnej rzeczywistości, przenikającej czytelnika aż do szpiku kości. Wraz z głównym bohaterem wnikamy do mafijnego podziemia, wkradamy się w łaski Syren, rozpoczynamy nocne życie w Manchesterze. Na pewno nie można tutaj narzekać na nudę, powiem Knox odpowiednio pokierował biegiem akcji, zadbał o jej dobre tempo i w taki sposób wykreował głównego bohatera, że czytelnik z chęcią mu towarzyszy na każdym kroku. Całości dopełnia niesamowita, przygnębiająca i ponura atmosfera, idealnie dopasowana do poruszanej tutaj tematyki. Choć nie mamy tutaj zbyt rozległej wielowątkowości, to mimo wszystko historia Aidena jest dosyć złożona i skłaniająca do pozostania w skupieniu od początku do końca. Knox w bardzo obrazowy sposób przedstawił nam swoją wizję i myślę, że już sama okładka jest tutaj idealnym odwzorowaniem tego, czego możemy się spodziewać po tej pozycji. Jeżeli szukacie klimatycznego kryminału to właśnie go znaleźliście.

Za możliwość zapoznania się z powieścią dziękuję:

www.otwarte.eu
 
 

poniedziałek, 13 marca 2017

"Diabolika"- S.J. Kincaid






Data wydania: 15.02.2017
Tytuł oryginału: The Diabolic
Tłumacz: Anna Gralak
ISBN: 978-83-7515-422-1
Wymiary: 136 x 205 mm
Strony: 416
 Cena: 36,90 zł
Seria: Diabolika #1






Sięgnęłam po Diabolikę głównie z tego powodu, że praktycznie każdy ją zachwalał. Choć przyznaję, że już sama zapowiedź tej książki zwróciła moją uwagę, podobnie jak niesamowita okładka, tak jednak to te wszystkie pozytywne recenzje, pełne zachwytu i chaotycznych emocji, były czymś, co przekonało mnie najbardziej. Mimo że już dawno temu miałam zamiar zapoznać się z twórczością S.J. Kincaid, bowiem książka Insygnia. Wojny światów stoi na mojej półce już chyba od wieków i na pewno zapuściła już tam korzenie, to jednak było mi to dane dopiero teraz. Zaczęłam od nowości wydawniczej, jaką jest Diabolika. Czy był to dobry początek?

W powieści tej spotykamy się z genialnym i niezwykle oryginalnym pomysłem. Mowa tutaj oczywiście o tytułowych diabolikach, istotach, które służą człowiekowi i na jego polecenie są skłonne zabić. Bez mrugnięcia okiem. Bez zawahania. Jak automaty. Podlegają jednemu człowiekowi, tylko jemu służą, tylko jemu są oddane. Są zdolne do bezgranicznej lojalności, jak i do niewypowiedzianego okrucieństwa – a wszystko na polecenie ludzkiej istoty. Diaboliki służą w bogatych rodzinach, głównie jako ochroniarze. Już pierwsze strony wprowadzają nas w ten swoisty klimat, który towarzyszy nam do samego końca, ale też pojawia się tutaj już pierwsza wątpliwość… Nemezis to główna bohaterka, która oczywiście jest diaboliką. Doskonale poznajemy każdą myśl, która rodzi się w jej głowie. A także wszelkie wątpliwości… Wydawałoby się, że zamysł był taki, aby Nemezis była niezdolna do odczuwania uczuć, miała być całkowicie pozbawiona człowieczeństwa. I taki zamysł jak najbardziej mi się podoba, choć nie ukrywam, że te wszystkie wątpliwości i chwile, w których wydaje jej się, że jednak tkwi w niej pewna iskra człowieczeństwa, nie do końca mi się spodobały. Czy to by oznaczało, że jest bardziej ludzka niż jej stwórcom się wydawało? Czy może gdzieś w procesie tworzenia wdarł się błąd? 

Skoro już jesteśmy przy tym procesie tworzenia… To skąd tak naprawdę biorą się diaboliki? Tego do tej pory nie jestem pewna, mogę się tylko domyślać. Nemezis poznajemy wtedy, gdy jest już prawie całkowicie ukształtowana, trzeba ją tylko doszlifować i odpowiednio zaprogramować. Ale jakie jest jej pochodzenie? Jak wygląda hodowla? Programowanie? Czy jest to kwestia zmiany ludzkiego DNA czy tylko odpowiedniego programowania zachowań poprzez stymulację odpowiednich ośrodków w mózgu? I jak pewna jest taka metoda? Bo widać, że w przypadku Nemezis zawodzi. W trakcie lektury pojawia się hasło „humanoid”. Czyli diabolika jest istotną podobną do człowieka, ale nie jest nim w pełni. Nie jest też robotem. Brakuje mi tutaj kilku zdań wyjaśnienia, w jaki sposób tak naprawdę powstają. Są embrionami? Komórkami? Jak się je hoduje?

Autorka z pewnością doskonale poradziła sobie z knuciem intryg, spisków i zaprezentowaniem relacji pomiędzy bohaterami. Jest to doskonale widoczne pomiędzy Nemezis, a matką Sydonii. Sydonia to córka senatora, którą diabolika ma chronić. Tego samego pragnie dla swojej córki matka. Choć Nemezis i matriarchini nie pałają do siebie sympatią, tak potrafią się dogadać, o ile mają wspólny cel. A mają. Jest nim ochrona Sydonii za wszelką cenę. I właśnie przez to Nemezis trafia do gniazda os, w którym wszyscy bacznie ją obserwują. Czy diabolika jest w stanie podszywać się pod człowieka? Czy taka gra aktorska pobudzi drzemiące w niej głęboko człowieczeństwo? Nie raz można ją złapać na tym, że zastanawia się, co to znaczy być człowiekiem. Jak powinna się zachować, co powiedzieć, co zrobić. Jednak wydaje mi się, że nie przychodziło jej to z aż tak wielkim trudem. Choć oczywiście chwilami naprawdę traciła panowanie nad sobą i tutaj właśnie jest kolejna sporna kwestia – traci nad sobą panowanie i kieruje się emocjami, wraca do swojego instynktu. Najbardziej dosadnie jest to widoczne już na sam koniec, w punkcie kulminacyjnym, gdy jej siłą napędową do działania są emocje – czy na pewno tylko te zaprogramowane? W końcu nie powinna czuć czegokolwiek. Złości, nienawiści, miłości. A jednak… Czy diaboliki to na pewno dobre produkty czy może jednak wadliwe? Kto to widział, żeby diabolika się śmiała!

Chętnie jednak wrócę jeszcze na chwilę do samej fabuły i bohaterów innych niż Nemezis. Akcja rozgrywa się w fikcyjnym, dosyć dobrze wykreowanym świecie, gdzie główną władzę sprawuje cesarz pochodzący z nieco szalonej rodziny. Zabójstwa są na porządku dziennym, podobnie jak okrucieństwo i brutalność. Odczuwamy to nie raz w trakcie lektury i trzeba przyznać, że nie brakuje tutaj również genialnej atmosfery i łatwo jest się w tym świecie zatracić. Intrygującą postacią jest Cygna, matka cesarza oraz jej wnuk, Tyrus. Nemezis jest bez mała pionkiem w ich grze, choć nadal pozostaje główną bohaterką. Spodobały mi się te dworskie spiski, spodobała mi się brutalność oraz zaskakujące zwroty akcji, a także lekka nutka nieprzewidywalności. Ciekawi mnie jednak jedna rzecz – dlaczego cesarz i jego świta są tak przeciwni nauce, skoro na każdym kroku się nią otaczają? Przecież te zaawansowane medboty i inne tego typu są tworem nauki i technologii. Nie ukrywam jednak, że dawno nie spotkałam książki, która aż tak bardzo pobudziłaby mnie do uruchomienia analitycznej części mojego umysłu. Jak widać, Diabolika nie jest zwyczajną rozrywką. 

Diabolika z pewnością jest powieścią ciekawą, oryginalną i na swój sposób niezwykle intrygującą. Czyta się ją z przyjemnością i zaangażowaniem, pobudza do myślenia i umożliwia wniknięcie w umysł głównej bohaterki. Nie jestem do końca zadowolona z obranego przez autorkę kierunku, choć rozumiem, że być może chciała tutaj poruszyć kwestię człowieczeństwa. Osobiście uważam, że mogłoby być jeszcze lepiej, gdyby Nemezis była w pełni bezwzględną i bezlitosną maszyną do zabijania, ale ogółem narzekać nie mogę, bowiem książka mi się podobała. Owszem, inaczej pokierowałabym tą opowieść, ale S.J. Kincaid miała dobrą wizję i w odpowiedni sposób przelała ją na papier, choć są tutaj pewne niedociągnięcia, brakujące elementy, które bardzo mnie frapowały. Choć mimo wszystko sporo myślałam nad tą powieścią, a ogólne wrażenie wywarła na mnie naprawdę pozytywne, bowiem lubię książki, które tak angażują czytelnika. W tym przypadku może bardziej umysłowo niż emocjonalnie, ale to i tak dobra rzecz. Jest potencjał, jest mocne wykonanie, choć moja wizja byłaby inna, więc bieg wydarzeń nie jest do końca w moim stylu, ale myślę, że warto się z tą historią zapoznać.

PS. Ponoć ma to być trylogia, a może i coś więcej? Póki co znalazłam informację o dwóch kolejnych częściach. Jednak wiecie co? Osobiście uważam, że na tej jednej można by było poprzestać, pozostawiając w czytelniku lekki niedosyt i uczucie niepokoju. Dla mnie to kompletna historia i nawet nie ma potrzeby iść z nią dalej, choć pewnie i tak zobaczę, co też Kincaid wymyśliła…



www.taniaksiazka.pl