sobota, 31 grudnia 2016

Combo: podsumowanie grudnia, podsumowanie roku, stos



Tak, nastał ten sądny dzień... Ostatni dzień w roku. W sumie dzień jak co dzień. Nie planuję żadnego Sylwestra, bo dla mnie to nic specjalnego... Nie przekonują mnie hasła, że to najbardziej imprezowy dzień w roku i trzeba się upić i bawić. Coś wyjątkowego się dzisiaj stanie? Coś się zmieni? No ni cholery, po prostu przez kilka miesięcy pisząc datę ciągle się będę mylić i pisać 2016 zamiast 2017. Może w kwietniu się przyzwyczaję. Dlatego dzisiaj będę leżeć w łóżku, tulić kota i będę mieć gdzieś cały świat, zatracając się w książce! Tylko jeszcze nie wiem jakiej, ale pożądliwym wzrokiem spogląda na mnie biografia George'a Lucasa...

Jednak ten dzień zobowiązuje do zrobienia podsumowania. Może nawet nie tylko książkowego... Jakie miałam założenia na rok 2016? Właściwie to nie miałam żadnych czytelniczych, ale 3 główne cele miałam. I udało mi się je zrealizować:



Co jeszcze się działo?

Udało mi się spotkać z 3 autorami (poza Janem wspomnianym powyżej)


Przechodząc do podsumowania grudnia... Przeczytałam 14 książek:
1. Dziewczyna z Summit Lake - Charlie Donlea - 416 stron - recenzja
2. U4. Jules - Carole Trebor - 400 stron - recenzja 
3. Kukiełki i dusze - Wojciech Terlecki - 318 stron - recenzja
4. Poradnik dla smoków - Laurence Yep & Joanne Ryder - 208 stron - recenzja
5. Poison City - Paul Crilley - 432 strony - recenzja 
6. Skaza - Cecelia Ahern - 448 stron - recenzja 
7. Potomkowie - Tosca Lee - 392 strony - recenzja 
8. Piąta pora roku - N.K. Jemisin - 440 stron - recenzja 
9. Lecz się jedzeniem - Haylie Pomroy - 380 stron - recenzja 
10. Szepty zmarłych - Simon Beckett - 360 stron - recenzja   
11. Sekta - Michael Katz Krefeld - 364 strony - recenzja wkrótce
12. Sztylet rodowy - Aleksandra Ruda - 370 stron - recenzja wkrótce
13. Kod gorączki - James Dashner - 450 stron - recenzja wkrótce
14. Karmazynowy brzeg - Douglas Preston & Lincoln Child - 468 stron - recenzja wkrótce

Łącznie 5446 stron, czyli ok 176 stron dziennie.

Najlepsze książki: Poison City, Sztylet rodowy, Piąta pora roku
Najgorsze: brak
Miłe zaskoczenie: Skaza

No i też sporo książek przybyło...







Dwa pakiety kupiłam na stronie wydawnictwa Czarna Owca z okazji Black Friday, a potem okazało się, że wygrałam 9 tom cyklu w konkursie :D Przypadek? Nie sądzę!
Mam nadzieję, że Lackberg przypadnie mi do gustu...












Lontano i Trzecia ludzkość również z okazji Black Friday od wydawnictwa Sonia Draga. A Uczeń i Ciemne sekrety też z tej samej okazji zakupiłam u Czarnej Owcy.
Natomiast kolejne tomy Eragona oraz Infoszok i Multirzeczywistość dorwałam na stronie swiatksiazki.pl, choć jeden tom Dziedzictwa musiałam wyszukać na allegro.pl. 
Boże inwazje - na to polowałam już od bardzo dawna! Tej książki nigdzie nie można dostać, dorwałam na OLX za 60 zł :)
No i trzy niebieskie książeczki od wydawnictwa Amber - prezenty mikołajkowo-gwiazdkowe: Pochodzenie Bogów, Bogowie Edenu i Tajemnica kryształowych czaszek!







I stosik recenzencki! No, poza Mrozem, bo to wygrana w konkursie :D
Jednakże Paradoks, Niebezpieczna gra i biografia George'a Lucasa otrzymałam od księgarni selkar.pl w ramach współpracy. Natomiast nowość Kossakowskiej od wydawnictwa Fabryka Słów!
Hatszepsut i Płytkie Groby to egzemplarze od Grupy Wydawniczej Foksal, a kolejne 6 pozycji, czyli Dziewczyna w lodzie, Istota zła, Śpiący giganci, Oblivion, fitREWOLUCJA i Wegan nerd otrzymałam w ramach współpracy z księgarnią taniaksiazka.pl :)








 
Całość prezentuje się tak:



A teraz przyszła pora na to, co najważniejsze... Ile książek udało mi się przeczytać w ciągu całego roku?

STYCZEŃ - 18 książek - 6218 stron
LUTY - 17 książek - 6205 stron
MARZEC - 13 książek - 4924 stron
KWIECIEŃ - 11 książek - 3588 stron
MAJ - 13 książek - 5117 stron
CZERWIEC - 15 książek - 6257 stron
LIPIEC - 17 książek - 7412 stron
SIERPIEŃ - 20 książek - 8135 stron
WRZESIEŃ - 13 książek - 4456 stron
PAŹDZIERNIK - 17 książek - 6096 stron
LISTOPAD - 18 książek - 6819 stron
GRUDZIEŃ - 14 książek - 5446 stron

Łącznie wychodzi 186 książek w 2017 roku!  Łącznie 70673 stron! Czyli jakieś 193 strony dziennie. To chyba dobry wynik, nie? :)

Miałam tutaj jeszcze umieścić spis najlepszych i najgorszych pozycji przeczytanych w tym roku oraz postanowienia książkowe na 2017 rok, ale chyba będzie tego za dużo... Dlatego będzie o tym oddzielny post! :D 

A jak Wam minął rok 2016? :) Nie tylko pod względem książkowym? :)

piątek, 30 grudnia 2016

"Szepty zmarłych" - Simon Beckett






Data wydania: 09.11.2016 
Tytuł oryginału: Whispers of the Dead
Tłumacz: Sławomir Kędzierski
ISBN: 978-83-8015-390-5
Wymiary: 135 x 210 mm
Strony: 360
 Cena: 34,99 zł
Seria: Dr David Hunter #3 







Szepty zmarłych to trzeci tom serii przygód Davida Huntera, doskonałego w swoim fachu antropologa sądowego. Ten człowiek wie niemal wszystko o śmierci. Choć nie czytałam tomu drugiego, a jedynie pierwszy, to jednak taki przeskok w ogóle mi nie przeszkodził w zrozumieniu lektury. Jestem pewna, że tę zaległość nadrobię, ale póki co przyszła pora na to, aby podzielić się z Wami moimi odczuciami na temat tej powieści. A są one naprawdę pozytywne!

David Hunter zostaje wezwany do kolejnego śledztwa – wraca tam, gdzie uczył się swojego zawodu, czyli do Ośrodka Badań Antropologicznych, zwanego Trupią Farmą. Ostatnie śledztwo niemal przypłacił życiem, dlatego teraz chciałby odzyskać spokój i pewność siebie. Liczy na to, że nowe zadanie i pomoc mentora i przyjaciela, Toma Liebermana, mu w tym pomoże. Okazuje się jednak, że mają do czynienia z seryjnym mordercą, prawdopodobnie ze skłonnościami psychopatycznymi. Wkrótce oczy kryminalisty zwracają się ku Davidowi, który może zostać kolejną ofiarą…

Nawet nie spodziewałam się, że powrót na Trupią Farmę sprawi mi tyle przyjemności! Chemia śmierci była naprawdę dobrą pozycją, dlatego miałam nadzieję, że kolejna – niezależnie która – część przygód Huntera mnie nie zawiedzie. Tak też się stało, bowiem otrzymałam naprawdę wciągającą powieść, którą pochłonęłam w przeciągu kilku godzin. Bardzo podoba mi się zawód antropologa sądowego, choć zapewne nigdy nie będzie dane mi wykonywać, ale przynajmniej są takie książki, które pozwalają mi choć przez chwilę poczuć, jak to jest. Simon Beckett w doskonały sposób przedstawia ten zawód i realia z nim związane.

David Hunter to nie tylko pasjonat, ale prawdziwy fachowiec. Od początku mojej przygody z tym cyklem polubiłam tego faceta, a teraz chyba lubię go jeszcze bardziej. To dobrze wykreowany bohater, z którym można się zaprzyjaźnić i wraz z nim prowadzić swego rodzaju dochodzenie. Bowiem to właśnie robi, choć nie jest to obowiązek antropologa. Uwielbiam te sytuacje, w których cała ekipa próbuje określić sposób morderstwa, stworzyć profil zabójcy, znaleźć przyczynę – takie analizy są bardzo aprobujące, czasami naprowadzają czytelnika na dobry trop, czasami mieszają w głowie, a dodatkowe zaskakujące zwroty akcji czy elementy zaskoczenia idealnie z tym współgrają.

Być może to nieco przerażające, może dezorientujące, ale nie raz w recenzjach pisałam o tym, że lubię mocne książki. Lubię konkretne i realistyczne opisy zwłok, rozlewu krwi czy miejsca zbrodni. A trzeba przyznać, że Simon Beckett całkiem nieźle sobie radzi na tym polu. Dodatkowo stworzył mordercę, który wręcz otacza się swoimi „dziełami”. No i nie ukrywam, ale zakończenie było dla mnie naprawdę zaskakujące, bowiem nie udało mi się dotrzeć do tego, kto i w jakim celu morduje kolejne ofiary. Podoba mi się lekkie pióro autora, jego pomysłowość i rzetelność, a także konsekwencja. Choć nie jest to może najlepszy thriller czy kryminał, jaki miałam okazję czytać, to z pewnością jest to lektura, która zachęca do dalszego eksplorowania twórczości tego autora i wierzcie mi, zrobię to na pewno!

Szepty zmarłych to książka, która naprawdę mnie wciągnęła. Z przyjemnością towarzyszyłam Davidowi Hunterowi, a autor tak sprawnie operuje fabułą i w tak plastyczny sposób przedstawia swoją wizję, że miałam przed oczami dobry film, pełen akcji z odpowiednim stopniowaniem napięcia, z realistycznymi obrazami i bohaterami z krwi i kości. Jestem przekonana, że nie będzie to moje ostatnie spotkanie z Simonem Beckettem, bowiem kolejna książka czeka na półce, a i z pewnością sięgnę po drugą i czwartą część cyklu o Davidzie Hunterze! A wam z czystym sumieniem tę serię polecam!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

www.czarnaowca.pl
 

wtorek, 27 grudnia 2016

"Lecz się jedzeniem. Diety do zadań specjalnych" - Haylie Pomroy






Data wydania: 12.10.2016 
Tytuł oryginału: Fast Metabolism Food Rx: 7 Powerful Prescriptions to Feed Your Body Back to Health
Tłumacz: Małgorzata Załoga
ISBN: 978-83-7778-721-2
Wymiary: 140 x 210 mm
Strony: 380
 Cena: 39,90 zł



 

Choć nie czytałam światowego bestsellera, jakim jest Dieta przyspieszająca metabolizm autorstwa Haylie Pomroy, to jednak chętnie sięgnęłam po jej inną – ponoć już 4 książkę, Lecz się jedzeniem. To kompleksowa pozycja, której celem jest przedstawienie podstawowych zasad diety dostosowanej do 7 różnych schorzeń. W związku z tym, że ostatnio dietetyka stała mi się niezwykle bliska i szkolę się w tej tematyce tak, aby kiedyś mieć takowy zawód w ręku, to nikogo zapewne nie zdziwi fakt, że rozwijam się w tej dziedzinie, wyszukuję różnego rodzaju nowinki i doniesienia oraz sięgam po każdą książkę, która dietetyki dotyczy.

Pozycja ta została podzielona na kilka zasadniczych części. Wstęp prezentuje krótką historię życia autorki i wyjaśnia dlaczego zajęła się ona wpływem odżywiania na ludzkie zdrowie. Tam okazuje się, że sama borykała się od dziecka z wieloma problemami. Momentami wydawało mi się to wręcz przesadzone i absurdalne, ale kto wie – może faktycznie cierpiała na tyle schorzeń. Może każdy z nas cierpi na wiele różnych dolegliwości, ale jakoś specjalnie nie przywiązujemy do tego wagi, nie diagnozujemy się. Pierwsza część z kolei to takie wprowadzenie do całości – dowiadujemy się co nieco o tym, co jest receptą na zdrowie, o tym, że każdy ma inny metabolizm i możemy regulować swoje geny, o tym, że należy słuchać swojego ciała. To dosyć proste elementy, z którymi spotkałam się już nie raz, ale pozytywną rzeczą jest to, że autorka nie cofa się do oczywistości takich jak unikanie fast foodów czy przetworzonej żywności. Z tego, że jest to niezdrowe, każdy prawdopodobnie zdaje sobie sprawę.

Kolejne części prezentują już diety, a właściwie zasady prawidłowego odżywiania dostosowane do każdego zaprezentowanego schorzenia. W moim odczuciu największy nacisk został położony na dolegliwości trawienne oraz zespół chronicznego zmęczenia, ale to nie wszystko. Autorka porusza również tematykę problemów takich jak zaburzenia hormonalne kobiet i mężczyzn, stan podwyższonego cholesterolu i zaburzenia metabolizmu tłuszczów, zmiany nastroju zaburzenia na tle nerwowym, cukrzyca czy spadek odporności. Każdy taki rozdział jest napisany zgodnie z pewnym konkretnym i przejrzystym schematem. Na początek leci krótka diagnostyka, której możemy dokonać sami, ale wiadomo – czasami i z tym przesadzamy. Następnie otrzymujemy jasne wskazówki dotyczące odżywiania, na co powinniśmy zwrócić uwagę, jakie produkty stosować oraz przykładowy jadłospis z przepisami. 

Świetną sprawą jest również to, że autorka do każdego schorzenia podaje przykładowe ćwiczenia i mówi, jaki trening będzie najbardziej odpowiedni. Nie stroni również od zaprezentowania naukowej strony problemu oraz od konsultacji lekarskich, głównie bazując na morfologii krwi, z której wiele można wyczytać, o ile zwróci się uwagę na konkretne parametry. Cieszy mnie fakt, że wspomina o epigenetyce i potrafi zmotywować czytelnika w rzetelny sposób. Nie owija w bawełnę, tylko prezentuje prawdę, choć przyznaję, że niektóre zalecenia kłócą się z tym, co jest mi znane, ale wiadomo – ile ludzi tyle szkół i opinii. Przykładowo, sama nie preferuję jedzenia owoców w godzinach popołudniowych czy wieczornych, natomiast Haylie Pomroy zaleca to w jednym ze swoich systemów żywieniowych.
Lecz się jedzeniem to dobra i rzetelna pozycja, po którą mogą sięgnąć nie tylko dietetycy, ale każdy, kto interesuje się zdrowym odżywianiem i wierzy, że jedzenie może być lekarstwem. Na końcu książki znajduje się podsumowanie i zbiór podstawowych składników dopasowanych do każdego zaburzenia, więc zawsze, gdy nam się coś zapomni, to nie musimy szukać w samym tekście, a wystarczy, że zerkniemy na ostatnie strony. Ogółem jestem zadowolona z lektury i wierzę, że ta pozycja przyda mi się w dalszym życiu – czy to w pracy, czy gdy mnie lub kogoś bliskiego spotka jakiś problem zdrowotny. Dlatego polecam!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

www.burdaksiazki.pl

poniedziałek, 26 grudnia 2016

"Piąta pora roku" - N. K. Jemisin

 
 
 
 
Data wydania: 23.11.2016 
Tytuł oryginału:  Fifth Season
Tłumacz: Jakub Małecki
ISBN: 978-83-7924-698-4
Wymiary: 135 x 210 mm
Strony: 440
 Cena: 39,90 zł
Seria: Pęknięta Ziemia #1
 
 
 
 
 
 
 
 
Do tej pory nie spotkałam się z negatywną opinią na temat Piątej pory roku. Choć książka pojawiła się niedawno, więc być może nie dotarła jeszcze do dużego grona odbiorców, ale tych, którzy już się z nią zapoznali, zdołała oczarować. N.K. Jemisin porwała rzesze czytelników na całym świecie i została laureatką Nagrody Hugo. Dobrze pamiętam moje pierwsze spotkanie z tą autorką… Pamiętam, że jej styl jest specyficzny, a jej pomysły niepowtarzalne i oryginalne. Sprawia to jednak, że nie każdy się odnajdzie w jej twórczości, która na pierwszy rzut oka może się wydać po prostu trudna, ciężka i niezrozumiała.

Powinnam wiedzieć, czego się mogę spodziewać, ale Jemisin chyba ponownie mnie nieco zaskoczyła, nieco zbiła z tropu. Nie wydaje mi się, żeby seria Sen o krwi przyjęła się dobrze w naszym kraju, podobnie jak i Sto tysięcy królestw, czyli pierwszy tom Trylogii Dziedzictwa. Obie serie jeszcze pamiętam, choć czytałam je dawno. Zdecydowanie bardziej spodobał mi się ten drugi cykl, ale wątpię, żebyśmy się doczekali kontynuacji. A jak sprawa się ma z Piątą porą roku? Czy w tym przypadku będzie inaczej i czytelnicy dadzą się porwać na tyle, aby ta autorka została w końcu doceniona w naszym kraju?

Ta książka otwiera cykl Pęknięta Ziemia, który prezentuje historię i losy wyjątkowych ludzi – górotworów. Mają oni zdolność wywoływania trzęsień ziemi, ale też zapobiegania im. Panują nad niezwykle niebezpiecznym żywiołem, który w przeciągu kilku minut może doprowadzić do tragedii. Dlatego są uznawani za nieobliczalnych i będących zagrożeniem – traktuje się ich z pogardą, jak kogoś, kto nie powinien żyć w społeczeństwie. Są w pewnym sensie wyrzutkami, których od małego pozbawia się wolnej woli i wiary w siebie. Całkowicie się ich tłumi, podcina skrzydła. Główną bohaterką jest Essun, jedna z nich, która za nic ma zagładę, jaka się właśnie rozpoczęła. Nadchodzi Czas Końca, jednak tej kobiecie to nie przeszkadza. Jest rozdarta i pogrążona w rozpaczy. Straciła dwóch synów, nie dba o walący się na jej oczach świat – wręcz przeciwnie. Jest w stanie dokonać jeszcze większych zniszczeń, aby tylko odzyskać zaginioną córkę.

W tej książce spotykamy kilka rodzajów narracji i trzy różne historie – przynajmniej tak to wygląda na samym początku. Wiecie, poczułam się nieco zmieszana. N.K. Jemisin nieźle namieszała mi w głowie i nawet przez chwilę czułam lekkie zniechęcenie do tej powieści, bowiem zagubienie dało mi się mocno we znaki. Dopiero po pewnym czasie mnie olśniło i na całe mieszkanie wykrzyknęłam „Aaaaa! O to chodzi!”. I wtedy chyba przepadłam, bowiem żadna siła mnie nie odciągnęła od kolejnych rozdziałów, kiedy już w pełni zrozumiałam, gdzie trafiłam i dlaczego. Ciekawym zabiegiem jest jedna z narracji, skierowana wybitnie do czytelnika, dająca mu uczucie zżycia się z Essun. Wchodzimy w jej skórę i przemierzamy rozpadający się świat, choć tuż obok poznajemy historię Damayi i Sjenit. Wierzcie mi, to co zrobiła tutaj autorka jest naprawdę genialne! Nigdy bym się nie spodziewała takiego powiązania pomiędzy tymi trzema historiami… To było coś! 

Podziwiam autorkę za jej pomysłowość i niezwykłe wizje, które w tak umiejętny sposób przelewa na papier. Wiecie, to już trzecie uniwersum przez nią stworzone, z którym się zapoznałam… I każde z nich jest niepowtarzalne i urokliwe na swój sposób! Ta kobieta chyba nawet nie potrzebuje inspiracji, bo czegoś takiego, jak w jej książkach, nie spotkacie nigdzie indziej! Wyobraźnia Nory Jemisin musi być niewyobrażalna, nieskończona i niepohamowana. To wspaniała sprawa dla pisarza, co jest doskonale widoczne w jej powieściach, które jednak nie trafią do każdego… Wiecie, wydaje mi się, że najbardziej jej twórczość docenią wyrafinowani czytelnicy. To kawał dobrego fantasy, któremu trzeba dać się porwać, do którego trzeba przeniknąć, bowiem inaczej mija się to z celem.

Przyznaję się bez bicia, że początkowo czułam się zdezorientowana. Obawiałam się, że odłożę książkę na półkę, bowiem początek był trudny, a jednak coś trzymało mnie przy lekturze – całe szczęście! Chyba moja intuicja mnie nie zawiodła po raz kolejny, bo naprawdę warto było stopniowo wejść do tego świata, aby dotrzeć do końca tej powieści i mieć nadzieję na kolejny tom. To była naprawdę ciekawa, pełna pasji przygoda i cieszę się, że dane mi było się z nią zapoznać. N.K. Jemisin to wyjątkowa autorka pisząca niepowtarzalne powieści, więc jeżeli lubicie oryginalność i dopracowanie to koniecznie powinniście się zapoznać z jej twórczością.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

www.wsqn.pl
 

wtorek, 20 grudnia 2016

"Potomkowie" - Tosca Lee



 

Data wydania: 26.10.2016 
Tytuł oryginału:  The Progeny
Tłumacz: Anna Bereta-Jankowska
ISBN: 978-83-7966-027-8
Wymiary: 130 x 205 mm
Strony: 392
 Cena: 34,90 zł
Seria: Piętno Krwawej Hrabiny #1
 
 
 
 
 
 
„Po przebudzeniu nie pamiętasz nic. Nie wiesz, jak się nazywasz i skąd pochodzisz. Nie rozpoznajesz ludzi.” – te słowa, które widnieją w opisie książki Potomkowie, przypominają nie jedną powieść młodzieżową, jaka pojawiła się na rynku. Motyw zaniku pamięci stał się popularny już jakiś czas temu, pojawił się w serii Więzień labiryntu Jamesa Dashnera, Przebudzenie labiryntu Rainera Wekwertha czy Alive. Żywi Scotta Siglera. Nie dajcie się jednak zwieść pozorom – Potomkowie to coś zupełnie innego.

Bohaterką powieści jest dwudziestojednoletnia dziewczyna o imieniu… Emily? No właśnie, tutaj się pojawia problem. Bo tak naprawdę nie ma na imię Emily, tylko Audra i jest potomkinią Elżbiety Batory, znanej jako Krwawa Hrabina. Niestety, wszyscy ludzie mający w żyłach jej krew są ścigani. Polują na nich Łowcy, których zadaniem jest zlikwidowanie wszystkich żyjących krewnych Hrabiny. Audra postanowiła poddać się procesowi usunięcia pamięci, jednak nie ma pojęcia, dlaczego. Czy uciekała przed Łowcą? Czy musi się ukrywać? Kto tak naprawdę ją ściga? Komu może zaufać?

Książka ta łączy w sobie wiele ciekawych elementów. Sam początek wygląda jak typowa dystopia, pojawia się motyw laboratorium, w którym można się pozbyć pamięci i swojego dawnego życia. To szansa rozpoczęcia wszystkiego od nowa i właśnie z tego korzysta główna bohaterka, choć podobnie jak i ona, nie mamy pojęcia z jakiego powodu. Tego dowiadujemy się stopniowo, tak jak i Audra. Początkowo wydawało mi się, że cały ten motyw nie znajduje żadnego odzwierciedlenia w fabule, ale było to złudne wrażenie, towarzysze mi do momentu, w którym nie odkryłam drugiego dna. To właśnie dzięki temu mamy szansę na jakiekolwiek zaskoczenie, na stopniowe odkrywanie prawdy, która nie raz bywa zagmatwana.

Bardzo przyjemnym pomysłem jest nawiązanie do postaci Krwawej Hrabiny i zaprezentowanie jej Potomków. Stali się oni niemal tajnym stowarzyszeniem, podobnie jak Templariusze. Autorka pięknie prezentuje ich zdolności, hierarchię, sposób bycia. Są to na pozór zwyczajni ludzie, choć mają w sobie coś wyjątkowego. Pojawia się tutaj coś na wzór dworów, arystokracji, balów maskowych i oczywiście nieodłącznie związanych z takimi klimatami intryg. Audra nie ma pewności, komu powinna zaufać. Musi odkryć swoją przeszłość, aby zrozumieć, po czyjej stronie stoi. Jednak gdzie powinna zacząć szukać? To dopiero jest pytanie! Trzeba przyznać, że całe to „podziemne” życie Potomków wyglądało naprawdę intrygująco, a wszelkie spiski i powiązania napędzały akcję.

Tosca Lee dba o to, aby czytelnik się nie nudził. Historia Audry to wieczna ucieczka, wieczna niepewność. Choć u jej boku pojawiają się ludzie, którym na pozór można zaufać, to w sumie czytelnik nie ma pewności, czy któryś z nich nie jest zdrajcą, czy nie jest to tylko zwykła maskarada. A to wszystko dzięki temu, że główna bohaterka również nie ma tej pewności. Lekkim dopełnieniem pościgu staje się romans, w pewnym sensie nawet zakazany, choć jak się z czasem okazuje dość intensywny, mający konkretne fundamenty. Nie jest on nachalny, utrzymany w granicach dobrego smaku. Autorka zdecydowanie nie miała na celu tego, aby skupić się na historii miłosnej, bowiem miała spore pole do popisu w związku z wielowątkowością swojej opowieści.

Choć nie jest to literatura z górnej półki, to nie można zaprzeczyć temu, że jest to przyjemna lektura, zapewniająca pewną dozę rozrywki, napisana przystępnym językiem. Potrafi zaciekawić i nawet lekko wciągnąć do swojego świata, głównie ze względu na dobre tempo akcji i ciekawość rozbudzającą się w głowie czytelnika. Jeżeli znacie serial Pamiętniki Wampirów, to zapewne kojarzycie historię Podróżników… Jakoś tak skojarzyli mi się z tą książką, choć sama nie wiem, dlaczego. Widocznie mój umysł wyczuwa pewne podobieństwa i nic na to nie poradzę. Czy warto się zapoznać z tą pozycją? Warto, nie warto. Można, jeżeli się tylko ma na to ochotę. To dobra pozycja i jeżeli czujecie potrzebę przeczytania jej, to powinniście to zrobić!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

iuvi.pl