wtorek, 31 marca 2015

"Terapia sokowa. Czas na juicing" - Erin Quon & Briana Stockton





Data wydania: 18.02.2015
ISBN: 978-83-280-1271-4
Wymiary: 200x200
Strony: 112
Cena: 34,99








Terapia sokowa stała się ostatnio bardzo modna i w sumie się temu nie dziwię. Sama uwielbiam pić świeżo wyciskane soki i przyznam szczerze, że odkąd mam do nich dostęp, to nie jestem w stanie przełknąć żadnego kartonowego. Poza tym, po co sięgać po kartonowe, skoro mam możliwość przygotowania soku z tego, czego chcę? Mam całkowitą dowolność mieszania składników i dobierania smaków. A to już ogromna zaleta!

Książka „Terapia sokowa. Czas na juicing” zawiera w sobie ponad 90 przepisów na różnego rodzaju soki – zarówno z owoców jak i z warzyw, oraz mieszane. Autorki podzieliły tę pozycję na cztery główne rozdziały. I tak oto mamy do czynienia z sokami pobudzającymi, energetycznymi, oczyszczającymi i zapewniającymi ochronę i wspomaganie układu odpornościowego. Na początku każdego takiego rozdziału otrzymujemy krótką informację na temat składników i produktów o danym działaniu – co w sobie zawierają i jak to wpływa na nasz organizm.

Ważnym elementem jest również sam wstęp, który akurat dla mnie nie stanowił meritum sprawy, bo już trochę juicingu siedzę, ale jednak warto sobie wiedzę usystematyzować. Autorki piszą o tym, dlaczego pić soki, jakie korzyści z tego płyną, kiedy je pić i jak. Najważniejszym elementem moim zdaniem jest strona poświęcona porównaniu wirówki i sokowirówki – te dwa przyrządy są często ze sobą mylone, a jednak to bardzo istotne, na które z tych urządzeń się zdecydujemy. Osobiście miałam do czynienia z dwoma z nich i powiem tyle: za nic w świecie nie oddam mojej wyciskarki! To jest piękna przyjaźń!

W każdym przepisie znajdziemy składniki i ich dokładną ilość, kolejność wrzucania do maszyny oraz przybliżoną ilość soku, jaką otrzymamy. Gdyby ktoś miał pewne wątpliwości dotyczące tego, co można a czego nie można wrzucać do wyciskarki czy sokowirówki, autorki również je rozwieją. Znajduje się tutaj powiem krótki przewodnik dotyczący przygotowania warzyw i owoców przed przystąpieniem do procedury robienia soku. 

„Terapia sokowa” to świetna pozycja, którą polecam każdemu. Sama mam już spore doświadczenie w piciu świeżych soków, a nawet diet sokowych i mogę śmiało polecić to urozmaicenie diety każdemu. Wasz organizm na pewno będzie Wam wdzięczny za wprowadzenie takiej zmiany, a dzięki tej książce dowiecie się tego, jak przygotowywać soki, jak je przechowywać, jakie składniki stosować na dane dolegliwości a i z pewnością sami z siebie nabierzecie ochoty na taki świeży sok, bowiem graficzna oprawa książki jest obłędna! Tyle kolorów i naturalnych smakołyków, że aż ślinka cieknie! Polecam!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

 

piątek, 27 marca 2015

"Herbata. Moc smaku i aromatu" - Justyna Mrowiec



 
Data wydania: 18.02.2015
ISBN: 978-83-280-0784-0
Wymiary: 200x200
Strony: 128
Cena: 29,99









Herbatę pochłaniam w ilościach hurtowych. Naprawdę – ile będzie, tyle wypiję. A nawet i więcej! Dlatego jak tylko w moje ręce trafiła książka „Herbata. Moc smaku i aromatu” to od razu zaczęłam się zachwycać jej pięknym wydaniem graficznym i całym mnóstwem przepisów, które znajdują się w środku. 

Z czym mamy tutaj do czynienia? Jedną część już ujawniłam, ale przepisy to nie wszystko! Przygodę z tą herbacianą książką rozpoczynamy od legend i historii tego cudownego napoju, a przyznaję szczerze, że czytałam ten rozdział ogromnym zaangażowaniem! Uwielbiam legendy i podania, być może nieco gorzej jest z faktami historycznymi, ale jeżeli chodzi o coś, co mnie naprawdę interesuje, to jestem w stanie pochłonąć każdy rodzaj wiedzy. Przechodzimy więc przez historię herbaty w krajach takich jak Japonia, Holandia, Chiny, Anglia i Rosja, aż w końcu otrzymujemy fakty z naszego rodzimego kraju. 

Kolejny rozdział, czyli „Plantacje herbaty” to ten, który spodobał mi się najbardziej! To tutaj dowiedzieć się można, jak powstaje herbata, którą znamy – czyli jak przebiega zbiór i obróbka. Teraz to tylko chodzę i szpanuję wiedzą :). Następnie przechodzimy do meritum, czyli rodzajów herbaty. I tutaj nie lada zaskoczenie! Nie wiedziałam o istnieniu herbaty żółtej i turkusowej, więc pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam po przeczytaniu tego działu było sprawdzenie w Internecie kilku herbaciarni, w których mogę te rodzaje dostać – szykuje się nie lada uczta! Ciekawą rzeczą jest informacja o tym, co jest herbatą a co nie, bowiem okazuje się, że yerba i rooibos się do niej nie zaliczają. A dlaczego? A przekonajcie się sami :).

Tuż przed samymi przepisami dowiadujemy się jeszcze, w jaki sposób powinno się prawidłowo parzyć i przechowywać herbatę. A same przepisy? Magia! Panuje tu taka różnorodność, że aż niewiadomo od czego zacząć. Herbaty orzeźwiające, rozgrzewające, pobudzające… a to jeszcze nie wszystko. Największym zaskoczeniem były ostatnie przepisy dotyczące… wypieków! Mufinki z zielonej herbaty? Nie ma sprawy! Ciasto herbaciane? Już się robi! Oj zrobi się zrobi… i to już niedługo! Nic tylko jeść i pić!

„Herbata. Moc smaku i aromatu” to znakomita pozycja, obowiązkowa dla każdego fana herbaty! Pięknie wydana, z cudownymi przepisami, ciekawymi faktami i niesamowitymi zdjęciami. Po prostu nie można przejść obok niej obojętnie! Zdecydowanie zasługuje na honorowe miejsce w kuchennej biblioteczce!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

 

środa, 25 marca 2015

"Teoria niegrzecznej dziewczynki" - Hubert Haddad




 Data wydania: 18.03.2015
Tytuł oryginału: Théorie de la vilaine petite fille / Naughty Little Girl Theory
Tłumacz: Marta Olszewska
ISBN: 978-83-280-1502-9
Wymiary: 123x194
Strony: 384
Cena: 39,99





„Teoria niegrzecznej dziewczynki” jest jedną z wielu powieści, które wyszły spod pióra Huberta Haddada. Skupia się ona na historii sióstr Fox, które zapoczątkowały modę na spirytualizm w stanie Nowy Jork, jednak dobrze wiemy, że spirytyzm rozszedł się dalej – praktycznie na cały świat. Książka ta jest połączeniem faktów historycznych i fikcji, osobiście zaliczyłabym ją do grona powieści obyczajowych, choć oczywiście pojawiają się tutaj elementy nadprzyrodzone – w końcu postacie, o których autor pisze, mówią same za siebie.

Akcja powieści rozgrywa się w roku 1848. Państwo Fox wraz z dwiema córkami wprowadzają się do nowego domu w mieście Hydesville. Poprzedni właściciel utrzymuje, że dom jest nawiedzony, jednak to nie zniechęca nowych lokatorów. Wkrótce jednak najmłodsza córka państwa Fox nawiązuje kontakt z duchem i nazywa go panem Splitfootem. Okazuje się to być zaledwie początkiem tego, co los przygotował dla sióstr Fox. Bardzo szybko roznosi się wieść o dziwnych wydarzeniach, jakie mają miejsce w ich domu. Wiele ludzi pragnie skomunikować się ze zmarłymi bliskimi, a najstarsza z sióstr, Leah, widzi w tym możliwość zarobienia pieniędzy – ogromnych pieniędzy. I tak oto rozpoczyna się historia trzech kobiet, które zapoczątkowały nurt spirytystyczny.

http://ocdn.eu/images/pulscms/NWQ7MDMsMjZjLDAsMCwxOzAzLDAsMjU4LDAsMQ__/f182d7838d7908516db8c5009f911c0c.jpg

Muszę przyznać, że naprawdę jestem pod wrażeniem warsztatu autora. W piękny, niezwykle barwny, głęboki i pełen metafor sposób opisuje każde wydarzenie, do jakiego dochodzi w tej książce. Język, jakim się posługuje, jest dojrzały, opisy poruszają wyobraźnię i zdecydowanie są to te aspekty tej powieści, które dodają jej wyrazu i charakteru. Jest to w pewnym stopniu oddanie faktów historycznych, choć autor na tym nie poprzestaje. Stworzył powieść, w której głównym motywem rzeczywiście są perypetie Kate, Leah i Maggie, ale pojawia się tutaj kilka wątków pobocznych, stanowiących uzupełnienie ich historii. 

Nie jest to pozycja, od której należałoby wymagać pędzącej akcji czy elementów zaskoczenia. Być może życiorys Foxów nie jest tak bardzo rozpowszechniony w społeczeństwie, ale jednak nie jest to niczym nowym i nie stanowi czystej fantazji autora. Nie jest to również ten typ literatury, w którym oczekuje się szybkiego tempa rozwoju wydarzeń. Wszystko rozgrywa się stopniowo, a tempo pozostaje umiarkowane przez cały czas. Osobiście średnio za tym przepadam, ale w tym przypadku jestem w stanie zrozumieć taką kolej rzeczy. Plusem jest to, że choć książka nie jest wybitnie prosta w odbiorze i wymaga od nas zaangażowania oraz skupienia, to jednak czyta się ją szybko.

Spodziewałabym się, że książka o duchach i prekursorkach spirytyzmu przypadnie mi do gustu bardziej niż się okazało być w rzeczywistości. Niestety, nie do końca potrafiłam się tutaj odnaleźć, czego w sumie naprawdę żałuję. Sama nie wiem do końca, dlaczego tak wyszło… być może jest to kwestia tego, że nigdy nie potrafiłam się wczuć w historie obyczajowe? Tutaj powinno być lepiej, ale jak widać to niezależne ode mnie. Nie żałuję, że sięgnęłam po tę powieść, bowiem sama historia jest ciekawa, ale nie potrafiłam nawet zżyć się z głównymi bohaterkami… autor postawił na fabułę i piękny język, ale moim zdaniem kreacja postaci jest niedopracowana. 

„Teoria niegrzecznej dziewczynki” jest książką dobrą, w dużej mierze świetnie napisaną, choć moja ocena spada w związku z przedstawieniem bohaterek, które jednak stanowią bardzo istotny element tej historii. Nie zawsze byłam w stanie całkowicie poświęcić się tej pozycji i chwilami miałam trudności w rozeznaniu się w rozgrywającej się sytuacji. Myślę jednak, że to osobista kwestia każdego czytelnika i gustów czytelniczych. Jest w tej pozycji coś urzekającego, jednak decyzję dotyczącą tego, czy warto po nią sięgnąć, pozostawiam Wam. 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

 

niedziela, 22 marca 2015

"Czarne jak heban" - Salla Simukka





Data wydania: 18.03.2015
Tytuł oryginału: Musta kuin eebenpuu
Tłumacz: Edyta Jurkiewicz-Rohrbacher
ISBN: 978-83-280-1494-7
Wymiary: 135x200
Strony: 256
Cena: 34,90
Seria: Lumikki Andersson
 
 
 
 
 
„Czarne jak heban” to ostatni tom trylogii o Lumikki Andersson. Zdążyłam już zauważyć, że seria ta nie cieszy się jakąś ogromną popularnością w naszym kraju, choć do końca nie rozumiem dlaczego. Dobra, nie mamy tutaj do czynienia z high fantasy czy wyniosłą literaturą innego typu, ale przecież jest tak w wielu przypadkach, a jednak szał trwa. Ja osobiście cieszę się, że ta seria trafiła w moje łapki, bo pozwoliła mi choć na krótką chwilę oderwać się od rzeczywistości.

Lumikki wróciła do domu. Po wydarzeniach z Pragi liczy na to, że nic dziwnego już się jej nie przydarzy. Nadzieja matką głupich, co nie? Lumikki otrzymała główną rolę w szkolnym spektaklu o Królewnie Śnieżce, trwają próby i przygotowania. Właściwie pomyślicie pewnie: co w tym dziwnego? W samym spektaklu może nic, ale w tym, że w tym samym czasie dziewczyna zaczyna otrzymywać listy od tajemniczego wielbiciela jest dosyć podejrzany. I gdyby te listy składały się tylko i wyłącznie ze słów uznania i uwielbienia… ale nie. Pojawiają się tam też groźby, a obsesja człowieka, który jest za to odpowiedzialny, z dnia na dzień staje się coraz większa.

Jak widać, autorka nie odeszła od wątków kryminalnych. Tym razem mamy do czynienia z problemem podobnym do stalkingu i to właśnie nasza kochana Lumikki pada jego ofiarą. Mimo tego, że dziewczyna jest rozsądna, to jednak ciekawość bierze górę i sama rzuca się w wir niebezpiecznych wydarzeń. Nie ma pojęcia, kto może stać za tymi działaniami, a co gorsza, nie zdaje sobie sprawy z tego, do czego ten człowiek jest zdolny. A to doprowadzi ją do nie lada problemów… Znowu.

Autorka rozwinęła również motyw miłości, który w sumie rozpoczął się już nieco wcześniej, ale teraz stał się bardziej namacalny. Stanowi on element, który pomaga nam zrozumieć pewne działania Lumikki oraz jej rozterki. I tak, doskonale wiem, że całe grono czytelników nie przepada za trójkątami. Wiem, wiem, wiem… ale spokojnie! Wyobraźcie sobie, że ten trójkąt w ogóle nie działał mi na nerwy, a też zaliczam się do tego grona. To bardziej takie spotkanie przeszłości z teraźniejszością, które zmusza Lumikki do pewnych przemyśleń, a dodatkowo ukazuje głębię uczuć, jakie można odczuwać względem drugiego człowieka. 

Pojawia się tutaj jeszcze jeden, chyba najciekawszy ze wszystkich wątek. Tajemnica rodzinna Lumikki. Stopniowo, krok po kroku, wraz z Lumikki zbieramy informacje, które pozwalają nam ją rozwiązać. A rozwiązanie okazuje się być zaskakujące! I to nie tylko w przypadku tego wątku, bowiem rozwikłanie sprawy stalkera również było zadziwiające. I tutaj właśnie ujawnia się talent i potencjał autorki, bowiem różne rozwiązania chodziły mi po głowie, a i tak nie wpadłam na te prawidłowe. I właśnie chyba to urzekło mnie najbardziej: nieprzewidywalność i zaskoczenie

W przypadku kreacji bohaterów i stylu autorki nic się nie zmienia. Salla Simukka nadal trzyma odpowiedni poziom w obu tych kwestiach. Lumikki jest naprawdę ciekawą postacią, a cała atmosfera panująca w tych książkach jest świetna! Co więcej, książkę czyta się naprawdę lekko i przyjemnie, co oczywiście nie jest równoznaczne z jej banalnością. Fabuła wciąga, a bohaterka fascynuje. Ciekawość wzrasta ze strony na stronę, a napięcie wzrasta – i jak tu odłożyć tę powieść na półkę? No nie da się! Po prostu się nie da. Co więc należy zrobić? Pochłonąć ją za jednym podejściem!

Cechą charakterystyczną tej serii jest to, że każda część trzyma poziom. W każdej części dużo się dzieje, a autorce nie kończą się pomysły. Doskonale wie, jak zaskoczyć czytelnika, a także jak zyskać jego pełną uwagę. Alternatywna wersja baśni o Królewnie Ścieżce, jaką stworzyła Salla Simukka okazała się być strzałem w dziesiątkę. Mało jest powieści dla młodzieży, w których dzieje się to, co tutaj. Twórczość Salli Simukki z pewnością wyróżnia się na tle innych dzieł i posiada w sobie coś oryginalnego i niepowtarzalnego. I stanowi to zaledwie jeden z wielu powodów, dla których warto przeżyć wraz z Lumikki wszystkie jej przygody – chociaż nie są one łatwe i przyjemne, to jednak warto. Polecam.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

 

czwartek, 19 marca 2015

"Zabójczyni i imperium Adarlanu" - Sarah J. Maas





Data wydania: 14.01.2015
Tytuł oryginału: The Assassin and the Empire
Tłumacz: Marcin Mortka
ISBN: 978-83-7747-989-6
Wymiary: 135x202
Strony: 140
Cena: 19,99
Seria: Szklany Tron





„Szklany tron” był książką, którą po prostu pokochałam. Pokochałam fabułę, klimat i główną bohaterkę. Moje serce wciąż cierpi niewypowiedziane katusze, że nie znalazłam jeszcze chwili na przeczytanie drugiej części, ale postanowiłam choć trochę złagodzić jego ból. Sięgnęłam po jedną z nowelek stanowiących dodatek do serii, padło na „Zabójczyni i imperium Adarlanu”. Tak wiem, źle zaczęłam z tymi nowelkami… od końca? No trudno. Ale czy złagodziłam chociaż odrobinę cierpienie mojego serca?

Celaena w końcu ma to, czego pragnęła. Wszystko, poza prawdziwą wolnością, którą ceni sobie najbardziej. I nie odzyska jej dopóki Arobynn – jej dawny mistrz, będzie się znajdował w jej pobliżu. Jest na to jednak sposób. Jeżeli Celaena i jej ukochany Sam spłacą Gildię Zabójców, będą mogli odejść, zapomnieć o przeszłości i zacząć nowe życie, w zupełnie nowym miejscu. Jednak kwota zaproponowana przez Arobynna jest gigantyczna i niemożliwa do zdobycia… chyba, że pokuszą się o wykonanie jednego zadania. Nagroda spokojnie by wystarczyła na spłatę, ale czy podjęcie takiego ryzyka jest tego warte? Jeżeli coś pójdzie nie tak, to Celaena może stracić wszystko to, co kocha i ceni…

To chyba nic dziwnego, że pochłonęłam tę książkę w tempie natychmiastowym. W końcu co to jest trochę ponad 100 stron! Ale za to jakich stron! W tym przypadku faktycznie sprawdziłoby się powiedzenie, że nie liczy się ilość, a jakość. Właściwie nigdy nie byłam jakoś wybitnie pozytywnie nastawiona do dodatków do głównej serii, ale w tym przypadku jest zupełnie na odwrót. Cieszę się każdą chwilą, którą mogę spędzić w świecie Zabójczyni. Uwielbiam główną bohaterkę, bo jest postacią intrygującą, pełną werwy i pasji. Chwilami impulsywna, ale doskonale znająca swoje miejsce w hierarchii. Pewna swoich zalet i umiejętności, a gdy wpadnie w szaleńczy wir to praktycznie nic jej nie powstrzyma. 

Sarah J. Maas posługuje się znakomitym językiem, który bardzo przypadł mi do gustu. Świetny styl autorki sprawia, że książkę czyta się jeszcze lepiej. Nie można również przyczepić się do tempa akcji, które początkowo jest umiarkowane, ale w punkcie kulminacyjnym przyspiesza, aby jeszcze bardziej podsycić naszą ciekawość i spowodować wzrost rozwijającego się napięcia. A fabuła naprawdę wciąga! Teoretycznie zakończenie było oczywiste, bowiem zbiór tych krótkich nowelek stanowi serię wydarzeń, jakie działy się przed „Szklanym tronem”, ale i tak byłam ciekawa, w jaki sposób Celaena znalazła się w takowej sytuacji. Teraz już wiem i bardzo mnie to cieszy!

Ciężko mi napisać cokolwiek złego o tej pozycji i właściwie nie ma po co, bo to świetny element stanowiący uzupełnienie cyklu tworzonego przez panią Maas. Jestem przekonana, że poprzednie opowiadania również przypadną mi do gustu i zupełnie nie będzie mi przeszkadzał fakt, że zaczęłam od końca. Czyta się doskonale, a pomysł autorki oraz sposób, w jaki wcieliła go w życie, są cudowne. Myślę, że jak tak dalej pójdzie to uniwersum Zabójczyni trafi do grona moich ulubionych. Jednak wciąż jedno istotne pytanie pozostaje bez odpowiedzi… czy złagodziłam ból swojego serca? Hmm… chyba raczej tylko go pogłębiłam, bo ono chce więcej i więcej, i jeszcze więcej!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję: