wtorek, 26 listopada 2013

"Legendarne przeboje rocka" - Nathan Brackett

http://www.gjksiazki.pl/ksiazki,1,46,743,legendarne-przeboje-rocka.html

Gdy słyszycie lub czytacie słowa „legenda rock’a” to kto lub co przychodzi Wam na myśl? Każdy pewnie myśli wtedy o czymś innym, ale myślę, że gdyby zebrać wypowiedzi od kilku osób, to wiele skojarzeń by się powtórzyło.
Są takie piosenki, które mają „swoje pięć minut”, ale są też takie, które zostają w naszej pamięci przez wiele lat. Piosenki, które przechodzą z pokolenia na pokolenie. Słuchali ich nasi dziadkowie, rodzice, a teraz słuchamy ich my.

Nathan Brackett stworzył książkę, której tytuł brzmi „Legendarne przeboje rocka”. Zebrał w niej 80 piosenek, które osiągnęły nie tylko „swoje pięć minut”, ale znacznie więcej. O każdym utworze napisał kilka ciekawych informacji. Nie jest to książka, która krok po kroku analizuje tekst piosenki czy pokazuje nuty, dzięki którym ona powstała. Tutaj znaleźć można po prostu ciekawostki i informacje, które z łatwością zapadają w pamięć. Jest to przekrój przez całe 50 lat trwania muzyki rockowej. Pierwszy opisany utwór pochodzi z roku 1954, a ostatni z roku 2005.

Przyznaję, że nie znam wszystkich wykonawców i ich dzieł, które zostały przez pana Breckett’a przedstawione. Jednakże z ogromną przyjemnością poznawałam interesujące fakty o tych utworach, które są mi bliskie. Z resztą nie tylko o nich, bowiem praktycznie w każdym przypadku czytało mi się te krótkie wzmianki bardzo dobrze. Zawsze to jakieś urozmaicenie od powieści, które czytuję na co dzień. 

A oto kilka przykładowych utworów, które tutaj można znaleźć:

The Animals – The House of the Rising Sun
Steppenwolf – Born to Be Wild
Black Sabbath – Paranoid
John Lennon – Imagine
Queen – We Will Rock You
AC/DC – Highway to Hell

Ogromną zaletą tej pozycji jest jej wydanie. Cudowna oprawa graficzna! Wydawnictwo naprawdę się postarało, dzięki czemu powstała piękna księga, w której zawarte są piosenki najlepsze z najlepszych. Na pewno jest ona idealna dla osób, które lubują się w takiej muzyce – akurat zbliżają się święta, a jest to znakomity pomysł na prezent dla kogoś bliskiego. Mnóstwo osób interesuje się muzyką, a to dla rockman’ów czy rockman’ek będzie na pewno gratka!A tutaj proszę kilka zdjęć, które być może zachęcą Was jeszcze bardziej!




niedziela, 24 listopada 2013

SILOS - nowość od Papierowego Księżyca :)


Hugh Howey – Silos

Jeden z największych bestsellerów książkowych ostatnich lat na rynku amerykańskim, sprzedany do ponad dwudziestu krajów. Powieść, która łączy elementy science-fiction, dystopii, postapokalipsy i powieści sensacyjnej w ultra wybuchową mieszankę, która trzyma w napięciu do ostatniej strony.

“Silos” to niezwykły sukces wydawniczy, który zamienił nieznanego autora, publikującego na własny rachunek w światową gwiazdę literatury science-fiction ze szczytów list bestsellerów New York Timesa.

Po wielkim sukcesie “Silosu” prawa do sfilmowania tej niezwykłej powieści zakupił sam Ridley Scott, reżyser takich klasyków jak “Obcy” czy “Łowca androidów”.

“Silos”, który został już mianowany Igrzyskami Śmierci dla dorosłych, to niezwykłe zaproszenie do wyjątkowo wykreowanej rzeczywistości, w której ludzkość zamieszkuje w ogromnym, podziemnym silosie.

Ta powieść odkryje przed Tobą prawdziwy labirynt tajemnic, sekretów i kłamstw i sprawi, że będziesz pochłaniał ją w napięciu do ostatniej strony.


***



W przyszłości, gdy Ziemia stała się toksycznym pustkowiem, przetrwać zdołała ledwie garstka ludzi zamieszkujących gigantyczny, podziemny silos.


Odcięci od świata zewnętrznego, wiodą życie pełne nakazów i zakazów, sekretów i kłamstw.


By przeżyć, muszą ściśle przestrzegać pewnych zasad. Niektórzy jednak się na to nie godzą.


Ci stanowią największe zagrożenie – mają czelność marzyć i śnić, zarażać innych swoim optymizmem.


Czeka ich prosta i zabójcza kara: zostaną wypuszczeni na zewnątrz.


Jules jest jedną z takich osób.


Być może już ostatnią.





Polska premiera – 5.12.2013




SILOS


Jeśli kłamstwa cię nie zabiją, uczyni to prawda...




To może być coś! Jeszcze sam fakt, że Ridley Scott stworzy ekranizację! Meeega *_* Jednym słowem - MUST READ!

środa, 20 listopada 2013

"Carska manierka" - Andrzej Pilipiuk

http://www.fabryka.pl/ksiazki/carska-manierka-andrzej-pilipiuk-3731259/

Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z Andrzejem Pilipiukiem. Moja wiedza na jego temat ograniczała się do tego, że jest taki pisarz i nic poza tym. Nie miałam pojęcia, o czym pisze, jaki jest jego styl, czego mogę się spodziewać, a na co liczyć nie mogę. Jednak w moje ręce trafił najnowszy zbiór jego opowiadań, którego tytuł brzmi „Carska manierka” – czyli dokładnie tak samo, jak pierwsze opowiadanie zamieszczone w tej książce. A jak moje wrażenia?

Przyznaję się bez bicia, że nie przepadam za opowiadaniami. Jednak stała się rzecz nieoczekiwana i wręcz niesłychana! Zbiór opowiadań pana Pilipiuka czytało mi się bardzo dobrze. Sama się trochę zdziwiłam, ponieważ zazwyczaj taka forma do mnie po prostu nie trafia. Zdecydowanie przepadam za dłuższymi historiami. W tym przypadku jednak nie mam żadnych większych zarzutów, bo skoro książka zapewniła mi rozrywkę i nie pozwoliła mi się nudzić, to nie mogę narzekać. Nie są to opowieści nad wyraz skomplikowane – to właśnie takie przyjemne historyjki, które bardzo miło się czyta. Ogółem odbiór pozytywny.

W sumie zamieszczonych jest tutaj osiem opowiadań. Głównym bohaterem pięciu z nich jest Robert Storm. Świetny chłopak, który od razu zaskarbił sobie moją sympatię. Jego perypetie będą gratką dla osób lubujących się w historii. Robert bowiem rozwiązuje zagadki z dawnych lat, zaklęte głównie w różnych przedmiotach, chociażby w tytułowej manierce. Przyznaję szczerze, że to właśnie te pięć tekstów najbardziej przypadło mi do gustu. Kolejne dwa to losy doktora znanego jako Paweł Skórzewski. Tutaj przenosimy się do lat 1923-1927. Pierwsze opowiadanie to wyprawa do bolszewickiej Rosji, a drugie to poszukiwanie szczątków Arki Noego. W tym przypadku nie wczułam się już tak bardzo w losy bohatera, ale nadal czytało mi się tę pozycję dosyć przyjemnie. Ostatnie opowiadanie jest nieco inne od pozostałych, ale równie dobre. Poznajemy Marka, naturalistę, który poszukuje cennych minerałów. Przyznaję, że dobry tekst na zakończenie całości. Bardzo przyjazny.

Wszystkie historie wydają się być takie zwyczajne i naturalne, jednak każda z nich posiada w sobie nutkę magii. W wielu miejscach można dostrzec spisek czy intrygę. Większość tekstów trzyma w napięciu przez cały czas, co jest ich ogromną zaletą. Z pewnością nie znajdziecie czasu na nudę. Akcja jest wartka i płynna, a bohaterowie ciekawi. Historie wymyślone przez autora są barwne i różnorodne, dzięki czemu możemy przeżyć kilka różnych przygód. Przyznaję również, że styl Andrzeja Pilipiuka jest lekki, ale nie banalny. Język jest prosty, ale nie jałowy. Idealna równowaga we wszystkim zachowana – to mi się podoba.

Cieszę się, że w końcu znalazłam takie opowiadania, które przypadły mi do gustu. Nie sądziłam, że kiedyś do tego dojdzie, a jednak. Wciągająca lektura, zapewniająca rozrywkę na kilka godzin. Domyślam się, że każdemu czytelnikowi spodoba się tutaj co innego, ale myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Ja zauważyłam, że coraz bardziej przekonuję się do nawiązań historycznych w literaturze. To naprawdę ciekawa rzecz, zwłaszcza, gdy jest umiejętnie wykorzystana. Książka Andrzeja Pilipiuka przekonała mnie, że mamy w Polsce dobrych autorów i myślę, że z chęcią sięgnę po inne jego dzieła. Zbiór „Carska manierka” nie jest może niczym wybitnym, ale z pewnością jest to godna uwagi i polecenia pozycja. Jeżeli będziecie mieli okazję się z nią zapoznać, to zachęcam.

poniedziałek, 18 listopada 2013

"Departament 19. Powrót" - Will Hill

http://www.nk.com.pl/departament-19-powrot/1853/ksiazka.html#.Uope5uJ_s5s

„Departament 19” Will’a Hill’a był lekturą, do której nie podchodziłam z żadnym specjalnym nastawieniem. Podobnie było w przypadku drugiej części, gdzie liczyłam w sumie na rozrywkę i po prostu ciekawa byłam dalszych losów bohaterów. Jest to lektura skierowana typowo dla młodzieży, a do tej niestety już się raczej nie zaliczam, jednak i tak spędziłam z nią miłe chwile.

Wydawałoby się, że w Departamencie 19 zapanował spokój. Ale jest to względny spokój, bowiem mimo że Jamie Carpenter jest już teraz pełnoetatowym agentem, to światu grozi totalna zagłada. A dlaczego? A dlatego, że skradziono prochy samego hrabiego Draculi, a jego przebudzenie o niczym dobrym świadczyć nie może. Jamie’mu ciężko się pogodzić ze stratą przyjaciela, ma problemy z Larissą, a wróg nie śpi – jest coraz bliżej. Wampiry jednoczą siły, a mają w tym tylko jeden cel – chcą, aby ich mistrz powrócił.

„Departament 19. Powrót” to na pozór lekka i prosta lektura. No właśnie – na pozór. Bo tak na dobrą sprawę, jest to sporej objętości książka – 600 stron, która potrafi nas nieźle zaabsorbować. Nie zwracamy uwagi na upływ czasu, tylko przeżywamy z bohaterami ich wszystkie przygody. Oczywiście nie są one zbyt przyjazne, bowiem ciągłe walki z wampirami i niedopuszczenie do powrotu Drakuli nie jest łatwe. Odczułam wrażenie, że akcja toczyła się nieco wolniej niż w pierwszej części, ale mimo wszystko nie czułam się znużona czy zanudzona. Chwile wytchnienia też są potrzebne, a najważniejsze to znaleźć równowagę między  pędzącą akcją i wyciszeniem. To nadaje dobry rytm.

Coraz lepiej poznajemy poszczególnych bohaterów – Jamiego, jego matkę, Larissę, Kate, a także wielu innych członków Departamentu 19. Większość zdecydowanie zyskuje naszą sympatię i trzymamy kciuki za to, żeby wszystko powiodło się po ich myśli. Myślę, że wielu osobom spodoba się przedstawienie wampirów, bowiem nie są one przyjaznymi stworzonkami, które mają opory przed mordowaniem ludzi. To typowe krwiożercze bestie, a tylko część z nich potrafi nad sobą zapanować. Znaleźć tutaj można wiele zaskakujących zwrotów akcji, chwile pożądanego napięcia i dawkę niepewności. Autor tak poprowadził rozwój wydarzeń, że w głowie czytelnika rodzą się różne wątpliwości – czy to na pewno się tak skończy? Może jednak zaraz wszystko się zmieni? To nie może tak wyglądać!

Styl pana Hill’a jest wyjątkowo przyjemny. Sprawia on, że historia nabiera odpowiedniego tempa i czyta się ją z ogromną przyjemnością – lekko i szybko. Fabuła może nie należy do wybitnie skomplikowanych, ale sam pomysł zasługuje na uznanie. Niby coś, co już było, ale jednak z nutką świeżości. Uważny czytelnik z pewnością dostrzeże w tej książce coś więcej niż tylko rozrywkę – wyciągnie morał płynący z całej historii, a także będzie się uczył na błędach bohaterów. W końcu są tylko ludźmi i je popełniają, ale potrafią stawić czoła swoim słabościom, nie poddają się i walczą do końca.

Jak na literaturę młodzieżową, to jest to naprawdę pozycja godna uwagi. Kawal dobrej lektury, która zapewnia nie tylko rozrywkę, ale daje czytelnikowi również coś więcej – nauki życiowe i przykłady postępowania w różnych sytuacjach. To dzięki takim książkom w młodzieży kształtują się pozytywne cechy. Ciekawy pomysł i dobre wykonanie – nie znajdę tutaj zbyt wielu rzeczy, do których mogłabym się przyczepić. Nawet nie szukam, ponieważ nie mam na to ochoty. Wolę, żeby mój odbiór tej książki pozostał taki, jaki jest, czyli pozytywny. Wystawiam 7/10, za miło spędzony czas.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:


piątek, 15 listopada 2013

"Rudowłosa" - Jaye Wells


Nikt nie lubi, gdy ktoś wymaga od niego całkowitego posłuszeństwa i stara się nim manipulować. Dlaczego więc czasem ludzie znoszą coś takiego? Honor. Tak, teoretycznie honor każe im się dać zmanipulować, bo tak zostali wychowani – że muszę zrobić coś, czego się od nich oczekuje. Jednak, gdy coraz więcej osób chce sobie zrobić z nas pionka w grze, honor chyba przestaje mieć znaczenie…

Sabina jest mieszańcem, co tak na dobrą sprawę jest niesamowitym grzechem. Jednakże została wychowana przez swoją babkę z wampirzego rodu w taki sposób, że zatraciła tą drugą cząstkę siebie. Poza tym jest przydatna – wykonuje każde zlecenie powierzone jej przez babkę, która jest szychą w Radzie. Wkrótce jednak dostaje zadanie, które zmienia wszystko w jej życiu. Dowiaduje się prawdy o sobie, zdobywa nowe umiejętności, zdobywa przyjaciół, których nigdy nie miała. I ma to wszystko poświęcić w imię honoru? Jeżeli nie wykona zadania, skutki mogą być katastrofalne…

Sięgnęłam po tą książkę zdecydowanie ze względu na sam tytuł. Pewnie dlatego iż mój kolor włosów można zaliczyć do rudego, chociaż jest to raczej czerwony, no ale red-head to red-head, więc już samo to mnie przyciągnęło do owej pozycji. Poza tym, okazała się ona całkiem niezłą, odprężającą lekturą na jeden wieczór.

Zdecydowanie jest to lekka książka, która nie wymaga od czytelnika wielkiego myślenia. Prosty język, opisy na wystarczającym poziomie, zrównoważone odpowiednią ilością dialogów. Fabuła trochę oklepana, ale ja mimo wszystko lubię czytać książki o wampirach, hybrydach, spiskach i walce. Poza tym autorka wplotła w to parę swoich elementów, które opowieść zdecydowanie ożywiły. Sam fakt iż nie spotkałam się jeszcze z hybrydą wampira i maga jest dość znaczący, poza tym wprowadzenie w historię kota-demona było świetnym pomysłem. Postać ta zdecydowanie ożywia wiele sytuacji w tej książce, a czasami sceny z jego udziałem nas rozśmieszają.

Bohaterowie mogli być nieco lepiej nakreśleni, ale nie jest źle. Jest poprawnie i dobrze. Główna bohaterka to półwampirzyca o ostrym charakterku, uparta, zadziorna, ale i odważna. Jednym słowem – kobieta z pazurem. Mimo wszystko możemy odczuć pewne emocje, które jej towarzyszą. Mianowicie jest to rozdarcie wewnętrzne, Sabina nie wie komu może naprawdę ufać, co jest prawdą, a co nie, i czy na pewno honor jest ważniejszy od przyjaciół i własnej intuicji. Z tego właśnie możemy wyczytać morał – że najlepiej słuchać własnych odczuć. Myślę, że Adam mógł być nieco bardziej tajemniczy. Vinca natomiast została wykreowana jako typowa przyjaciółka, oddana i serdeczna.

Książka ta zalicza się na pewno do tych, gdzie mamy do czynienia z szybko płynącą akcją oraz jej nie raz zaskakującymi zwrotami. Nie jest całkowicie przewidywalna, co ma ogromne znaczenie. Pewne elementy mogą czytelnika zadziwić, niektóre mogą go zbić z tropu. Sama przez chwilę się zatrzymałam w czytaniu, żeby spróbować ułożyć własną teorię spiskową, ale jakoś tym razem mi to wybitnie nie szło. Całość czyta się bardzo szybko i przyjemnie, jest to zdecydowanie książka odprężająca, mimo że mamy tu sceny walki i rozlewu krwi. Mówiąc „odprężająca” mam na myśli to, że nie trzeba się przy niej głęboko skupiać, żeby zrozumieć całą historię.

Nie jest to powieść rewelacyjna, która wbije Was z fotel, ale polecam przeczytać, zwłaszcza jak będziecie potrzebowali oderwania się chwilowo od rzeczywistości. Liczę na dalszy rozwój autorki i coraz ciekawsze przygody Sabiny. Dostrzegam w tej historii spory potencjał, który mam nadzieję, że się nie zmarnuje. Spędziłam z tą książką całkiem miłe chwile i nie żałuję poświęconego na nią czasu.




Zapraszam na "wyprzedaż" :)

wtorek, 12 listopada 2013

"Intrygi wampirów" - J.R. Rain

http://www.gjksiazki.pl/ksiazki,1,27,700,intrygi-wampirow.html

Bycie matką dwójki dzieci jest trudne. Zwłaszcza dzieci, które zaczynają dorastać i coraz więcej rozumieć. Bycie matką i prywatnym detektywem to jeszcze większe wyzwanie – trzeba w umiejętny sposób połączyć ryzykowną pracę z macierzyństwem. Dodajcie do tego jeszcze bycie wampirem i wampirze problemy – jednym słowem mega combo! A to wszystko dotyczy Samanthy Moon, znanej też jako Luna.

Tym razem do pani wampir-detektyw zgłasza się młody, obiecujący bokser. Podczas ostatniej walce zadał on śmiertelny cios swojemu przeciwnikowi – a przynajmniej wszystko tak wyglądało. Jednak czy to aby na pewno on spowodował śmierć drugiego zawodnika? Sam odkrywa ślady, które dają zupełnie nowe spojrzenie na tę sprawę. Czuje, że musi pomóc młodemu chłopakowi, bo inaczej jego wyrzuty sumienia się pogłębią. Wkrótce trafia na coś, o czym nie mówi się na głos. Wiedzą o tym tylko wybrani. Ale to nie koniec jej problemów – u jej dzieciaków zaczynają się objawiać tajemnicze zdolności – z tym też trzeba sobie jakoś poradzić.

Wiecie, seria pani J.R. Rain nie należy do wybitnych dzieł. Temu zaprzeczyć nie mogę, jednak jest w niej coś, co sprawia, że sięgam po każdą kolejną część. Może po prostu polubiłam główną bohaterkę i lubię wraz z nią przeżywać nowe przygody? Tak, to całkiem możliwe, ponieważ z każdym tomem poznajemy ją coraz lepiej i ciężko jej nie polubić. Potrafi sobie zaskarbić naszą sympatię, a my z przyjemnością towarzyszymy jej podczas każdego śledztwa. Nawet losy bohaterów pobocznych nas nieco intrygują – jeśli o mnie chodzi, zawsze czekam na sceny z udziałem Kła. Tutaj niestety była ich minimalna ilość, a szkoda.

Zazwyczaj twierdzę, że każda nowa część tego cyklu jest lepsza od poprzedniej. Nie jestem pewna, czy w tym przypadku mogę napisać to samo. Z pewnością widoczny jest rozwój autorki – polot i lekkość pióra. Jednak sama fabuła nie przekonała mnie aż tak. Śledztwo zdecydowanie za mało skomplikowane, chociaż wątek rodzinny nieco lepszy. Bardzo łatwo dojść do rozwiązania zagadki, co nie do końca mi odpowiadało, bo ja jednak lubię trochę pogłówkować. Jednakże nie jest to w sumie typowy kryminał ani sensacja, więc nie mogę nad tym zbyt długo rozpaczać. Nie taka rola tej książki, żeby wbijać czytelnika w fotel czy rozbudzać jego ciekawość.

Coś mi mówi, że wiele osób się zniechęci. W ogóle ta seria nie cieszy się ogromną popularnością. Może dlatego, że moda na wampiry zanika coraz bardziej? Jestem w stanie to zrozumieć i nie mam zamiaru nikogo zmuszać do czytania czegoś, na co ochoty nie ma. Nigdy nie podchodziłam do tych książek z wielkimi nadziejami – po prostu chciałam czegoś, przy czym nie muszę myśleć, a co sprawi, że się rozluźnię. Przygody Luny to idealny odpoczynek pomiędzy cięższymi lekturami, które czytam na co dzień. Właśnie dzięki nim mój umysł ma chwile wytchnienia i za to autorce serdecznie dziękuję. Cieszę się także, że rozwija się ona coraz bardziej.

Mimo że nie znajdziemy tutaj tego ogromnego napięcia i serce nie podejdzie nam do gardła, to jednak akcja rozwija się szybko, a książkę czyta się bardzo lekko i przyjemnie. Ta seria to książki typowo rozrywkowe – nieskomplikowane, choć pełne rozterek i odczuć głównej bohaterki. Prosty język sprawia, że naprawdę szybko rozprawicie się z tą lekturą – idealna na jeden wieczór, aby na chwilę zapomnieć o otaczającym nas świecie. Takie pozycje również są potrzebne, właśnie dla takich momentów relaksu. Wystawiam 6/10, a po kolejne części zapewne również sięgnę – chyba już z sentymentu i przyzwyczajenia. 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu:

gjksiazki.pl

sobota, 9 listopada 2013

"Nowy alfabet mafii" - Ewa Ornacka & Piotr Pytlakowski

http://www.rebis.com.pl/rebis/public/books/books.html?co=print&id=K5936

Wiele osób dziwi się, że sięgam po książki o mafii skoro jestem dziewczyną. Nie mam pojęcia skąd u mnie takie zainteresowania, ale już od długiego czasu lubię o tym poczytać. Oczywiście najchętniej dowiaduje się nowych rzeczy o mafii sycylijskiej, gdyż to ona jest dla mnie podstawą, ale ponieważ mieszkam w Polsce, to wypada też trochę wiedzieć o własnym kraju, a właściwie jego przestępczości zorganizowanej. Dlatego właśnie w moje ręce trafił „Nowy alfabet mafii” autorstwa Ewy Ornackiej i Piotra Pytlakowskiego.

Przyznaję się bez bicia, że o losach polskiej mafii nie wiem za dużo. Może to i nawet dobrze, bo dzięki temu lektura tej pozycji okazała się być bardzo kształcąca i przyjemna. Gdybym czytała o czymś, co już wiem, zapewne byłabym znudzona. Biorąc pod uwagę jednak zasób informacji i ich rozległość, ciężko chyba znaleźć osobę, która znałaby te wszystkie fakty. Z tego powodu mogę śmiało stwierdzić, że nawet osoby obeznane w temacie wyjątkowo dobrze, dowiedzą się czegoś nowego. Poza  tym fascynaci po prostu lubią czytać książki ze swojej dziedziny, chociażby miały być one tylko i jedynie powtórzeniem. Może to dziwne, ale ja w pewnym stopniu delektowałam się czytaniem, bo czerpałam z niego sporą przyjemność. Czas leciał, a ja na zegarek nie patrzyłam, bo pochłonęły mnie historie zwarte w tej książce.

Bardzo podoba mi się forma tej publikacji. Rozdziałów jest sporo, ale mam wrażenie, że ich ułożenie zostało dobrze przemyślane. Niczym nowym będzie to, że pierwszy rozdział to sam wstęp. W końcu nosi on tytuł „Skąd się wzięła mafia?”. Potem natomiast dostajemy już lawinę informacji ze świata przestępczego – Pruszków i Wołomin to podstawa, ale zostały tutaj przedstawione jeszcze inne historie. Tekst pisany przez autorów to jedno, ale ciekawymi przerywnikami są przytoczone fragmenty rozmów z różnymi osobistościami. Książka jest wydana w bardzo estetyczny i przejrzysty sposób, w środku możemy nawet znaleźć zdjęcia kilku „znanych” ludzi. Niby nic takiego, ale wydanie często ma jednak znaczenie.

Styl przypominał mi w dużej mierze ten stosowany w publikacjach dokumentalnych i popularno-naukowych, chociaż nie do końca. Mimo wszystko język, którym posługują się autorzy jest przystępny i łatwy w odbiorze. Poruszana tematyka do najłatwiejszych i najprzyjemniejszych nie należy, więc przyjazny język ułatwia czytanie. Zaletą tej pozycji jest dopracowanie i dbanie o szczegóły. W tego typu literaturze jest to niezmiernie ważne, bo czytelnik pragnie dowiedzieć się jak najwięcej. Jest to właściwie rozszerzenie pierwszego „Alfabetu mafii”, który ukazał się w roku 2004. Od tamtego czasu sporo się zmieniło, więc tutaj otrzymujemy najnowsze informacje i najświeższe fakty dotyczące wielu głośnych afer.

Domyślam się, że nie jest to książka dla każdego i nie ma się co dziwić. Skoro kogoś takie klimaty nie interesują, to dlaczego ma po nią sięgać? Jeżeli jednak czujecie swego rodzaju fascynację, a może po prostu jesteście zaintrygowani polskim światem przestępczym, to uważam, że będziecie z lektury tej pozycji bardzo zadowoleni. Konkretna, dopracowana i na temat. Świetnie wydana, dobrze napisana, a przede wszystkim z ogromem informacji. Kto by pomyślał, że w Polsce dzieją się takie rzeczy! Tuż obok nas… Świetną sprawą jest również epilog, w którym zamieszczono spis ludzi powiązanych z mafią. To naprawdę kawał dobrej książki, z której jestem ogromnie zadowolona!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu:

rebis.com.pl
 

piątek, 8 listopada 2013

"Mroczna Bohaterka. Kolacja z wampirem" - Abigail Anna Gibbs

http://muza.com.pl/literatura/1486-mroczna-bohaterka-kolacja-z-wampirem-9788377584897.html

„Mroczna bohaterka. Kolacja z wampirem” to kolejny romans paranormalny, który pojawił się na rynku. Macie ich pewnie dość, prawda? O tak, wiem, że wielu osobom przejadły się wampiry i mdłe bohaterki  zakochane w tych mrocznych istotach. Gdy jeszcze w zapowiedziach obija się nam o uszy hasło, że to angielska odpowiedź na sagę „Zmierzch” to dopiero pewnie wszystkim opadają ręce, bo mają przed oczami bezbarwną Bellę i świecące wampiry. W sumie kwestia gustu, kwestia smaku, ale powiem Wam jedno – Violet nie jest Bellą, a świecących wampirów tutaj brak! 

Violet Lee jest zwyczajną nastolatką, która pewnego zwykłego dnia miała się spotkać z przyjaciółmi. Pech chciał, że zamiast z nimi, spotkała się w środku nocy z wampirami. Była świadkiem makabry, która wydarzyła się na Trafalgar Square. Dziewczyna nigdy nie wierzyła w istnienie stworów z legend, więc wyobraźcie sobie jej zdziwienie, gdy trafia na dwór, w którym nie ma żywego człowieka. Same zimnokrwiste bestie polujące na ludzi bez litości. Zastanawiacie się pewnie dlaczego w takim razie Violet przeżyła? Dlaczego mroczny i niebezpieczny książę wampirów jej nie zabił? Ponieważ sprowadziłby na swój dwór wojnę, gdyż ojciec dziewczyny ma spore wpływy w świecie śmiertelników… Tak więc jako więzień polityczny Violet pozostaje w niewoli, która całkowicie odmieni jej życie.

„Niewiedza bywa błogosławieństwem. Wierz mi.”

https://www.goodreads.com/book/photo/15998621-the-dark-heroineWiecie, ja tak na dobrą sprawę nie mam dosyć tego typu książek. Naprawdę lubię czasami po taką twórczość sięgnąć. A tak się stało, że „Mroczna bohaterka” przypadła mi do gustu już od pierwszych stron. Przede wszystkim mamy tutaj do czynienia z silną osobowością, jaką jest Lee. Zdecydowanie nie jest to osoba bez wyrazu i bez charakteru – wręcz przeciwnie. Pyskata, pewna siebie, zadziorna, może nawet nieco igrająca z losem. Jednym słowem potrafi pokazać pazur i to jest piękne! Książę wampirów natomiast jest faktycznie nieco niebezpieczny i arogancki, ale to właśnie kobiety zazwyczaj pociąga, prawda? Jednak oboje posiadają również swoje drugie oblicze, które poznajemy z czasem. Cieszę się również, że uczucie między nimi nie pojawiło się od razu. Tutaj wszystko wynika z czegoś, a wątki rozwijają się w odpowiednim tempie. Rozwój wydarzeń trzyma nas w napięciu aż do samego końca, a może bardziej ciekawość – chcemy odkryć wszystkie tajemnice i znaleźć odpowiedzi na mnożące się pytania.

Dobrą rzeczą jest to, że uczucie między śmiertelniczką i istotą nocy nie stało się wątkiem dominującym. Bardziej stanowi dopełnienie historii, chociaż nadal pozostaje czymś istotnym, podobnie jak przepowiednia o Mrocznych Bohaterkach. Podobała mi się również lekka nutka nieprzewidywalności – to jest coś, co naprawdę lubię! Autorka potrafiła mnie w wielu miejscach zaskoczyć, czym znacznie sobie w moich oczach zaplusowała. Znacie te chwile, gdy podczas czytania jesteście czegoś pewni, a potem okazuje się, że jest inaczej? To takie miłe rozczarowanie, że jednak książka nie trzyma się schematów. Świetna sprawa, zwłaszcza w przypadku romansów paranormalnych, które są już dosyć oklepane. No i cieszmy się, że wampiry to naprawdę wampiry, chociaż autorka i tak dodała swoje „pięć groszy”.

„Nie masz wyboru. Nigdy go nie miałaś! Nikt nie wybiera przeznaczenia, gdy znajdzie się pośród mrocznych istot.”

https://www.goodreads.com/book/photo/16118142-dinner-with-a-vampire
Czy znalazło się coś, co mnie zirytowało? Właściwie nie było takiej rzeczy, do której faktycznie mogłabym się porządnie przyczepić. Jak na debiut literacki młodej pisarki, jest to naprawdę kawał dobrej roboty. Wciągająca fabuła, ciekawi i bardzo wyraźni bohaterowie, wzbudzanie w czytelniku emocji no i te chwile zaskoczenia! Bardzo przyjemny i lekki język, chociaż momentami pojawiały się przekleństwa i namiętne sytuacje. Jednakże nie uznałabym tego za książkę 18+. Bardzo szczegółowe opisy sprawiły, że książka wydaje się być dopracowana – autorka włożyła serce w swoją pracę. Miała pomysł i potrafiła wykorzystać jego potencjał. Nie było to coś w stylu „Aaaa, napiszę sobie książkę, bo mam taką zachciankę.”. Każdy element historii został przemyślany.

Jest to dosyć gruba lektura, która zapewni Wam znakomitą rozrywkę na kilka wieczorów. Potrafi wciągnąć i zachęcić do dalszego czytania. Osoby lubujące się w tym gatunku będą bardzo zadowolone! Przyznaję szczerze, że bardzo miło spędziłam z nią czas – jedna z lepszych opowieści tego typu, które czytałam. Przypadła mi do gustu i myślę, że zyska ona sporo czytelników. Świetnie wykreowany świat i bohaterowie i interesująca fabuła wzbudzająca naszą ciekawość – to coś, dla czego warto się skusić na jej przeczytanie. Oceniam ją przez pryzmat wielu innych książek tego typu i wystawiam 8/10. Z chęcią sięgnę po kolejne części przygód Violet i Kaspara.   

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu:

muza.com.pl

oraz firmie Bussiness&Culture

http://muza.com.pl/fantastyka/1486-mroczna-bohaterka-kolacja-z-wampirem-9788377584897.html?shetishetani