wtorek, 27 maja 2014

"Mroczny triumf" - Robin LaFevers


Bardzo często zdarza się, że nasze życie wygląda zupełnie inaczej niż to sobie wyobrażaliśmy. Chcielibyśmy, aby było pełne radości i szczęścia, cudowne niczym bajka. Problem w tym, że życie to nie bajka, momentami wręcz jest jej przeciwieństwem – koszmarem. Napotykamy na swojej drodze wiele przeciwności losu, które staramy się za wszelką cenę przezwyciężyć – w końcu nikt nie obiecywał, że będzie łatwo, a zbieranie doświadczeń  nas kształtuje. Nie zawsze jest to łatwe do wykonania, ale z pewnością wszystkie trudy naszego życia hartują nasz charakter. Należałoby się tylko zastanowić, czy robią to na plus, czy na minus…

https://www.goodreads.com/book/photo/22047287-2Sybella nie jest niewinną dziewczyną – ma na swoim koncie wiele trupów, a i bliższe kontakty z klasztoru Świętego
Mortaina
i żyje w przekonaniu, że to sama Śmierć jest jej ojcem. Niestety jej drugi ojciec – ten, który ją wychowywał – jest bezwzględną kreaturą, która swoim okrucieństwem przebija każdą możliwą istotę. Sybella ma tylko jedno pragnienie – chce się zemścić. Nie tylko na swoim ojcu, ale i również na innych, którzy zadali jej w życiu krzywdę. A wierzcie mi, krzywd tych było od groma… i tutaj składam w jej stronę wielki ukłon – podziwiam za taką wytrwałość i utrzymywanie kamiennej twarzy w najgorszych sytuacjach.
mężczyznami nie są jej obce. Została wyszkolona przez zakonnice z

„Mroczny triumf” to sequel „Posępnej litości”, która była lekturą przyjemną i wciągającą. Właśnie dlatego z ogromną radością sięgnęłam po kolejne dzieło pani LaFevers. Dodatkowo wyczułam w niej spory potencjał i naprawdę liczyłam na to, że nie pójdzie on na marne. No i jak to wszystko wyszło? Nie zawiodłam się. „Mroczny triumf” okazał się być znakomitą powieścią, która pochłonęła mnie jeszcze bardziej niż „Posępna litość”. Całkowicie zżyłam się z główną bohaterką, razem z nią przeżywałam każdą chwilę i nie tylko w niej toczyła się wewnętrzna walka – ja również czułam się rozdarta, a serce niemal mi krwawiło. Sama poczułam w sobie chęć zemsty, równie okrutnej, co wszystkie krzywdy, jakie spotkały Sybellę.

Książka liczy sobie 500 stron, ale zaufajcie mi, że na żadnej z nich nie będziecie się nudzić. Autorka zadbała o znakomity rozwój fabuły i bieg wydarzeń. Akcja tutaj nie pędzi, bowiem jej tempo zostało w taki sposób dobrane do fabuły, aby w czytelniku mogły się powoli budzić emocje i napięcie. W pewnej chwili złapałam się na tym, że z zapartym tchem wyczekuję punktu kulminacyjnego. Ciekawość mnie po prostu zżerała od środka – koniecznie musiałam wiedzieć, jak zakończy się historia Sybelli, ale z drugiej strony nie chciałam się z nią rozstawać.  Jej postać została przedstawiona w bardzo dokładny sposób, to dziewczę owiane tajemnicą i przez cały czas dowiadujemy się nowych, istotnych faktów z jej życia. Pozostali bohaterowie również są bardzo wyraźni i realistyczni, autorka nadała im bardzo ludzkie cechy – od oddania i honoru, aż  po okrucieństwo i egoizm.

https://www.goodreads.com/book/photo/17406490-dark-triumph
Pojawia się tutaj wiele zaskakujących zwrotów akcji, a wspomnienia Sybelli z jej dawnego życia dają nam jasny obraz tego, co wpłynęło na ukształtowanie jej charakteru i osobowości. Całość napisana jest dojrzałym językiem i naprawdę nie wiem, czy autorce można cokolwiek zarzucić. To nie jest kolejna historia o bojaźliwej duszyczce, która próbuje znaleźć swoje miejsce w życiu. To opowieść o silnej, młodej kobiecie, która wie, czego chce. Jest to fantastyka historyczna i łatwo to zauważyć – sposób zachowania poszczególnych osób, szczegółowe opisy miejsc oraz język, który wprowadziła autorka pozwalają nam poczuć klimat tamtych czasów – może nie w sposób idealny, ale na pewno w  wystarczający.

„Mroczny triumf” to powieść godna uwagi i zdecydowanie warta przeczytania. Spokojnie można po nią sięgnąć nie znając „Posępnej litości”, chociaż osobiście polecam zapoznanie się z nimi dwoma. Pani LaFevers tworzy piękne i poruszające historie, obok których nie da się przejść obojętnie. Potrafi zaskoczyć czytelnika i dba o to, żeby się nie znużyć lekturą. Fabuła jest wciągająca, a styl autorki dojrzały i bardzo przyjemny w odbiorze. Znajdziecie tutaj wiarę, przyjaźń, miłość i oddanie, ale również okrucieństwo, rozlew krwi, chęć zemsty, a nawet lęk czy strach. Tak więc nie czekajcie ani chwili dłużej i sięgajcie po twórczość pani LaFevers!

sobota, 17 maja 2014

Seria o Mattiasie Tanhauserze


Seria Tima Willocksa o Mattiasie Tannhäuserze to trylogia, jednak póki co (nie tylko w naszym kraju, ale i ogólnie) pojawiły się dopiero dwie części: „Religia” oraz „Dwanaścioro z Paryża”. Autor tej serii ma na swoim koncie również inne pozycje, dodatkowo napisał również kilka scenariuszy do filmów, chociażby do „Nieukończonej podróży” Stevena Spielberga. Cykl ten kwalifikuje się jako fikcję historyczną, a akcja tych powieści dzieje się odpowiednio w roku 1565 oraz 1572. Czyli pomiędzy zakończeniem wydarzeń z „Religii” mija 7 lat, zanim ponownie spotykamy Mattiasa w drugiej części serii.

https://www.goodreads.com/book/photo/13479031-religiaFabuła „Religii” skupia się na świętej wojnie, jaka toczy się na Malcie. Islam i chrześcijaństwo toczą ze sobą zażartą walkę i choć Mattias zarzeka się, że nie chce brać w niej udziału, los płata mu figla i tak oto zostaje wplątany w wojnę jako najemnik joannitów. Dochodzi do tego również poznanie dwóch pięknych kobiet – Carli i Amparo oraz wykonanie dla jednej z nich zadania, które sprawi, że pomiędzy Mattiasem a tymi dwoma kobietami wywiąże się dosyć silna więź. „Dwanaścioro z Paryża” to już nieco inna bajka… tym razem Mattias musi odnaleźć swoją ukochaną żonę, która jest przy nadziei. Jednakże w Paryżu trwa rzeź hugenotów, w wyniku której dochodzi do uprowadzenia przyszłej matki jego dziecka. Jednak Tannhäuser nie cofnie się przed niczym, aby osiągnąć wyznaczony przez siebie cel.

Obie książki są bardzo obszerne – każda z nich liczy sobie około 800 stron. Każda z nich ma inną fabułę, ale przygody Mattiasa śledzi się z zapałem i przyjemnością. Pojawia się tutaj kilka wątków pobocznych, które idealnie dopełniają całość i urozmaicają brutalny rozlew krwi. Tak, tego tutaj nie brakuje. Droga, jaką podąża główny bohater jest pełna trupów, a to czy Ci ludzie na ten los zasłużyli, to już kwestia perspektywy. Autor zadbał o znakomite przelanie swojej wizji na papier – bogate, dopracowane i barwne opisy umożliwiają czytelnikowi wejście do książkowego świata, gdzie może albo stać się biernym obserwatorem, albo jednym z bohaterów – w tym przypadku zapewne samym Mattiasem, gdyż jego postać jest naprawdę intrygująca. Obecny jest również wątek miłosny i zaufajcie mi, nie jest on prymitywny – z resztą ciężko, żeby taki był, skoro twórczość tego pana jest dojrzała i głęboka. Pan Willocks nie stroni również od erotyki, która chwilami również postanawia zawitać w fabule.

Mattias Tannhäuser to człowiek, który w każdej sytuacji potrafi zachować zimną krew i kamienną twarz. To chyba te dwie rzeczy sprawiły, że w mojej głowie pojawił się jakiś podziw względem niego. Zimna kalkulacja, opanowanie oraz przebiegłość, inteligencja i rozsądek czynią z niego naprawdę groźnego wroga.  Nie chciałabym skupiać się po kolei na każdym z bohaterów, powiem przez te prawie 1600 stron obu powieści pojawiło ich się całkiem sporo, ale zapewniam, że każdy z nich jest indywidualnością z charakterystycznymi dla siebie cechami. Jedni stoją po dobrej stronie mocy, inni nie, z czego łatwo wywnioskować można, że niektórzy będą nam działać na nerwy – ale to chyba nawet jeszcze lepiej, prawda? To świadczy tylko o tym, że książka potrafi nas pochłonąć na tyle, że z łatwością wczuwamy się w dodatkową rolę.

https://www.goodreads.com/book/photo/18779882-de-twaalf-kinderen-van-parijs
Akcja toczy się raczej umiarkowanym tempem, a klimat jest dosyć ciężki i mroczny, toteż wielu osobom ta książka może się wydać nużąca. Wiadomo – są gusta i guściki. Jednakże należy docenić tak wielki wkład autora wyrażający się za pomocą szczegółowych opisów – miejsc, myśli, osób, scen walki i rozlewu krwi – w tworzenie tej serii. Widać tutaj ogromny potencjał, włożone serce i znakomite wykonanie. Trzeba faktycznie mieć wszystko dobrze poukładane w głowie, aby stworzyć tak logiczną i chronologiczną opowieść. Wszystko jest przemyślane i z pewnością nie spotkacie się tutaj z bezsensownymi wydarzeniami, a co dopiero z dennymi i płytkimi dialogami – o nie kochani, ta książka jest naprawdę dojrzała. Momentami trzeba uruchomić mocne nerwy, bowiem opisy wojenne nie zawsze są przyjemne dla oka i naszego żołądka – gnijące zwłoki, kałuże krwi i ludzkie wnętrzności – tego nie da się uniknąć podczas wojny.

Seria, którą stworzył Tim Willocks jest naprawdę kawałem dobrej lektury, z tym, że intuicja podpowiada mi, że bardziej skierowana jest do płci męskiej, chociaż nie neguję tego, żeby i płeć piękna po nią sięgnęła – mnie się spodobało, mimo że to nie jest do końca moja bajka. Autor jednak urzekł mnie swoją dojrzałością i tym, że stworzył tak interesującą postać. Są to dwa główne powody, które powinny zachęcić każdego wyrafinowanego czytelnika do zapoznania się z tymi książkami. Zawsze twierdziłam, że zabawny jest fakt, iż walczono w imię pokoju i religii – dla mnie jest to jedna wielka hipokryzja i sprzeczność; myślę, że w pewnym stopniu jest to również tutaj zauważalne. Nie zabraknie tutaj honoru, miłości, zawziętości, brutalności oraz odwagi. Obie książki są napisane znakomitym językiem, z rozmachem i chwilami ciężko się od nich oderwać.

Za możliwość poznania Mattiasa serdecznie dziękuję wydawnictwu:

rebis.com.pl

piątek, 16 maja 2014

Ogłoszenia parafialne

Hej hej Kochani. Dzisiaj trochę ogłoszeń. Powoli wracam do zdrowia, chociaż nie wiem, czy utratę głosu można tak nazwać, no ale przynajmniej cała reszta przeszła... Powoli zbliżają się egzaminy - w tym roku wcześniej, bo obrona w trzecim tygodniu czerwca. A teraz przejdźmy do ogłoszeń... po pierwsze, zapowiedzi od wydawnictwa Dreams.


Druga część sagi pt."Wszechświaty"

Rzeczywistość wokół nas to tylko jedna z nieskończonych stron kostki.

Alex, Jenny i Marco na własnej skórze doświadczyli, co oznacza zatracenie się w nieskończonych drogach Wszechświatów.
Jednak teraz nie wiedzą, jak wyjść z Pamięci – zamkniętego jak klatka wymiaru mentalnego, w którym znajduje się tylko to, o czym pamiętają.
Od czasu końca ich cywilizacji minęły już wieki, a na Ziemi zaczęła się nowa Era.
Jak mogą wykorzystać wspomnienia, aby uciec z Pamięci i siebie ocalić? Dotarcie do jakich tajemnic z przeszłości zagwarantuje im przebudzenie w przyszłości?

– CZYM BYŁA PAMIĘĆ?
– MOŻE WIECZNĄ MŁODOŚCIĄ UMYSŁU ALBO ZWYKŁĄ OTCHŁANIĄ, BEZCZASOWYM SCHRONIENIEM.
– CZY MOŻEMY KIEDYŚ TAM WRÓCIĆ?

Ilość stron: 256
Oprawa: miękka
Autor: Leonardo Patrignani
Tłumaczenie: Bożena Topolska
ISBN: 978-83-63579-49-4
Format: 148 x 215
Data wydania: 22 Maj 2014



Czwarta część opowiadań o przygodach kota Cukierka.

Rodzina pewna, jakich jest wiele
Zdecydowała w pewną niedzielę:
Miłego kotka chcemy mieć bardzo!
Miłego kotka trzeba przygarnąć!
Szukali długo, długo szalenie
W końcu znaleźli kota marzenie
Słodki jak cukier, piękny jak kwiatek
W rzeczywistości był to gagatek...

Ilość stron: 64
Oprawa: twarda + UV + tłoczenie
Autor: Waldemar Cichoń
Ilustracje: Dariusz Wanat
ISBN: 978-83-63579-50-0
Format: 155 x 215
Data wydania: 29 Maj 2014



Po drugie, sklep czarymary.pl obchodzi swoje 10 urodziny i z tej okazji przygotował dla swoich klientów wiele dobrego, więcej info po kliknięciu w obrazek. Polecam, bo można tam znaleźć całe mnóstwo pięknych rzeczy i dobrych książek - osobiście mam stamtąd same cuda, piękny kubek, znakomite zakładki do książek i wiele innych :)

http://www.czarymary.pl/a_772_urodziny_czarymarypl?utm_campaign=CM_16_05_2014_10_urodziny_czarujemy&utm_content=Tak+czarujemy+na+nasze+10+urodziny!&utm_medium=email&utm_source=getresponse

 

wtorek, 13 maja 2014

A dzisiaj dajcie się zahipnotyzować...

http://www.illuminatio.pl/ksiazki/hipnoza-dla-poczatkujacych/

Pierwsze skojarzenie ze słowem hipnoza? Być może każdy ma inne, ale zapewne większości nasuwa się taki obraz: hipnotyzer z czarno-białą spiralą bądź zegarkiem na łańcuszku, słowa „stajesz się śpiący, śpiący, śpiący… a gdy pstryknę palcami, będziesz zachowywać się jak kura!” – i tak oto osoba hipnotyzowana chodzi machając rękami i naśladuje kurę. Tak właśnie wszelkie media przedstawiają hipnozę,  a jest to bardzo błędna wizja. No i nie okłamujmy się – po co ktoś ma utożsamiać się z kurą?

Wcześniej nie miałam okazji zapoznać się z żadną książką Williama Hewitta i przyznam szczerze, że mimo pewnego zainteresowania hipnozą, nie spotkałam się z jego nazwiskiem. Jednakże nigdy nie zagłębiałam się w tę tematykę bardziej, więc zapewne właśnie tym jest to spowodowane. Nadeszła jednak pora, kiedy w końcu się zmobilizowałam i sięgnęłam po pierwszą książkę z tej dziedziny. Seria „dla początkujących”, która pojawia się u nas nakładem wydawnictwa Illuminatio jest naprawdę świetną sprawą i po raz kolejny mnie nie zawiodła.

Bardzo istotną rzeczą jest to, że autor od razu rozwiewa wszelkie mity na temat hipnozy. Zrozumienie tego, czym ona jest, to podstawa, aby ruszyć dalej. Przyznam szczerze, że nie oczekiwałam po tej książce tak wielu informacji – ta pozycja to po prostu dokładny kurs, jak zostać hipnotyzerem i jak zastosować tę umiejętność w autohipnozie. Pan Hewitt już na samym początku wyjaśnia, w jaki sposób należy odczytywać jego rady i wskazówki. Tak oto otrzymujemy spore opisy poszczególnych sesji, w których zawarte są pełne wypowiedzi, jakie hipnotyzer powinien zastosować. Co ciekawe – chwilami dochodzi nawet do rozgraniczenia pewnych słów w zależności od płci osoby poddającej się hipnozie.

Sesji, które nauczymy się przeprowadzać jako hipnotyzer jest całkiem sporo, ale autor na tym nie poprzestaje. Przechodzi do omówienia autohipnozy, która może się okazać równie efektywna. Okazuje się, że ta technika ma naprawdę całe mnóstwo intrygujących możliwości, a jednym z nich jest możliwość poznania poprzednich wcieleń – to jest zdecydowanie ta rzecz, która najbardziej zachęca mnie do wypróbowania owego kursu. Jednakże to nie wszystko. Dzięki hipnozie możemy wzmocnić swoją aurę, uleczyć się, pozbyć się nawyków, nauczyć się kontrolować swoje ciało i zachcianki czy też pozbyć się fobii. Trzeba przyznać, że zakres zastosowań jest szeroki i obiecujący - to właśnie to sprawia, że książka jest tak godna uwagi.

„Hipnoza dla początkujących” to świetna pozycja, która naprawdę zmotywowała mnie do tego, aby wypróbować opisane przez autora techniki. Dobrze napisana, konkretna i wyczerpująca. Przyczepić mogę się chyba tylko do jednej rzeczy – podczas czytania rzuciło mi się w oczy to, że pan Hewitt w afirmacjach używa słowa „nie”, a to jest znacznym błędem, bowiem podświadomość go nie uznaje. I tak, jeżeli powtarzany sobie „Nie upadnę”, odczytywane jest to jako „Upadnę” – czyli kwestia tworzenia afirmacji pozostaje nieco w tyle, ale cała reszta jest naprawdę znakomita. Zdecydowanie polecam, gdyż hipnoza może się okazać złotym środkiem na wszystko, a same jej doświadczanie może być interesujące i ciekawe.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

illuminatio.pl

niedziela, 11 maja 2014

"Czarownica" - Philippa Gregory

http://publicat.pl/ksiaznica/czarownica-philippy-gregory-6764.html

Czarownice wzbudzają w ludziach naprawdę różne odczucia, jedni je podziwiają za ich wiedzę i moc, zgłaszają się do nich po pomoc oraz darzą szacunkiem. Inni natomiast uznają te kobiety za heretyczki, kochanki Diabła, które dbają tylko o siebie i swoje cele, nie patrząc na dobro innych. Właściwie powinnam była napisać „wzbudzały”, bowiem dziś pojęcie czarownicy się zmieniło. Jednak trzeba przyznać, że w czasach średniowiecza czy też późniejszych postrzeganie to było po prostu jawną ignorancją, a procesy o czary służyły głównie jednemu – pozbywaniu się niewygodnych ludzi. Niewinne niczemu kobiety, a czasami również mężczyźni, niepotrzebnie były pozbawiane życia oraz godności. Zawsze będę powtarzać, że żadna szanująca się czarownica nie dałaby sobą pomiatać, a co dopiero dać się złapać. No… chyba, że znalazłaby się czarownica-ignorantka, która po prostu się do tego nie nadaje!

Czasy panowania Henryka VIII to w Anglii okres polowań na czarownice i heretyków. Młoda Alys jest sierotą, którą wychowywała znachorka i uznana uzdrowicielka, jednak, gdy dziewczyna ma już 12 lat trafia do klasztoru. Nie zostaje tam wysłana siłą, robi to z własnej nieprzymuszonej woli, bowiem widzi, że czeka tam na nią miłość i opieka. Spędza tam 4 lata, jednak pewnej nocy dochodzi do tragedii – Alys budzi się w środku nocy czując dym. Okazuje się, że klasztor podpalono i pomimo usilnych prób uratowania swoich sióstr, Alys jako jedynej udaje się uciec. Ponownie wraca do znachorki, jednak nie na długo. Wkrótce zostaje wezwana na dwór starego lorda i wtedy jej życie całkowicie się odmienia.

Do przeczytania tej książki skłoniły mnie przede wszystkim dwie rzeczy – sam tytuł, bowiem uwielbiam motyw czarownic i zawsze sięgam po każdą pozycję, która go dotyczy. Drugą rzeczą jest to, że zawsze chciałam zapoznać się z twórczością Philippy Gregory i w końcu mi się udało. Autorka ta ma na swoim koncie wiele powieści historycznych, które nie należą może do moich priorytetów czytelniczych, jednak zdarza mi się czasami po nie sięgać i czerpać z tego przyjemność. Tak też było w przypadku „Czarownicy”, która może nie jest książką idealną, ale naprawdę głęboko mnie wciągnęła i mimo sporego formatu u objętości pochłonęłam ją bardzo szybko.

Miejscem akcji jest przede wszystkim dwór lorda oraz momentami chata znachorki o imieniu Morah. Oba miejsca w bardzo łatwy sposób można sobie wyobrazić, bowiem autorka w bardzo płynny sposób przekazuje swoją wizję czytelnikowi. Łatwo wyczuć klimat tamtych czasów, co jest spowodowane sposobem, w jaki ludzie się do siebie zwracają, opisami strojów, komnat oraz wielu innych elementów, które ułatwiają nam wizualizację miejsca akcji. Cieszę się, że pani Gregory o to zadbała, bowiem jest to dla mnie bardzo istotny element w powieściach historycznych – lubię poczuć atmosferę dawnych czasów, dać się porwać i wręcz wejść do tego świata, aby stać się biernym obserwatorem poczynań bohaterów. Fabuła nie jest skomplikowana, ale idealnie dobrana do tamtych czasów.

Postaci są bardzo dobrze wykreowane i każda z nich ma w sobie coś charakterystycznego. Stary lord sprawia wrażenie rozsądnego i ułożonego człowieka, który chce zapewnić swojemu synowi dobrą przyszłość. Jest jednak również sprytny i przebiegły, co wychodzi dopiero po pewnym czasie. Jego syn –Hugo - to typowy zawadiaka, któremu w głowie tylko kobiety i polowania. Szczerze? Nie jestem w stanie pojąć, co każda osoba płci żeńskiej w nim widziała. Lady Catherine – żona Hugona – początkowo wzbudzała we mnie nieco negatywne emocje, ale spoglądając na niej z perspektywy całej już przeczytanej historii zmieniam zdanie. Była nieco zagubiona i czuła się samotna, co w dużym stopniu tłumaczy jej zachowanie. Jedną z ciekawszych i bardziej wyrazistych postaci jest Morah, która spełnia się jako czarownica i uzdrowicielka – jest pewna siebie, sprytna i odważna. Ma w sobie wewnętrzną siłę i mądrość, czego niestety zabrakło głównej bohaterce. Błędy młodej czarownicy są doskonale widoczne i stanowią niejako morał tej historii.

Jako miłośniczka czarownic muszę oczywiście poruszyć również ten temat. Trochę za mało magii w magii – brakowało mi większej ilości rytuałów, opisów mikstur czy ziół. Może i nie jest to wielki minus, ale naprawdę lubię ten momenty, gdy widzę, że autor czy autorka poszperał nieco głębiej i dopracował owy wątek pod takim względem. Jednak nie da się ukryć, że magiczne praktyki Alys ciągną się za nią przez wszystkie strony tej powieści. Sama Alys natomiast niezmiernie mnie irytowała, ale uwaga! Nie uważam tego za wadę tej książki, choć zazwyczaj denerwująca bohaterka właśnie tym jest. W tym jednak przypadku doskonale wiąże się to z fabułą i rozwojem wydarzeń. Początkowo jest ona istotą, którą bardzo łatwo manipulować – nieśmiała i niezbyt pewna siebie. Potem następuje przełom i Alys staje się porywcza i „sprytna” – a przynajmniej za taką się uważa. W moich oczach była nierozważna, naiwna i po prostu głupia – nie potrafiła przewidzieć konsekwencji swoich poczynań. Niestety, gdy człowiek zaczyna się parać magią musi nauczyć się odpowiednio dobierać słowa i nieco wybiegać w przyszłość, aby rozważyć wszystkie za i przeciw. Nasza kochana Alys nie nabyła tych umiejętności.

„Czarownica” to dobrze skonstruowana powieść, napisana porządnym, ale lekkim w odbiorze językiem. Czyta się ją naprawdę znakomicie i z przyjemnością. Bohaterowie są prawdziwi i realistyczni, a fabuła, mimo że nie wyróżnia się w sumie niczym wyjątkowym, potrafi mocno wciągnąć. Tempo akcji jest umiarkowane, a zakończenie zaskakujące – pokuszę się nawet o stwierdzenie, że główna bohaterka zreflektowała się w moich oczach. Swoje pierwsze spotkanie z tą autorką uważam za bardzo udane i z pewnością sięgnę po inne jej powieści – kto wie, być może dzięki niej ten typ literatury awansuje u mnie na wyższą pozycję na liście ulubionych gatunków. „Czarownica” ma w sobie pewne elementy, które nie do końca mi odpowiadały, ale i tak otrzymuje ocenę 7,5/10.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

publicat.pl
 

sobota, 3 maja 2014

"Dopóki śpiewa słowik" - Antonia Michaelis + zapowiedź

http://dreamswydawnictwo.pl/zapowiedzi/dopoki-spiewa-slowik,produkt107/

Każdy z nas lubi piękno. To ono pozytywnie nastraja nas do działania, cieszy nasze oko i rozbudza w nas nadzieję. Ma w sobie coś takiego, co automatycznie sprawia, że chce się żyć. Otula nas swoją magią i energią, a my stajemy się bardziej radośni i szczęśliwi. Oczywiście piękno jest również pojęciem względnym, a to, co wydaje się nam być istnym cudem, może się okazać czymś złudnym. Pewne niepozorne rzeczy potrafią nam dać w kość. A piękno potrafi być zabójcze

Jari niedawno skończył 18 lat i nigdy nie radził sobie dobrze z dziewczynami. Teraz postanawia to zmienić. Najpierw ma zamiar odbyć wędrówkę przez las – ot taki kaprys na posmakowanie wolności, a potem zdobyć dziewczynę. Jednak być może czysty przypadek, a może jednak przeznaczenie, sprawia, że jego życie wywraca się do góry nogami. Z uporządkowanego świata trafia do domku położonego w samej głębi lasu. Zabiera go tam nowo poznana dziewczyna – Jascha. Dziewczyna – cud. Z pięknymi długimi włosami, błyszczącymi oczami i idealnym ciałem. Jari jest całkowicie oczarowany urodą i sposobem bycia dziewczyny, jednak już wkrótce przekona się, jaką mroczną tajemnicę skrywa ten las i piękna istota, która go do niego sprowadziła.

„Dopóki śpiewa słowik” to druga powieść Antoni Michaelis, która pojawiła się w naszym kraju. Niektórzy zapewne znają dzięki jej cudownej historii zawartej w „Baśniarzu”. Ponieważ ta powieść była naprawdę urzekająca i  chwytała za serce, to z wielce pozytywnym nastawieniem zabierałam się za słowika. Jednakże okazało się, że tych dwóch książek nie ma co porównywać, bowiem są zupełnie różne. „Dopóki śpiewa słowik” to historia nieco psychodeliczna, podczas czytania której nasz mózg może przestać rozróżniać rzeczywistość od fikcji – zarówno w przypadku historii Jariego, która na pozór jest zwykłą obyczajówką dla młodzieży, a z drugiej nieco magiczną baśnią - jak i w przypadku otaczającego nas świata. Na myśl przychodzi mi jednak istotny fakt – najlepszy efekt wywołałoby czytanie książki od początku do końca, bez odrywania się od niej.

Nie jest to ten typ literatury, gdzie mamy do czynienia z szybkim tempem akcji, zaskakującymi jej zwrotami czy wbijającymi w fotel chwilami napięcia. Historia Jariego toczy się swoim rytmem, a my jesteśmy biernymi obserwatorami jego poczynań. Z czasem możemy starać się rozwikłać tajemnicę skrywaną przez las i Jaschę, a na końcu przekonać się, czy mieliśmy rację. Książka jest jednak nieco zawirowana, przez co nasz umysł szaleje – jak już mówiłam jest tutaj nieco szaleństwa. Samo porównywanie bohaterów do ptaków (czyżyk i słowik) jest już czymś niespotykanym. Na pozór delikatny i piękny słowik okazuje się być egoistyczny i zabójczy. Swoim głosem i urodą potrafi owinąć sobie wokół palca zdesperowanego czyżyka, który nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że znalazł się w pułapce.

Język, którym posługuje się pani Michaelis jest głęboki, bogaty w epitety, porównania i wiele innych zabiegów stylistycznych, jednak przy tym wszystkim lekki i delikatny w odbiorze. Opisy są na tyle wystarczające, że czytelnik oczami wyobraźni może zobaczyć książkowy świat i las, w którym Jari bez mała traci zmysły. Książkę czyta się naprawdę szybko, mimo tego, że historia Jariego może wydać się nudna i nieciekawa. Osobiście uważam jednak, że w tej książce nie chodziło o przeżycie przygód pełnych napięcia, bowiem tutaj mamy do czynienia z czymś zupełnie innym. To tak na dobrą sprawę bardzo smutna opowieść o tym, jak przeszłość potrafi za nami iść przez całe życie, a my nie potrafimy się od niej uwolnić. To powieść o tym, że nawet najbardziej niepozorna istota potrafi być zabójcza, a piękno potrafi być mylące.

Do tej pory napotkałam się z wieloma niezbyt pochlebnymi opiniami na temat tej książki. Sama też nie przyznam, że jest ona wybitna, ale pod względem wykonania nie można jej nic zarzucić. Rozumiem, że fabuła niekoniecznie spodoba się każdemu, a niektórym będzie brakować szybszego tempa akcji i ciekawszych wydarzeń. Ta książka jest po prostu nieco dziwna i szalona, toteż uważam, że nie do końca można do niej pochodzić jak do każdej innej. Ma ona w sobie po prostu elementy, które wypierają to, co jest obecne w wielu innych powieściach. To sprawia, że jest nieco inna, ale niekoniecznie gorsza. Spowodowało to również jeszcze jedną rzecz – mam problem z jednoznacznym ocenieniem jej, więc po prostu tego nie zrobię. Myślę, że osoby, które poczuły już jakiś czas temu, że chcą się z nią zapoznać, powinny to zrobić. Chociażby dlatego, żeby zobaczyć, co odnajdą w tej historii i jakie przesłanie im przyniesie.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu:

dreamswydawnictwo.pl



ZAPOWIEDŹ






Ilość stron: 344
Oprawa: miękka + skrzydełka
Autor: Jennifer Estep
Tłumaczenie: Anna Rojkowska
ISBN: 978-83-63579-48-7
Format: 140 x 205
Data wydania: 9 Maj 2014 (chociaż wczoraj już ją widziałam w Matrasie :) )










Czwarta część serii Akademia Mitu.

Przed moimi oczyma mignęła twarz – najpotworniejsza, jaką kiedykolwiek ujrzałam. Mimo że ze wszystkich sił starałam się zapomnieć o tym, co się stało, widziałam go wszędzie. To był Loki – bóg złoczyńca, którego uwolniłam wbrew własnej woli. Powinnam była zgadnąć, że moja pierwsza prawdziwa randka z Loganem Quinnem zakończy się kompletną porażką. Gdybyśmy wpadli w zasadzkę żniwiarzy albo wdali się w jakąś przypadkową bójkę, byłabym mniej zaskoczona. Ale dać się aresztować podczas popijania kawy w modnej knajpie?Tego nie przewidziałam. Zostałam oskarżona o dobrowolne udzielenie pomocy żniwiarzom w uwolnieniu Lokiego z więzienia – a osobą, która prowadzi przeciw mnie rozprawę jest Linus Quinn, ojciec Logana. Najgorsze, że niemal wszyscy w akademii uważają mnie za winną tej zbrodni. Jeśli mam z tego wyjść cało i zdrowo, muszę się sama zatroszczyć o obronę…

Zapętlenia i zwroty akcji oraz zaskakujące zakończenie pozbawiają czytelnika tchu.
RT Book Reviews

Jest tu wszystko: tajemnica, romans, mitologia, szkoła z internatem. Czego chcieć jeszcze?
Simply Nerdy Book Reviews