Seria Tima Willocksa
o Mattiasie Tannhäuserze to trylogia, jednak póki co (nie tylko w naszym
kraju, ale i ogólnie) pojawiły się dopiero dwie części: „Religia” oraz
„Dwanaścioro z Paryża”. Autor tej serii ma na swoim koncie również inne
pozycje, dodatkowo napisał również kilka scenariuszy do filmów, chociażby do
„Nieukończonej podróży” Stevena Spielberga. Cykl ten kwalifikuje się jako
fikcję historyczną, a akcja tych powieści dzieje się odpowiednio w roku 1565
oraz 1572. Czyli pomiędzy zakończeniem wydarzeń z „Religii” mija 7 lat, zanim
ponownie spotykamy Mattiasa w drugiej części serii.

Obie
książki są bardzo obszerne – każda z nich liczy sobie około 800 stron. Każda z
nich ma inną fabułę, ale przygody Mattiasa śledzi się z zapałem i
przyjemnością. Pojawia się tutaj kilka wątków pobocznych, które idealnie
dopełniają całość i urozmaicają brutalny rozlew krwi. Tak, tego tutaj nie
brakuje. Droga, jaką podąża główny bohater jest pełna trupów, a to czy Ci
ludzie na ten los zasłużyli, to już kwestia perspektywy. Autor zadbał o znakomite
przelanie swojej wizji na papier – bogate, dopracowane i barwne opisy
umożliwiają czytelnikowi wejście do książkowego świata, gdzie może albo stać
się biernym obserwatorem, albo jednym z bohaterów – w tym przypadku zapewne
samym Mattiasem, gdyż jego postać jest naprawdę intrygująca. Obecny jest
również wątek miłosny i zaufajcie mi, nie jest on prymitywny – z resztą ciężko,
żeby taki był, skoro twórczość tego pana jest dojrzała i głęboka. Pan Willocks
nie stroni również od erotyki, która chwilami również postanawia zawitać w
fabule.
Mattias
Tannhäuser to człowiek, który w każdej sytuacji potrafi zachować zimną krew i
kamienną twarz. To chyba te dwie rzeczy sprawiły, że w mojej głowie pojawił się
jakiś podziw względem niego. Zimna kalkulacja, opanowanie oraz przebiegłość,
inteligencja i rozsądek czynią z niego naprawdę groźnego wroga. Nie chciałabym skupiać się po kolei na każdym
z bohaterów, powiem przez te prawie 1600 stron obu powieści pojawiło ich się
całkiem sporo, ale zapewniam, że każdy z nich jest indywidualnością z
charakterystycznymi dla siebie cechami. Jedni stoją po dobrej stronie mocy,
inni nie, z czego łatwo wywnioskować można, że niektórzy będą nam działać na
nerwy – ale to chyba nawet jeszcze lepiej, prawda? To świadczy tylko o tym, że
książka potrafi nas pochłonąć na tyle, że z łatwością wczuwamy się w dodatkową
rolę.
Akcja toczy się
raczej umiarkowanym tempem, a klimat jest dosyć ciężki i mroczny, toteż wielu
osobom ta książka może się wydać nużąca. Wiadomo – są gusta i guściki. Jednakże
należy docenić tak wielki wkład autora wyrażający się za pomocą szczegółowych
opisów – miejsc, myśli, osób, scen walki i rozlewu krwi – w tworzenie tej
serii. Widać tutaj ogromny potencjał, włożone serce i znakomite wykonanie.
Trzeba faktycznie mieć wszystko dobrze poukładane w głowie, aby stworzyć tak
logiczną i chronologiczną opowieść. Wszystko jest przemyślane i z pewnością nie
spotkacie się tutaj z bezsensownymi wydarzeniami, a co dopiero z dennymi i
płytkimi dialogami – o nie kochani, ta książka jest naprawdę dojrzała.
Momentami trzeba uruchomić mocne nerwy, bowiem opisy wojenne nie zawsze są
przyjemne dla oka i naszego żołądka – gnijące zwłoki, kałuże krwi i ludzkie
wnętrzności – tego nie da się uniknąć podczas wojny.
Seria, którą stworzył
Tim Willocks jest naprawdę kawałem dobrej lektury, z tym, że intuicja
podpowiada mi, że bardziej skierowana jest do płci męskiej, chociaż nie neguję
tego, żeby i płeć piękna po nią sięgnęła – mnie się spodobało, mimo że to nie
jest do końca moja bajka. Autor jednak urzekł mnie swoją dojrzałością i tym, że
stworzył tak interesującą postać. Są to dwa główne powody, które powinny
zachęcić każdego wyrafinowanego czytelnika do zapoznania się z tymi książkami. Zawsze
twierdziłam, że zabawny jest fakt, iż walczono w imię pokoju i religii – dla
mnie jest to jedna wielka hipokryzja i sprzeczność; myślę, że w pewnym stopniu
jest to również tutaj zauważalne. Nie zabraknie tutaj honoru, miłości,
zawziętości, brutalności oraz odwagi. Obie książki są napisane znakomitym
językiem, z rozmachem i chwilami ciężko się od nich oderwać.
Za możliwość poznania Mattiasa serdecznie dziękuję wydawnictwu: