Jakiś czas temu dałam się porwać twórczości pani Veronici
Rossi i przeżyłam cudowną przygodę czytając „Przez burzę ognia”. Udało mi się
ją przeczytać po angielsku, jeszcze zanim pojawiła się w naszym kraju. Ta
historia tak mnie urzekła, że nie mogłam się doczekać drugiej części. Niestety,
zdobycie jej nie było już takie proste, ale udało się. Trafiła w moje ręce, ale
nadal coś mi przeszkadzało – studia, sesja… Ale nadeszły upragnione wakacje i
mogłam w końcu oddać się lekturze „Through the Ever Night”, czy też „Przez
bezmiar nocy”.
Minęło trochę czasu od ostatnich wydarzeń, które miały
miejsce w „Przez burzę ognia”. Aria i Perry w końcu mogą być razem, to coś, na
co tak długo czekali… Perry jest teraz nowym Wodzem Krwi swojego plemienia.
Stanowi opokę i nadzieję dla swoich ludzi. Jednak Aria nadal jest postrzegana
jako Kret. Dlatego właśnie muszą utrzymywać dystans, w obawie, że plemię
zbuntuje się, gdy zobaczy ich relacje. Jednak są też poważniejsze problemy…
eterowe burze się nasilają i sieją zniszczenie, ludzie nie mają, co jeść, Talon
nadal jest przetrzymywany w Reverie. A samo Reverie? Tam też nie dzieje się za
dobrze… Czy i tym razem Aria i Perry będą w stanie przetrwać? I czy ich uczucie
będzie trwało nadal?

W tej części ponownie mamy do czynienia z narracją z punktu
widzenia dwóch głównych bohaterów. W sumie po części jest to także wymuszone
przez rozwój fabuły, ale nie będę Wam zdradzać dlaczego. Jest to dobry zabieg,
ponieważ pozwala nam na dokładne poznanie Arii i Perry’ego, a przede wszystkim
ich emocji i myśli, które nimi targają. Nie sposób nie polubić tej dwójki,
podobnie jak i wielu innych bohaterów. Roar nadal mnie rozbrajał, jednak
wydarzyło się tak wiele przez te 350 stron, że potem było mi go żal… i to
bardzo. Niesamowicie współczułam jemu, ale także Arii i Perry’emu. Pojawiają się
również nowi bohaterowie – Liv, Kirra, Sable. Są oczywiście postaciami
drugoplanowymi, ale odgrywają swoje role – dosyć znaczące.
Bałam się trochę, że skoro już wszystko dzieje się poza
Reverie, to autorka o nim zapomni i nie dowiemy się o nim nic więcej. A jednak!
Reverie nie zostało zlekceważone. Aria nadal posiada swój Wizjer i utrzymuje
kontakt z Hessem, a co więcej – również z Sorenem. Każdy ma w tym swój interes,
jednak przebiegłość niektórych osób bywa nieprzewidywalna. Cieszę się, że
pozostała ta lekka nutka science-fiction, na którą składa się technologia i
poziom rozwoju Reverie. Akcja jednak dzieje się przede wszystkim poza nim –
spędzamy więc czas w świecie plemion i eterowych burz, które są coraz
silniejsze. Uwielbiam sposób, w jaki autorka przekazuje mi wizję tego świata.
Wiecie jak ja się znowu czułam podczas czytania jej książki? Po prostu
całkowicie przeniosłam się do tego świata, wszystko rozgrywało się na moich
oczach, ale także odczuwałam każde uczucie towarzyszące bohaterom. Żałuję tylko,
że w tym przypadku mogłam być tylko biernym obserwatorem…
Akcja jest bardzo płynna, mimo że nie pędzi zastraszającym
tempem. Autorka jednak dba o to, aby czytelnik się nie nudził. Sporo się
dzieje, rozwój wypadków jest nieprzewidywalny i emocjonujący. Tempo zwiększa
się zdecydowanie pod koniec, który stanowi jakby punkt kulminacyjny drugiej
części trylogii. Zakończenie z jednej strony daje nam nadzieję, a z drugiej
poczucie lekkiej niepewności. Rodzi się coraz więcej pytań w naszej głowie
odnośnie przyszłości bohaterów, rozwoju wypadków i tego, czy wszystko aby na
pewno skończy się dobrze? Jest jeszcze jeden spory plus tej powieści – wątek
miłosny jest wybitnie dobrze zrobiony – nie dominuje, nie jest przesłodzony,
nie ma tutaj co chwilę wyznań miłosnych bohaterów, a mimo wszystko głębia ich
uczucia jest bardzo wyraźna. Z resztą nie tylko ich… Każde słowo, każdy gest –
są przepełnione czymś niesamowitym, co uważny czytelnik na pewno wyłapie.
Jestem bardzo szczęśliwa, że mogłam ponownie wrócić do tego
cudownego, ale też w sporym stopniu okrutnego świata. Uwielbiam styl autorki i
wszelkie opisy, które sprawiają, że mogę się całkowicie zatracić. Cudowny
pomysł, wciągająca fabuła, znakomite wykonanie i świetni bohaterowie.
Zdecydowanie pokochałam tę serię, a przeżywanie wszystkiego wraz z bohaterami
stało się wręcz uzależniające. Nie wiem jak ja wytrzymam stycznia, bowiem to
dopiero wtedy ukaże się trzecia część – „Into the Still Blue”. A zanim jeszcze
do mnie dotrze zza granicy… jeju, nawet nie chcę o tym myśleć! A jak ciężko
będzie mi ten świat opuścić, gdy historia się już zakończy… Ehh. Chyba nie
pozostaje mi nic innego jak dać ocenę 10/10, bo nawet żadnego minusa nie
zauważyłam…
A mój egzemplarz prezentuje się tak:
A jakby ktoś jeszcze nie czytał "Przez burzę ognia" to tutaj znakomity trailer oraz link do mojej recenzji -> Klik