Data wydania: 01.10.2018
Tytuł oryginału: Ash Princess
Tłumacz: Mariusz Warda
ISBN: 978-83-8116-454-2
Wymiary: 140 x 205 mm
Strony: 424
Cena: 35,90 zł
Księżniczka Popiołu
to książka, która swego czasu dzięki przepięknej okładce podbiła zagraniczny
bookstagram. W Polsce wydawnictwo Zysk i Ska postanowiło pozostać przy tej
cudnej grafice, jednak od razu rodzi się pytanie – czy zawartość jest równie urzekająca?
I tutaj pojawiają się pierwsze zgrzyty. Teoretycznie książka wydaje się być w
porządku, ale jednak stale – w trakcie lektury, jak i teraz – towarzyszyło mi
uczucie, że coś tutaj nie gra. Coś jest nie tak. Czegoś brakuje. Czy uda mi się
w trakcie tej recenzji dojść do tego, co to za braki?
Nie mogę zaprzeczyć temu, że w ogólnym rozrachunku historia
Księżniczki Popiołu jest dosyć logiczna i przemyślana, jednak chwilami
zacierała się gdzieś ta cienka granica pomiędzy dobrym rozbudowaniem fabuły, a
znużeniem czytelnika i rozwleczeniem całej akcji. Właściwie przez długi czas
krążymy i krążymy, snujemy się razem z Thorą (czy też Theodorą, ale o tym za
chwilę), czekamy na jakieś zdecydowane kroki, aż wydarzy się coś, co wbije nas
w fotel. Niestety, nie doczekujemy się. Choć fabuła wydaje się być w porządku i
cały ten motyw dworskich intryg, spisków, tajemnic jest zawsze na swój sposób
ciekawy, to jednak jeżeli weźmiemy pod uwagę, że tego typu książek jest coraz
więcej, zaczynamy wymagać czegoś nowego. Tutaj jest raczej schematycznie i
niczego nowego nie doświadczamy.
Myślę, że tym, co najmocniej mi nie pasowało w tej książce
była główna bohaterka. To ten typ, za którym nie przepadam. Theodora, córka
Królowej Ognia, a nie ma w niej choćby jednej małej iskry. W wieku sześciu lat
była świadkiem tego, jak Kaiser pustoszy jej kraj, a jeden z jego
najwierniejszych żołnierzy podcina gardło jej matce. Tak oto trafiła na dwór
Kaiser, nadano jej imię Thora i kazano zapomnieć o jej prawdziwym pochodzeniu.
I ta sierota (dosłownie i w przenośni) to zrobiła. I gdyby nie kilka
rebeliantów to dalej dałaby się, za przeproszeniem, gnoić i wykorzystywać na
każdym kroku. Potulna, pozbawiona werwy i zapału. Nawet jak pojawiały się te
sceny, w których niby powtarzała sobie, że jest prawowitą Królową Ognia, to
miało się wrażenie, że jest to mały puchaty króliczek, który podskakuje z
okrzykami, że zaraz zrobi komuś krzywdę – przekomicznie rozczulające. Słaba,
zagubiona, pozbawiona charakteru. Taka snująca się, bezpłciowa istota.
Cały motyw rebelii wypada dosyć słabo – od początku mamy
wrażenie, że to i tak stracona sprawa, zwłaszcza przy takiej „królowej”. Co
ciekawe, mam wrażenie, że wszyscy pozostali bohaterowie mieli w sobie więcej
życia niż Thora. Być może o to chodziło? Może autorka właśnie chciała pokazać,
że to wszystko, co jej się przydarzyło, całkowicie ją wybieliło z czegokolwiek?
Nie wiem, ale zdecydowanie nie przypadło mi to do gustu. Jej przyjaciółka,
córka Theyna (czyli żołnierza, który zabił Thorze matkę), jest dwulicowa i
rozpuszczona. Kaiser to typowy tyran i despota, Blaise to taki typowy
rebeliancik. Najwięcej charakteru miała dla mnie żona Kaisera, choć nie
pojawiała się zbyt często, oraz Artemisia. No i pojawia się jeszcze książątko…
Ale szału nie robi.
Muszę jednak przyznać, że pewne elementy z zakończenia mnie
lekko zaskoczyły – ciekawy obrót spraw, aczkolwiek nie jestem pewna, czy to
wystarczy, abym brnęła dalej w tę historię. Niby poruszane są tutaj motywy,
które lubię, ale chyba główna bohaterka zbyt mocno mnie do siebie zniechęciła.
Podoba mi się styl autorki, podoba mi się to, że porządnie wykreowała świat, w
którym rozgrywa się akcja, zaprezentowała panującą w nim hierarchię i
przedstawiła zasady, ale to wciąż za mało, aby mnie całkowicie porwać. Akcji przydałoby
się nieco lepsze tempo i zaskakujące zwroty, które by pobudzały czytelnika,
bowiem takie ciągłe snucie się i kręcenie wokół własnej osi nie przynosi nic
dobrego – a niestety tak to tutaj wyglądało.
W ostatecznym rozrachunku z przykrością muszę stwierdzić, że
piękna okładka nie idzie w parze z równie piękną zawartością. Nie napiszę, że
książka jest tragiczna, ale zdecydowanie nie porywa. Być może dlatego szał na
nią przeminął za granicą tak szybko. To lektura dobra dla osób, które dopiero
raczkują w motywach rebelii i dworskich intryg, ale wymagający czytelnik
znajdzie sporo irytujących elementów, które raczej nie wpłyną zbyt pozytywnie
na jego odbiór całości.