„Domy nocy” to bardzo
powszechna seria książek o wampirach. Pisane przez matkę i córkę powieści
zyskały zarówno swoich fanów jak i antyfanów. W Polsce ukazało się już 9 części
przygód Zoey i jej przyjaciół, ale nie zapominajmy, że w serii tej występuje
także wielu innych bohaterów godnych uwagi. Jednym z nich jest mistrz
szermierki – Smok Lankford. Autorki doceniły wojownika i napisały osobną
historię o jego życiu. Oto przed Wami „Przysięga Smoka”.
Bryan Lankford nie
zawsze był walecznym wampirem. Był synem hrabiego, jednak nie był przez ojca godnie
traktowany. Tak na dobrą sprawę ojciec chciał się go pozbyć i właśnie to
uczynił. Bryan miał opuścić rodzinny dom i udać się daleko poza granice swojego
kraju, aby ojciec nie mógł go więcej widzieć. I rzeczywiście, opuścił swoje
rodzinne strony, ale jako Naznaczony. Został adeptem Domu Nocy i przyjął imię Smok.
Nie miał nawet pojęcia, jak bardzo naznaczenie odmieni jego życie…
Smoka polubiłam już
wcześniej, dlatego byłam ciekawa jego historii. Jak się okazuje był on upartym,
pewnym siebie i nieco aroganckim chłopakiem, ale przy tym wszystkim walecznym i
dzielnym. Świetnie nadawał się na wampira i wojownika – jakby to było jego
przeznaczenie. No i nie zapominajmy o tym, że był zakochany… Zakochał się w
pięknej wampirce – Anastasii, która była jego profesorką. Jednak dzieliły ich
tylko 2 lata różnicy, poza tym.. czym są dwa lata w obliczu wieczności?
Uwielbiam dwójkę tych bohaterów razem – są tak różni, a jednak idealnie ze sobą
współgrają. Cieszę się, że mogłam poznać ich początki, ponieważ po wydarzeniach
w Tulsie, było mi ich naprawdę żal…
Całość oczywiście
utrzymana jest w klimacie całej serii – adepci, przedmioty, rytuały,
nauczycielki, niechęć niektórych ludzi. Historia jest niestety króciutka, ale
godna uwagi. Wątpię, żeby autorki kiedyś napisały osobną serię o tym bohaterze,
a szkoda. Ciekawe byłoby spojrzenie na cały system edukacji Domu Nocy z punktu
widzenia Bryan’a, tym bardziej, że jest on naprawdę ciekawą postacią. Podobnie
jak i Anastasia, którą także poznajemy w dużym stopniu. Ich uczucie jest
piękne, czyste i prawdziwe – każdemu można czegoś takiego życzyć. Oczywiście z
nieco innym zakończeniem – Ci, którzy czytali książki z serii wiedzą, o czym
mówię.
Podsumowując – to
piękna i nieco smutna historia o miłości, szkoda tylko, że taka krótka.
Wszystko zostało zbyt ściśnięte, ale prawda taka, że faktycznie trzeba by
napisać osobną serię, żeby wszystko idealnie przedstawić. Mimo tego bardzo
dobrze mi sie czytało tę opowieść, a momentami nawet łza zakręciła się w oku.
Wiem, że osobom, które nie lubią całej serii nie mam po co tego polecać, bo i
tak po nią nie sięgnięcie. Mimo wszystko uważam, że jest to ciekawy dodatek do
wszystkich pozostałych książek, który pozwala lepiej poznać jednego z
pobocznych bohaterów. Plus dla autorek za tę krótką nowelę i za dobre
powiązanie jej z całą resztą. Fanom serii oczywiście polecam, myślę, że
będziecie bardzo zadowoleni!
Za książkę serdecznie dziękuję: