Mitologia w
dzisiejszych czasach stanowi inspirację dla wielu autorów bestsellerów. Nie
ukrywam, że nawiązania do mitów są naprawdę dobrym pomysłem, który niezmiernie
lubię. Od małego lubowałam się w opowieściach o starożytnych bogach, a więc do
tej pory kontynuuję tradycję i sięgam po książki z takowym wątkiem. Tym razem w
moje ręce trafiła powieść „Bogini oceanu” autorstwa P.C. Cast, którą zapewne
wielu z Was zna z cyklu, który tworzy wraz z córką – „Dom Nocy”.
Właściwie to mogłam
się co nieco już spodziewać, co znajdę wewnątrz książki. Mam za sobą wszystkie
części „Domu Nocy”, które pojawiły się w naszym kraju, dlatego znam doskonale
styl autorki. Tę powieść stworzyła sama, bez pomocy córki, co jest w sumie
nieco widoczne, gdyż język powieści jest nieco inny od serii o Zoey, ale może
ma w tym swój udział również to, że nie jest to typowa książka młodzieżowa.
Pojawiają się tutaj erotyczne i intymne sceny między bohaterami, jednak nie są
one opisane w sposób dokładny, do romansów paranormalnych 18+ im dużo brakuje.
Na pewno sposób pisania jest nieco poważniejszy i dojrzalszy niż w przypadku „Domu
Nocy”, ale i tak nie znajdziemy tutaj skomplikowanego słownictwa czy wyniosłych
wypowiedzi. Momentami nawet miałam wrażenie, że dialogi między bohaterami są
nieco sztuczne i pisane na siłę, ale może to tylko moje wrażenie.
Plusem dla mnie jest
fabuła, ponieważ naprawdę lubię nawiązania do bogów i mitycznych stworzeń, a
dodatkowo do tej pory nie czytałam jeszcze żadnego romansu paranormalnego o
syrenach. Urzekły mnie też delfiny, może jest ich tutaj mało, ale kocham te
ssaki morskie. Wnioskuję, że ta historia miała w tej książce swój początek i
koniec, inne części serii to zupełnie inne opowieści, co dla wielu osób również
może być zaletą, jeżeli nie lubią długich cykli, a wolą jednotomówki. Powieść
ta jest na swój sposób ciekawa i potrafi czytelnika wciągnąć, ale nie jestem
pewna, czy to ten typ historii, który nie pozwala nam spać po nocach. Z
pewnością można spędzić z tą książką przyjemne chwile, czyta się ją szybko i
lekko, idealna pozycja na taki letni dzień poświęcony dla relaksu. Lektura nie
wymaga od czytelnika wielkiego zaangażowania i skupienia.
Mimo wszystko
spędziłam czas całkiem przyjemnie zapoznając się z inną historią napisaną przez
panią Cast. Nie jest to lektura wymagająca, ale takie również są potrzebne,
chociażby wtedy, kiedy chcemy odpocząć od wszystkiego – możemy sobie wejść do
świata książkowego i przeżyć całą przygodę wraz z Undine(Christine). Autorka
trochę mnie zaskoczyła zakończeniem, bo okazało się nieco inne niż
przewidywałam, ale i tak nadal wszystko pozostaje piękną bajką z dzieciństwa o
morskich istotach i przesłodkiej miłości. Jest to typowy romans, gdzie nie
znajdziemy żadnego innego wątku, no może jeszcze ten, że „dobro zawsze zwycięża”.
Jeżeli macie ochotę na lekką lekturę, która pozwoli Wam odetchnąć, to możliwe,
że to właśnie dobra dla Was propozycja. No i jeżeli jesteście fanami romansów
paranormalnych to pewnie trafi ona w Wasze gusta.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję: