"Dar" - Alison Croggon + The Book That Can't Wait


Jakże wielu z Nas nie zna tak naprawdę swojego przeznaczenia i możliwości. I jakże wielu z Nas tak naprawdę nigdy go nie poznaje… A teoretycznie byłoby wtedy dużo prościej, prawda? Wiedzieć, co ma się do zrobienia w tym życiu, jak należy to zrobić i kiedy. A może wcale nie byłoby tak łatwo?

Maerad jest 16-letnią dziewczyną, która żyje w Gilmanowym Siole. Jako mała dziewczynka została porwana ze swojego prawdziwego domu i została niewolnicą. Nie ma pojęcia, jak wielka moc w niej drzemie. Uświadamia jej to dopiero Cadvan, wielki bard, który przypadkiem trafia do miejsca jej pobytu. Maerad decyduje się uciec wraz z Cadvanem i poznać swoją prawdziwą historię oraz nauczyć się posługiwać swoim Darem. Jednakże przed nimi droga pełna niebezpieczeństw, pułapek, tajemnic, ale także zaskoczeń – raz miłych, a raz nie.

Dawno nie czytałam żadnej książki o podobnej tematyce, toteż może właśnie dlatego ta mi przypadła do gustu. Nie będę ukrywać, że na początku było mi nieco ciężko wczuć się w tą historię. Pierwsze strony ciągnęły się niemiłosiernie i już myślałam, że sobie daruję. Jednak, gdy już przez nie przebrnęłam, było coraz lepiej. Z każdym kolejnym rozdziałem, z każdą kolejną stroną, zagłębiałam się tą powieść coraz bardziej, aż ciężko mi się było od niej oderwać.

Książka ta jest dosyć pokaźnych rozmiarów i muszę szczerze przyznać, że nie czytało jej się bardzo szybko. Na całe szczęście. Można się było delektować. Akcja toczy się w umiarkowanym tempie, momentami znacznie przyspiesza, zwłaszcza pod koniec, gdy osiąga niemal punkt kulminacyjny. Jednakże autorka pisze w taki sposób, że czytelnik ma czas na przeanalizowanie całej sytuacji i na własne przemyślenia. Język nie jest prymitywny, jest na swój sposób bardziej dojrzały i głęboki. Nie mam tu na myśli tego, że jest jakiś szczególnie wyszukany i wyniosły, jednak na pewno nieco inny niż w niektórych książkach.

Wszystko jest opisane w sposób dokładny, widać, że autorka włożyła niesamowite serce w tą historię! Wszystko dopracowała, stworzyła nowy świat, nie powiem, że na miarę Tolkienowskiego, bo do tego brakuje, jednakże jest to na pewno świat pełen magii, przygód, tajemnic, do którego można się bardzo przywiązać. Dodatkowo zżywamy się z bohaterami, dzięki czemu przeżywamy każdą przygodę razem z nimi, a jest to naprawdę niesamowite. No właśnie, co do bohaterów… Są wystarczająco dobrze wykreowani, każdy z nich stanowi inną, interesującą osobowość. Ciężko nie lubić głównych bohaterów, a nawet niektórych bohaterów drugoplanowych. Dodatkowo widać, jak Maerad zmienia się podczas całej podróży.

Czy są emocje i napięcie?! Owszem! I to całkiem sporo. Są także elementy zaskoczenia, które potrafią nam dać w kość. Wielu rzeczy bym się nie spodziewała, ale cieszy mnie to, że autorka niczego bohaterom nie ułatwiała i zawsze pojawiały się jakieś komplikacje. Nie lubię jak wszystko jest takie proste i zwyczajne. Napięcie i akcja oczywiście są momentami, jednak nie przez cały czas.

W książce zawarta jest też mapka, co osobiście uwielbiam! Zawsze mam sporo radości, gdy mogę śledzić podróż bohaterów palcem na mapie. No i dodatki, w których możemy poznać język, kulturę i historię tego niesamowitego świata. Za to ogromny plus!

Książkę oczywiście polecam, bo jakżeby inaczej. Myślę, że spodoba się fanom takich powieści, a może i nie tylko. Ja z całą pewnością sięgnę po kolejne części przygód Maerad i Cadvana.




 _____________________________________________________________________________
A teraz druga część tytułu: The Book That Can't Wait - Książka, która nie może czekać.
Otóż dostałam od kolegi filmik, którym się z Wami tutaj również podzielę:
 
W skrócie chodzi o to, że stworzono książkę, która "znika", a dokładniej znika w niej  tekst, dwa miesiące po tym jak się ją otworzy. Chodzi o to, że są drukowane za pomocą specjalnego duszu, który zaczyna niknąć w kontakcie z powietrzem i światłem. Niby ma to pomóc wydawcom w sprzedaży i zarabianiu itd...

Moje zdanie jest takie, że ten pomysł jest idiotyczny i dziwie się, że znalazł poparcie wśród krytyków i dziennikarzy. Bo po co mi książka, do której potem nie mogę wrócic? Cena pewnie też będzie adekwatna do "bajeranckiego" tuszu... I co ja potem niby zrobię z okładką i pustymi stronami?

Ciekawa jestem czy komuś z Was ten pomysł się podoba?



A i ponieważ teraz pewnie zaczną się pojawiać recenzje "Dotyku Julii" i wiele osób będzie myślalo, czy czytać, czy nie.. to podaję Wam link do mojej opinii, jeszcze z lutego :)
>> Dotyk Julii

A book is a dream that you hold in your hands...

A book is a dream that you hold in your hands...

Reading is dreaming with open eyes...

Reading is dreaming with open eyes...