Wymiary: 140 x 215 mm
Medycyna jest fascynująca, chyba nikt temu nie zaprzeczy.
Odkrywanie tajemnic ludzkiego ciała, niesamowity progres jaki osiągnęła,
możliwości, jakie nam dzisiaj daje – to coś po prostu niesamowitego. Okazuje
się również, że lubimy zgłębiać jej sekrety, nawet jeśli nie jesteśmy
lekarzami. I wtedy przychodzą z pomocą książki popularno-naukowe z tej
dziedziny, ale trzeba trafić na coś naprawdę konkretnego. Oto przed Wami kolejne
bestsellerowe dzieło Jürgena Thorwalda, Krew
królów, zamówione z księgarni internetowej Tania Książka. Autor podbił
serca czytelników powieściami takimi jak Stulecie
chirurgów czy Ginekolodzy, a
teraz postanawia przybliżyć swoim wiernym odbiorcom temat hemofilii. Robi to
jednak w nieco inny sposób niż dotychczas…
Thorwald postanowił opowiedzieć nam historię trzech mężczyzn
z rodzin królewskich, którzy borykali się z hemofilią. Nie robi tego jednak w
stricte popularno-naukowy sposób, a raczej próbuje przenieść nas do czasów, w
których żyli i pokazać to zarówno z ich perspektywy, jak i wszystkich bliskich
im ludzi. Poznajcie zatem losy Alfonsa, następcy tronu hiszpańskiego, księcia
pruskiego Waldemara, który walczył o życie podczas ostatnich już dni II wojny
światowej, a także dzieje carewicza Aleksego leczonego przez demonicznego
Rasputina – tutaj to się dopiero działo! Bo chyba Rasputin jest większości Was
znaną postacią… Owianą tajemnicą, ale znaną. Nie inaczej wypada tutaj.
Cóż, jedno jest pewne – gdy chodzi o choroby sprzężone z
chromosomem X, to mężczyźni mają pecha. Bo zawsze chorują. Kobiety, jako
dzielne posiadaczki dwóch chromosomów X, pozbawione tego nieszczęsnego Y, mogą
być co najwyżej nosicielkami. Nie ma możliwości, żeby kobieta chorowała na
hemofilię, bo gdy pojawia się zygota z chromosomami X, z których każdy jest
obciążony zmutowanym genem, jest to mutacja letalna, czyli śmiertelna. Stąd też
autor opisuje tylko i wyłącznie życie mężczyzn. Pokazuje, jak niegdyś próbowano
leczyć hemofilię, jak do niej podchodzono, że była tematem tabu, o którym
rodziny, zwłaszcza królewskie, nie chciały mówić.
Hemofilia była traktowana jak przekleństwo, gdy tylko
rozchodziły się plotki, że krąży w danej rodzinie królewskiej, jej pozycja
momentalnie stawała się niepewna. Nikt nie chciał wstąpić w związek małżeński z
kimś, kto jest hemofilikiem albo może przekazać wadliwy gen potomstwu. Książęta
cierpiący na tę przypadłość byli słabi, stale narażeni na pewne
niebezpieczeństwa, musieli liczyć się z tym, jak bardzo niebezpieczne mogą być
dla nich krwotoki – i to wszystko autor doskonale zaprezentował. Całą powagę
sytuacji, całą otoczkę krążącą wokół choroby, jakby niemal nie dotykała tylko
jednego dziecka, a całą rodzinę, cały dwór.
Czyta się to naprawdę przyjemnie, bo choć w sumie nie jest
to taka typowa literatura faktu, czego można by się spodziewać po Thorwaldzie,
to jednak jest napisana w sposób bardzo lekki i przyjazny dla czytelnika – w sumie
jak dobre opowiadania historyczne. Początkowo jednak czułam pewną dezorientację
– liczyłam na jakieś konkrety, na charakterystykę choroby i jej typowo medyczną
historię. Coś takiego pojawia się dopiero na koniec i jak dla mnie jest nieco
za krótkie. Zdecydowanie lepiej też byłoby to chyba umieścić na początku, bo
chociaż ja jako genetyk doskonale wiedziałam, o czym czytam, tak myślę, że
gdyby niektórzy odbiorcy na pierwszych stronach mieli możliwość przeczytania
konkretnej wiedzy na temat hemofilii, znacznie ułatwiłoby im to rozumienie
niektórych aspektów opowieści o książętach.
W ogólnym rozrachunku książka wypada dobrze. Z pewnością
zaskoczy ona wszystkich samą formą, która jak na literaturę faktu jest
zdecydowanie niecodzienna. Przyjemna odskocznia od typowych dokumentów
związanych z medycyną.