Wymiary: 135 x 210 mm
Kiedy umiera król
to debiutancka powieść Eliny Backman, która stanowi idealny przykład skandynawskiego
kryminału. Gęsta, ponura atmosfera, rytualne mordy, ten niepowtarzalny i jedyny
w swoim rodzaju klimat… Czy ktoś mi może powiedzieć, co takiego jest w tych
skandynawskich historiach, że nie da się go odtworzyć nigdzie indziej? To
naprawdę coś charakterystycznego tylko i wyłącznie dla pisarzy północy… I nie
mam pojęcia jak oni to robią, ale zdecydowanie jest to jeden z bardziej
urzekających mnie klimatów w literaturze.
Już od pierwszych stron autorka uświadamia nam, że to nie będzie łatwa i prosta lektura. Zostajemy wrzuceni w wir różnorodnych wydarzeń, poznajemy sporo bohaterów, rozdziały są pisane z kilku różnych perspektyw… A to wszystko ma na celu wprowadzenie nas do wątku głównego – rytualnego mordu. Później już skupiamy się głównie na dwóch punktach widzenia – jeden z nich należy Saany, dziennikarki, która została zwolniona z ciężkiej, wyczerpującej pracy. Postanawia zrobić sobie chwilę wolnego, odpocząć i zregenerować siły, dlatego wybiera się do małego miasteczka do swojej ciotki. Cisza i spokój… i tajemnica śmierci młodej dziewczyny sprzed lat. Instynkt dziennikarski nie pozwala przejść obok tego obojętnie.
Druga perspektywa należy do śledczego Jana Leino, który
prowadzi dochodzenie w sprawie rytualnego morderstwa popełnionego w Helsinkach.
Mężczyzna podejrzewa, że mają do czynienia z czymś dużo większym niż
pojedynczym zabójstwem, a morderca prawdopodobnie już poluje na następną ofiarę…
Ścieżki Jana i Saany w pewnym momencie się przecinają, ale czy sprawy, którymi
oboje się zajmują mają ze sobą jakikolwiek związek? Rozpoczyna się wyścig z
czasem, kolejne zbrodnie, pogróżki w stronę dziennikarki, próby znalezienia
jakiegokolwiek punktu zaczepienia w prowadzonym śledztwie… Nie jest łatwo.
Nie ukrywam, że atmosfera tej powieści jest niesamowicie
urzekająca, ale ja kocham ten klimat skandynawskich thrillerów i kryminałów. Te
gęste, ponure fluidy, ten namacalny urok odczuwany na skórze… To zdecydowanie
robi. Konkretna, zaplanowana zbrodnia, dobre dochodzenie, dodatkowe wątki
urozmaicające fabułę i wprowadzające pewną nutkę niepewności – to z pewnością
tutaj znajdziecie. W trakcie lektury czytelnik zaczyna się zastanawiać nad tym,
w jaki sposób dojdzie do spotkania głównych bohaterów i czy sprawy, którymi
obecnie oboje się zajmują, są ze sobą w jakikolwiek sposób powiązane. A jeśli
tak, to w jaki?
Mimo wszystko wydaje mi się, że ta powieść przypadnie do
gustu fanom skandynawskich kryminałów. Jednak ten klimat robi robotę, a sama
zbrodnia też ma dosyć ciekawe podłoże. Na pewno nie trzeba się zniechęcać już
na samym początku, dać się nieco porwać tej historii, zaangażować się w nią i
być może faktycznie całkowicie was urzeknie.
Za egzemplarz dziękuję wydawcy!
Plus - na stronie Czarnej Owcy możecie zajrzeć do książki, poczytać kilka stron, pobrać fragment :) KLIK