Wymiary: - (ebook)
Pierwszy tom Mroków
od Katarzyny Szewioły-Nagel czytałam lata temu, ale do dziś pamiętam, że bardzo
przypadła mi do gustu postać elfa o imieniu Leto. Właściwie to szczerze
liczyłam na kontynuację jego wędrówki, ale okazuje się, że drugi tom, choć
rozgrywa się w tym samym świecie, skupia się na zupełnie innej postaci. Tym
razem mamy okazję zapoznać się z młodą magiczką, ognistowłosą Lilian, która
sprawia wrażenie potężnej, aczkolwiek zupełnie nieopierzonej w sztuce magii…
Kasię znam osobiście od wielu lat i doskonale wiem, ile
pracy wkłada w tworzenie swoich historii. Jak bardzo angażuje się w pisanie,
dopracowywanie, korektę językową. Stale udoskonala wszystko, co tylko może
udoskonalić i co wpadnie jej do głowy – za to ogromnie ją szanuję. Za pasję, za
rozwój, za konsekwencję. A to wszystko znajduje odzwierciedlenie w jej
twórczości – choć nie ukrywam, że historia Lilian nie do końca wpasowała się w
moje gusta, o czym opowiem Wam za chwilę, tak jednak styl autorki jest naprawdę
dobry. Świetny, rozbudowany język, konkretne opisy, gra słowem – prawdopodobnie
cała ta stylistyka to jedna z największych zalet tej książki.
Musicie wiedzieć, że ta historia jest w dużej mierze
nastawiona na romans… Dlatego nie do końca potrafiłam się odnaleźć. Wiecie,
mało romantyczny ze mnie typ. Nie mam nic do takich wątków w fantastyce, ale
nie lubię, kiedy dominują lub grają przysłowiowe pierwsze skrzypce. Nie jest to
jednak jedyny wątek poruszany w tej powieści. Przede wszystkim mamy tutaj walkę
o rozwój umiejętności magicznych, próbę odnalezienia swojego miejsca na
świecie, chęć znalezienia celu w życiu. To wszystko tak ładnie przeplata się ze
sobą i mimo wszystko tworzy całkiem spójną całość.
Lilian jest z jednej strony nieco narwaną, młodą kobietą, w
której z pewnością drzemie sporo ognia i pasji. Z drugiej strony jednak można
zauważyć, że bywa nieco naiwna i niepewna otaczającego jej świata. Nie do końca
wie, komu powinna zaufać, nie do końca wie, gdzie powinna się podziać, ale ma w
sobie wolę walki i odwagę. Dziewczyna chce się rozwijać i kształcić, ale raczej
na własnych zasadach. Właściwie to muszę przyznać, że całkiem spodobała mi się
jej kreacja – może to nie do końca mój typ bohaterki, ale podoba mi się, że
jest taka życiowa, niewyidealizowana. To dodaje realizmu tej postaci.
Młoda adeptka magii szybko ulega urokowi tajemniczego maga,
który z pewnością skrywa wiele sekretów… Właściwie przez cały czas miałam
wrażenie, że nie jest do końca szczery względem głównej bohaterki, że stale coś
kombinuje i nie jesteśmy w stanie do końca przewidzieć jego zachowania. Trzeba
jednak przyznać, że sam romans wypadł nieźle, choć tak jak już wspomniałam –
nie jestem chyba odpowiednim typem do oceniania takich atrakcji. Może to
wszystko zadziało się zbyt szybko, ale emocje były, podobnie jak i drobne,
urzekające gesty, wspieranie się nawzajem i tak naprawdę poznawanie wszystkich
stron swoich charakterów.
Nie ukrywam, że nieco bardziej podobała mi się historia Leto
zaprezentowana w pierwszym tomie, ale z czystym sumieniem muszę stwierdzić, że
historia Lilian z kolei jest dużo bardziej dopracowana – pod wieloma względami.
Mocną stroną Kasi są przede wszystkim opisy i bogactwo językowe, za co naprawdę
chylę czoła. Choć mam na swoim koncie kilka książek fantastycznych naszych
rodzimych autorów, głównie debiutów, to mało który okazywał się być tak dobrze
napisany. Tym Kasia zdecydowanie wygrywa.