Witajcie Kochani! Lipiec zleciał bardzo szybko, zdecydowanie za szybko i był pełen wrażeń! Przede wszystkim wybrałam się na urlop, ale tym razem bez wyjazdów... Dlaczego? Ze względu na to, że był to urlop kocierzyński. Przygarnęłam trójkę małych kociaków 9 lipca i trzeba było je trochę oswoić do nowego miejsca.
Zdecydowanie było wesoło, a Ci, którzy śledzą mnie na bieżąco w mediach społecznościowych, na pewno widzieli wszystkie wpisy i relacje... Było też chwilami bardzo ciężko, bo bardzo źle zniosły szczepienie i odrobaczanie, więc weterynarz nas widział 5 razy w przeciągu dwóch tygodni! Obecnie jest już wszystko w porządku i brykają tak, jak w pierwszym tygodniu. Trzy koty - trzy różne charaktery!
Takie atrakcje nie ułatwiły mi moich urlopowych planów - chciałam nadrobić seriale i czytanie, ale zdecydowanie nie uporałam się z tym tak dobrze, jakbym chciała. Łącznie w tym miesiącu przeczytałam 16 książęk.
Łącznie 6210 stron, dziennie jakieś 200 :)
Całkiem udany czytelniczo miesiąc... Powiem Wam, że Dziedzictwo krwi zapowiadało się z początku naprawdę bardzo ciekawie i już myślałam, że Szklany tron będzie miał następcę, ale... nie do końca to potem wszystko dobrze wyszło. Jeśli zastanawiacie się, czemu jest tak mało recenzji to cóż.. są napisane w większości, czekają na publikację, ale drugi tydzień urlopu i kilka dni po stawiałam kociaki na nogi, więc nie miałam do tego głowy. Nadrobię! Świetnie było znowu sięgnąć po dobre thrillery i kryminały - te od Mastertona czy Carrisiego. Przeczytałam na nowo Pieśń o Achillesie i odebrałam ją bardziej pozytywnie niż kiedyś. No i Bardugo! Uwielbiam kobietę.
A co do mnie przybyło w tym miesiącu? O dziwo nie za dużo! Choć chyba ze dwie paczki są jeszcze u rodziców...
Nie zrobiłam też za dużo książkowych zakupów - w sumie to kupiłam tylko Anatomię jogi i Biblię treningu siłowego. Cała reszta to egzemplarze do recenzji - albo od księgarni albo od wydawnictw :)