Wymiary: 130 x 205 mm
Katherine Faulkner, brytyjska dziennikarka śledcza,
postanowiła zadebiutować w świecie pisarskim za pomocą thrillera
psychologicznego. Debiuty rzadko kiedy bywają naprawdę zachwycające, choć
wydawcy często starają się je jako takie zareklamować. W swoim życiu nie
natrafiłam na zbyt wiele naprawdę niesamowitych debiutów, które całkowicie by
mnie urzekły. Dodatkowo jeśli chodzi o tematykę thrillerów to jestem czytelnikiem
bardzo wymagającym – im więcej tego typu książek się czyta, tym większe stają
się nasze oczekiwania. Dlatego właśnie Greenwich
park jest dla mnie typowym średniakiem.
Helen wraz ze swoim mężem prowadzi sielskie życie, które
niebawem urozmaici długo wyczekiwane dziecko. Wszystko jednak zaczyna wyglądać
nieco inaczej, gdy w jej życiu pojawia się Rachel, kobieta poznana w szkole
rodzenia. Zbyt intensywnie wchodzi w życie głównej bohaterki i Daniela,
aczkolwiek Helen stara się być wyrozumiała. Do czasu. Wiecie, to taka niewinna kobieta,
która stara się być miła i nie chce nikogo zranić. Chce tylko spokojnego i
szczęśliwego życia, ale pojawienie się Rachel zaczyna temu poważnie zagrażać.
Kobieta bardzo dziwnie się zachowuje, aż w końcu znika bez śladu… Tylko dlaczego?
Na pewno mamy tutaj do rozwikłania sporo tajemnic – przede
wszystkim kim jest Rachel? Dlaczego wkroczyła tak nagle i intensywnie do życia
Helen? Co chciała ugrać swoim dziwacznym zachowaniem i kto odpowiada za jej
zniknięcie? Autorka stara nam się podsuwać pewne tropy, snuć domysły, głównie
za pomocą Helen, która również zastanawia się nad tymi pytaniami. Chwilami
jednak jest to wszystko jakoś dziwnie „rozwleczone” – generalnie nie przepadam
za używaniem tego słowa, aczkolwiek jest ono najlepsze do określenia rozwoju
tej fabuły. Jakby brakowało tutaj werwy, lepszego tempa akcji, choć nutka
tajemnicy to nieco rekompensuje.
Ciekawym zagraniem było zaprezentowanie rozgrywających się
tutaj wydarzeń z trzech różnych perspektyw. Najczęściej mamy do czynienia z
Helen, aczkolwiek pojawia się też punkt widzenia jej bratowej o imieniu Serena
oraz przyjaciółki o imieniu Katie. Każda z nich tak naprawdę ma okazję nieco
inaczej spojrzeć na zagrywki Rachel, a czytelnik dzięki tym różnym aspektom
może zacząć się domyślać, czego owa kobieta chciała od Helen. Jedni czytelnicy
szybciej odkryją prawdę, drudzy nieco później. Czy była ona szokująca? Wydaje
mi się, że niespecjalnie. Choć sama w sobie może miała coś nieprzewidywalnego,
to wydaje mi się, że Faulkner nie do końca umiała z tego wydobyć coś, co
trzymałoby czytelnika w napięciu do samego końca.
Jeżeli lubicie thrillery to możecie dać tej pozycji szanse,
aczkolwiek nie wiem, czy nastawiałabym się na coś wyjątkowego, choć ile
czytelników tyle gustów. Osobiście może nie żałuję czasu spędzonego z tą
lekturą, ale też nie jestem nią specjalnie zachwycona. Jak już napisałam na
wstępie – typowy średniak.