Wymiary: 135 x 215 mm
Seria: Wehikuł Czasu
Wydaje mi się, że Franka Herberta nie trzeba nikomu
przedstawiać, a z pewnością nie tym, którzy zaliczają się do fanów
science-fiction. Choć wszyscy kojarzą jego nazwisko przede wszystkim z Diuną,
to tak naprawdę spod jego pióra wyszło jeszcze kilka innych dzieł, choć już nie
do końca tak samo mocno rozpowszechnionych. Jednym z nich jest Rój Hellstroma, powstały dzięki
inspiracji filmem dokumentalnym z elementami fantastycznymi o nazwie Kronika Hellstroma. W tej filmowej
satyrze tytułowy Hellstrom wprowadza widza w świat owadów, co właściwie w
pewnym stopniu można również dostrzec w powieści Herberta.
Wskazuje na to już sam tytuł – rój to słowo, które
momentalnie kojarzy nam się z owadami. Nie da się ukryć, że sposób, w jaki
funkcjonują w swojej społeczności mrówki czy pszczoły, jest naprawdę
niesamowity. Każdy odgrywa istotną rolę w całym systemie, pojawia się pojęcie
zbiorowej świadomości, a najważniejsze jest dobro roju. I to właśnie te
elementy doskonale widać w powieści Herberta. Doktor Hellstrom tworzy swój
własny rój, prowadzi badania i eksperymenty, sprawdza, czego ludzie mogliby się
nauczyć od owadów i czy taki ludzki rój faktycznie miałby szansę zaistnieć.
Jest to tajny projekt, który przyciąga uwagę agentów rządowych… Ale czy uda im
się przeniknąć do roju i sprawdzić, co kryje się w murach tajnego obiektu
naukowca?
Przeplatają się tutaj dwie perspektywy – pierwsza z nich
należy do Hellstroma, który zarządza całym Rojem. Facet bacznie obserwuje
swoich podopiecznych, chwilami pozwala im działać bez nadmiernej kontroli, aby
zobaczyć, jak wpłynie to na cały eksperyment. Jednakże każdy z roju wie, że
istnieją pewne zasady, których trzeba przestrzegać. Druga perspektywa należy do
agentów rządowych, próbujących zgłębić tajniki pracy słynnego entomologa. Są
oni przekonani, że to szalony naukowiec, który za zamkniętymi murami tworzy
iście niebezpieczną broń. Czy się mylą? Właściwie ciężko stwierdzić, bowiem
stopniowo odkrywamy wiele tajemnic związanych z Rojem.
Nie da się ukryć, że kwestia społeczeństwa jest tutaj zaprezentowana… dziwnie. To, co dzieje się w Ulu, jest dosyć specyficzne. Chwilami wyjątkowo brutalne, dosadnie opisane, pozbawione zbędnego upiększania – bardziej wrażliwi czytelnicy mogą się tutaj poczuć dosyć niepewnie. Nie da się jednak ukryć, że cała kwestia ewolucji człowieka czy też przewagi owadów nad naszą rasą, jest tutaj mocno uwydatniona. Owady potrafią się świetnie zaadaptować, potrafią przetrwać w najbardziej niesprzyjających warunkach, tworzą niesamowite powiązania między sobą i wytwarzają wyjątkowo sprawnie funkcjonujący ekosystem. Godne podziwu.
W całej tej historii nie brakuje akcji, ale też pojawia się
w niej coś takiego nieuchwytnego, co pozwala czytelnikowi snuć pewne
wyobrażenia na temat poruszanych w niej wątków. Ciężko jest się też tutaj
opowiedzieć po jednej ze stron, bowiem agenci emanują wyjątkową agresją i
chęcią władzy, a z kolei Hellstrom i jego idee są chyba nieco zbyt wyniosłe.
Dlatego też czytelnik tkwi gdzieś pomiędzy tym wszystkim, będąc biernym
obserwatorem i czekając na kolejne momenty zaskoczenia. Rój Hellstroma to naprawdę kawał dobrego, aczkolwiek dosyć
specyficznego science-fiction, przy którym należy być przygotowanym na różnego
rodzaju dziwactwa. Mimo wszystko, podobnie jak pozostałe pozycje z serii Wehikuł Czasu, jest to powieść
ponadczasowa.
Za egzemplarz dziękuję wydawcy.