Wymiary: 130 x 205 mm
W latach 60. i 70. XX wieku po całej Polsce krążyła legenda
o słynnej Czarnej Wołdze, kursującej po miastach limuzynie, która pojawiała się wszędzie
tam, gdzie dochodziło do porwania jakiegoś dziecka. Książka Przemysława
Wilczyńskiego momentalnie przywiodła mi na myśl tamte opowieści, choć w tym
przypadku mamy do czynienia z tajemniczą furgonetką, niemal furgonetką-widmo,
która również pojawia się w miejscach, gdzie dochodzi do zaginięć. Jednak co
tak naprawdę kryje się za jej istnieniem? Jakie znaczenie ma w całej historii,
którą możemy poznać w powieści Dwadzieścia
lat ciszy?
Sam klimat tej
historii z jednej strony przypomina horror, który chwilami jakoś przywodził mi
na myśl chyba jedną z najgrubszych powieści Stephena Kinga, To. Z drugiej strony to taki typowy
thriller czy też dreszczowiec – ponura atmosfera, zdegenerowani bohaterowie,
mroczna tajemnica. Rozgrywające się wydarzenia poznajemy z aż czterech różnych
punktów widzenia. Pierwszy z nich należy do Bogny, kobiety, która dwadzieścia
lat temu straciła córkę, aczkolwiek wciąż nie daje za wygraną. Nie wierzy, że
jej dziecko nie żyje, uważa, że policja nadal powinna robić wszystko, aby ją
odnaleźć. Ogarnięta lekką paranoją, balansująca na krawędzi egzystencji…
Kolejnym bohaterem jest Hubert, zniszczony życiem były
wojskowy, który po prostu snuje się od jednego miejsca do drugiego, bez
większego celu w życiu. Pojawia się również dzieciak o imieniu Niko, którego
przyjaciel zostaje porwany przez czarną furgonetkę. To sympatyczny chłopak,
aczkolwiek mający spore problemy w domu – ojciec jest tyranem i despotą, a
matka nigdy nie wstawia się za swoim synem. Jest jeszcze Blacha –
psychopatyczny uciekinier ze szpitala psychiatrycznego, który faktycznie nie
potrafi sobie poradzić z otaczającą go rzeczywistością, z tym, że ktoś go
odrzuca czy lekceważy. Tak naprawdę charakterystyka i perypetie każdej z tych
postaci są wyjątkowo przygnębiające.
Nie da się ukryć, że w sumie kreacja bohaterów wypadła tutaj nieźle, podobnie jak zaprezentowanie ich życia osobistego. Trzeba mieć jednak na uwadze, że dla niektórych ten ogrom przygnębienia wylewającego się z tej powieści to będzie zbyt wiele – zwłaszcza, że cała historia została utrzymana w takim smętnym i ponurym klimacie. Właściwie to przyznaję, że nawet to ze sobą dobrze współgra, aczkolwiek problem pojawia się z samą zagadką czarnej furgonetki, która w sumie chyba do samego końca nie zostaje rozwiązana. Choć to właśnie na sam koniec akcja mocno przyspiesza, losy bohaterów zbiegają się ze sobą w tym słynnym punkcie kulminacyjnym, to jednak samo zakończenie wydaje się być lekkim rozczarowaniem.
Styl autora jest całkiem w porządku, książka jest napisana
lekkim i prostym językiem, ale właściwie pod względem grozy nie do końca ta
powieść się sprawdza. A jako thriller? Chyba też niezupełnie, bo czegoś w tym
wszystkim zabrakło. Autor faktycznie mocno postawił na samych bohaterów i ich
problemy życiowe, a to, co w sumie powinno być tutaj chyba najbardziej istotne
– czyli motyw porywania dzieci, próba rozwiązania zagadki, znalezienie jakiegoś
głębszego przekazu czy osób odpowiedzialnych za porwania… Tego tutaj nie ma.
Liczyłam na mocny spisek, na mroczną intrygę, która by mnie wbiła w fotel.
Czekałam, aż zza drzwi furgonetki wysiądzie jakiś degenerat żądny krwi, aż
pojawi się coś mocnego, co przełamie monotonność akcji. Nie doczekałam się.
Nie mam pojęcia, komu mogłabym polecić tę książkę. Ma w
sobie kilka dobrych aspektów, ale mimo wszystko nie do końca przypadła mi do
gustu, a nawet lekko mnie rozczarowała. Broni się nieco samym klimatem i dobrym
wykreowaniem bohaterów, ale chyba w thrillerach z elementami grozy wymaga się
czegoś więcej – przede wszystkim mocnej intrygi, a tej tutaj zabrakło.
Za egzemplarz dziękuję wydawcy.