Wymiary: 145 x 205 mm
Choć o czasach średniowieczach mówi się jak o wyjątkowo
zacofanym okresie w historii ludzkości, to nie da się ukryć, że jest to tak
naprawdę jedna z ciekawszych do opisywania i zgłębiania epok. Co więcej, często
służy jako punkt wyjścia dla filmów czy książek fantastycznych, a cały ten
klimat jest naprawdę uwielbiany przez spore grono ludzi. Rekonstrukcje, kluby
historyczne, pokazy – wbrew pozorom średniowiecze naprawdę nas pasjonuje, choć
nie da się ukryć, że postrzeganie świata znacznie różniło się od dzisiejszego
sposobu myślenia.
Maja Iwaszkiewicz jest wielką pasjonatką tego okresu
historycznego i uważa, że określanie go jako czasów ciemnych, pełnych
zacofania, jest w pewien sposób ujmą i ogromną niesprawiedliwością. W swojej
książce pragnęła pokazać, że to naprawdę niesamowite czasy, że historia jest
pełna ciekawostek i wprawiających w osłupienie informacji. Czy jej się to
udało? Myślę, że tak. Choć nigdy nie byłam fanką przedmiotów humanistycznych w
szkole, tak jednak historię uważałam za bardzo interesującą – niekoniecznie
czułam potrzebę uczenia się wszystkiego na pamięć, ale czytać o przeszłości
ludzkości uwielbiałam. Zostało mi do tej pory.
W dużej mierze poruszona tutaj została kwestia tego, w jaki
sposób ludzie średniowiecza postrzegali zwierzęta. Na pewno każdy z Was kojarzy
dziwaczne malowidła z tamtego okresu, które w żadnym przypadku nie przypominają
tego, co powinny przedstawiać. Skąd zatem takie podejście do ich
zaprezentowania? O tym dowiecie się właśnie z książki Mai Iwaszkiewicz.
Pokazana została tutaj sylwetka Alberta Wielkiego, ówczesnego zoologa, oraz
kilku innych badaczy, którzy rozpoczęli próbę zgłębiania świata zwierząt. Nie
brakuje też opisów fantastycznych stworzeń, legend, polowań, a także wyobrażenia
dziwnych hybryd.
Myślę, że zdecydowanie jednymi z ciekawszych kwestii, które są tutaj podejmowane, jest kwestia tego, czy zwierzęta mają duszę i co na ten temat sądzono w średniowieczu, jak sądzono zwierzęta, które „popełniły zbrodnie” (ten rozdział jest fenomenalny!) oraz chyba to, co mnie najbardziej zdziwiło – istnienie w tych czasach pojęcia wegetarianizmu. A może nawet nie samego pojęcia, bo jest ono dosyć świeże, aczkolwiek okazuje się, że faktycznie już wtedy zdarzali się ludzie, którzy rezygnowali z jedzenia mięsa – choć było to postrzegane różnie. Ale w tym względzie za wiele się nie zmieniło, prawda?
Książka ta jest napisana w bardzo przyjemny i przystępny
sposób, chwilami nawet dosyć humorystyczny. Tutaj nie chodziło o to, żeby w
stricte mocny i typowo przedmiotowy sposób zaprezentować czasy średniowiecza.
Autorka miała na celu pokazanie ich w sposób lekki, pełen ciekawostek i
niesamowicie interesujących faktów, o których nie usłyszycie zapewne w szkole
czy nie przeczytacie w typowych opracowaniach historycznych. Wyszło naprawdę
świetnie, a co więcej – widać tutaj konkretny plan i odpowiednie wykonanie.
Każdy rozdział skupia się na konkretnej tematyce, a całość została uzupełniona
o świetne ilustracje. Ta książka nie tylko uczy i bawi, ale też po prostu
cieszy oko.
Świnia na sądzie
ostatecznym to naprawdę cudowna publikacja, którą znakomicie mi się
czytało. Pogłębiła moją wiedzę historyczną w ten niecodzienny, oryginalny
sposób, za którym wyjątkowo przepadam, a dla każdego, kto poczuje chęć dalszego
zgłębiania poruszonej tutaj tematyki, poleca się bibliografia z końca książki.
Maja Iwaszkiewicz wykonała kawał dobrej roboty – śmiało mogę polecić tę pozycję
wszystkim historykom, nauczycielom, osobom ciekawym świata.
Za egzemplarz dziękuję wydawcy.