Wymiary: 150 x 210 mm
Jak to leciało… Uważaj, czego pragniesz, możesz to otrzymać.
To powiedzenie doskonale sprawdza się w przypadku Addie LaRue, młodej
dziewczyny, która zawarła pakt z diabłem, aby uniknąć niechcianego małżeństwa.
Chciała jedynie być wolna, pragnęła wyzbyć się wszelkich ograniczeń… Niestety,
nie potrafiła odpowiednio określić, czym dla niej jest wolność. Diabeł
zinterpretował to na swoją korzyść – choć Addie faktycznie otrzymała to, o co
prosiła, to jednak chyba nie do końca tak to sobie wyobrażała. I oto kolejna
nauka, którą warto zapamiętać – swoje życzenia trzeba wypowiadać bardzo
konkretnie i rzeczowo.
Przekleństwo tytułowej bohaterki polega na tym, że nikt o
niej nie pamięta. Choć przez trzysta lat na swojej drodze napotkała ogrom
ludzi, nikt nawet nie zapamiętał jej imienia. Zapomnienie, jedno wielkie
zapomnienie. Jedynie Luc, owy diabeł, z którym zawarła pakt, wydaje się być
stałym, niezmiennym elementem jej życia, który zawsze o niej pamięta – pojawia
się u jej boku co jakiś czas, aby w końcu zabrać jej duszę. Jednak Addie za
każdym razem płata mu figla – bo widzicie, nie tylko ona nie spodziewała się
takiego obrotu spraw, diabeł chyba też nie miał pojęcia, że trafił na naprawdę
hardą istotę, która tak łatwo się nie poddaje.
Nie ukrywam, że ta gra tocząca się pomiędzy Addie i Luciem
była wyjątkowo urzekająca. Ich relacja rozwijała się przez trzysta lat,
opierała się na zupełnie innych podstawach niż relacja z jakimkolwiek
człowiekiem. A Luc, jak to zazwyczaj bywa w przypadku uosobienia władcy piekieł
w literaturze, był naprawdę iście czarujący. Miał w sobie ten niepodważalny
magnetyzm i główna bohaterka chyba doskonale wiedziała, że nigdy się od niego
nie uwolni. Dlatego wierzcie mi, potencjalny romans pomiędzy nią a chłopakiem,
który jako jedyny o niej nie zapomniał, był dla mnie nierzeczywisty. Był po
prostu czystym przypadkiem i wydaje mi się, że Addie chciała na siłę poczuć
coś, czego nie była w stanie poczuć przez trzysta lat. Tylko to przyciągało ją
do Henry’ego, choć nie zaprzeczę, dokonała względem niego wielkiego
poświęcenia.
Chociaż nie kupuję romansu pomiędzy tą dwójką, a
zdecydowanie bardziej byłabym za płomienną miłością z władcą piekieł, to jednak
znajdą się i tacy, którzy dostrzegą w historii Addie i Henry’ego ogrom nadziei,
oddania, spełnienia. Nie jestem tylko przekonana, jakie miało być tak naprawdę
przesłanie całej tej historii. Czy miał to być typowy romans z wątkiem
fantastycznym? Czy miała to być opowieść o życiowych rozterkach i szukaniu
swojego miejsca na ziemi? Nie mam pojęcia. Życie Addie poznajemy od samego
początku, przeskakując między teraźniejszością a retrospekcjami z dawnych lat.
Cofamy się odpowiednio o kilkaset lat, ale czy tak naprawdę te opowieści mają
tutaj jakiekolwiek znaczenie? Wydaje mi się, że niespecjalnie. To po prostu
taka typowa opowiastka o tym, co młoda dziewczyna robiła przez 300 lat.
Nie ukrywam, że charakteru tej powieści zdecydowanie
nadawała postać Luca. Jego sposób bycia, mądrości życiowe, wypowiedzi…
Spotkania z nim to jak igranie z ogniem. Henry w porównaniu z nim to taka
ciepła klucha. Trzeba mieć też na uwadze, że wątek fantastyczny jest tutaj
subtelny i głównie ogranicza się właśnie do postaci diabła i wiecznego życia.
Cała reszta to typowa normalność, aczkolwiek w tych przeskokach czasowych nie
udało się raczej poczuć klimatu odpowiedniego dla konkretnej epoki. Ale może
autorka nie chciała nawet tego zbyt mocno wypracować, choć nie da się ukryć, że
historia sama w sobie jest rozległa, a powieść zasługuje na miano czytelniczej
cegiełki – objętość ma imponującą i zdecydowanie zajmie wam więcej niż jeden
wieczór.
Niewidzialne życie Addie LaRue to opowieść o silnej,
zahartowanej dziewczynie, która nie wie, co to znaczy poddać się. Nie zna
pojęcia uległości i choć za młodu podjęła naprawdę głupią decyzję, to po prostu
chciała żyć po swojemu. Czy osiągnęła swój cel? Ciężko powiedzieć. Nie wiem,
czy możemy tutaj mówić o typowym, szczęśliwym zakończeniu. Schwab w sumie chyba
nie jest tego typu autorką, która zawsze ma zamiar wszystkich uszczęśliwić.
Wzbudzić emocje – choćby te skrajne, to na pewno. Zbudować odpowiednią
atmosferę, zadbać o nieziemski klimat, wpleść w swoje opowieści piękne słowa i
wypowiedzi.
Jeżeli poszukujecie książki pełnej akcji i napięcia to źle
trafiliście. To nie ten rodzaj opowieści. To ma być eteryczna opowieść o
wiecznym życiu, trudnym i zapominanym przez wszystkich, którzy się w nim
pojawiają. To opowieść o nadziei na to, że jednak można coś zmienić, że pojawia
się okazja ku temu, żeby przechytrzyć diabła. Ale czy jest to możliwe? To
opowieść o skomplikowanej miłości, o snuciu intryg i marzeniach. Nie przypadnie
do gustu każdemu, ale zdecydowanie pojawiło się już na rynku wydawniczym kilka
podobnych pozycji – choćby Nigdy i na
zawsze Ann Brashares czy Osobliwe i
cudowne przypadki Avy Lavender, a i one zyskały swoich zwolenników.
Podobnie będzie i tutaj – znajdą się tacy, którzy całkowicie pokochają tę
niecodzienną historię. Swoją drogą, naprawdę przepięknie wydaną.
Za egzemplarz dziękuję wydawcy.