Wymiary: 128 x 197 mm
„Ludzie mają tysiące masek, a potwory tysiące twarzy”
Zazwyczaj w powieściach kryminalnych bywa tak, że narratorem
opowieści bywa policjant, detektyw, czasami ofiara. Ale ile powstało
kryminałów, w których pierwsze skrzypce grałby seryjny morderca? Niewiele.
Czasami zdarza się, że różni autorzy próbują wpleść w fabułę punkt widzenia
oprawcy, ale zazwyczaj jest tego tyle, co kot napłakał – choć nie da się ukryć,
że chwilami taka perspektywa bywa naprawdę pobudzająca. A wiecie, co postanowił
zrobić Przemek Corso? On z seryjnego mordercy zrobił głównego bohatera swojej
książki. A może antybohatera? Kto wie…
Kuba to bezwzględny seryjny morderca. Nie potrzebuje motywu,
po prostu doskonale bawi się odbierając innym życie. Traktuje to jak sport. I
już samo to sprawia, że w czytelniku budzi się ciekawość. Bo wiecie, zazwyczaj
morderca ma jakieś konkretne pobudki… A to trudne dzieciństwo, a to
poszukiwanie zemsty, a to niechęć do blondynek, bo kiedyś jedna z nich dała mu
kosza. Mają konkretne modus operandi.
A Kuba? Kuba nie ma. Fakt, bardzo uważanie dobiera swoje ofiary i ma wszystko
idealnie zaplanowane, ale ciężko tak naprawdę stworzyć typowy portret
psychologiczny takiego zabójcy.
Niestety, w pewnym momencie kosa trafia na kamień. Ktoś
zaczyna polować na niego i jego rodzinę… Wpada w konflikty z gangsterami, użera
się ze szwagrem, ma problemy rodzinne. Zaczyna tracić kontrolę nad tym, co się
dzieje w jego życiu, a zdecydowanie tego nie lubi – widzicie jednak, że
historia Kuby jest wręcz naszpikowana akcją. Mocną, konkretną akcją.
Morderstwa, pozbywanie się zwłok, unikanie policji, porachunki z gangsterami –
a ci tutaj się nie cackają z tymi, którzy mogą im w jakikolwiek sposób
zaszkodzić. Tak więc nie ma tutaj żadnego idealizowania głównego bohatera – raz
jest na górze, raz na dole. Raz jest drapieżnikiem, raz staje się ofiarą – samo
życie.
Do gustu przypadła mi nie tylko sama fabuła tej powieści, ale również styl autora. Przez tę historię po prostu się płynęło. Świetnie napisana, idealnie wyważone opisy i dialogi, wprowadzanie mocniejszych słów wtedy, kiedy jest to potrzebne, ale bez nadmiernej przesady, jak to czasami w tego typu mocnych kryminałach bywa. Tutaj panuje idealna równowaga. Kiedy emocje mają wziąć górę nad bohaterami to tak się właśnie dzieje, kiedy mają zachować pokerową twarz to to robią, a kiedy pojawia się brutalność i strach, to są naprawdę odpowiednio zaprezentowane. Przemek Corso zrobił naprawdę dobrą robotę, niesamowicie urzekającą i klimatyczną.
Nie można też niczego złego napisać w odniesieniu do kreacji
bohaterów. Kuba jest doskonale skrojoną postacią i choć tego, że jest w nim
mrok i okrucieństwo, ciężko faceta nie polubić. Czy to dziwne, że trzyma się
kciuki za seryjnego mordercę? Że w chwilach, gdy był ofiarą, w mojej głowie
momentalnie pojawiała się myśl: „Dajcie mu czas, Kuba Was jeszcze wykończy i
się zemści”? Nawet bohaterowie drugoplanowi są porządnie przedstawieni, co nie
zawsze jest w książkach widoczne. No i pojawia się jeszcze motyw psychopaty,
który zaczyna polować na rodzinę Kuby – ten to ma dopiero nierówno pod sufitem!
Widać to już po samych jego wypowiedziach i zagrywkach.
Co ciekawe, chociaż jest to typowa powieść kryminalna i to
właśnie zbrodnie i gangsterskie porachunki są tutaj motywem wiodącym, to jednak
autor skrzętnie wplótł w to wszystko kilka dodatkowych wątków. Pojawia się
kwestia związku i rodziny, pozornie szczęśliwego i w pełni ułożonego życia,
które jednak często bywa czymś bardzo złudnym. Pojawia się ogrom emocji,
pragnienie zemsty, problemy z alkoholem czy narkotykami, a także zagrożenia,
jakie może nieść ze sobą zbytnia aktywność w mediach społecznościowych. A
wszystko to naprawdę idealnie ze sobą współgra.
Serca twego chłód to książka, która ogromnie przypadła mi do
gustu – sama się chyba nawet nie spodziewałam, że odbiorę ją aż tak pozytywnie.
To chyba pierwsze aż tak wielkie zaskoczenie czytelnicze w tym roku. Wierzcie
mi, uwielbiam te chwile, w których kończę książkę, odkładam ją na bok i mówię
sama do siebie: „Kurde, ale to było dobre”.
Za egzemplarz dziękuję wydawcy.