Wymiary: 144 x 205 mm
Jako osoba, która tematem czarownic interesuje się odkąd
tylko pamięta, nie mogłam przejść obojętnie obok dzieła Kristen J. Sollee. Wiedźmy,
czarownice, kochanki diabła, nierządnice… Rożnie nazywano kobiety silne, które
zawsze miały odwagę bronić swojego zdania, walczyć o swoje i sprzeciwiać się
woli mężczyzn. Dzisiaj świat wygląda zupełnie inaczej, kobiety sporo wywalczyły
a i ich status w społeczeństwie jest na szczęście zupełnie inny. A komu to
zawdzięczamy? Być może właśnie tym, które nazywano niegdyś wiedźmami.
Niezależnie od tego, jak będziemy pojmować słowo „wiedźma” czy „czarownica”, czy uznamy definicje taką czy inną, jedno jest niezmienne – zawsze wiąże się to z charyzmą, indywidualnością i siłą. Czy będzie to faktycznie wiccanka czy poganka, czy też kobieta, która nie bała się niegdyś wyrażać własnego zdania, ale nie miała do czynienia z praktykami ezoterycznymi, silne kobiety zawsze miały pod górkę. Sollee w swojej książce zabiera nas w podróż – dosłownie – po wielu zakątkach świata, prezentując miejsca, które można uznać za kolebkę czarownic, opisując jak wyglądały w danym miejscu ich prześladowania i jak na przestrzeni dziejów zmieniało się postrzeganie tych kobiet.
Zapewne jakbym Was zapytała o miasto, czy też kraj, który
najbardziej kojarzy Wam się z czarownicami, to z pewnością usłyszałabym jedno:
Salem w USA. Ewentualnie może ktoś wspomniałby o sabacie na górze Brocken w
Niemczech. A jednak można przemierzyć tak naprawdę całą Europę i praktycznie
wszędzie znaleźć różne legendy, mity i podania na temat czarostwa. Francja,
Włochy, Irlandia, Wielka Brytania… autorka opisuje jak w tych krajach nękano
kobiety, którym zarzucono kontakty i paktowanie z diabłem. Nie ma tutaj może
zbyt wiele o typowych torturach samych w sobie, ale zdecydowanie podoba mi się
fakt, że Sollee tak obszernie podeszła do tematu, jeżeli weźmiemy pod uwagę
różnorodność geograficzną.
Zielarki, akuszerki, szeptuchy, indywidualistki – te
wszystkie kobiety musiały się mierzyć z ogromem oskarżeń. Palenie na stosie,
wieszanie, prześladowania. A wiecie ile niewinnych kobiet tak naprawdę straciło
życie przez czyjeś chore „widzi-mi-się”? Bo wiecie, żadna szanująca się
czarownica nie dałaby się pochłonąć na stosie! No halo, w końcu podobno
kontrolujemy żywioły i paktujemy z Szatanem, nie? Więc ogień nam nie straszny.
Sollee w oparciu o wiele tekstów źródłowych a także rozmów z mieszkańcami
poszczególnych ziem w znakomity i bardzo przystępny sposób opisuje nam historię
czarownic w różnych krajach.
Niesamowite jest to, że ta kobieta faktycznie postanowiła
odwiedzić mnóstwo miejsc związanych z tematyką czarownic. Dlatego właśnie ta
książka jest podróżą i niezapomnianą przygodą. Sollee opisuje wszystko tak, jak
widziała to stawiając pierwsze kroki w danym mieście. Kawiarenki, uliczki,
symbole. Wiecie, że istnieją nawet taksówki z logiem czarownicy? Tak, obecnie
na tym motywie można zbić niezły biznes. Obecnie czarownice są postrzegane
zupełnie inaczej, ale my, wraz z autorką, cofamy się setki lat wstecz, aby
zobaczyć, jak rozwijało się postrzeganie tej tematyki oraz jak sobie „radzono”
z kobietami… niepodporządkowanymi.
Jest w tym wszystkim aura tajemnicy i niedopowiedzeń. Jakby
cała prawda nigdy i tak nie miała ujrzeć światła dziennego. Jakby istniały
strażniczki tej historii, które wolą milczeć i zachować pewne rzeczy tylko dla
siebie. Mimo wszystko była to książka poruszająca wyobraźnię, ale również
obfitująca w wiedzę społeczno-historyczną. Bardzo ciekawe ujęcie tematu!
Podobało mi się!
Za egzemplarz dziękuję wydawcy.