Wymiary: 125 x 195 mm
Z twórczością Andrzeja Ziemiańskiego zapoznałam się stosunkowo
niedawno. Miało to miejsce przy okazji premiery książki Cyberpunk. Odrodzenie,
która naprawdę mi się spodobała. A ponieważ wiele osób niejednokrotnie polecało
mi zapoznanie się z fantastyką tego autora, głównie z prawdopodobnie jego
najsłynniejszym cyklem o księżniczce Achai, to nadarzyła się kolejna, doskonała
okazja, aby to uczynić. Wydawnictwo postanowiło wznowić cykl w cudownej szacie
graficznej, dlatego nie zwlekając zbyt długo, zamówiłam pierwszy tom z
księgarni Tania Książka.
Zapomnijcie o wszystkim, czego uczono Was o księżniczkach. Zapomnijcie
o tym, że są ubóstwiane, rozpieszczane i noszą piękne suknie. Achaja nigdy taka
nie była. Zawsze bardziej interesowały ją zajęcia typowo dla chłopców,
strategia i walka. I chociaż faktycznie można było w niej dostrzec ogromny
talent ku temu, tak nawet ten talent nie uratował jej przed brutalnością
świata. Jej nowa macocha uknuła spisek, w wyniku którego piętnastoletnia Achaja
trafiła do wojska. To tam po raz pierwszy doświadczyła poniżenia. Potem trafiła
do niewoli, gdzie poniżano ją jeszcze bardziej. Miała do wyboru dwa wyjścia:
albo się dostosuje do nowej rzeczywistości i jakoś przetrwa, albo szybko zginie
w wielkich męczarniach.
Historia Achai jest naprawdę niesamowicie wciągająca,
chociaż tak naprawdę mamy tutaj okazję śledzić losy jeszcze innych bohaterów, a
każdemu z nich poświęcono tyle samo uwagi. Nie da się jednak ukryć, że to właśnie
perspektywa tytułowej bohaterki najbardziej mnie zaintrygowała. Chociaż nie
napiszę, że już w tym tomie mamy okazję całkowicie obserwować jej przemianę, to
jestem pewna, że w kolejnych tomach z pewnością będzie to dużo bardziej
widoczne. Tutaj Achaja była z początku nieco zagubionym dzieckiem, uczyła się
każdego dnia tego, jak przetrwać, jak iść dalej. Dopiero zaczęła się
kształtować, dorastać. Stawać się kobietą. Jednak nie da się ukryć, że nie
miała ku temu zbyt pięknych okoliczności.
Wierzcie mi, autor naprawdę niczego nie upiększa. Tutaj jest
brutalność, okrucieństwo, wojna, gwałt, niewolnictwo, praca do omdlenia. Każdy dba
o własne dobro, chce ugrać jak najwięcej dla siebie. Niewolnictwo na pustyni,
ciężka praca w wojsku, próby ucieczek, tortury… Naprawdę, nie przesadzam. To
wszystko charakteryzuje przede wszystkim rozdziały o Achai, a co z resztą? Część
z nich to wątek czarodzieja Merditha, nieco religijny, poszukiwawczy. Aczkolwiek wydaje mi się, że jego postać
można było nakreślić nieco mocniej. Czarodzieje zawsze mają spore pole do popisu.
Pojawia się jeszcze trzecia perspektywa, w której poznajemy Zaana i Siriusa,
ale akurat opowieść o tej dwójce chyba najmniej mnie chwyciła za serce.
Fakt, że Achaja dynamicznie reagowała na zmianę otoczenia
świadczy o jej elastyczności i chęci przetrwania. Owszem, trochę mnie zdziwił
brak emocji w pewnych sytuacjach, które zdecydowanie dla młodej kobiety nie
były szczytem marzeń. Jednak czy Achaja mogła sobie pozwolić na użalanie się nad
sobą i płakanie w poduszkę? Nie bardzo. Każde wydarzenie z pewnością odcisnęło
na niej piętno i jestem ogromnie ciekawa, jak jej postać będzie rozwijać się
dalej. Podoba mi się także uniwersum stworzone przez autora oraz ta płynność w pisaniu.
Nie mogę narzekać na to, że nic się tutaj nie działo – zaprezentowana przez
Ziemiańskiego historia zaintrygowała mnie i naprawdę dobrze się to czytało.
Z pewnością sięgnę po kolejne tomy tego cyklu, aby zobaczyć, jak dalej rozwiną się nakreślone tutaj wątki. Aby sprawdzić, w jakim kierunku podąży historia Achai oraz jak ta bohaterka będzie ewoluować. Na chwilę obecną muszę przyznać, że trzymam się raczej z fanami autora niż z tymi, którzy tę książkę mocno negują. Nie wiem, czy ulegnie to zmianie czy też nie, ale z pewnością się o tym przekonam!