Wymiary: 140 x 200 mm
Czy zauważyliście, że szkoły baletowe w literaturze czy
filmach niejednokrotnie są przedstawiane jako mieszanina czegoś iście
bajecznego i niebezpiecznie mrocznego? Z jednej strony to czyste piękno,
eteryczność, lekkość i spełnianie marzeń. Z drugiej ciężka praca, dążenie do
doskonałości i… zawiść oraz zazdrość. Pamiętam, jak mocno byłam urzeczona
filmem Black Swan, w którym grały
Natalie Portman i Mila Kunis, dlatego właśnie skusiłam się na powieść Pretty Tiny Things, osadzoną w naprawdę
identycznym klimacie!
Autorki przenoszą nas do świata prestiżowej szkoły baletowej
i prezentują historię trzech różnych dziewcząt. Prym zdecydowanie wiedzie
Bette, będąca jakby odzwierciedleniem typowej królowej pszczół z amerykańskich
komedii. Pochodząca z dobrej i bogatej rodziny, perfekcjonistka, podziwiana
przez wszystkich, zawsze idealna. A jednak, skrywa w sobie okropny charakter
manipulantki i zołzy. Co tak naprawdę się za tym skrywa? I czy to właśnie Bette
jest w stanie bez skrupułów pozbyć się każdej innej dziewczyny, która stanie
jej na drodze do zdobycia głównej roli w balecie?
Stajemy się obserwatorami typowego, baletowego życia. Treningi, zajęcia, pasja, uwagi ze strony nauczycieli, uznanie widowni po doskonałym występie – to wszystko jest tutaj bardzo mocno nakreślone, stanowi porządnie wykreowane podłoże do rozgrywających się wydarzeń i zaprezentowania skomplikowanych relacji panujących między bohaterami. Atmosfera jest naprawdę doskonała. Chwilami mroczna i duszna, jakby za chwilę deski sceny czy sali treningowej miały się zawalić pod wszystkimi tancerzami… A to zaledwie początek, bowiem okazuje się, że ludzie potrafią być naprawdę okrutni. Pod pięknymi maskami skrywają istną brzydotę charakteru.
Gigi jest tutaj chyba najmniej problematyczną dziewczyną.
Nie chce nikomu wchodzić w drogę, pragnie po prostu spełniać swoje marzenia i
tańczyć. A ponieważ jest w tym naprawdę dobra, to nauczyciele ją doceniają. I
to zdecydowanie boli jej potencjalne rywalki, które zaczynają ją niszczyć i
roznosić plotki na jej temat – z resztą nie tylko na jej. Jednak to chyba
właśnie ona jako jedyna zachowywała tutaj najbardziej zdrowy rozsądek. O Bette
już co nieco napisałam, pozostaje więc trzecia dziewczyna – June. Mocno
zagubiona, targana strachem i niepewnością, pragnąca udowodnić całemu światu,
że zasługuje na główną rolę i jest doskonałą tancerką. Odbijało się to mocno na
jej samoocenie, samoakceptacji i zdrowiu fizycznym.
Nie brakuje tutaj też typowych rozterek, z którymi zmagają
się wszystkie nastolatki. A to problemy z akceptacją przez rówieśników, a to
słuchanie obelg, a to nieudane romanse i złamane serca… Ale to wszystko wydaje
się być niczym z realnym zagrożeniem, jakim jest upadek z wysokości w trakcie
treningów czy wylądowanie pod kołami samochodu… A wierzcie mi, takie rzeczy się
tutaj dzieją. Jakby ci młodzi ludzie nie mieli żadnych skrupułów. Jakby po
trupach dążyli do celu. Iście toksyczne relacje, sztuczne uśmiechy, kłamstwa i
niedopowiedzenia – to zdecydowanie mocno widoczne w tej książce elementy. A
pojawia się również kwestia zaburzeń odżywiania!
Zdecydowanie jest to jedna z ciekawszych powieści
młodzieżowych, jakie czytałam w swoim życiu. Może bez wyjątkowo wartkiej akcji,
ale tutaj główne skrzypce grają zupełnie inne aspekty. Nie jest to ckliwa i
cukierkowa opowiastka o przyjaźni w szkole baletowej. To historia o młodych
ludziach, pozbawionych skrupułów, z których każdy mierzy się z własnymi
koszmarami. Dobra rzecz.
Za egzemplarz dziękuję wydawcy.