Wymiary: 139 x 209 mm
Christopher Berry-Dee to autor, który albo zyskuje sympatię,
albo bardzo szybko rezygnuje się z zapoznawania się z jego dziełami.
Zauważyłam, że niektórym zupełnie nie przypadł do gustu jego sposób
prezentowania pewnych faktów, inni zniechęcili się tym, że autor na każdym kroku
zachwalał sam siebie, ale jednak znaleźli się tacy, którzy jego twórczość
polubili. W tym gronie znalazła się też moja osoba. Przymykałam oko na pewne
elementy w jego książkach, bowiem wolałam skupić się na tym, co faktycznie mnie
interesowało, a co było całkiem nieźle przedstawione – na spotkaniach z
seryjnymi mordercami i psychopatami.
W moje ręce trafiła niedawno czwarta książka tego autora
wydana w naszym kraju. Rozmowy z
seryjnymi mordercami. Najgorsi na świecie to historia zaledwie kilku osób,
z których każda otrzymała tutaj swój własny rozdział. Chociaż chwilami można
odnieść wrażenie, że całość jest nieco chaotyczna, to mimo wszystko autor
przekazuje czytelnikom spore dawki informacji. Nie brakuje tutaj not
biograficznych na temat opisywanych osób, śledztw z nimi powiązanych, a także
fragmentów rozmów czy wspomnień z tego, jak autor je z nimi przeprowadzał.
Dalej uważam, że Berry-Dee jest niezłym świrem-pasjonatem. Niejednokrotnie Ci
ludzie grozili mu prosto w twarz, że go zabiją.
Christopher Berry-Dee pisząc swoje opracowania musiał
przekopać się przez wiele akt sądowych i policyjnych, wielokrotnie prowadził ze
swoimi „bohaterami” rozmowy twarzą w twarz czy też kontaktował się z nimi za
pomocą listów, a następnie wszystkie zebrane informacje musiał połączyć razem,
wybrać to, co najważniejsze i najciekawsze, a potem jeszcze odpowiednio to
wszystko opisać, aby czytelnik nie czuł się osaczony nadmiarem nużących faktów.
Osobiście wychodzę z założenia, że całkiem nieźle mu się to udało. Znalazł w
tym wszystkim pewną równowagę, chociaż faktycznie żałuję, że w jego książkach
rzadko kiedy można natrafić na typowe rozmowy, jakby wskazywały na to tytuły.
Czasami przewijają się ich fragmenty czy cytaty, ale tak to jednak mamy do
czynienia z czymś bardziej w formie czystego reportażu, nie wywiadów.
Co ciekawe, autor na samym wstępie, a nie na końcu, zrobił coś w formie podsumowania, tworząc krótką charakterystykę seryjnych morderców i psychopatów. Wymienił konkretne cechy, które zazwyczaj łączą wszystkich ludzi tego typu – mowa tutaj nie tylko o sposobach zachowania, ale też okresie dzieciństwa, warunkach rodzinnych i wychowawczych. Potem też próbował do owych punktów nawiązywać w każdym rozdziale, aby znaleźć jakby podłoże działań każdego ze zbrodniarzy, choć większość z nich oczywiście nigdy nie widzi nic złego w swoim działaniu, ani w sobie samym. To w sumie też chyba jedna z cech charakterystycznych.
Jest to już druga książka Berry’ego-Dee, w której autor tak
bardzo nie zachwala swojej pracy i innych publikacji. Wiem, że wiele osób się
przez to nieco zniechęciło, ale tak naprawdę mocno uwydatnione było to chyba
tylko w przypadku jednego tytułu. Potem zaczęło się zmniejszać, aż w końcu w
przypadku tej książki, jak i Rozmów z
seryjnymi morderczyniami, praktycznie w ogóle tego nie dostrzegałam. Autor
skupia się po prostu na tym, co chce przekazać czytelnikom, w odpowiednich
momentach rzucając jakimś mocniejszym „smaczkiem”, aby podsycić atmosferę.
Chwilami jest dosyć brutalnie i makabrycznie. Chwilami bardziej psychologicznie.
Oto przed Wami historie Johna Gacy’ego, seryjnego mordercy od czasów nastoletnich; Kennetha Alessio Bianchiego, sadysty seksualnego; Williama Heirensa, który uwielbiał eksperymenty chemiczne oraz Johna Davida Guise Canna – seryjnego gwałciciela. Pojawia się tutaj jeszcze krótki rozdział na temat Patricii Wright, chociaż nie do końca rozumiem, dlaczego autor ją tutaj umieścił, gdyż nie zasługuje ona na miano seryjnej morderczyni. Nie mnie jednak oceniać. Książkę czytałam z przyjemnością, podobnie jak poprzednie publikacje tego autora. Nie są idealne, ale zdecydowanie dobrze spędzam z nimi czas i poruszają tę tematykę, którą lubię zgłębiać.
Za egzemplarz dziękuję wydawcy.