Wymiary: 125 x 205 mm
Seria: Kate Daniels #9
Na temat serii o Kate Daniels mogłabym mówić i pisać
godzinami. Od lat ta seria zajmuje specjalne miejsce w moim sercu i naprawdę
nic się w tej kwestii nie zmienia. Z każdym kolejnym tomem moja miłość się
umacnia, a ja jestem całkowicie przekonana, że to najlepsza w moim odczuciu
saga urban fantasy. Niejednokrotnie korciło mnie, żeby nie czekać na kolejne
tomy w polskim wydaniu, a jak najszybciej dobrnąć do końca całego cyklu w
wersji oryginalnej, ale za każdym razem się powstrzymywałam. Wiecie dlaczego?
Bo chciałam sobie to dawkować. Z jednej strony ciągnęło mnie do końca, a z
drugiej w ogóle nie miałam ochoty do niego docierać. Jednak koniec zbliża się
nieubłagalnie, bowiem Magia łączy to
przedostatni tom…
Życie Kate nigdy nie było łatwe, a skomplikowało się jeszcze
bardziej, kiedy Roland, jej wszechpotężny ojciec, postanowił wziąć sobie do
serca rolę tatusia. Stacjonuje na granicach Atlanty i choć obiecał, że nie
wypowie swojej córce wojny, to mimo wszystko Kate widzi podstęp w każdym jego
uczynku. Co gorsza, Wyrocznia Wiedźm przepowiedziała, że jeżeli Kate poślubi
mężczyznę, którego kocha, jej wspaniała Atlanta spłonie. Każda wizja związana z
jej przyszłością jest całkowicie beznadziejna i bolesna. W każdej z nich Kate
traci to, co najcenniejsze. Ale chwila! Przecież mówimy o Kate Daniels! A ta
kobieta nigdy nie daje za wygraną!
Niesamowicie podoba mi się to, jak rozwijają się zdolności
głównej bohaterki. Ja od początku wiedziałam, że ona jest kozakiem, ale jeżeli
weźmiemy pod uwagę fakt, że w jej żyłach krąży starożytna i królewska krew, to
naprawdę dostrzeżemy w niej jeszcze większy potencjał. Potencjał, który Kate
zawsze próbowała tłumić, bo nie chciała stać się taka, jak jej ojciec. Ale to
właśnie ta krew, te geny, dają jej moc, siłę i niepowtarzalne umiejętności. To
właśnie dzięki nim zawsze wychodziła cało z każdej opresji i unikała śmierci.
Wiecie, ta laska jest naprawdę niesamowita. Pewna siebie i nieco arogancka, jej
drugie imię to sarkazm, trzecie to ironia, ale nie zapominajmy o wielkim sercu,
które bije w jej klatce piersiowej. Dla swoich bliskich zrobi wszystko, łącznie
z poświęceniem samej siebie.
Niewiele jest bohaterek literackich, które stają się tak
bliskie mojemu sercu. Z Kate łączy mnie niesamowita więź – jest moim alter ego
(jak się okazuje mamy nawet taką samą wizję jeśli chodzi o planowanie ślubu!
Czyli właściwie żadną i najlepiej żeby po prostu rzucić sobie szybkie „tak” i
po sprawie, jeżeli już faktycznie tak trzeba), moją siostrą, moją przyjaciółką.
Dlatego tak mocno przeżywam wszystkie wydarzenia, które rozgrywają się w jej
życiu. A w tym tomie naprawdę działo się sporo, było ciężko, pojawiało się
mnóstwo komplikacji i na pierwszy rzut oka sytuacji całkowicie beznadziejnych,
pozbawionych jakiekolwiek dobrego rozwiązania. Nie wyglądało to kolorowo, ale
zdecydowanie mnóstwo się tutaj działo. W przypadku tego cyklu nigdy nie można
narzekać na brak akcji, słabe tempo czy emocjonalny chłód.
Niesamowite jest to, jak wiele się zmieniło w tej serii. Do
tej pory pamiętam te pierwsze spotkania z Władcą Bestii, to przekomarzanie się,
ten rozwój wszelkich relacji z pozostałymi bohaterami. A teraz? Teraz mamy już
w pełni dojrzałe i konkretne plany, choć sarkazm dalej przewija się w każdej
możliwej sytuacji, nawet tej najbardziej beznadziejnej. Typowy urok urban
fantasy. Uwielbiam Currana i jego relację oraz oddanie względem Kate. Przepadam
za kreacją bohaterów w tym cyklu, bowiem każdy ma tutaj do odegrania ważną
rolę. Każdy jest wyrazisty, a i nie można zarzucić państwu Andrews braku
oryginalności czy tego, że nie dbają o różnorodność.
A nawiązując jeszcze do tego rozwoju wydarzeń, jaki miał
miejsce przez te dziewięć tomów… Pojawienie się Rolanda zdecydowanie jeszcze
bardziej podsyciło atmosferę. I wciąż jest on dla mnie zagadką. Z jednej strony
zabijał każde swoje dziecko, miał zapewne podobne plany związane z Kate, a
jednak na swój chory i pokręcony sposób kocha ją i jest z niej dumny. Łaknę
scen z udziałem tych dwójki, bowiem ich relacja jest iście skomplikowana i
trudna do wyjaśnienia. Nigdy nie wiadomo, jak zakończy się spotkanie dwóch tak
silnych charakterów, nigdy nie wiadomo, co tym razem wymyśli Roland.
Ta lektura była cudowna, wspaniała, niezapomniana. Seria o Kate Daniels to po prostu majstersztyk. Ogrom emocji, humoru, akcji. Magia łączy to naprawdę wielowątkowa powieść, która ma w sobie wszystko to, co powinna. To także cisza przed burzą – bo wierzcie mi, po tym zakończeniu Roland powróci. Wkurzony. Mocno. Więc jestem przekonana, że finał sagi zapewni mi wręcz istną burzę emocji. I z jednej strony nie mogę się tego doczekać, a z drugiej łezka w oku się kręci, że koniec już tak blisko…
Za egzemplarz dziękuję wydawcy.