Wymiary: 132 x 202 mm
Cykl: Kroniki Nicci #4
Chociaż do tej pory nie udało mi się zapoznać z cyklem Miecz Prawdy autorstwa Terry’ego
Goodkinda, tak z dumą stwierdzam, że jestem na bieżąco z inną serią, która
wyszła spod jego pióra. O czym też świadczy ta recenzja… Serce z czarnego lodu to czwarty tom Kronik Nicci, naprawdę
niesamowicie klimatycznej sagi osadzonej w świecie pełnym magii, ale i wielu
zagrożeń, spisków i niebezpieczeństw. A zwłaszcza teraz, kiedy bohaterowie
odkrywają, że narasta nowe niebezpieczeństwo, straszliwa potęga, która może
zniszczyć cały Stary Świat.
Tym, co zdecydowanie najbardziej urzeka mnie w tym cyklu,
jest wykreowany przez autora świat. Z każdym kolejnym tomem przemierzamy jego
kolejne zakamarki, odkrywamy pewne sekrety, ale też w naszej wyobraźni tworzy
się naprawdę niesamowite miejsce, w którym tak wiele się dzieje. To naprawdę
jedno z ciekawszych uniwersum w świecie fantastyki – i skoro takie wrażenie
wywarło na mnie zaledwie przy jednej sadze, to aż strach pomyśleć, co się
stanie, gdy w końcu nadrobię moje ogromne zaległości i sięgnę po Miecz Prawdy…
Doskonała kreacja dotyczy również wszystkich bohaterów.
Nicci to naprawdę świetna postać kobieca i chociaż to głównie na niej skupia
się saga, to Goodkind nie zapomniał o wielu innych postaciach, które pojawiają
się u jej boku. Nikogo zapewne nie zdziwi fakt, że uwielbiam najbardziej jej
panterę, ale tak naprawdę ogromne znaczenie mają tutaj jej towarzysze: Bannon,
Lila, Nathan. Wszyscy tak naprawdę działają w tym samum celu, którym tym razem
jest stawienie czoła wielkiej armii generała Utrosa… Pojawia się tutaj motyw
pirackiej bandy, gigantycznego zagrożenia i handlarzy niewolników.
Wojna aż emanuje z kart tej powieści. Nie brakuje tutaj
elementów szpiegowania przeciwnika, rozbudowy armii, aż w końcu wielkiej
rozgrywki. Wiecie, nawet chwilami przypominało mi to klimat podobny do Powrotu króla od Tolkiena… Oczami
wyobraźni widziałam wielki obszar opustoszałej ziemi, na której rozgrywa się
niemal walka stulecia. Obszar, gdzie wielka armia Norukai wydaje się całkowicie
dominować nad przeciwnikiem – Nicci oraz jej kompanii doskonale zdawali sobie
sprawę z powagi sytuacji, z tego, że zagrożenie jest ogromne i czeka ich trudna
walka. Niekoniecznie zwycięska.
Z przyjemnością śledziłam losy bohaterów, mocno trzymając za
nich kciuki. Mamy tutaj do czynienia z różnymi punktami widzenia, a co za tym
idzie, narratorem przy każdym rozdziale jest inny bohater. Jest to dosyć
ciekawy zabieg, bo wydawać by się mogło, że skoro saga nosi tytuł Kroniki Nicci, to wszelkie rozgrywające
się tutaj wydarzenia będziemy poznawać z jej perspektywy. Goodkind jednak
stawia ją na równi z jej towarzyszami, a w tym przypadku również z głównym
antagonistą – widzimy rosnącą potęgę Utrosa, żądzę władzy, wręcz ogłupienie
mocą i władzą. Typowy czarny charakter, który tworzy armię, aby zapanować nad
światem.
Z całego serca polecam Wam zapoznaniem się z tym cyklem,
zwłaszcza jeżeli jesteście fanami naprawdę dobrej fantastyki. Terry Goodkind to
lata doświadczenia w pisaniu wspaniałych opowieści, epickich i wciągających.
Świetne pomysły, dobre rozbudowanie fabuły, kreacja bohaterów, rozwój wydarzeń
– a do tego wszystkiego naprawdę świetny styl i język! Ciężko nie poczuć się
urzeczonym jego twórczością, skoro wszystko tutaj tak idealnie ze sobą
współgra.