Wymiary: 135 x 202 mm
Kraina Lovecrafta wydała
mi się być pozycją dosyć interesującą z jednego, głównego powodu. Nazwiska
jednego z najbardziej cenionych twórców grozy w tytule. Fakt, że w pewnym
momencie informacja o premierze książki, jak i serialu, wyskakiwała niemal z
mojej lodówki, nie do końca mnie przekonywał – nigdy nie daję się zwieść
natarczywym reklamom. Mimo wszystko jednak postanowiłam zobaczyć, czy
zaprezentowana przez Matta Ruffa faktycznie będzie miała w sobie coś intrygującego.
Tym, co faktycznie mocno uderza czytelnika już na samym
początku, jest coś, o czym mowa w samym opisie fabuły. Rasizm. Mocny, wyraźny,
niesamowicie dosadny. Ludzie o innym kolorze skóry niż biały muszą się mieć
stale na baczności, co gorsza, powstał nawet specjalny podręcznik przetrwania, w
którym mogą znaleźć wskazówki, jak żyć w tak nieprzyjaznym im świecie. Daje się
to naprawdę mocno we znaki, aczkolwiek tylko na początku tej powieści – szybko ustępuje
miejsca tej części fabuły, która wiąże się z podróżą przez Stany i odkrywaniem
wielu tajemnic.
Choć wydawać by się mogło, że głównym bohaterem będzie Atticus Turner, to tak naprawdę
owa książka sprawia wrażenie zbioru dłuższych opowiadań, gdzie dopiero na sam
koniec losy poszczególnych postaci splatają się ze sobą. Autor przeskakuje
chwilami z jednego punktu do drugiego, zmieniając okoliczności i narrację. W
pierwszej chwili, gdy do tego doszło, poczułam lekką dezorientację, aczkolwiek
potem wiedziałam już, jaki Ruff miał zamysł. Niestety, nie do końca poczułam w
tym wszystkim klimat Stanów Zjednoczonych z lat 50., a grozy i potworów było w
tym chyba jeszcze mniej.
Nie ukrywam, że styl autora jest lekki i przyjemny, więc
chociaż historie niektórych bohaterów chwilami się nieco dłużą, przede
wszystkim ze względu na mnogość motywów i wątków, chwilami jakby jednak
urywanych, to mimo wszystko da się to udźwignąć. Niestety, żaden z bohaterów
nie wzbudził we mnie większej sympatii – są oni wykreowani raczej średnio, ciężko
byłoby mi tutaj kogokolwiek mocniej i w bardziej konkretny sposób
scharakteryzować. Chociaż połapałam się w historii każdego z nich, to po prostu
brakowało mi w tym wszystkim emocji. Teoretycznie stałam u boku każdego z nich,
ale jednak byłam zupełnie obojętna.
Wydaje mi się, że tytuł tej książki był zaledwie dobrym
chwytem marketingowym. Fani Lovecrafta mogą się poczuć mocno rozczarowani,
bowiem niespecjalnie można tutaj znaleźć nawiązania do jego twórczości i
słynnych potworów. Jasne, to nie tak, że kompletnie tutaj tego brakuje, ale
liczyłam na wiele, wiele więcej. Z jednej strony historia Atticusa była
promowana jako walka z potworami, co wskazywałoby na mocny wątek fantastyczny,
z drugiej miałam poruszać istotną kwestię segregacji rasowej. A wyszło tak, że
obydwa te elementy są w niej w ilościach śladowych, jeżeli odniesiemy to do
całości fabuły.
Tak naprawdę to nie jestem w stanie ocenić tej książki. Z jednej strony chwilami czytało mi się ją naprawdę dobrze, ale niestety są w niej pewne minusy, które starałam się tutaj opisać. Myślę, że jest po prostu takim typowym średniakiem – ten kolokwializm chyba najlepiej prezentuje moje odczucia względem owej pozycji. Jeżeli jednak cokolwiek w tym tytule wydaje wam się być interesujące, to po prostu dajcie mu szansę i przekonajcie się sami – kto wie, może do was przemówi bardziej niż do mnie.
Za egzemplarz dziękuję wydawcy.