Wymiary: 144 x 205 mm
Sidney Gottlieb, amerykański chemik, który odegrał znaczącą
rolę naukową w programie znanym jako Projekt MK-ULTRA. Celem prowadzonych w
jego ramach badań była próba znalezienia złotego środka do kontrolowania
ludzkich umysłów. Sam Gottlieb uczył się od nazistów, którzy w czasie II Wojny
Światowej prowadzili pełne makabry i okrucieństwa eksperymenty na jeńcach
wojennych, sam nie ustępował im jeżeli chodzi o ludzkie odczucia. Ponieważ
jestem ogromna fanką tematyki związanej z tajnymi eksperymentami, to nie mogłam
przejść obojętnie obok bestsellerowej pozycji, która w tak dobry sposób
zaprezentowała sylwetkę tego naukowca.
Miałam naprawdę spore oczekiwania względem tej książki i
mogę śmiało napisać, że zostały one spełnione. Otrzymałam naprawdę bardzo
rzetelną opowieść, wielowymiarową, konkretną, mocną i rozbudowaną. Doktor Śmierć to kawał porządnej literatury
faktu, aczkolwiek napisanej w tak doskonałym stylu, że nie sposób się od niej
oderwać. Byłam naprawdę pozytywnie zaskoczona tym, jak doskonale mi się ją
czytało – niejednokrotnie mocne książki z tego gatunku bywają męczące i trzeba
je sobie odpowiednio dawkować, tutaj było odwrotnie.
Mamy okazję zapoznać się z początkami kariery Sidneya
Gottlieba, obserwować jego wzloty i upadki, poznać człowieka, który bez
skrupułów eksperymentował na ludziach. Był perfekcjonistą i zdecydowanie nie
było mu obce sformułowanie „po trupach do celu”. Projekt MK-ULTRA, który
nadzorował, miał znaleźć metodę czy też substancję, która pozwoli CIA
kontrolować ludzkie umysły. Zamysł w ogóle był niemal niewyobrażalny – naukowcy
zastanawiali się, czy istnieje szansa całkowitego wytrzebienia osobowości z
człowieka i zaszczepienia mu zupełnie nowego „ja”. Nie da się ukryć, że jest to
rzecz raczej przerażająca…
Wiele eksperymentów, które zostały tutaj opisane, skupiały
się na podawaniu ludziom różnych dawek LSD i obserwacji, jak narkotyk wpływa na
ich zachowanie. Efekty krótkofalowe, długofalowe, fizyczne i psychiczne. Czy
Gottlieb stosował jakąkolwiek selekcję, jeżeli chodzi o osoby, którym to
podawał? Niespecjalnie. Jego ofiarom padali nie tylko bezdomni czy jeńcy, ale
również upośledzone dzieci, prostytutki, ich klienci, a nawet koledzy z pracy!
Prawda jest taka, że miał za sobą dobre zabezpieczenie – CIA dbało o to, aby
wszystko szło zgodnie z planem. Projekt miał działać, rozwijać się i przynosić
efekty. A Gottlieb zdecydowanie lubił swoją pracę.
Tak naprawdę tytułowy naukowiec szedł o wiele dalej.
Próbował znaleźć techniki i gadżety, które umożliwiłby tajnym agentom na
dyskretne wyeliminowanie wrogów, bawił się truciznami, i to naprawdę mocnymi –
zaledwie 11 gramów jednej z nich mogłoby zabić 55 000 osób! Wyobrażacie to
sobie? Można nawet snuć pewne podejrzenia, że jego eksperymenty sięgały
znacznie dalej, ale z pewnością to, co powinno zostać w ukryciu, pozostanie w
ukryciu. Zapewne nie sposób odkryć całej prawdy, a także opisać emocji, które
towarzyszyły ludziom, na których prowadzono różnego rodzaju eksperymenty,
niejednokrotnie będące po prostu torturami.
Jest to naprawdę bardzo dobra pozycja, napisana w sposób
chronologiczny, odsłaniająca przed nami kolejno stopnie rozwoju nie tylko
kariery i ścieżki naukowej Gottlieba, ale także projektów CIA. Niesamowicie
ciekawa i wciągająca, zwłaszcza dla osób, które naprawdę mocno interesują się
tego typu tematyką. Chociaż mordercza część mojego umysłu czuje lekki niedosyt
makabry, to mimo wszystko czuję się bardzo usatysfakcjonowana ową lekturą i
serdecznie Wam ją polecam!