Kojarzycie legendę o Wandzie, która nie chciała poślubić
Niemca i skoczyła do rzeki? Opowieść o Smoku Wawelskim? Z pewnością! Chociaż w
literaturze nie brakuje inspiracji mitami czy legendami, to niestety rzadko
można trafić na coś, co znamy ze swojego rodzimego kraju. A przecież mamy
naprawdę sporo ciekawych podań, które mogą stanowić niesamowity punkt wyjścia
do opowiedzenia zapadających w pamięć, niezwykle klimatycznych historii! Ja
osobiście uwielbiam historię i legendy krakowskie, dlatego właśnie postanowiłam
się skusić na powieść Jakuba Urbańczyka, który jakby na nowo spróbował
opowiedzieć historię Wandy.
Chociaż zaprezentowane w tej książce wydarzenia są czystą
fikcją literacką, to jednak pojawia się tutaj sporo przypisów, a nawet mapek,
które jednak mocno skupiają się na faktach historycznych czy odkryciach
archeologicznych z okresu IV i V wieku naszej ery. Wędrówka ludów, konkretne
daty, obecnie odkrycia naukowe – tego tutaj nie brakuje. Jest to zdecydowanie
sympatyczny ukłon w stronę fanów historii, a także świadczy to o tym, że i sam
autor dosyć mocno zapoznał się z tematem, który zainspirował go do stworzenia
tej opowieści. Doceniam jak najbardziej taki wkład, ale niestety muszę
przyznać, że sama historia Wandy mnie specjalnie nie urzekła.
Przede wszystkim dlatego, że sama postać młodej księżniczki
Wandy jest niesamowicie irytująca. Zachowuje się cały czas jak małe,
rozkapryszone dziecko. Ktoś taki zdecydowanie nie zasługuje na późniejsze miano
królowej. Bohaterowie są w większości nijacy, brak tutaj konkretów, jeżeli
chodzi o ich kreację, jakiejś charyzmy i pazura. Dosyć słabo wypadały też
dialogi między nimi – sztuczne, momentami tworzone na siłę, jakby wymuszone.
Zdecydowanie nie ułatwiają one zrozumienia fabuły, która już sama w sobie jest
dosyć zawiła i skomplikowana. Niestety nie jest to ten pozytywny rodzaj
zawirowania, który zachęca czytelnika do analizowania poszczególnych wydarzeń.
Tutaj po prostu ciężko jest się we wszystkim połapać.
Z jednej strony pojawia się tutaj sporo różnych wątków,
nawiązania do różnych wierzeń czy mitów, które przeplatają się ze sobą, ale
zdecydowanie zabrakło mi tutaj takiego dobrego klimatu i atmosfery. Co gorsza,
bohaterowie posługują się nowoczesnym językiem, co również mi zgrzytało, jeżeli
weźmiemy pod uwagę, w jakich czasach rozgrywa się akcja. I chociaż faktycznie
wydarzeń jest tutaj sporo, non stop coś się dzieje, to jednak odnoszę wrażenie,
że było tego wszystkiego za dużo. Jakby autor chciał dać czytelnikom zbyt
wiele, co w efekcie doprowadziło do takiego kotła, w którym wymieszane jest
wszystko, panuje chaos i nie sposób chwilami odnaleźć się w tym, gdzie się
znajdujemy, kto z kim walczy i dlaczego, jakie są pobudki do wojny czy
pojedynków.
Generalnie wychodzę z założenia, że sam pomysł na fabułę był
dobry. Trzeba przyznać, że Urbańczyk wybrał jedną z bardziej chwytliwych
legend, ale chyba sam w pewnym momencie się zagubił w tym, co chciał przekazać
czytelnikom. Bo sam początek był dosyć obiecujący – ale potem coś zaczęło
zgrzytać, przestało to wszystko ze sobą współgrać. Zabrakło tutaj jakby
odpowiedniego wyważenia poszczególnych elementów, spokojnie można było
zrezygnować z niektórych wątków, które i tak chwilami sprawiały wrażenie nagle
urywanych. Sam język autora wydaje się być jednak dosyć przyjemny – widać, że
potrafi on się bawić słowem, pięknie opisywać poszczególne miejsca czy
sytuacje, w sposób barwny i plastyczny, ale jednak sam styl to nie
wszystko.
Wydaje mi się, że Ostatnie
lato Wandalów to przykład tego, że czasami chcąc zbyt wiele, można po
prostu przesadzić i nie wyjdzie z tego nic dobrego. Chaotyczny rozwój wydarzeń,
kiepska kreacja bohaterów, kulawe dialogi i brak dobrej atmosfery, która może
chociaż trochę podratowałaby tę powieść – niestety, debiut tego autora okazał
się być w moim przypadku totalnym niewypałem.
Za egzemplarz dziękuję wydawcy.