Obcowanie z książkami Grahama Mastertona to już niemal
tradycja w moim życiu czytelniczym. Jego twórczość gości u mnie bardzo często i
chociaż śmiało mogę przyznać, że zazwyczaj wiem, czego mogę się po nim
spodziewać, to i tak lubię powracać do jego dzieł. Nawet jeżeli zdaję sobie
sprawę z tego, że nie wywrą one na mnie wielkiego wrażenia (choć nie jest to do
końca adekwatne określenie), to po prostu na tyle lubię Mastertona jako autora,
że czytanie jego powieści tak czy siak sprawia mi przyjemność.
Dzieci zapomniane przez Boga to klimatyczna opowieść, w
której dzieją się rzeczy… iście dziwaczne. Czy mnie to zdziwiło? Nie. Doskonale
wiem, że Masterton ma niesamowicie bujną wyobraźnię, więc można się po nim
spodziewać dosłownie wszystkiego. Jego horrory często oscylują na krawędzi
zjawisk paranormalnych, a i w tym aspekcie można oczekiwać oryginalności i
niesamowitej pomysłowości ze względu autora. I niestety, nie napiszę Wam
dokładnie, co dziwacznego spotyka w tej książce kobiety, ale jest to naprawdę
„creepy”. Nieco obrzydliwe, absurdalne, ale jednak niespotykane.
Ciekawym aspektem jest to, że nie odczułam wrażenia, jakoby
miało się tutaj do czynienia z jednym, głównym bohaterem. Owszem, pojawia się
dwójka detektywów - Jerry Pardoe i Dżamila Patel
– znanych z powieści Wirus, ale generalnie perspektywa wędruje od jednej
postaci do drugiej. Z jednej strony pojawia się śledztwo tej dwójki, która
próbuje odkryć sprawę zdeformowanych płodów, o jakich medycyna do tej pory nie
słyszała, gdzieś tam pojawiają się potencjalne ofiary doświadczające dziwnych zjawisk,
jest też Gemma Bright, która zajmuje się nadzorowaniem systemu kanalizacyjnego
w Londynie i podczas jednej z inspekcji wraz ze swoją ekipą doświadcza czegoś
okrutnego i niespotykanego.
Autor ten w bardzo obrazowy
sposób opisuje rozwój wydarzeń i poszczególne sytuacje – chwilami osoby
bardziej wrażliwe zdecydowanie nie będą w stanie sobie z tym poradzić. Graham
Masterton nie stroni od brutalności czy makabry, ale też pobudza umysł
czytelnika pod kątem nie tylko potencjalnej obrzydliwości, ale pobudza
wyobraźnię pod kątem psychologicznym. Akcja tej książki ma doskonałe tempo,
wiele się tutaj dzieje, a zakończenie zdecydowanie wywołuje lekkie ciarki na
plecach. Tutaj nie mamy pewności co do tego, czy doczekamy się szczęśliwego
zakończenia, bowiem autor uwielbia pozostawiać swoich czytelników z tą nutką
niepewności.
Sam pisarz wyznał w
wiadomości dla polskich czytelników, że nie tylko ma nadzieję, że nie będą oni
w stanie zapomnieć o tej historii, ale też, że pisanie jej było dla niego
trudne i nieco kontrowersyjne. Zastanawiacie się pewnie z jakiego powodu? Tego
już nie wyjawił, ale myślę, że po zapoznaniu się z nią mogę mieć pewne słuszne
podejrzenia. Zdecydowanie pojawia się tutaj kwestia porzucania zdeformowanych
dzieci, aborcji, igrania z życiem i śmiercią. Dobrze wiemy, że ludzie mają
różne opinie na ten temat – jedni uważają, że każde dziecko powinno się urodzić
i zasługuje na miłość, inni wychodzą z założenia, że gdy płód jest zdeformowany
bądź mamy pewność tego, że urodzi się ono mocno chore, to aborcja jest jedynym
słusznym rozwiązaniem. Kto ma rację? Oto właśnie ta kontrowersja.
Generalnie, choć powieść ta
nie wywołała we mnie większego uczucia strachu czy wyrzutu adrenaliny, to i tak
uważam ją za godną uwagi i przyjemną lekturę. Lubię powracać do twórczości tego
człowieka, zawsze dobrze się przy niej bawię, a fakt, że udało mu się tym razem
przemycić w tego typu historii tak kontrowersyjną i refleksyjną tematykę, jest
czymś naprawdę pozytywnym.
Za egzemplarz dziękuję wydawcy.