Tłumaczenie: Aleksandra Wolnicka
Człowiek z lasu
jest literackim debiutem Phoebe Locke, która zajmowała się pracą w szkole
kreatywnego pisania czy też była gospodynią londyńskiego salonu literackiego
Speakeasy. Ma więc pewne obycie w dziedzinie literatury, ale dobrze wiemy, że
to czasami nie wystarcza. Nie każdy posiada dar do tworzenia historii, nie
każdego obdarowano lekkością pióra, ale też nikomu nie zabroniono próbować. A
czasami trafiają się naprawdę zaskakująco udane debiuty i okazuje się, że ktoś
posiada po prostu dar do tworzenia wciągających opowieści.
Locke postanowiła nieco połączyć tajemniczą legendę, morderstwo i sprawy rodzinne, co wyszło jej naprawdę nawet nieźle. Chwilami książka ta sprawia wrażenie, jakby pochodziła z pogranicza lekkiej psychozy i zjawisk paranormalnych. Czytelnik nie ma pojęcia, czy tytułowy człowiek z lasu jest tylko chorym wymysłem grupy nastolatek, czy może jednak owa legenda ma w sobie ziarno prawdy. A może Człowiek z lasu istnieje naprawdę i faktycznie porywa ukochane córki ze szczęśliwych rodzin? Rzekomy Człowiek z lasu podobno sam był kiedyś ojcem i zabił swoją małą córeczkę, a teraz szuka kolejnych ofiar… Może po prostu mamy do czynienia z seryjnym zabójcą?
Istotną rzeczą w tej powieści jest to, że bardzo często
zmieniana jest perspektywa, z której poznajemy rozgrywające się wydarzenia, a
co więcej, trafiamy do różnych punktów czasowych. Mimo wszystko Phoebe Locke
tak dobrze sobie poradziła z zaprezentowaniem tego w takiej formie, że nie
sposób się tutaj pogubić. Wszystko jest w pełni klarowne i przejrzyste, a też
stopniowe dawkowanie informacji poznawała sobie krok po kroku ułożyć w głowie
całą historię. A sprawia ona wrażenie naprawdę złożonej, chwilami może nawet
nieco skomplikowanej, ale naprawdę ciekawej…
Sadie i Miles w bardzo młodym wieku zostali rodzicami. Gdy
ich córeczka Ambera przyszła na świat, nie posiadali się z radości. Nagle
jednak Sadie z dnia na dzień porzuciła rodzinę, przepadła bez śladu, a Miles
musiał sam sobie radzić w roli ojca. Amber wychowywała się bez matki, toteż
nagły powrót Sadie, gdy dziewczyna stoi już u progu dorosłości, jest dla niej
totalnym szokiem. Podobnie jak i dla Milesa, który jednak nigdy nie przestał
kochać matki swojego dziecka. Próbują powrócić do normalności, aczkolwiek
atmosfera jest dziwna i napięta. Zwłaszcza, że Sadie sprawia wrażenie lekko
niepoczytalnej, a przeszłość i legenda o człowieku z lasu nie dają jej o sobie
zapomnieć.
Szaleństwo Sadie negatywnie odbija się na Amber, a my mamy
okazję zapoznać się nie tylko z wydarzeniami, które pokazują próbę odbudowania
ich relacji, ale również momenty późniejsze. Chwilami Locke oferuje nam także
perspektywę rzekomego Człowieka z lasu, zabiera nas też w podróż w przeszłość.
Wszystko to ma na celu nakierowanie czytelnika na potencjalne rozwiązanie
tajemnicy i próbę zrozumienia tego, co spotkało poszczególnych bohaterów. Muszę
przyznać, że była to dobra zabawa, a zakończenie nawet lekko mnie zaskoczyło.
Ta swoista groza i psychoza nadały owej powieści intrygujący klimat, który
chwilami zbijał czytelnika z pantałyku i dobrego tropu.
Akcja ma odpowiednio tempo i autorce nawet udało się budować
to swoiste napięcie, które działa na korzyść całej lektury. Podziwiam ją za to,
że sama chwilami nie pogubiła się w tych zmianach perspektywy i punktach
czasowych. Widać, że miała wszystko przemyślane i zaplanowane, że w odpowiedni
sposób udało jej się przelać tę wizję na papier. Jej styl nie pozostawia wiele
do życzenia – lekki i przyjemny, zatem powieść tę czyta się naprawdę dobrze.
Za egzemplarz dziękuję wydawcy.