Data wydania: 29.01.2020
Tytuł oryginału: Storm and Fury
Tłumacz: Katarzyna Agnieszka Dyrek
ISBN: 978-83-8075-984-8
Wymiary: 140 x 200 mm
Wymiary: 140 x 200 mm
Strony: 552
Cena: 42,90
Cykl: The Harbinger #1
Kilka lat temu zostałam całkowicie omamiona przez seksownego
kosmitę znanego jako Daemon Black, choć doskonale zdawałam sobie sprawę z tego,
że seria książek, w której ten bohater się pojawia, jest raczej dosyć
schematyczna. Mimo wszystko do dnia dzisiejszego przepadam za cyklem o
Luksjanach, a Black pozostaje jednym z moich książkowych mężów. Chętnie też
sięgałam później po kolejne dzieła Armentrout, jednak nie było mi już nimi aż
tak po drodze, jak miało to miejsce w przypadku historii Daemona i Kate. A jak
było z jej najnowszą powieścią, której tytuł brzmi Sztorm i Furia?
Piszę to z ciężkim sercem, ale chyba powoli staje się za
stara na takie historie. Chociaż książki tej autorki są uwielbiane przez wiele
czytelniczek, tak mnie urzekła w jakiś sposób tylko seria Lux – choć i tak wiedziałam, że nie wnosi ona nic nowego do gatunku
romansów paranormalnych czy lekkiej fantastyki młodzieżowej. No może poza
motywem kosmitów w takim wydaniu… Potem pojawiła się na mojej półce seria Dark Elements, w której autorka
stworzyła świat pełen demonów i strażników, a Sztorm i Furia jest powieścią
osadzoną dokładnie w tym samym świecie i choć skupia się na zupełnie innej
bohaterce, to pojawiają się tutaj również postacie z poprzedniego cyklu.
Poznajcie zatem Trinity Marrow, która potrafi się
komunikować z duchami i zjawami. Jej dar jest wyjątkowo rzadki, jak i cenny. Na
tyle cenny, że od dziecka musi pozostawać w ukryciu – w odosobnionej
posiadłości strażników, którzy strzegą świat przed demonami. Gdyby piekło
poznało prawdę o jej istnieniu, dziewczyna znalazłaby się w ogromnym
niebezpieczeństwie. Wkrótce jednak i tak pojawiają się pewne fakt, które
sprawiają, że strażnicy muszą zacząć działać, a główna bohaterka pakuje się w
tarapaty – wkrótce dotrze do wszystkich to, że w powietrzu wisi nadprzyrodzona
wojna zagrażająca całej ludzkości.
Niestety, postać Marrow zupełnie nie przypadła mi do gustu.
Ta osiemnastoletnia dziewczyna zachowuje się jak rozkapryszona dwunastolatka, z
inteligencją godną pożałowania. Była niesamowicie irytująca i infantylna,
dlatego zdecydowanie nie jest tym typem postaci, który zyskuje moją sympatię.
Zayne’a pamiętałam z serii Dark Elements, ale tutaj jakoś wypadł strasznie
blado – podobnie jak cała ich relacja. Jakaś taka denna, wymuszona, dialogi
chwilami były wyjątkowo żenujące. Nie wiem, czy po prostu takie śmieszne
nastoletnie podchody już do mnie nie trafiają, czy po prostu faktycznie jest to
na swój sposób niedojrzałe.
Książka jest generalnie napisana bardzo prostym i przyjemnym
językiem, więc czyta się ją szybciutko, ale ponownie jest to coś, co nie wnosi
nic nowego do swojego gatunku. Znana, oklepana historia o wybrańcach,
wyjątkowych umiejętnościach, wielkim zagrożeniu, walce dobra ze złem, o tym, że
być może demony wcale nie są takie złe, a ktoś całe życie wmawiał bohaterom coś
innego. Schematyczne tematy i motywy skutkują tym, że nie ma w tej książce nic
zaskakującego. Osoba, która ma na swoim koncie czytelniczym już sporo tego typu
książek nie znajdzie tutaj nic szczególnego. Nie poczuje żadnych emocji,
uniesień, wzruszeń.
Jestem trochę zawiedziona tym, że odebrałam tę powieść w taki,
a nie inny sposób. Chciałam, żeby ta historia przypadła mi do gustu, urzekła
mnie, zaintrygowała. Niestety, zapewne szybko o niej zapomnę i nawet nie wiem,
czy będę miała ochotę sięgać po kontynuację. Wiem, że Armentrout bazuje na tym,
co pokochały jej czytelniczki i jestem przekonana, że wierna fanki jej
twórczości na pewno są czy będą zadowolone z tej historii, ale ja chyba jestem
gdzieś poza tym. A mimo wszystko potrafię to zrozumieć – kocham chociażby urban
fantasy i nie przeszkadza mi w książkach z tego gatunku pewna schematyczność,
dlatego też rozumiem, że jak ktoś kocha tego typu opowieści, to też nie zwraca
uwagi na pewną powtarzalność.