Żeby tak odetchnąć na chwilę od recenzji to... przyszła pora na wpis tematyczny! Czemu nie! Dzisiaj święto wszystkich kobiet, kobiecej siły, więc drogie Panie - życzę Wam samych cudów! Czego tylko zapragniecie! Książek, wina, jedzenia bez granic i nie tycia... Wiecie jak jest.
A skoro dzisiaj nasze święto to zaprezentuję Wam moje ulubione kobiety książkowe! Lecimy!

I wydaje mi się, że moim numerem jeden jest zdecydowanie Kate Daniels! Ta kobieta to istna burza! Czysta kwintesencja kobiecej siły pod każdym względem. Poznajemy ją jako samotniczkę, wyszkoloną zabójczynię, która jakby miała wszystkich gdzieś. Robi to, co do niej zależy, zarabia na siebie, dba o siebie, nie stroni od sarkazmu i ironii. Z czasem ukazuje nam się jednak jej drugie oblicze - to kobieta, która dba o swoich bliskich, spełnia się w roli zastępczej matki, żony, kochanki. Jest po prostu idealna i uwielbiam ją pod każdym względem.

Aelin Ashryver Galathynius. Ten wybór chyba nikogo nie dziwi, prawda? Jak dla mnie najlepsza postać z całego uniwersum Maas, chociaż są i tacy, którzy uznają ją za niesamowicie irytującą, wręcz wyidealizowaną. Dla mnie jest cudowną wojowniczką, zabójczynią, królową. Świetnie się kamufluje, planuje, snuje wizje - dba o swoich bliskich, o swój kraj, czasami poświęcając samą siebie. Niejednokrotnie ukrywa coś przed innymi, byle tylko jej plan odpowiednio wypadł, byle tylko dobrnąć do celu i zapewnić im bezpieczeństwo. Lubię jej charakter, sposób bycia, siłę.

Sydney Sage też musiała się tutaj znaleźć. To młoda kobieta, która naprawdę mocno stąpa po ziemi. Wyszkolona do swojej funkcji, wszystko ma zapięte na ostatni guzik, jest idealnie zorganizowana, wykształcona, mądra, ambitna, dąży zawsze do celu i trzyma się zasad - chociaż chwilami okazuje się, że potrafi je śmiało łamać i dbać o tych, których kocha najbardziej. To bywa w niej najciekawsze - że chociaż sprawia wrażenie takiej przykładnej i ułożonej dziewczyny, to jednak potrafi pokazać pazur! Ale wierzcie mi, fakt, że ma poukładane w głowie naprawdę dobrze o niej świadczy.

No i na koniec muszę jeszcze wspomnieć o dwóch postaciach komiksowych - Harley Quinn i Raven z DC Comics. Harley uwielbiam za całe to szaleństwo, życie chwilą, bycie psychopatką, która po prostu robi, co jej się podoba. Chyba każdej kobiecie przydałoby się chwilami takie podejście do życia. Jasne, jest troszeczkę nienormalna, ale heloł! Ma tytuł doktora. A wierzcie mi, studia doktoranckie niszczą człowieka - wiem z autopsji! A Raven? Raven to taka typowa ja. Naprawdę. Chyba z nikim się tak mocno nie utożsamiam jak z nią. Nie lubi ludzi, chyba że tych "swoich". Nie cierpi, gdy ktoś się do niej przymila. Nie znosi, gdy ktoś jej przerywa czytanie - wpada wtedy w szał. Sarkazm i ironia to jej kolejne imiona. I stale musi mieć na wodzy swoje emocje, bo gdy te wymkną się spod kontroli to zaczyna się istna burza - tak jak u mnie.
I na koniec ja, jako Raven :D