Data wydania: 28.01.2019
Tytuł oryginału: The Silence
Tłumacz: Beata Gluma
ISBN: 978-83-811-6749-9
Wymiary: 140 x 205 mm
Wymiary: 140 x 205 mm
Strony: 368
Cena: 39,90
Milczenie Tima
Lebbona to literacka adaptacja filmu pod tytułem Cisza, który ukazał się w 2019 roku. Nie wiem, jak to możliwe, że
jakoś do tej pory o nim nawet nie słyszałam, bowiem to zdecydowanie takie
klimaty, za jakimi przepadam. A co więcej, w rolę głównej bohaterki wciela się
tam Kiernan Shipka, znana z roli Sabriny w oryginalnym serialu Netflixa o
nastoletniej czarownicy. A to nie wszystko, bowiem u jej boku pojawia się
również ciotka Zelda… Z tym, że tym razem gra rolę jej matki.
Muszę przyznać, że pomysł Lebbona naprawdę przypadł mi do
gustu. To taka apokaliptyczna wizja świata, w której ludzie muszą się zmierzyć
z zupełnie niespodziewanym zagrożeniem. Wszystko rozpoczyna się od ekspedycji
naukowej, która planuje zbadać niesamowitą, nowo odkrytą jaskinię. Niestety,
okazuje się, że tym samym przebudzają czyhające w niej latające zło. Dziwne
stwory, przypominające gigantyczne osy (mniej więcej wielkości kota), zaczynają
atakować wszystko, co napotkają na swojej drodze. O ile to usłyszą… Choć niosą
ze sobą śmierć, są zabójczymi drapieżnikami, o jakich świat nie słyszał, to
jednak życie w jaskini sprawiło, że są ślepe. Mają za to doskonały słuch…
Świat ogarnia panika – bezlitosne istoty zaczynają pustoszyć
miasta i rozmnażają się w zastraszającym tempie. Rozprzestrzeniają się coraz
bardziej, coraz szybciej, a zbiorowa panika jest najgorszym, do czego mogą
posunąć się ludzie – skoro te zwierzęta przyciąga nawet najcichszy szmer, to
jakże muszą się radować, gdy słyszą istny hałas! Rasa ludzka jest bezradna –
nie ma pojęcia jak walczyć z nowo odkrytym gatunkiem. Rząd nie jest pewien, czy
zarządzić ewakuację, czy kazać wszystkim pozostać w domach… Jednak chyba każdy
sobie może wyobrazić, że w takich chwilach każdy dba przede wszystkim o siebie
i swoich bliskich. Nie słucha rządu, nie ma współdziałania, jest tylko ten
pierwotny instynkt, gadzi mózg przejmuje nad nami kontrolę. I niestety, nie
zawsze wychodzi nam to na dobre.
Nie da się ukryć, że sytuacja opisana w tej powieści jest
iście beznadziejna. Czuć tą bezsilność, niepewność i strach – wespy poruszają
się niemal bezgłośnie, ale same wyłapują najmniejszy szmer. Rodzina Andrews
postanawia skryć się w ich dawnym domu, który znajduje się na totalnym odludziu
– liczą na to, że tam będą bezpieczni. Jednak najpierw trzeba tam dotrzeć w
jednym kawałku… A teraz już nie tylko wespy są zagrożeniem, teraz sprawdza się
również powiedzenie „człowiek człowiekowi wilkiem”. Przewija się tutaj motyw
podróży i apokalipsy, wraz z rodziną stajemy się świadkami upadku miast i walki
o przetrwanie, choć nie czułam tutaj takiego typowego klimatu apokalipsy.
Rozgrywające się wydarzenia poznajemy z perspektywy Huwa,
ojca i głowy rodziny – to twardo stąpający po ziemi facet, który chce zapewnić
swoim bliskim bezpieczeństwo oraz z perspektywy Ally, jego nastoletniej,
niesłyszącej córki. Ich punkty widzenia przeplatają się ze sobą i umożliwiają
nam ujrzenie tego wszystkiego zarówno oczami osoby dorosłej, jak i dziecka.
Choć nie da się ukryć, że Ally jest dosyć dojrzała jak na swoje zaledwie 14
lat. To mądra i sympatyczna dziewczyna, która nie użala się nad sobą, choć w
wyniku wypadku straciła słuch. Bohaterowie muszą trzymać się razem, aby
sprostać czoła niebezpieczeństwom, które napotykają na swojej drodze.
Niejednokrotnie muszą podejmować trudne decyzje, które wywołują łzy. Smutek i
bezsilność – tych emocji tutaj nie brakuje, choć wydawałoby się, że jednak
każdy mieszkaniec Ziemi ma jeszcze nadzieję na pozbycie się dziwacznych
osopodobnych istot, które sieją spustoszenie w zastraszającym tempie.
Powieść jest napisana całkiem przyjemnym językiem, więc
czyta się ją dosyć lekko. Potrafi zaciekawić, zwłaszcza z początku, a potem z
kolei trzyma nas w niepewności dotyczącej samego zakończenia – czy znajdzie się
sposób na wygraną? Czy rodzina przetrwa bez szwanku? Czy inwazja zostanie
zażegnana? Właściwie cała atmosfera każe czytelnikowi nie myśleć o szczęśliwym
zakończeniu. Jest ponuro i mrocznie, a akcja toczy się umiarkowanym rytmem.
Jest jakby trochę stonowana – zbyt szybkie tempo mogłoby tutaj faktycznie
zadziałać na niekorzyść całej historii.
Tim Lebbon zaoferował czytelnikom nieco oryginalną wizję
końca świata, zachowując przy tym takie elementy, które idealnie pasują do
apokalipsy i właściwie są jej nieodłączną częścią – podróż, ucieczka,
niepewność, przetrwanie. Czytało się to całkiem przyjemnie.