Data wydania: 13.11.2019
Tytuł oryginału: War of the Wolf
Tłumacz: Jakub Jedliński
ISBN: 978-83-8135-011-2
Wymiary: 135 x 210 mm
Wymiary: 135 x 210 mm
Strony: 456
Cena: 54,90
Cykl: Wojny wikingów #11
Są takie rzeczy w życiu człowieka, które uświadamiają mu,
jak szybko biegnie czas. I okazuje się, że niestety dobre książki też się
sprawdzają w tej roli. Jeszcze na początku tego roku cieszyłam się, że mam
okazję zapoznać się z pierwszym tomem sagi Wojny
Wikingów, byłam podekscytowana, że przede mną cudowna przygoda, że każdy
nowy miesiąc będzie ze sobą przynosił nowy tom, i naprawdę nie mam pojęcia,
kiedy to minęło tak szybko, że moja podróż u boku Uhtreda niemal dobiegła
końca…
Chociaż główny bohater w końcu odzyskał swoje dziedzictwo,
ziemie, dom, czyli jednym słowem Bebbanburg, to los ponownie postanawia z niego
zakpić. Czyżby przychylność bogów miała swoje granice? Czy znowu chcą go
wystawić na próbę? A może po prostu bawią się kosztem tych, którzy są wobec
nich lojalni? Starzy wrogowie nie dają za wygraną, a na horyzoncie pojawiają
się nowi – potężna armia wojowników, którzy działają niczym ogromna wataha
wilków. Wpadają w bitewny szał, nic nie jest w stanie stanąć im na drodze,
sieją popłoch i strach. Ale czy Uhtred ugnie się przed takim zagrożeniem?
Muszę przyznać, że niektóre wydarzenia z tego tomu mocno
mnie poruszyły. Właściwie to ubolewałam nad stratą Uhtreda, ale rozumiem,
dlaczego autor podjął takie, a nie inne kroki – sam z resztą wyjaśnia to w
nocie historycznej. Co ciekawe, zawsze też obawiam się o życie głównego
bohatera, bowiem nie da się ukryć, że kłopoty to jego drugie imię. Chociaż jest
wielkim wojownikiem i sieje postrach, to znacie to powiedzenie „trafiła kosa na
kamień”? A tutaj potężni wojownicy uznający się za wilki są naprawdę konkretni.
I chociaż nieustraszony Uhtred kpi sobie z potencjalnego zmierzenia się z nimi,
to gdzieś tam w środku również się ich obawia, chociaż nie da tego po sobie
poznać.
Uwielbiam klimat tej sagi, bowiem dzięki niemu mogę się
przenieść do tych czasów podbojów, do dawnej Anglii, mogę przeżywać niesamowite
przygody, podróżować i być świadkiem legendarnych bitew i pojedynków. A
wszystko to u boku naprawdę znakomitych bohaterów, bowiem nie tylko Uhtred jest
tutaj dobrze nakreśloną postacią. Autor znakomicie prezentuje od samego
początku różnice miedzy chrześcijanami i poganami, sposób ich postrzegania
świata, nieporozumienia i zasady, co jest widoczne między innymi w zachowaniu
poszczególnych bohaterów. Tutaj dodał do tego wszystkiego motyw
wojowników-wilków, którzy potrafią naprawdę wpaść w bitewny szał. Jest
konkretnie!
Tej sadze nigdy nie brakowało akcji i wciągającej fabuły,
bowiem każdy tom oferuje nam niesamowite przeżycia. Wspaniale obserwuje się
rozwój wydarzeń i dostrzega zmiany zachodzące w głównym bohaterze, a Cornwell i
tak potrafi nas zaskoczyć, zawsze wrzucić coś nowego, świeżego, co nie
pojawiało się w poprzednich tomach. Może są to takie delikatne smaczki, które
gdzieś tam tylko wplatają się w główne motywy, ale jednak! Tym razem moją uwagę
zwrócił fakt, jak mocno Uhtred dba o kobiety, jak karze każdego, kto dopuszcza
się gwałtów, jak gardzi takimi czynami. Uwielbiam go jako stratega, jako
wojownika i jako zwykłego człowieka.
Nieubłagany koniec nadchodzi. Przede mną ostatni tom – a
przynajmniej tak to wygląda na chwilę obecną, bowiem nie wydaje mi się, żeby
Cornwell postanowił ciągnąć to dalej. Nawet to, co najlepsze, w końcu musi się
skończyć, a Uhtred naprawdę sporo już przeżył. Teraz już uchodzi za starca i
chociaż ciężko będzie mi się żegnać z tą sagą, to wiem, że prędzej czy później
do tego dojdzie – być może zakończenie tomu dwunastego uświadomi mi, czy to już
ten moment, czy może jednak autor ma coś jeszcze w zanadrzu.
Za egzemplarz dziękuję wydawcy.