Data wydania: 11.10.2019
Tytuł oryginału: Brainstorm
Tłumacz: Aleksander Gomola
ISBN: 978-83-233-4628-9
Wymiary: 135 x 205 mm
Wymiary: 135 x 205 mm
Strony: 336
Cena: 47,00
Bycie neurochirurgiem to jedno z moich niespełnionych
marzeń, czasami do tej pory żałuję, że jednak nie zdecydowałam się pójść na
studia medyczne i brnąć w tym kierunku. Teoretycznie nigdy nic straconego, ale
jakoś czuję, że po prostu nie dałabym rady na nowo być studentem, dlatego
pozostaje mi jedynie rozwijanie tej pasji w nieco inny sposób – w poszerzanie
swojej wiedzy, dla swojej własnej przyjemności, dzięki oglądaniu programów
naukowych czy czytaniu odpowiednich książek. A dzieło Suzanne O’Sullivan z pewnością
można do nich zaliczyć, chociaż skupia się ono przede wszystkim na jednej
kwestii – na epilepsji.
Epilepsja, zwana też potocznie padaczką, to cała grupa
zaburzeń neurologicznych, dla której charakterystyczne są napady padaczkowe.
Wiele ludzi zna ten stereotypowy napad: drgawki, konwulsje, wstrząsy. A okazuje
się, że tak naprawdę napady te mogą mieć naprawdę bardzo różny przebieg,
czasami nawet niedostrzegalny gołym okiem. Dzieło O’Sullivan uświadomiło mi, że
epilepsja ma tak wiele twarzy, jak wiele osób na nią choruje – praktycznie
każdy przypadek, który autorka opisuje w swojej książce, jest inny. Ale jeżeli
weźmiemy pod uwagę fakt, że epilepsja to grupa zaburzeń, a nie konkretne
zaburzenie, to w sumie nie powinno nas to w ogóle dziwić…
Muszę przyznać, że wiele przypadków zaprezentowanych przez
autorkę mnie zaciekawiło, ale też zadziwiło. Faktycznie, kojarzyłam padaczkę
głównie z tym stereotypowym podejściem, co oczywiście nie jest błędnym
postrzeganiem tej choroby, ale zdecydowanie bardzo okrojonym. Mózg to w moim
odczuciu najbardziej fascynujący organ naszego ciała, który wciąż skrywa przed
nami wiele tajemnic. Niecodzienne historie zaprezentowane przez neurolożkę były
naprawdę niesamowite: czy uwierzycie, że jeden z jej pacjentów widział kątem oka
goniące go postacie z kreskówki, wiedział, że tak naprawdę nie mają one racji
bytu, ale był święcie przekonany, że je widzi. Proszę bardzo, mózg płata nam
figle. I chociaż normalnie uznalibyśmy go za świra, to niestety wszystko miało
podłoże chorobowe.
O’Sullivan na łamach tej publikacji opisuje wiele ciekawych
przypadków, ale też pokazuje, że diagnoza bywa naprawdę bardzo ciężka. Część
jej pacjentów została błędnie zdiagnozowana, chociaż wiele elementów wskazywało
właśnie na epilepsję. Przejawia się tutaj złożoność człowieka jako istoty
żywej, złożoność naszego mózgu, widać, że trzeba patrzeć na potencjalnych
chorych całościowo, co nie zawsze jest łatwym zadaniem. Szczerze podziwiam
autorkę za jej pracę, bowiem musi ona mieć nie tylko niesamowitą wiedzę, ale
potrafić radzić sobie z naprawdę trudnymi przypadkami. Ta książka pokazuje, jak
mniej więcej wygląda jej praca, z jakimi osobami się spotyka, ale też nie
brakuje w niej ciekawych faktów naukowych i interesujących zagwozdek.
To takie odkrywanie sekretów ludzkiego mózgu i chociaż
oscylujemy przede wszystkim wokół jednej grupy zaburzeń, to budzi się w nas
świadomość, że epilepsja może mieć tak wiele twarzy. Widzimy, że każdy człowiek
może inaczej przechodzić daną chorobę, że każdy z nas jest inny i do każdego
należy podchodzić indywidualnie – o czym niestety wielu lekarzy w dzisiejszych
czasach zapomina, niezależnie od tego, czy mówimy tutaj o neurologii czy innej
dziedzinie medycyny. „Burze w mózgu” to naprawdę ciekawa książka, idealna dla
wszystkich, którzy interesują się medycyną, neurologią, czy też mają z
epilepsją do czynienia na co dzień.
Recenzja napisana dla portalu duzeka.pl