Data wydania: 25.06.2019
ISBN: 978-83-8116-666-9
Wymiary: 140 x 205 mm
Wymiary: 140 x 205 mm
Strony: 448
Cena: 45,00
W lipcu tego roku miała miejsce 50. rocznica lądowania na
Księżycu. Okazała się być ona całkiem dobrą okazją do tego, aby książkowy rynek
wydawniczy wręcz zalał się pozycjami związany z kosmosem i astronomią. Jedną z
nich jest książka polskiego energetyka jądrowego, Marka Oramusa, o jakże
intrygującym tytule Wszechświat jako nadmiar. Byłam przekonana, że tak na
dobrą sprawę otrzymam tutaj coś, co skupi się jedynie na wszechświecie w ujęciu
astronomicznym, ale Oramus zrobił kilka kroków naprzód. Skupia się tak naprawdę
na wielu różnych aspektach, jednak wszystkie w jakiś sposób oscylują wokół...
naszego wszechświata. Jakby nie patrzeć – to dosyć rozległe pojęcie.
Skoro jednak to Księżyc w lipcu odgrywał najważniejszą rolę,
to pierwszy rozdział tej książki skupia się właśnie na naszym cudownym satelicie.
Związane z nim odkrycia, fakty, ciekawostki. Nie brakuje także różnego rodzaju
legend, a co ciekawe – wyjaśnienia potencjalnych zarzutów, że rzekomo
Amerykanie wcale nie wylądowali na Księżycu, a wszelkie nagrania i zdjęcia
zostały jedynie sfabrykowane! Następnie poruszona została kwestia planet i
samego Wszechświata, a skoro już mowa o Wszechświecie, to nie mogło tutaj
zabraknąć zaprezentowania sylwetki Stephena Hawkinga. Tak, zdecydowanie nie
brakuje tutaj naukowego podejścia, jednak Oramus posługuje się bardzo lekkim i
przystępnym językiem – dlatego nawet fizyka czy astronomia w tym ujęciu nie są
straszne.
W książce przewija się jeszcze wiele innych nazwisk, które z
pewnością każdy, kto siedzi w podobnej tematyce, kojarzy. Higgs czy Hawking to
zaledwie początek. Co ciekawe jednak, autor w swojej książce postanowił także
napisać co nieco o potencjalnych końcach świata, inwazji obcych, czy naszej
rzekomej przyszłości. Uważam, że znakomitym posunięciem było odnoszenie się
tutaj wielokrotnie to popkultury oraz filmów i powieści science-fiction. To
takie idealne połączenie nauki i fikcji, które jednak czasami próbują ze sobą
współgrać. Niejednokrotnie naukowcy zastanawiają się, czy fikcja, którą
otrzymujemy w tym gatunku, nie ma sensownego wyjaśnienia, a Oramus naprawdę
świetnie zrównoważył ten element prawdy i fikcji.
W książce pojawiają się również dwa wywiady. Pierwszy z
astrofizykiem, profesorem Pawłem Moskalikiem, drugi ze słynnym Erichem von Dänikenem.
Są one miłym dodatkiem do całości, która i tak jest mocno rozbudowana i
rzetelnie opisana. Autor nie leje wody, tylko prezentuje fakty i porządne
odniesienia do źródeł, czy to naukowych, czy tych bardziej masowych. Śmiało
mogę stwierdzić, że to naprawdę znakomite połączenie, a czytanie tej książki
było znakomitą zabawą – z jednej strony to czysta nauka, a z drugiej takie
łopatologiczne zobrazowanie pewnych aspektów astrofizyki. A do tego wszystkiego
nie zabrakło przemyśleń – bo czyż rozwój technologii i rasy ludzkiej nie budzi
w nas czasami pewnych wątpliwości?
Śmiało mogę polecić tę książkę nie tylko osobom, które
podchodzą do astrofizyki w sposób jedynie naukowy, ale także amatorom, którzy
choćby tylko czasami sięgają po literaturę tego typu. Jest to też coś, co
powinno przypaść do gustu fanom typowej fantastyki czy science-fiction. Marek
Oramus ma naprawdę świetny styl, a w swojej publikacji poruszył bardzo ciekawe
i interesujące tematy. Opisał je w sposób bardzo dokładny i rozbudowany, ale
nie zabrakło przy tym swoistej lekkości lektury. Zdecydowanie mi się podobało!
Recenzja napisana dla portalu duzeka.pl