Data wydania: 18.09.2019
Tytuł oryginału: The Perfect Wife
Tłumacz: Anna Dobrzańska
ISBN: 978-83-7515-583-9
Wymiary: 135 x 205 mm
Wymiary: 135 x 205 mm
Strony: 400
Cena: 39,90
Gdy zobaczyłam zapowiedź najnowszej powieści J.P. Delaneya,
to wiedziałam, że będę w stanie rzucić praktycznie wszystko, aby jak
najszybciej zabrać się za jej lekturę. Dwie poprzednie książki tego autora
naprawdę mnie urzekły, ogromnie mi się podobały i byłam przekonana, że nie
inaczej będzie w przypadku kolejnej. Okazało się jednak, że Perfekcyjna żona jest nieco inna. Fakt,
wrażenie, jakie na mnie wywarła, było jak najbardziej pozytywne, ale nie od
razu to do mnie dotarło…
Delaney wciąż trzyma się doskonałego gatunku, jakim jest
thriller psychologiczny, aczkolwiek tym razem pokusił się o włączenie do niego
elementu science-fiction. Chociaż śmiało chyba można napisać, że motyw
sztucznej inteligencji staje się już bardziej „science” niż „fiction”.
Przyznaję, że wprowadzenie tego aspektu do thrillera było ciekawym zagraniem,
które zdecydowanie nadało tej książce jeszcze większej oryginalności. Cieszy
mnie fakt, że Delaney nie boi się przekraczać pewnych granic i śmiało brnie do
przodu, oferując czytelnikowi coś naprawdę fascynującego. Ta powieść porywa, może nawet lekko omamia, zdecydowanie mocno angażuje, chociaż chwilami moje
odczucia były z tym sprzeczne – jednak o tym za chwilę. Mając za sobą całą
lekturę jestem w stanie spojrzeć na wszystko zupełnie inaczej niż wtedy, kiedy
byłam chociażby w połowie.
Abbie budzi się w szpitalu, jednak jest całkowicie
oszołomiona. Nie pamięta, kim jest, ani tym bardziej jak się tam znalazła.
Jednak mężczyzna siedzący obok niej postanawia szybko wyjaśnić jej to, co
najważniejsze: jest jej mężem, a ona jest… cobotem. Cudem nauki. Prawdziwa,
ludzka Abbie, zginęła 5 lat temu, jednak jej mąż, Tim, jako właściciel świetnie
prosperującej firmy biotechnologiczno-informatycznej, przywrócił ją do życia.
Cobot posiada wspomnienia Abbie, jej cechy charakteru, wygląd – praktycznie idealna
kopia, chociaż wciąż sztuczna… Ale gdybyście ją poznali, to na pewno nie
uwierzylibyście, że nie macie do czynienia z prawdziwym człowiekiem.
Tak naprawdę thriller to tylko jedno oblicze tej powieści.
Nie brakuje tutaj tajemnic, dziwnych zagrywek i wszystkich tych elementów,
które charakteryzują owy gatunek. Akcja ma całkiem niezłe tempo, chociaż chwilami
dosyć mocno zwalnia, ale nie brakuje tutaj takich nagłych zrywów, które
pobudzają czytelnika. Te wszystkie spokojne sceny są jedynie ciszą przed burzą.
Chwilowym ukojeniem, bowiem Delaney dba o to, aby co jakiś czas zafundować
czytelnikowi zaskakujący zwrot akcji. Przyznam szczerze, że ja poczułam się
zbita z pantałyku – momentami miałam wrażenie, że ta książka jest nudna, ale to
zdecydowanie nie było dobre określenie. Delaney mocno rozbudował swoją powieść,
zadbał o odpowiednie zaprezentowanie pełnych płaszczyzn i mam wrażenie, że
postanowił się zabawić ze swoimi czytelnikami. Właśnie stąd to moje wrażenie,
że coś tutaj nie gra – niby sporo się dzieje, ale jakby czegoś brakowało, niby
mamy intrygę, a ja szybko doszłam do jej sedna – tak mi się wydawało. To były
naprawdę złudne wrażenia, bowiem punkt kulminacyjny tej powieści zmienił
wszystko. Wtedy sobie uświadomiłam bardzo istotną rzecz: że dałam się nabrać.
Moje rozważania były zbyt oczywiste, a przecież mogłam się domyślić, że Delaney
nie zrobi czegoś tak oczywistego.
Drugim obliczem tej powieści jest zdecydowanie motyw cobotów
i zaawansowanych technologii. Doskonale wiemy, że świat biegnie do przodu, a
sztuczna inteligencja staje się faktem, a nie jedynie wymysłem ludzkiej wyobraźni.
Tim, mąż Abbie, posunął się do stworzenia robotycznej kopii swojej żony.
Tęsknota była tak wielka, że nie umiał poradzić sobie z ową stratą. Z jednej
strony jest to piękna wizja – przywrócenie do życia bliskich nam osób,
możliwość dalszego obcowania z nimi… Jednak jestem przekonana, że gdzieś tam na
dnie naszego umysłu wciąż pojawiałby się szept, że przecież to nie jest tak
naprawdę żywa osoba – mimo że do złudzenia ją przypomina. Wydaje mi się, że to
zawsze są trudne tematy, które wzbudzają w ludziach różnego rodzaju emocje. Są
różne opinie. A jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że sporo z rozgrywających się
tutaj wydarzeń poznajemy z perspektywy cobota, to zaczynamy się zastanawiać nad
zagadnieniami moralnymi czy etycznymi: czy sztuczna inteligencja ma uczucia?
Czy możemy ją zranić? Czy skoro wygląda i zachowuję się jak człowiek, to nie
wzbudzi w nas takich samych emocji?
Przyznaję, że ta książka to naprawdę zagmatwana historia,
która namieszała mi w głowie pod wieloma względami. Motyw potencjalnej etyki
względem robotów czy po prostu sztucznej inteligencji zawsze skłania mnie do
pewnych przemyśleń – na temat tego, jak należałoby je traktować i czy powinny
mieć jakieś prawa, na temat tego, czy technologia aby na pewno powinna aż tak
mocno się rozwijać i ingerować w naturalne życie i bieg wydarzeń… Wizja Tima,
której całkowicie Wam nie zdradzę, bowiem stworzenie Abbie to jedynie
wierzchołek góry lodowej, jest z jednej strony niesamowita, z drugiej
absurdalnie szalona.
Delaney po raz kolejny namieszał mi w głowie, ale ogromnie
mnie to cieszy. Lubię książki, które tak mocno mnie angażują, które dają mi
możliwość analizowania każdego aspektu opowiadanych w nich historii. Świetna
fabuła, genialne dopracowanie wszystkich wątków, ładne igranie z czytelnikiem. Wydaje
mi się nawet, że moja opinia jest nieco chaotyczna, ale to dlatego, że ta
książka naprawdę mocno do mnie trafiła, niejednokrotnie czułam się zbita z
pantałyku – co samo w sobie świadczy o tym, że naprawdę można się mocno wczuć w
twórczość Delaneya.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawcy.