Data wydania: 14.02.2019
Tytuł oryginału: Predator’s Gold
Tłumacz: Jan Hensel
ISBN: 978-83-241-6847-7
Wymiary: 130 x 205 mm
Wymiary: 130 x 205 mm
Strony: 336
Cena: 37,80
Cykl: Zabójcze maszyny #2
Zabójcze maszyny
Philipa Reeve były naprawdę bardzo dobrą książką, dlatego nie mogłam się
doczekać, kiedy w moje ręce trafi kontynuacja losów Hester i Toma pod tytułem Złoto drapieżcy (tutaj). W końcu
nastąpił ten cudowny moment, a ja pozwoliłam sobie na chwilę zapomnienia, aby
móc na nowo wejść do tego niesamowitego, choć pełnego niebezpieczeństw świata.
Oto fantastyka, która porusza wyobraźnię i oferuje niezapomnianą przygodę.
Reeve stworzył coś niepowtarzalnego – w końcu sam Peter Jackson zainteresował
się jego dziełem i przeniósł je na wielki ekran. I aż się dziwię, że ten cykl
nie zyskał większej popularności…
Od wydarzeń z pierwszego tomu minęły dwa lata – to dosyć
odważny zabieg, bowiem nie ukrywajmy, przez 2 lata w życiu bohaterów mogło się
sporo zmienić. To duży przeskok, zwłaszcza w przypadku takiej historii. Reeve
nie skupiał się zbyt mocno na tym, co działo się przez ten okres czasu, ale
ponownie wrzucił czytelników w wir porywających wydarzeń. Tom i Hester cały
czas są w drodze, stale muszą przed kimś uciekać… Podczas jednej z wypraw są
zmuszeni lądować na pokładzie mroźnego, ale i pięknego miasta Anchorage. To tam
poznają młodziutką władczynię, która ma obsesję na punkcie Ameryki –
kontynentu, który od dawien dawna uznaje się za martwy. Ale czy aby na pewno
nie ma on nic do zaoferowania?
Tym, czym Reeve wygrywa, jest zdecydowanie oryginalność.
Jestem pod ogromnym wrażeniem świata, który stworzył. Mobilne miasta,
przemierzające opustoszałe ziemie, drapieżcy pożerający mniejsze miasta, dziwna
technologia – z jednej strony jakby nowoczesna i oryginalna, nieco steampunkowa,
a chwilami jednak sprawiająca wrażenie bardzo przestarzałej. Niesamowity
klimat, niesamowite przygody, genialne pomysły. Wizja Reeve’a zdecydowanie
przypadła mi do gustu, a co więcej – to wszystko mocno porusza ludzką
wyobraźnię. Wspaniała kreacja świata, który naprawdę urzeka – chociaż nie
należy do tych baśniowych i stereotypowo pięknych.
Podoba mi się również to, że Reeve nie kieruje się
schematami i nikogo nie idealizuje. Główna bohaterka to dziewczyna z trudną
przeszłością, której dowodem jest blizna przebiegająca przez połowę jej twarzy.
Hester ma trudny charakter, bywa niesympatyczna i wredna, a jednak Tom potrafił
dostrzec jej wewnętrzne piękno. Dla mnie to dwie skrajne osobowości – Tom
sprawia wrażenie lekkoducha, posiadającego w sobie ogromne pokłady wiary i
nadziei, a Hester to taka twarda sztuka, otoczona solidnym murem. Mimo wszystko
w tym tomie widać, jak mocno potrafią nimi targać emocje – zarówno złe, jak i
te pozytywne. Chwilami poczynania Hester były naprawdę paskudne, ale miały swoje
podstawy.
Przygoda, którą tym razem zaoferował swoim bohaterom Reeve
jest naprawdę wciągająca i nieoczywista. Ten człowiek potrafi niejednokrotnie
zaskoczyć swoją pomysłowością, dobrze operuje rozwojem wydarzeń i dba o
odpowiednie stopniowanie napięcia. Nie brakuje tutaj zwrotów akcji, które
napędzają fabułę, a chwilami na jaw wychodzą pewne sekrety i tajemnice, które
wiele wyjaśniają, ale też wprawiają w osłupienie. Przepadam za motywem
zmartwychwstańców, uwielbiam podniebne loty, a nawet te dzikie polowania i
ucieczki mobilnych miast. Oto przykład tego, że istnieją równi i równiejsi,
słabsi i silniejsi. Tutaj panuje prawo dżungli, a każdy dba o swój własny
interes.
Reeve potrafił w naprawdę
nieoczywisty sposób połączyć ze sobą sporo motywów i elementów rodem wziętych z
różnych gatunków. Z jednej strony to typowa przygoda, a jednak nie brakuje w
niej steampunku czy klimatu postapokalipsy. To mieszanka gatunkowa, która ma
sporo do zaoferowania, a dodatkowo jest napisana naprawdę świetnym, bardzo
przyjemnym językiem. Jeżeli jeszcze nie zapoznaliście się z twórczością tego
autora, to najwyższa pora to zmienić!